sobota, 22 sierpnia 2026

Prawica zgonuje.

...lewica zresztą też, ale o tem potem. Wypada bowiem zacząć od krajowego obejścia, gdyż bliższa koszula ciału. Miarą upadku PiS jest, iż dopiero na piąty, tak naprawdę zaś już dwunasty rok wojny w sąsiednim kraju zabiera się za ukraińskich dezerterów. W dodatku głupio, wyjątkowo zgadzam się z opinią Ksysia na ów temat, najbardziej jednak niepokoi brak wzmianki o Ukrainkach, również uchylających się od wojskowej obrony swego państwa. Znowu fatalnie daje znać o sobie starokawalerstwo Kaczyńskiego, bo żywi on zdecydowanie zbyt czołobitne podejście do kobiet jak na rzekomego pederastę. Pora by zaś wreszcie położyć kres polskiemu białorycerstwu wobec ''dam'', w rzeczywistości przeważnie wulgarnych baboli. Wszakże remedium na agresję feminazistek nie stanowi chamstwo alfonsa Tate'a, lecz konsekwentne egzekwowanie równouprawnienia płci. Kobiety wraz z nabywaniem praw należnych dotąd mężczyznom powinny również przejmować ciążące na nich obowiązki, takie jak właśnie służba wojskowa, a przynajmniej móc wdrażać się w rzemiosło wojenne doświadczając związanego z tym ryzyka kalectwa czy nawet śmierci. Zresztą sprawa i tak jest przesądzona, o czym świadczy wysoki odsetek Amerykanek wśród żołnierzy poległych na wojnie z Iranem, parytet jest tu nieomal zachowany - i słusznie. Pobór niewątpliwie przydałby się niejakiej Maszy Tunik, ukraińskiej porno gwiazdce występującej pod ''artystycznym'' pseudonimem Mary Bambola. Dekuje się bowiem w Warszawie, skąd ma czelność sabotować mobilizację wojskową jej kraju wtórując Oli Polakowej. Innej cwelebrytce z Ukrainy, tym razem pop-wyjcowi jaki z kokosznikiem na pustym łbie wdzięczył się do rosyjskiej publiki, gdy trwał już zbrojny najazd kacapów na Donbas. Zgroza bierze na myśl ile podobnych dziwek zd-radzieckich jest i w naszej nacji, także męskich... Niewiele wszakże da się zrobić z podobnym ścierwem, póty nie upomną się o nie same ukraińskie władze. Albowiem wbrew temu co pieprzy Bosak, problem z nimi leży w tym właśnie, że nie ustanowiły one wojennej dyktatury, jak należałoby już dawno uczynić. Wprawdzie Zełeński na tle uniopejsów to realny polityk, ale wciąż zbyt wiele w nim demoliberała, bo przecie zdobył władzę z niemal libertariańskim programem gospodarczym, bliźniaczym naszej Kałfederacji, jak na handełesa przystało chciał tylko robić interesy, ale mściwy pokurcz z Kremla mu nie dał. Rodzime prawactwo więc zamiast pajacować z krzyżami wołyńskimi jak Wszechpolacy, powinno żądać od władz Ukrainy, by nie tylko wzięły w cholerę dekujących się u nas swych dezerterów, ale też i dezerterki [ dezerterczynie? ]. Nawet jeśli nie podlegają one tam obowiązkowi służby wojskowej, w takim razie trzeba wywierać presję na kijowski rząd, aby je również nim objął. Nade wszystko samemu dając przykład zaprowadzeniem takowego u siebie, nie mówię o mobilizacji choćby do wsparcia medycznego, bo ma ono już miejsce, lecz pełnoprawnej żołnierce. Werbują kobiety do swych armii nie tylko izraelskie Żydy czy Kurdy, ale nawet czarni Etiopowie, jeśli więc idzie o żeńskie równouprawnienie militarne Polska jest dosłownie sto lat za Murzynami. Inaczej jak hańbą nie sposób tego nazwać w narodzie, który wydał Emilię Plater i wiele podobnych jej dzielnych patriotek. Wycie zaś dupokonserwatystów, jakoby babska wojaczka była ''modernistycznym wymysłem'' dowodzi jedynie, że nie mają oni zielonego pojęcia o tradycji, której jakoby tak bronią. Podobni w tym równie ignoranckim feminazistkom, ujadającym podczas ''czarnych protestów'' o rzekomych ''mrokach średniowiecza'', gdy w owej epoce kobiety miały prawo dochodzić swych racji w walce na śmierć i życie z mężczyznami podczas tzw. ''sądów bożych''. Z kolei w nowożytnych już czasach niemałą rolę w zawojowaniu Ameryki przez Hiszpanię odegrały baby-konkwistadory, takie jak Inés Suárez, pierwsza kobieta uczestnicząca w podboju terytorium obecnego Chile, znana ze swej bezwzględności wobec zwalczanych przez nią Indian, gdyż dosłownie nie brała jeńców. Godną jej następczynią przewyższającą jeszcze w bestialstwie okazała się Catalina de Erauso, transdżenderowa facetka, która po zrzuceniu habitu mniszki pod przybranym męskim imieniem i w takimże przebraniu odznaczyła się w zaciekłych bojach z zamieszkującymi owe ziemie Araukanami. Indiańskimi plemionami, jakie napsuły mnóstwo krwi Hiszpanom, gdyż przejmowały zmyślnie sposoby walki konkwistadorów, nauczywszy się posługiwać bronią palną wraz z jazdą konną. Nie wspominając już o Rosji, gdzie tyranię Piotra I kontynuowały niemal przez całe XVIII stulecie despotyczne i wojownicze megiery: caryce Anna, Elżbieta i Katarzyna, tyle może jeśli idzie o rzekomo ''humanizujący wpływ'' rządów kobiet. Należy przestać traktować je niczym duże dzieci, za których spierdolenie odpowiadać mają jakoby mężczyźni, co nagminnie czynią wykastrowani mentalnie dupokonserwatyści. Żadnej też alternatywy nie stanowią tu stulejarze spod znaku Fuentesa czy Tate'a, z ich pedalską mizoginią postulującą odebranie kobietom wszelkich praw, kiedy rzecz polega na czymś zgoła przeciwnym - konsekwentnym ich egzekwowaniu aż do samego końca, bywa dosłownie w żołnierskiej mogile... Wszakże taka winna być cena traktowanej serio emancypacji.

