sobota, 7 marca 2026

Nowa Ameryka - narodowa w formie, socjalistyczna w treści.

Trump jest politycznym ''Antychrystem'' - nie w znaczeniu infantylnej satanerki a ''faustowskim'', jako ta siła co czyniąc zło ostatecznie służy dobru. Bowiem nieświadomie zapewne przyczynia się do kresu protestanckiego ''judeochrześcijaństwa'', które legło u podwalin nie tylko mesjańskiego neokoszerwatyzmu, ale i w swej zsekularyzowanej wersji liberalnego prawoczłowieczyzmu. Dlatego by Ameryka ponownie stała się wielką musi raz na zawsze wyzbyć się purytańskiego dziedzictwa ideowego, jakie zagnało ją w obecny ślepy zaułek. Nie ma innego sposobu, gdyż dosłowna lektura Biblii prowadzi do ludobójstwa, szczególnie Starego Testamentu, który protestanci w praktyce przedkładają nad Nowy. Bez chrystusowego przykazania miłosierdzia i oprawy teologicznej, bazującej na greckiej filozofii i rzymskiej myśli prawnej, tak pojmowane bardziej nawet judeo- niż ''chrześcijaństwo'' stanowi krwawy, ociekający juchą i wprost demoniczny kult. Nie zaradzą temu coraz liczniejsze w USA konwersje na katolicyzm czy wręcz prawosławie, bo wątpliwe jednak by kiedykolwiek przekroczyły liczbą masę krytyczną. Poza tym żadna to alternatywa biorąc postępowanie nie tylko obecnej rosyjskiej synagogi szatana cerkwi, ale również serbskiej podczas wojny w krajach b. Jugosławii. Niestety owa patologia tyczy i rzymskiego katolicyzmu, jakiemu niedawno jeszcze przewodził durny papaj Franczesko po którym nie płakałem. Negujący głupio rosyjskie sprawstwo zbrodni wojennych na Ukraińcach, oraz podle wydający podległą sobie trzodę wiernych na pastwę chińskiej komuny. Łże-katolicyzm nie wadził Bidenowi w jego zagorzałym prosyjonizmie, czy wsparciu dla skrobanek i zaślubin pederastów. Gorzka to piguła dla prawicowca, ale pora nam skonfrontować się z faktem, że nawrót do religii nie czyni ludzi ani ich społeczeństw lepszymi z automatu. Owszem, może stać się narzędziem w rękach cynicznych skurwysynów i prowadzić do usprawiedliwiania masowych zbrodni, tak w Rosji, co Izraelu, USA czy Iranie. Zaryzykowałbym wręcz tezę, że amerykańscy ''judeochrześcijanie'' są gorsi nawet od islamistów, przynajmniej jeśli idzie o skalę i możliwości wyrządzania zła, o ileż znaczniejsze przez Stany Zjednoczone w tandemie z Gudłajstanem, niż u jakiegokolwiek z muzułmańskich krajów. Na szczęście przychodzi temu kres wedle wszelkich znaków, acz sama agonia zapowiada się będzie długa, krwawa i bolesna, gdyż bestia protestanckiego syjonizmu nie zejdzie z tego świata bez walki. Jednakże śmierć owego potwora zrodzi nową Amerykę, wolną już od skompromitowanego ze szczętem dziedzictwa zżydzonego duchowo pseudochrystianizmu. Trudno orzec z pewnością jaką postać konkretnie ona przybierze, ale z grubsza można przypuszczać, iż będzie jako się rzekło lewicowa ekonomicznie, zaś nacjonalistyczna w sferze polityki i może do pewnego stopnia także kultury. Demencja ''wokeismu'' stąd nie powróci, coby se tam różne lewaki nie roiły, przynajmniej w tym zakresie i natężeniu co dotąd. Forpocztą owych zmian stało się wyborcze zwycięstwo Mamdaniego, obranego głosami przeważnie zamożnych nowojorczyków, reprezentujących więc nowy socjalizm bogaczy. Dzieje się zaś tak, gdyż kapitalizm wyzbywa się liberalizmu, jako niepotrzebnej mu już skorupy ideowej, z którą  to zresztą miał dotąd niezbyt wiele wspólnego. Wszystko przez to, iż retoryka o swobodnym przepływie ludzi i kapitału w świecie ''bez granic i państw'' traci sens, gdy wyczerpują się zasoby taniej siły roboczej przez obecne globalne zlodowacenie demograficzne. Póty co jesteśmy dopiero na progu owego procesu, stąd obserwujemy wręcz nasilenie masowej migracji, bowiem system chce wycisnąć zeń ostatnie soki. Niemniej skala i tempo wymierania ludzkości przybrały takie rozmiary, że jak sądzę efekty będą odczuwalne już u końca obecnej dekady, a w perspektywie dwóch-trzech niemal na pewno. Zaradzić temu może, a i to w niedoskonały sposób, jeno powszechna automatyzacja produkcji i usług, która nie tyle zastępuje ludzką pracę, co niesłychanie wzmaga jej produktywność. Pozwalając jednemu człowiekowi robić nawet nie za dwóch, co wręcz dziesięciu, jak możemy to obserwować już od jakiegoś czasu w przemyśle czy rolnictwie, albo rynkowych transakcjach. Ślepy więc tylko nie dostrzega, że sfanatyzowani Amerykanie poświęcają właśnie swe interesy na ołtarzu izraelskich, acz motywy Trumpa są bardziej przyziemne, gdyż wzorem ojca zbił majątek dzięki związkom z możnym żydostwem oraz takimże lobby, które przeto w jego osobie zyskało powolnego sobie ''puryca''... Stąd i ma koszernego zięciunia, zarazem jednak wydał młodszą córkę za chrześcijańskiego Araba, maronitę z Libanu i podobnie jak on synalka bogacza, znaczy stary wyga zwęszył zmianę koniunktury na korzyść ''Fenicjan''. Spanikowany tym Beniek Szapiro z typową dla Żydów bezczelnością obwinia lewaków co i prawaków o służenie ajatollahom za ''pożytecznych idiotów''. Chuj sam przedkładając własne dobro nad ''swego'' kraju, jakiego obywatelem jest tylko formalnie, ciągnąc go w przepaść zbędnego mu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nie dziw więc, że w USA wtórują radośnie hasbarze odmóżdżone i zarobaczone piwniczaki typu Asmongolda.