Poświęcam tyle miejsca ''kwestii kobiecej'', gdyż podejście do niej ogniskuje w sobie bezradność prawicy wobec wyzwań współczesności, nie tylko polskiej zresztą. Podobnie sprawy mają się z Ukraińcami, uderza wprost bezczelność z jaką przeobuli się co do nich nie tylko obecni wciąż lub byli PiSowcy, jak Morawiecki gromko potępiający teraz własną politykę sprzed ledwie paru laty, ale i taki zajadły ''chachłożerca'' co Grzegorz Braun. Z dekadę temu posuwając się do korwinowego zaprzaństwa deklaracjami, że nie ma nic przeciw wykupieniu przez Ukraińców z połowy Przemyśla i ćwierci krakowskiego Rynku! Memcen z kolei chwalił ich wówczas za chęć do pracy w przeciwieństwie do leniwych dlań Polaków, oczywiście za niskie wtedy stawki, wygodne dla takich ''januszexów'' co on. Bosakowi zaś kult Bandery nie przeszkadzał we współpracy z ukraińskimi nacjonalistami na bazie ''chrześcijańskich'' i ''konserwatywnych'' wartości. Wreszcie sam Karol Nawrocki jeszcze jako szef IPN słusznie twierdził, iż Ukraińcy mają prawo czcić swych ''herojów'', jakimi to nie w smak by oni nam byli, bo my Polacy nie będziemy dyktować niczym kacapy [ albo izraelskie Żydy ] innym nacjom ''prawidłową'' wedle tamtych historię. Przeto sprawiedliwą dlań karą za jej instrumentalne traktowanie jawi się fatalne przejęzyczenie o rzekomo polskich ''obrońcach'' Monte Cassino, w mowie wygłoszonej podczas niedawnej defilady wojsk RP. Przykro to rzec, ale ukraińscy migranci stali się dla naszej prawicy odpowiednikiem ''hołoty od pińcset'' i ''madek na socjalu'' zwolenników PO. Co stanowi objaw głębszej patologii, gdyż Polacy nikną w oczach jako naród, zamieniając w stado ogłupiałych z samotności zgorzknialców, którzy obwiniają za ów stan rzeczy innych, kimkolwiek by oni nie byli i skąd pochodzili. Niemniej gwoli uczciwości przyznać należy, iż rzetelnie traktowane dzieje każą zachować rezerwę wobec Ukraińców, bo jeśli ktoś ich już ''wydumał'' jako nację to sami Rosjanie wściekle zwalczający problemy, które sobie nieustannie tworzą. Przecież pierwszych ''ukrainofilów'' z poł. XIX stulecia, takich jak Mykoła Kostomarow czy Pantelejmon Kulisz, popularyzowali ówcześni rosyjscy ''słowianofile'' pokroju Michaiła Pogodina, na łamach redagowanych przez nich periodyków literackich, czy społeczno-politycznych. ''Kobziarz'' Szewczenki, tom wierszy po ukraińsku mający tam status dzieła kanonicznego, coś jak nasz ''Pan Tadeusz'' czy ''Dziady'', wyszedł w Petersburgu za przyzwoleniem carskiej cenzury, która miała zastrzeżenia jedynie do zawartych w nich drastycznych jak na tamtą epokę kwestii obyczajowych. Bo też i ów wieszcz Ukraińców był wykładowcą, podobnie co rzeczony już Kostomarow, uniwersytetu w Kijowie otwartego z wielką pompą tuż po upadku Powstania Listopadowego przez carat. W jego zamyśle służąc do rusyfikacji tejże ''matki grodów ruskich'', która jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku była faktycznie polskim miastem! Polacy stanowili wtedy jego elitę intelektualną i polityczną, acz z czasem niemałą jej cześć ogarnęły modne w owej epoce ruchy ''ludomańskie'', każąc przejść na ''ukraiństwo'' - i tak oto polski szlachcic Włodzimierz Antonowicz ostał się ukraińskim działaczem niepodległościowym Wołodymyrem Antonowyczem. Wszakże choć Ukraińcy jako nacja pojawili się dopiero gdzieś ok. połowy XIX stulecia, nie znaczy to że wcześniej nie byli ruskim wprawdzie, lecz odrębnym od Moskali etnosem, co oni sami jak widać uznawali innym tylko mianem ich określając. Konkretnie zaś Małorusami, takowym zwał się Anatolij Sawenko przewodzący największemu przed I wojną klubowi ruskich nacjonalistów w Kijowie, późniejszy jego faktyczny wielkorządca po zajęciu miasta przez ''białą armię'' Denikina. Do dziś zresztą tak nazywają siebie prorosyjscy Ukraińcy, choćby jeden z najbliższych współpracowników Girkina znany jako ''Maksym Kałasznikow'' [ pseudo godne jego spierdolenia ]. Tak więc my Polacy mamy wielkie szczęście, iż Wielko- i Małorusy zajmują się teraz sobą, a nie wspólnie nami jak to w przeszłości bywało. Rodacy wszak jakoś nie świętują z tegoż powodu, szczególnie rodzime prawaki przypominające obrażone na rzeczywistość durne cipy, dla których mężczyzna poniżej metr osiemdziesiąt jest podczłowiekiem. Powtórzę: nie sposób szanować lidera formacji, jaki krajowi pogrążonemu w wojnie zarzuca, iż jest rzekomo wojenną dyktaturą i to w sytuacji, gdy należałoby wprost domagać się odeń ustanowienia wreszcie ''kijowskiej junty''! Podejście Polski do Ukrainy to samozaoranie w czystej postaci, zwłaszcza naszej prawicy, jaka potrafi tylko gardłować o Wołyniu, który nawiasem jeszcze przed I wojną był bastionem ''czarnej sotni'' pełnym zajadle prorosyjskich Małorusów. Żadnym wytłumaczeniem jest tu ''zmiana opinii publicznej'', pół biedy bowiem, gdy politycy cynicznie grają emocjami tłumów, najgorsze kiedy sami poczynają im ulegać i to na użytek obcych potencji. Nie mam przez to na myśli jedynie Niemiec i Rosji, bo ''gównoaferę o [d]UPA'' od początku dla mnie czuć było jankeskim swądem, a tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że był to element amerykańskiej kampanii nacisku na władze w Kijowie. Oto bowiem dziwnym trafem zbiegła się z próbą sił na samej Ukrainie między jej ówczesnym ministrem obrony Fedorowem, oraz dowodzącym wtedy armią Syrskim.

Zełeński z początku stanął w owym sporze po stronie swego generała, najzupełniej słusznie, gdyż nawet Fedorow musiał przyznać, że to zasługą Syrskiego są największe triumfy ukraińskiego oręża w obecnej wojnie z Rosją. Mowa o istnej rzezi kacapów pod Kijowem [ nie było stąd żadnego ''gestu dobrej woli'' o jakim łgał Putin ], spektakularnym popędzeniu ich spod Charkowa, wreszcie odzyskaniu po ciężkich bojach Chersonia. Natomiast fiasko kontrofensywy na południu kraju obciąża już Załużnego, acz przyszło mu jeno minimalizować straty chroniąc Ukrainę przed niemal pewną klęską, do jakiej wówczas popychali ją ''sojusznicy'', nade wszystko Ameryka Bidena i Niemcy. Syrski był tak groźnym wrogiem dla Rosji właśnie dlatego, że to żaden ''banderowiec'' a wychowanek radzieckiego odpowiednika West Point, elitarnej akademii wojskowej pod Moskwą. Nigdy bowiem dość przypominać, iż Rosjanie w swej monstrualnej wprost głupocie uczynili sobie z Ukraińców możliwie najgorszego im przeciwnika, gdyż tak bardzo do nich podobnego! Rodzice Syrskiego i jego brat żyją w Rosji, kogo zaś to dziwi przypomnę, że generał dowodzący wojskami USA, jakie wespół z Sowietami rozgromiły hitlerowskie Niemcy, zwał się Eisenhower i sam miał niemieckie pochodzenie, jak zresztą do dziś większość Amerykanów. Przeto oczywiste, że stojąc przed takowym wyborem ukraiński przywódca zdymisjonował wpierw Fedorowa, ale wówczas w jego obronie wyszło na ulice naszczute soszialami kartonowe grantożerstwo, ichni odpowiednik ''wykształceńców'' z dużych miast. Rosjanie nie skorzystali z jedynej bodaj okazji, aby w rozpętanej przez nich wojnie zrobić wreszcie coś użytecznego rozpirzając owo towarzystwo dronami i rakietami. Bo też było im to na rękę, acz nie oni robili tu za prowodyrów, gdyż Fedorow jest pupilem amerykańskich techoligarchów stojących również za Vancem. Co tłumaczy czemuż amerykański wiceprezydent, dumny z upierdalania wsparcia zbrojnego dla Ukrainy, nagle zdobył się na parę ciepłych słów pod adresem jej władz, ewidentnie w interesie swych mocodawców. Znamienne, że dopiero wraz z nominacją Fedorowa decyzją Muska, tak naprawdę zaś stojącego za nim Pentagonu i jankeskich specsłużb, rosyjskie wojska zostały pozbawione dostępu do Starlinka. Dotąd bowiem mogły one bić po ukraińskich tyłach irańskimi dronami z chińskimi komponentami, ale za to naprowadzanymi amerykańskim zwiadem satelitarnym. Nie tylko bowiem Chiny prowadzą w owej wojnie podwójną grę, dostarczając obu walczącym stronom uposażenie do produkcji dronów, wraz z innym strategicznym wsparciem. USA podobnie, przywoływałem choćby tutaj raport brytyjskiego RUSI z którego wynikało, że Rosjanie modernizują swe systemy radarowe dzięki amerykańskim komponentom. Owszem, przemycanych drogą przez Chiny, ale pochodzącym ze Stanów, mowa o specjalistycznej produkcji, jakiej nie sprowadzisz przez Alibabę czy Amazon, stąd Jankesy muszą wiedzieć gdzie ona trafia i czemu służy. Fedorow cieszy się też względami Alexa Karpa z militarno-szpiegowskiego ''Palantira'', skądinąd afrożydowskiego mieszańca rasowego, bo jak widać jego ojciec gudłaj mógł się przemóc do Murzynki. Na pewno więc poszło o podział gigantycznych pieniędzy na ukraińskie zbrojenia, ile komu się z nich dostanie i w co one pójdą. Bowiem zarzut Fedorowa pod adresem Syrskiego brzmiał, jakoby nie docenia on roli dronów na współczesnym polu boju. Sęk jedynie w tym, iż to dzięki jego protekcji słynny już ''Madziar'', gdyż Węgier z Zakarpacia, został dowódcą wojsk dronowych Ukrainy, pierwszej bodaj takowej formacji spośród armii świata. Tyle że jak słusznie w odpowiedzi przypomniał Syrski, by drony mogły efektywnie zwalczać przeciwnika konieczne jest im wsparcie bardziej tradycyjnych rodzajów broni, jak choćby ciężka artyleria niszcząca umocnienia w terenie, wystawiając przez to rusactwo na odstrzał. Czołg nadal ma sens na współczesnym polu boju, wszakże w łączności z dronem i zwiadem satelitarnym, bo bez tego faktycznie to jeno pancerna trumna i kupa drogiego złomu, jaka zgorzeje niechybnie ze szczętem. Zresztą z Fedorowa taki stronnik dronów, że uwalał mocno kontrakty na ich produkcję firmie ''Fire Point'', jakiej pomysłowe wytwory biją teraz po głębokich tyłach w Rosji aż miło. Ponoć dlatego, że ów producent ma być związany blisko interesami z otoczeniem Zełeńskiego, a przypomnę wszczęła przeciw temuż ''Fire Pointowi'' postępowanie ukraińska ''antykorupcyjna bezpieka'' NABU pod faktyczną kontrolą FBI. Podobnie jak i byłej ''szarej eminencji'' rzekomo ''kijowskiego reżimu'' Jermakowi, nakładając nań nawet tymczasowy areszt. Za to ''antykorupcyjny'' sąd na Ukrainie prowadzi sprawę zdymisjonowanej już ambasadorki w USA, nominatki Zełeńskiego. Nie trzeba tu więc bawić się w jakowąś ''konspirologię'' mozolnie ''łącząc kropki'', wystarczy jedynie zestawić niniejsze fakty, by znaleźć w nich narzucającą się wręcz prawidłowość opisywanych zdarzeń.

Pod takowym naciskiem Amerykanów ukraiński przywódca musiał więc ustąpić dymisjonując z kolei Syrskiego, ale co znamienne nie przywróciwszy Fedorowa na stanowisko ministra obrony narodowej. Wybrał stąd salomonowe wyjście zgodnie z mądrością jego żydowskich przodków, ale też z właściwą im chytrością najwidoczniej wykorzystał rozdźwięk w obozie syjonistów, narastający na tle oczywistego już fiaska wojny z Iranem, przynajmniej jej obecnego etapu. Bowiem frakcja Vance'a pożarła się tu z władzami Zesraela, przeto ich medialne kurwy pokroju Laury Doomer czy Tima Poola, nawołujące dotąd wprost do zagłady Ukrainy, nagle poczęły dziwnie wychwalać ją pod niebiosa. Tym należy tłumaczyć głośny kapiszon, jakim na szczęście okazał się ukraiński atak na irański statek przewożący Morzem Kaspijskim broń dla Rosjan. Bowiem przystąpienie do wojny z Iranem w interesie Izraela byłoby ze strony Ukrainy wprost katastrofalnym rozwiązaniem, sam też potępiałem prosyjonistyczne skrzywienie jej mediów na drugim kontrblogu, ale osobliwie głównie ze strony opozycyjnych względem Zełeńskiego. Nade wszystko z neobanderowskiego obozu Poroszenki, najwidoczniej powielającego sojusz zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej skrajnej prawicy z Izraelem. Kogo dziwi, iż Zełeński choć sam Żyd dystansuje się wobec tego nie ma przeto pojęcia, że idzie tu o nację handlową, której przedstawiciele owszem popierają się, ale dopóty tylko im się rzecz opłaca, inaczej porzucą wspólników bez skrupułów, co zresztą mają usankcjonowane w samym Talmudzie. Żydowskie w dużej mierze władze Ukrainy doskonale zdają sobie sprawę, iż jak dopiero co wyszło na jaw kiedy niedawno zmarła ciota Lindsey Graham cisnął na przekazanie jej baterii ''Patriot'', transakcję zablokował osobiście Satanjahu pod pretekstem, że jakoby tym sposobem mogą dostać się one... Iranowi! Żyd Żydowi Żydem, tak zawsze było, jest i będzie, nie zmienią więc tego powodowane jeno chwilową koniunkturą umizgi zesraelskich dziwek medialnych do Zełeńskiego. Pal je licho, najgorsze ścierwo to gojowscy syjoniści jak Vance, który miał wywierać nacisk na władze Ukrainy, by zaprzestały ataków na rosyjskie statki w Morzu Czarnym i Azowskim, gdyż cierpi na tym i Kazachstan oraz zachodnie koncerny mające tu udział. Wielka szkoda stąd, że polska prawica podąża jego śladem, bo jak raczył się był wyrazić otwarcie już grający nań Sucker Carlson: ''my Amerykanie idziemy na wojnę z Chinami, musimy więc mieć Rosję po swej stronie''. Kremlowcy nie chcą jednak pójść na układ, przeto Trupin zakpił zeń trując mu o Ruryku i Pieczyngach, co Carlson wysłuchiwał z tępą miną, gdyż liczył na farmazony o ''złotym miliardzie'' i globalistach, jakich dyktat obalić miał sojusz ''konserwatystów'' z Ameryki, zachodniej Europy i Rosji. Prawacka wersja ''Wielkiego Okcydentu'' i ''Globalnej Północy'' z rojeń starego Brzezia w jego ''strategicznej wizji''. Bowiem krajowym tumanom należy wbijać nieustannie do zakutych łbów, że Jankes zwyczajnie nie chce, aby Chinol pchał mu się swymi brudnymi żółtymi paluchami w strategiczny dlań rejon arktycznej Hyperborei. Przeto i oficjalna wizyta Vance'a w bazie amerykańskich wojsk na Grenlandii o wdzięcznej nazwie Thule, przemianowanej wprawdzie na Pifittik, czy jak to się zwie w eskimosko/innuickim narzeczu, ale wiadomo o co naprawdę idzie:). Skądinąd zajmującej kluczową pozycję dla ''projekcji siły'' USA w kosmosie, gdzie też rozgrywa się ich główna batalia z Chinami, wszak ów temat omawiałem w tekście na drugim kontrblogu traktującym o ''astropolityce realnej'', stąd nie będę się o nim już tutaj rozpisywał. Poświęcam zaś tyle miejsca wydarzeniom na Ukrainie, gdyż chwiejne podejście do niej polskiej prawicy wyraźnie okazuje, jak bardzo jest ona niesamodzielna i wtórna wobec amerykańskiej, nawet a zwłaszcza ta rzekomo ''prorosyjska''. Czego dowodzi aż nadto spierdolenie współpracownika Ziobry do Nadniestrza, choćby to z jego strony jedynie świadome wprowadzanie tuskowej prokurwatury w błąd, gdy Zbychu dekuje się w USA ciesząc ochroną ponoć samego Trumpa. Pogrążając tym ostatecznie broniący go niepotrzebnie PiS...