W każdym razie ów demoniczny kult syjonizmu, tak w jego stricte religijnej co i zsekularyzowanej formie, doprowadził ostatecznie do katastrofy obecnej wojny z Iranem. NIEZALEŻNIE OD JEJ MILITARNEGO WYNIKU, bowiem dobitnie okazała, że Izrael jest ustrojowym ''pasożydem'' Ameryki, jakiego musi się ostatecznie wyzbyć, aby ponownie stać realnie wielką. Dlatego iż w owej relacji USA przypada rola jeno mocarnego, ale głupawego osiłka wiedzionego przez karłowatego, za to cwanego handełesa. Rubio wygadał się, że amerykańskie władze spełniły tylko mokry sen Satanjahu o zmiażdzeniu Arianu, jaki wedle jego słów trawił go niemal całe dorosłe życie. Przy czym jawna pogarda i wręcz nienawiść żywiona przez Trumpa i jego stronników wobec Zełeńskiego dowodzi, iż bynajmniej nie wszystkim Żydom w oczach gojowskich syjonistów przyznany jest tytuł ''narodu wybranego''. Wyłącznie zaś tym, którzy służą budowie ''Wielkiego Izraela'', natomiast resztę jaka z tych czy innych względów nie uczestniczy w owym projekcie traktują gorzej niż wrogów, niczym zdrajców tępiąc z całą bezwzględnością. Dowodem choćby Anna Paulina Luna, amerykańska kongresmenka i zagorzała stronniczka MAGA, kontynuująca dzieło swego dziadka z Wehrmachtu dopomagając w zabijaniu Żydów na Ukrainie, poprzez blokowanie dlań zbrojnego wsparcia. Pierdolnięty ów babsztyl, wyznający mesjanistyczny protesrantyzm, zasłynął ostatnio agresywnym i bezczelnym zaprzeczaniem faktowi wojny przeciw Iranowi. Hołdować więc będzie każdemu syjonistycznemu, co i kremlowskiemu ścierwu propagandowemu, nawet gdy sam Zełeński wsparł publicznie militarną awanturę Trumpa. Co o tyle można zrozumieć, że Ukraińcy mają pełne prawo nienawidzić szyicki reżim za przekazanie kacapii ''szahedów'', po technicznej modyfikacji jako ''gerany'' służących jej do zabijania ich żołnierzy, jak i cywilów. Tłumaczenia ajatollahów, iż nie mieli pojęcia o takowym zastosowaniu owej broni z piekła rodem, jakoś niespecjalnie przemawiają do tych co utracili krewnych lub rodaków pogrzebanych w ruinach zniszczonych przez nią budynków. Poza tym Zełeński dystansując się wobec agresji na Iran przysłużyłby się takim jak Sucker Carlson, który wprost roi o sojuszu USA i Rosji przeciw Chinom. Sączy przeto do ucha stronnikom MAGA jad kremlowskiej propagandy, jakiej nader wielu z nich niestety daje się zwieść, traktując serio brednie o ''katechujonie'' i rzekomym ''konserwatyzmie'' Trupina. Niemniej ukraiński przywódca sądzę popełnił strategiczną omyłkę, która może go drogo kosztować, gdy do władzy powrócą amerykańscy Dupokraci, zradykalizowani polityczną szajbą Trumpa. Wszakże Zełeński być może zakłada, iż wówczas nie będzie już prezydentem, stąd jego następca będzie mógł odciąć się odeń przed nową administracją USA, kto wie. Pewnym zaś jest, że polityczni szabes goje pokroju Hegsetha, czy łże-katolika Vance'a nigdy więcej nie powinni sprawować rządów nad Ameryką, ku temu należy zeń wykorzenić pustoszący ją chwast syjonizmu. Im podobni muszą więc odczuć boleśnie na własnej skórze, iż prawo siły nie oznacza prawa silniejszego, a dziwnym zrządzeniem losu dowieść tego mogą jeno Ariowie... jak obmierzłym przy tym nie byłby sam reżim ajatollahów. Nic bowiem nie tłumaczy z perspektywy USA ich wojny z Iranem, wszelkie przytaczane chaotycznie przez Trumpa i jego akolitów powody są wydumane, sprzeczne i naciągane jak majty na tyłku Murzyny. Nawet fakt zbrojnej współpracy z Rosją czy Chinami, gdyż ma ona nader problematyczny charakter, com niejednokrotnie tu wykazywał. Próba reanimacji ''szachanatu'' w Iranie była poroniona od swego zarania, potwierdzając me uwagi, sam Trump się od niej odżegnał. Mogłaby stać się realną jedynie za zgodą przynajmniej części władz reżimu, ów jednak uległ jeszcze radykalizacji pod naciskiem agresji zbrojnej na kraj. Ajatollahy i pasdary musiałyby więc teraz wykonać niezłego fikoła, aby pójść w pełni na żądania USraela, póty co zaś nic takowego nie ma miejsca. Mimo poniesienia ogromnych strat irański reżim wciąż potrafi nieźle kąsać, Trump zaś każąc zabić religijnego przywódcę zapewnił mu jedynie status otoczonego czcią męczennika, zwłaszcza w szyickim islamie z jego kultem ''szahidów''. Do tego mobilizując rzeszę wyznawców, nadal całkiem sporą tak w samym kraju, jak i za granicą, przeto deklaracje prezydenta USA, że liczył na powtórkę z wenezuelskiego scenariusza wyglądają dlań kompromitująco. Niemal na równi z jego akceptacją ''transgenderowej'' kastracji dzieci za zgodą rodziców, jaka wprawiła w popłoch stronników MAGA. Realnie rzec biorąc idzie więc o równanie gruntu pod ''Wielki Izrael'', by zapewnić mu ostatecznie regionalną, a być może nawet i światową hegemonię. Tworząc zeń iście [afro]eurazjatyckie mocarstwo położone w strategicznym miejscu, na skrzyżowaniu trzech kontynentów, bez jakiejkolwiek groźnej konkurencji w sąsiedztwie. Oczywiście śmieszy, gdy w kontrze umiarkowanie propalestyński James Talarico, biały chłoptyś z Teksasu i wschodząca ''gwiazdeczka'' amerykańskiej Dempartii, bredzi o ''niebinarnym'' Bogu. Sęk w tym jednakże, iż żadną dlań alternatywą są mesjanistyczne czuby od jankeskich Republikanów, gotowe podpalić świat w imię ustanowienia ''Wielkiego Zesraela''. Odgrywając tu jedynie rolę ''pożytecznych idiotów'', pokroju Tedka Cruza czy Lindseya Grahama, albowiem od żydowskich stokroć gorsi są gojowscy syjoniści! Przez nich Ameryka z podpory globalnego ładu stała się jego głównym burzycielem, istną ''gwiazdą chaosu'' i Czarnym Słońcem... wszak rodzącym nowy porządek rzeczy, acz diametralnie różny od intencji jego bezmyślnych twórców [ i bardzo kurwa dobrze ].