Rozpad owej formacji nie dziwi więc ani trochę, skoro dopiero com pisał, że jej stan przypomina zdewastowane operacjami plastycznymi oblicze poseł Krupki, towarzyszącej stąd wiernie prezesowi Kaczyńskiemu w drodze na samo dno. Na jego konflikcie z Morawieckim korzysta zaś ''ten trzeci'', czyli prezydent Nawrocki. Bynajmniej Tusk, jaki owszem jawi się głównym beneficjentem, ale jeno w krótkiej dość perspektywie, bo na dłuższą metę rzecz wygląda dlań już zgoła inaczej. Raz, że choć nie tak posunięty w leciech co Kaczyński, niemniej też wieko od trumny poczyna wystawać mu z tyłka. Tym bardziej, iż ''prezydentura Europy'' mocno go zniszczyła, co widać po jego mocno steranym obliczu było pite w Brukseli i to srodze, inaczej zresztą nie mogło w towarzystwie Junckera. Dwa, że podobnie jak Kaczyński zostawia po sobie wypaloną ziemię tj. brak sukcesorów, bo na pewno nie będzie nim pożal się Borysław, tym bardziej Kopaczowa czy insza ''paprotka'', a Schetyna to już przeszłość. Wreszcie po trzecie i najważniejsze, cios dla prusackiego stronnictwa w Polszcze nadejdzie z nieoczekiwanej strony, ano samego Reichu. O ile tylko władzę nad nim obejmie w końcu AFD, wówczas taki Jacuś Dehnel będzie zmuszony przeobuć się zostając nazi-gejem, albo przyjdzie mu skonfrontować się z niemiłym dlań faktem, że przejebał życie hołdując fałszywym idolom demoliberalizmu, za jakich ostoję robił Berlin. Dopiero przy takowym obrocie spraw trupem PO może pożywić się triumwirat Sławo, Przemo i Krzychu, gdyż Kałfederacji urosło jedynie dzięki rozczarowanemu elektoratowi Trzeciej Nogi, a konkretnie Hujowni. Póty co zaś perspektyw na to żadnych, przeto śmieszy Wipler deklarujący buńczucznie, że jego formacja ma szansę pójść na układy z Platformą - niech se idzie, kuce skończą wówczas jako kolejna jej przystawka partyjna, a co jak co, ale Tusk umie je pożerać! Na gniciu PiS prędzej już skorzystać mogą gównobrauny, ostatecznie z połowa ich wyborców i 2/3 obecnej reprezentacji parlamentarnej to byli stronnicy i działacze partii Kaczyńskiego. Skądinąd warto by mu zadumać się, czemu tylu z nich odnalazło się w towarzystwie autentycznych onucowców, jak Ronald Lachociąg czy Piździerski, a i samego Brauna przecież wylansowały kluby ''Gazety Polskiej'' Ssakiewicza. Niemniej kto miał tam przejść z PiS to już polazł, nie sądzę więc aby doszło tu jeszcze do jakichś znaczących przepływów elektoratu, dla całej reszty zaś jaka nie chce pójść na dno wraz z prezesem Morawiecki faktycznie jawi się jedyną szansą. W życiu nie poprę bankstera, przejebał sobie u mnie zgodą na unijną deformę polskiego sądownictwa, której zawdzięczamy patologię sobiepaństwa Żurków. Wszakże kto trzyma się nadal szyldu krajowej prawicy, a z takich czy innych względów nie widzi siebie w gronie Kałfederatów czy brauniarzy, innej opcji co globalista właściwie dlań nie ma, o ile chce ratować się ucieczką z tonącej krypy, jaką stał PiS. Wszystko to zaś jest objawem generalnej dekompozycji systemu parlamentarnego w Polsce, również na lewicy gdzie mamy do czynienia z konfliktem między Czarzastym a Zanbergiem, tego zaś z Matysiakową, nawet platfusiarstwo trzyma się ledwo tylko na samym Tusku, któremu jako się rzekło nie wiadomo ile jeszcze zostało politycznego żywota. Potencjalnie stwarza to szansę dla realnego wzmocnienia władzy prezydenta RP, jako naczelnika sił zbrojnych i przywódcy państwowego o randze republikańskiego dyktatora. Nie ma więc mowy tu o przejmowaniu rządów przez armię czy tym bardziej specsłużby, lecz pierwotny sens owej funkcji ustanowionej dla ochrony porządku wolnościowego, bynajmniej zaś jego dławienia. Pytanie jednak czy prezydent Nawrocki jest w stanie to udźwignąć, bo po tym co on i jego przydupasy odstawiły niedawno z Ukrainą mam co do tego poważne wątpliwości. Zapewne przyszedł im prikaz z Waszyngtonu, a skoro pan żąda to i sługa musi, najwidoczniej jednak zgrzeszyli przy tym nadgorliwością, tak niestety typową w Polsce. Stawka na Vance'a jeszcze ich zgubi!

Wygląda przeto, iż to Amerykanie szczują nas Polaków z Ukraińcami przeciw sobie, a Rosja na tym jedynie korzysta. Trudno bowiem inaczej, jak dywersją na jej rzecz określić postulat ww. Fedorowa, by przeprowadzić wybory w ogarniętej wojną Ukrainie. Agitując pod ostrzałem nie tylko na froncie, ale i głębokich tyłach akurat, gdy nasilają się nań ataki dronami i rakietami przez Rosjan. Wprowadzając tym podziały i waśń, kiedy potrzebne jest zaprowadzenie dyscypliny jednoczącej naród, dyktowane surowymi wymogami wojny... Farmazony takowe prawi zaś człek ewidentnie na pasku Amerykanów a nie Rosjan, którzy tu jedynie dokładają swoje, pozostaje stąd już tylko zapytać: idiota to czy prowokator? Niechybnie CIA lub coś w podobie zza oceanu znowu próbuje zrobić swym sojusznikom ''prodemokratyczny'' zamach stanu, jak onegdaj czyniło to w Wietnamie Południowym, czy Turcji ledwie dekadę temu. Jankesy prowadząc wybory prezydenckie podczas II wojny nie musiały mierzyć się z lecącymi im na łeb bombami Japończyków albo Niemców, stąd w swej arogancji sądzą najwidoczniej, że innym demokracjom też się tak poszczęściło. Nigdy przeto dość powtarzania, iż ład wolnościowy w realiach konfrontacji zbrojnej ocalić może jedynie dyktatura w jej pierwotnej tj. republikańskiej formie, rzecz jasna dostosowana do obecnej epoki. Żadna tam ''demokracja'', która zazwyczaj wyradza się w ochlokrację, czyli rządy motłochu władanego przez demagogów manipulujących emocjami mas. Co zwłaszcza dziś jest łatwe jak bodaj nigdy, a to dzięki mediom antyspołecznościowym wpływającym niszczycielsko na sferę publiczną, jak zresztą sobie to zadumał pedolibek Thiel. Dowodem owe kartonowe protesty na Ukrainie, czy gejparady tamże z którymi jednako policja nic nie robi, mimo że bezczelnie łamią obostrzenia wojenne, bo rzekoma ''kijowska junta'' tak bardzo obawia się sankcji uniopejsów, gdyby poczęła wreszcie egzekwować prawo własnego kraju, co dawno już należałoby czynić. Podobnie rzecz ma się z położeniem wreszcie kresu jawnej ruskiej agenturze, za jaką służy moskiewskie duposławie, bo wtedy z kolei protesranckie zjeby MAGA, jak prorosyjska w cholerę Anna Paulina Luna, czy syjonofilski do urzygu Brian Mast, zawyliby o rzekomym ''prześladowaniu chrześcijan'' przez ''reżim Zełeńskiego''. Idę o zakład, że wówczas zawtórowaliby im tacy łże-katolicy co Vance a u nas Braun potwierdzając tym samym, iż małpowanie Jankesów, jak czyni to polska chyba jedynie z nazwy prawica, zakrawa wprost na zdradę narodową. Przy tym głupotę polityczną z jej strony, gdyż nie tylko amerykańska, lecz ogólnie zachodniacka prawica cierpi na głęboki rozstrój wewnętrzny. Skutkiem czego są co najmniej cztery różne rozdzierające ją frakcje: najbardziej obmierzła jest proizraelska i zarazem prorosyjska, reprezentowana przez takich, co wielokrotnie tu wyszydzany zjeb Tommy Robinson. Następnie jest prawica prorosyjska i antyizraelska, której rzecznikami stali się Murzyna Owensowa czy rzeczony już Carlson. Z pozoru tylko przeciwstawia się jej proizraelska i antyrosyjska, do jakiej dopiero co dołączyła Laura Loomer, potwór z ''Mar-a-Lago face'' zamiast twarzy. Wreszcie jest najbliższa mi prawica antyizraelska i antyrosyjska zarazem, niestety z przykrością muszę przyznać, iż trzy poprzednie zdają się brać nad nią górę. Przeto gotów byłem, by okazać im środkowy palec, nawet do głosowania na cholernych lewaków, ale na szczęście oni sami uniemożliwiają mi to swym niemożebnym wprost spierdoleniem. Również małpując głupoty swych okcydentalnych towrzyszy i ''queerowych siostrzyc'', jedynie na własną modłę. Prym tam bowiem wiodą takie chuje co Hasan Piker, bez żenady wysławiający ludobójcę Mao, bagatelizując jego masowe zbrodnie jako rzekome ''ekscesy''. Lewactwo wszakże żeruje na kryzysie współczesnego kapitalizmu, prawica stąd musi dysponować jakąś sensowną doń systemową alternatywą, nie zaś klepać wciąż liberalne frazesy ekonomiczne niczym Beniek Szapiro. Brzmiący dosłownie jak Komorowski z jego poronionymi radami typu: ''rusz dupę leniu, znajdź se pracę i jaką babę, a nie narzekaj tylko, boć przecie wszystko jakoby zależy od ciebie!'' itp. rozwolnościowe dyrdymały.  Wyjściem zaś z pozornego dylematu ''liberalizm czy socjalizm'' nie jest żadna ''walka ras'' czy tam płci, jak chcą spedalone Fuentesy, a rodzaj fordyzmu 2.0. Z tym wszak zastrzeżeniem, iż nie ma powrotu do czasów New Dealu i ustawodawstwa antymonopolowego w USA, gdyż społeczeństwo i ekonomia są już zupełnie inne niż ponad wiek temu. Niemniej epoka obu Rooseveltów winna służyć za wzorzec kapitalizmu państwowego, którego następne wydanie i tak jest mym zdaniem przesądzone, a to przez kolosalną wprost mobilizację, jakiej wymaga ustanowienie nowego rodzaju hegemonii amerykańskiej. Planetarnej już, bowiem ogarniającej też wokółziemski kosmos, wobec czego służebną jawi się nawet gospodarcza i wojskowa rywalizacja z Chinami. 

Tymczasem lewaki pomijają zupełnie fakt, że wzorcowy jakoby dla niektórych z nich rooseveltowski New Deal został ustanowiony w ramach mobilizacji wojennej. Szykującej USA do konfliktu na skalę już świata, wymagając stąd nadzwyczajnego zaangażowania przemysłu, oraz rzesz pracowników i żołnierzy. Mimo to amerykańskie demsocjaluchy chciałyby mieć socjal bez militaryzacji, tak jak z kolei prawactwo w osobie samego Trumpa zbrojenia kosztem rządowych usług społecznych. Nie ma zaś jednego bez drugiego, gdyż państwo opiekuńcze to wojenne zarazem, już teraz służba w armii USA stanowi dla mas Amerykanów obojga płci jedyny sposób na uzyskanie godziwej opieki medycznej czy edukacji, jednym słowem gwarancji socjalnych zapewnianych przez etatyzm. Rzecz jasna można argumentować, iż obecna mobilizacja wojenna nie musi obejmować aż tak szerokich rzesz, stąd i nie ma potrzeby uprawiania w tym stopniu jak onegdaj rzekomo ''socjalistycznego rozdawnictwa''. Wszakże porzucenie neoliberalnego gówna i tak jawi się koniecznym, gdyż Okcydent zaorał się przez globalistyczny outsourcing produkcji. Dzięki czemu zdolny jest wydawać tylko znakomitych designerów, owych ''wykształciuchów'' gotowych projektować złożone produkty, ale już od ich wytwarzania są ''żółtki'' albo ''ciapate''. Potwierdza to Palmer Luckey z ''Andrulila'', najmniej zwichrowany spośród amerykańskich techoligarchów, przyznając iż sam był częścią problemu, kiedy jeszcze szefując ''Oculusowi'' przesiadywał w chińskim