ps.

Na koniec mam jeszcze tylko pytanie do niewolniczo syjonistycznych PiSdusi: jeśli Stany Zjednoczone w imię ''Wielkiego Izraela'' ruszą na wojnę z Turcją, jakby nie było krajem NATO o drugiej liczebnie armii Paktu, też będziecie to popierać? Bo otwarcie prawi już o tym Naftali Bennett, były premier Gudłajstanu i nadal ważna postać tamtejszej polityki, więc żaden marginalny szur, którego deklaracje można lekceważąco zbyć. Sporządzony na zamówienie Knesetu raport izraelskiego wojska i wywiadu bez ogródek wykładał, iż potencjalnie groźniejszym wrogiem dla żydowskiego parapaństwa od Iranu jest Turcja. Zresztą Satanjahu już zmontował ewidentnie wymierzony w Ankarę sojusz z Grecją i Cyprem, skupiony wokół ochrony strategicznego pola gazowego ''Lewiatan''. Nazwijmy stąd rzeczy po imieniu: jeśli amerykańsko-izraelska agresja na Iran powiedzie się, USA w końcu zniszczą NATO byle tylko zaspokoić nienażartych syjonistów, mniejsza jakiego pochodzenia. Ktokolwiek poprze to w Polsce będzie kurwą, pizdą, dziwką i świnią, jednym słowem godnym pogardy hasbarystą, jak Maciej Kożuszek - szabesgoj na jakiego doprawdy nie zasłużyliśmy!