Shenzhen. Bowiem jedynie tam mógł liczyć na bezpośrednie przełożenie swych pomysłów w gotowy produkt, wcale przy tym nie idzie o ''tanią siłę roboczą'' nad jaką ślinią się wszystkie libtardy i januszexy, gdyż jej nieprzebrane wydawałoby się zasoby kończą się i w Chinach. Większość procesów zwłaszcza złożonej produkcji została w nich już zautomatyzowana, natomiast dysponują one rzeszami inżynierów i techników zdolnych nastawić odpowiednio ową maszynerię, tudzież ją naprawić jeśli coś się w niej spierdoli. Luckey dowodzi więc, że faktyczna innowacja ma miejsce jedynie dzięki realnej wytwórczości, stąd Okcydent musi przywrócić wartość ludzkiej pracy, bo januszyzm byznesowy jest właściwy półniewolniczym ekonomiom o niskiej stopie zysku, kto chce więcej trzeba mu przeto wyzbyć się rozwolnościowego gospodarczo łajna. Acz pojmuję czemuż taki Beniek Szapiro gardłuje w tym duchu, gdyż pod władaniem Żyda gojom wzbronione będzie poświęcić choć jeden dzień w tygodniu na szabatowy odpoczynek, boć muszą przecie harować na rzecz ''narodu wybranego'', tak głosi ''stary zakon''! Oczywiście jak wszystko na tym padole i kapitalizm państwowy niesie z sobą pewne zagrożenia, gdy jak w Chinach przewagę zyskuje władza kapitał żyje na jej łasce, tutaj kompartii praktykującej swą wersję bolszewickiego NEP-u. Lewactwu warto by też zainteresować się, jak naprawdę wygląda ochrona praw pracowniczych w owym ''socjalistycznym raju'', który tak wychwala Piker i jego przydupasy, odpowiedź bowiem brzmi: fatalnie. Z kolei jeśli kapitaliści są górą, państwo staje się li tylko ''komitetem zarządzającym wspólnymi interesami burżuazji'' wedle formuły samego Marksa, niczym w Ameryce pod nierządem kliki Trumpa. Co prowadzi do ''socjalistycznego rozdawnictwa'' dla bogaczy, dzielących zgodnie między sobą rynek i obdarowywanych hojnie rządowymi kontraktami, ''dziką konkurencję'' za to rezerwując biedniackim przegrywom z dołu społecznej drabiny. Przeto konieczny jest tu niechby chwiejny balans w relacji władzy i kapitału, inaczej wciąż będziemy miotać się między ''akapem'' a ''faszokomunizmem'' i tak w kółko Mileiu. Zmiana obecnego paradygmatu kapitalizmu jest również niezbędna zwłaszcza dla prawicy, gdyż inaczej nie może ona zaradzić realnie inwazji nachodźców, jaka pustoszy teraz szczególnie Europę. Bowiem to nie lewactwo jest jej prowodyrem, pełniąc tu co najwyżej rolę ''pożytecznych idiotów'' wielkiego kapitału, który w jego globalistycznej postaci odpowiada za ów nieszczęsny stan rzeczy. Dlatego liberałowie i syjoniści jak Beniek Szapiro powinni wypierdalać z prawicy, przez takich co oni nie może sama właściwie zdiagnozować przyczyny zwalczanej przez nią plagi. Nie jest to bynajmniej przypadek tylko ultraliberalnej Kałfederacji i podobnych im w tym brauniarzy, jednako gromiących skutki afirmując przyczyny, ale i choćby ''niemieckiej antymigracyjnej prawicy'' z AFD, jakiej przewodzi banksterska lesba żyjąca na co dzień w Szwajcarii z ''ciapatą'' ze Sri lanki... Trudno stąd dziwić się, że sadzi ona farmazony jakoby Hitler miał być komuchem, gdyż ''etatystą'' - w takim razie kim do kurwy nędzy są anarchokomuniści?! Z kolei na Wyspach nabiera popularności równie ''antymigracyjna'' partia Farage'a, w dużej mierze za pieniądze arabskich Emiratów, wespół z jeszcze bardziej radykalnym ''Restore Britain'' pod przywództwem niejakiego Ruperta Lowe'a. Następnego bankstera, jakżeby inaczej, ale tym razem z londyńskiego City, wspieranego przez Muska ziejącego nienawiścią do związków zawodowych, bo wadzą mu one w masowym sprowadzaniu taniej siły roboczej głównie z subkontynentu indyjskiego. Czy potrzeba jeszcze więcej przykładów na dowód, że ludzie stanowiący część problemu z zasady nie mogą być jego rozwiązaniem?

Przeszkadza w tym prawicy trawiący ją do dziś ''wolnorynkizm'', tak jak lewicy z kolei jej ''antyrasizm''. Wyjściem zaś nie jest nawrót ''narodowego socjalizmu'', lecz powtórzmy rodzaj fordyzmu 2.0. w postaci odpowiedniej dla obecnych realiów, innych zupełnie niż przeszło wiek temu epoki Roosevelta. Wydawałoby się stąd, że przynajmniej umiarkowana lewica ''socdemkowa'' mogłaby skorzystać na opisanym tu rozstroju współczesnej prawicy. Nic z tych rzeczy, bowiem chce ona mieć ciastko i je zjeść zarazem, niby to wracając do robotniczych korzeni, ale zachowując transdżenderową egzemę ideologiczną i feminazizm, co nie może się udać na dłuższą metę. Dowiodła tego afera obyczajowa z Grahamem Platnerem, białym facetem ze stanu Maine, wąsaczem jak należy po służbie wojskowej, który jawił się szansą amerykańskich Dupokratów na wyjście z czyśćca ''wokeismu''. Nawet histerie koszer prawicy z powodu jego naziolskich tatuaży wychodziły mu na korzyść, nastawiając przychylnie doń wielu miejscowych stronników MAGA, zaskoczonych pozytywnie wystawieniem przez lewactwo ''swojego chłopa'', a nie kolejnego zmiennopłciowca albo czarnej chamki pokroju Dżasmin Crackers z Teksasu. Wszakże pogrążyły go dęte oskarżenia byłej kochanicy, jaka ''poczuła się zgwałcona'' przezeń dopiero po latach, jednak mimo iż sprawa była naciągana jak majty na tyłku Murzyny, popierające go dotąd lewackie influensiarstwo pokroju Pikera czy Vausha natychmiast rzuciło typa pod walec. Wypada stąd przyznać rację Richardowi Spencerowi, który co prawda hołduje ''a[ryo]pollińskim'' fantazmatom, niemniej tu trzeźwo zauważył, iż traktowany serio lewicowy populizm wyklucza ''me too'', podobnie zresztą co i BLM. O czym teraz przekonują się na własnej skórze biali lewacy, jakim to gównem jest czarny rasizm, sprzężony często z liberalnym syjonizmem jak choćby u pomienionej już Jasmine Crockett, tak złośliwie przeze mnie przezwanej. Nie mój cyrk i nie moje małpy [ nomen omen ], ale okazuje to jedynie, że prawica mimo swego obecnego rozprzężenia nie ma sensownej politycznej alternatywy. Wszakże pewnie zostanie rozgromiona podczas najbliższych wyborów w USA, czemu doprawdy trudno się dziwić biorąc fiasko poronionej od samego początku wojny z Iranem i jej koszta, tak finansowe co i polityczne, tudzież rażące błędy Trumpa podczas kampanii w kraju. Nie sposób inaczej, jak za fatalną omyłkę uznać namaszczenie przezeń równie odrażającej kreatury co Ken Paxton, słusznie znienawidzonego nawet przez znaczną część Republikanów z Teksasu skąd kandyduje. Przez co mogą oni utracić ów swój ''żelazny bastion'' dotąd na rzecz Jamesa Talarico, białego chłoptysia żywiącego niezdrową skłonność do zmiennopłciowców. Wszakże miejscowy wyborca kieruje się głównie pustoszejącą kieszenią, a to przez chaotyczną politykę celną Trumpa, nade wszystko zaś wspomniane już koszta wojny z Iranem, nie tak duże wprawdzie jak się zapowiadały, niemniej i tak znaczne dla przeciętnego konsumenta. Zresztą jeśli mimo to Paxton wygra nie będzie powodu do radości, bo to skorumpowany bydlak, jaki pewnie za sowitą łapówkę maksymalnie skrócił wyrok pedofila, ale ponieważ jest lojalistą Trumpa i szabesgojem wiernie służącym Zesraelowi, więc to wystarczy jak na standardy prawicy MAGA. Nie moje wszakże, ja z tej chujni wysiadam, żaden ze mnie świętoszek, lecz nawet jak na realistycznie obniżone wymagania, które żywię tego już nadto. Powielanie owego syfu zza oceanu w krajowych realiach zakrawa na polityczną demencję, a tak właśnie niestety czyni rzekomo ''antymigracyjna'' europejska prawica. Nie zwalczy ona nachodźczej plagi odpowiadającymi za nią liberalnymi farmazonami, obwiniając tylko lewactwo szukające tym pono ''zastępczego proletariatu'', bo to co najmniej dyskusyjne. Owszem, istnieje coś w rodzaju ''islamokomuny'', sojuszu radykalnej lewicy z muzułmaństwem, jednakże ma on czysto sytuacyjny charakter zawiązany na bazie wrogości do Izraela i syjonizmu jako takiego. Więcej tu jednak dzieli i to fundamentalnie, by wymienić choćby podejście do kobiet, zboczeńców, uboju rytualnego zwierząt, nade wszystko zaś religii i jej statusu w życiu społecznym i politycznej działalności. Sporne kwestie nie do pominięcia na dłuższą metę, stąd albo lewacy w końcu zmuzułmanieją, albo muzułmanie zlewaczeją, innej opcji nie ma. Poza tym bynajmniej nie wszystkim na lewicy podoba się nachodźcza inwazja i jej dewastujące skutki - pomnę jak Kałfederaci podniecali się na swych oficjalnych profilach, że premier Danii obcięła socjal migrantom. Nie wspomnieli wszakże, iż jest socjalistką co rzecz jasna nie omieszkałem przypomnieć kucom w komentarzach, bo przepala im to ostatnie szare komórki we łbach: jakże to, socjaliści przeciw ''socjalistycznemu rozdawnictwu''? Musem pewnie jakie naziole, a przeca za Hitlera były niskie podatki, stąd właściwie był zeń libertarianin, ha! Mówiąc zaś serio, lewicowe władze Danii prowadzą jedną z najtwardszych polityk migracyjnych w całej UE, tymczasem powtórzmy to prawicowe rządy w interesie wielkiego kapitału sprowadzały tanią siłę roboczą bywa z drugiego krańca świata, bo dlaczegóż by nie skoro hołdują dotąd ''wolnemu rynkowi'' bez granic ni państw? Wszystko com tu opisał jest objawem uchodzenia realnej władzy ze sfery oficjalnej polityki, zstępującej wgłąb szarej strefy na obrzeżach instytucji państwa, zwłaszcza armii i specsłużb, z burzliwym rozwojem naukowo-technologicznym jakiemu przewodzą dziwaczne figury pokroju Alexa Karpa czy samego Muska. W takim razie stawka na Vance'a, jaki przecież jest eksponentem owego procesu, mogłaby jednak mieć sens, gdyby nie cały mętny bagaż ideologiczny jaki się z tym wiąże. Niemniej skoro w jego postaci mamy do czynienia z politycznym kameleonem, wypada żywić nadzieję, iż porzuci on w końcu obrany przezeń fatalny kurs na Izrael i Rosję. Póty co pierwsze oznaki rozdźwięku z Satanjahu, tudzież wyrazy uznania dla walczącej Ukrainy nie są na tyle przekonujące, by mówić tu o jakimś przełomie w postępowaniu Vance'a. Obaczymy czy to aby nie z nim spotka się Fedorow podczas swej wizyty w USA do jakiej właśnie się zbiera, lub przynajmniej którymś techoligarchą w otoczeniu amerykańskiego wiceprezydenta. Należy się temu uważnie przypatrywać, bo zapewne wpłynie także na politykę postępującego jego śladem prezydenta Nawrockiego, uosabiającego podobne przemiany i w Polsce, o rzecz jasna skromniejszej skali...

sobota, 11 lipca 2026

Gównoafera o [d]UPA.

Pora to wreszcie przyznać: prezydent Nawrocki i ludzie z jego otoczenia jak Przydacz, podobnie co Ksysiu Bosak czy zawerbowany przez CIA stary komuch Miller, jednako chodzą na pasku Amerykanów. Konkretnie tych z obozu Trumpa, czy nawet już Vance'a, jakiego antyukraińską retorykę wprost niewolniczo powielają. Stanowiąc przeto aktyw polityczny USA w Polsce, amerykański odpowiednik ruskich onuc, niemieckich wasserpolacken, czy izraelskich szabes gojów. Dlatego tak nie cierpię i tępię ile sił biedarealistów, bo wojują z chochołem ''polskiego romantyzmu'' odpowiedzialnego rzekomo za nasze powstania narodowe. Rad bym wiedzieć stąd, gdzie są owi ''romantycy'', gdyż zwykle natykam się niestety jedynie na potomków tych co zabitym powstańcom ściągali buty. Marnych cwaniaczków kombinujących tylko pod kogo by się tu podwiesić, czy to Niemców, albo Amerykanów tych lub owych, Rosjan, Żydów z Izraela, a nawet Chińczyków. Pyffel, sam chiński lobbysta, ze śmiechem opowiadał jak podbił kiedyś doń takowy z propozycją: ''panie Radku, a może by tak coś tego z Chinami?''. Bo do zakutego łba nie przyszło mu nawet, że można coś zrobić po swojemu, niechby i na skromną miarę, zamiast płaszczyć przed obcymi kimkolwiek by oni nie byli. Mierzi wprost obrzydliwy serwilizm z jakim ludzie Nawrockiego podkreślają, że dopuszczono go do pańskiego stołu w Białasowym Domu. Niewiele ustępują im Sikorski czy Kosiniak-Kamysz aż przebierający nogami od tego, jakimi to wzorcowymi sojusznikami USA jesteśmy. Owszem, stawka na Stany Zjednoczone nadal ma sens, mogłoby się jednak obyć przy tym bez syndromu zakompleksionego ''polaczka'', co to posiedział ze dwa miesiące na Greenpoincie i ''on już nie mówi po polsky''. Inaczej obierzmy prezydentem RP Maxa Golonkę, który oczywiście świętuje odebranie orderu Orła Białego Zełeńskiemu. Żaden to mój bohater, dawnom pisał o nim, że kawał zeń chama i żydoruskiego gangusa z poradzieckiego Krzywego Rogu. Wszakże w tej akurat sprawie należycie potraktował Nawrockiego niczym pętaka odsyłając mu medal w paczce, bo ów zachował się niczym rozhisteryzowany gówniarz. Do tego u obu dostrzegam z niepokojem odwrotną ewolucję, gdyż jak ukraiński przywódca z komedianta wyrósł na ''twardego sukinsyna'' [ wedle określenia gen. Kelloga ], jak na rasowego polityka przystało, tak nasz prezydent choć jawił się twardzielem poczyna przypominać jakowąś ''drama queen''. Mam rzecz jasna na myśli podejrzaną aferę z rzekomym zamachem na jego życie, bo dziwne iż tak niebezpieczną sprawę nagłośniono dopiero teraz, a nie podczas kampanii wyborczej czy choćby tuż po niej. Nie tłumaczy tego nawet brak zaufania, skądinąd uzasadniony, do specsłużb państwa kontrolowanych przez gangusów Tuska, co jednak żadnym dowodem, iż Nawrocki rzekomo jest ćpunem, jak twierdzi Jasio Piński. Prędzej widzę w tym desperację atencjusza, który gorąco pragnie wykazać swym mocodawcom zza oceanu, że ''on też miał zamach'' tyle, iż dokonany jakoby przez starą babę, której obcałował ręce. Nasz prezydent i jego ludzie najwidoczniej nie dostrzegają przy tym na jakich idiotów wychodzą, dopiero na piąty już rok wojny odkrywając, że z Ukraińcami dzieli nas historia. W '22 sądzili, że kto niby poszedł wojować z kacapami: demoliberalni aktywiści potrafiący tylko wiecznie kłapać dziobem, albo tłuste lesby z fioletowymi ''czubami'' wypasione na sorosowej grantozie? Oczywistym było, że chwycą za broń w pierwszej kolejności ultrasi, zazwyczaj twardzi nacjonaliści, acz nie brak wśród nich także lewaków spod znaku anarchokomuny. Dowodzili nimi zaś niemal bez wyjątku sowieciarze, bo to oni ogłosili Ukrainę niepodległym państwem, a nie żadni tam ''banderowcy''. Wbrew zresztą na równi ówczesnemu przywództwu ZSRR, co USA jakie w osobie Busha ojca, skądinąd b. dyrektora CIA, zaklinało ich na miejscu w Kijowie by tego nie czynili. Albowiem nie tylko Rosja, ale i Zachód z Amerykanami na czele ma problem z samym istnieniem ukraińskiej państwowości, dopiero teraz z wolna i wielkim trudem do niej przywykając. Kiedy więc w końcu do krajowych tumanów dotrze, że ofiary wcale nie muszą być szlachetne, zaś kaci odrażający? Owszem, potrafią z czarującym uśmiechem oskórować jeszcze żywcem, jeśli tylko im się na to pozwoli. Kurwa mać, na wojnie ludzi się zabija, a do tego potrzebne są zupełnie inne umiejętności niż u stronników wolnego ryneczku, czy parad LGBT. Piszę to bez najmniejszych sentymentów, zaznajomiony z wojenną ''obsceną śmierci'' od której Telegram wprost przelewa się aż do mdłości. Krajowe tumany pierdolą teraz o rzekomym ''UPAdku przyjaźni'', tak jakby chodziło o jakowyś ''konkurs piękności'' a nie krwawą rzeź. Słaliśmy więc czołgi i wszelką broń do walki z Rosją cudzymi rękoma z dobroci serca? Przydacz ledwie kilka lat temu gardłujący za wsparciem zbrojnym i finansowym dla Ukraińców, teraz wypomina im, że je kradli. Znając ich pewnie tak było, tyle że kudy im do złodziejstwa samych Amerykanów! Pentagon ma chroniczny problem z audytem wydatków, przeszło połowa o ile nie więcej jego budżetu przepada w czarnej dziurze. Mowa o defraudacji na skalę wręcz kosmiczną, rzędu setek miliardów a właściwie już z pół biliona dolarów. Oczywiście pan Marcinek o tym nie wspomni, bo łasi się do nóg swych mocodawców zza oceanu, ''duposuwerenista'' jak i jego pryncypał Nawrocki. Wszakże nie żałuję oddanego nań głosu, gdyż był to jedyny sposób, aby zapobiec objęciu rządów nad krajem przez ''słupa'' warszawskiej mafii kamieniczników, za jakiego robi Czaskosky. Powtórzę: w życiu, a zwłaszcza polityce zwykle tylko taki mamy wybór - między złym i naprawdę już fatalnym, jak właśnie w tym wypadku. Nie żywiłem co do tego jakichkolwiek złudzeń, stąd zignorowałem pożal się kampanię prezydencką, omal nie przegapiłem pierwszej tury i dopiero w przeddzień wyborów jąłem sprawdzać kto zacz ów Nawrocki. Przeto i uniknąłem gorzkiego rozczarowania nim rozpętaną przezeń gównoaferą o hołd Zełeńskiego dla ''herojów'' z [d]UPA...

Od początku też czuć ją było jankeskim swądem, bo Amerykanie prowadzą podwójną grę ''kija i marchewy'' tak wobec Rosji, co i Ukrainy. Ostatnia korzystając ze zwiadu satelitarnego USA jęła bić po głębokich tyłach kacapii, nie oszczędzając nawet Petersburga ni Moskwy, sięgnąwszy aż po środkową Syberię. Ukraińcy poczęli też dusić okupowany Krym, niszcząc rosyjską logistykę nad Morzem Czarnym min. za pomocą amerykańskich ''Hornetów'' z tzw. ''sztucznym intelektem''. Naprowadzanych pono ''Starshieldem'' SpaceX, w odróżnieniu od komercyjnego ''Starlinka'' przeznaczonym do ściśle wojskowego użytku, gdzie nad wszystkim pieczę sprawuje emerytowany generał i b. dowódca sił powietrznych USA. Skądinąd zdeklarowany rzecznik ''umaszynowienia'' przez AI procesu decyzyjnego w amerykańskiej armii, by sprostać rosnącej konkurencji i zagrożeniom głównie ze strony Chin. Zarazem na ostatnie petersburskie forum ekonomiczne zawitał w medialnej oprawie Murzyny Owensowej i alfonsa Tate'a nieformalny jankeski emisariusz. Szefujący podejrzanej ''artystycznej fundacji'', odpowiadającej w przeszłości za renowację zabytkowych pałaców w Rosji. Za mecenasa robi tu min. Joe Lonsdale - zagorzały żydowski syjonista [ bo są też gojowscy ] i współzałożyciel militarno-szpiegowskiego ''Palantira''. Również posłany kacapom ''restaurator'' to nie byle kto, gdyż nadzoruje ''estetyczną oprawę'' sali balowej im. Epsteina, kryjącej tak naprawdę przebudowę bunkra pod Białym Domem, co Trump jawnie przyznał. Popierany zaś przez Muska niejaki Tommy Robinson, bo ów oszust nawet tak się nie nazywa, leci do Moskwy chlać z ojcem Elona na cześć putinowskiej mafii. Nie przeszkadza więc antyislamskiemu ''aktywiszczu'', że rosyjska stolica ma największą populację muzułmanów ze wszystkich w Europie [ jakby nie było ]. Niemal co czwarty jej mieszkaniec jest już wyznawcą islamu, ale coś Tomcio nie wyje o ''Moskwabadzie'' jak o rzekomym ''Londonistanie''. Bynajmniej, Rosja oficjalnie uznająca Taliban to dlań ''tarcza Europy'' przed inwazją muzułmańskich hord, i rzecz jasna ostoja ''tradycyjnych wartości'' jakie sam praktykuje wciągając koks do nochala. Dziwnym zbiegiem okoliczności niemal w tym samym czasie uchodząca ze stanowiska Gabbardowa wysrała raport o ''biolabach NATO'' na Ukrainie. Łżąc bezczelnie jakoby administracja Bidena przeczyła istnieniu takowych, tymczasem rzecz była wiadoma od przeszło dekad, pisano o niej w amerykańskich mediach głównego nurtu, a z tekstami umów ustanawiających ów program można bez trudu zapoznać się na oficjalnych stronach Departamentu Stanu USA. Żadne z opublikowanych przez Gabbard dokumentów nie potwierdzają też rosyjskich kłamstw, jakoby w tychże biolaboratoriach produkowano ''broń biologiczną'', ale podobnie co w przypadku jej obrony Asada sekciara ujada jak guru surowo przykaże. Wreszcie Rubio dopiero co przyznał, iż podczas spotkania na Alasce nie doszło wcale do ''drugiej Jałty'', jak różne spierdoliny nad Wisłą panikowały, lecz padła jedynie pewna propozycja dla władz Rosji, a więc ''mesydż'' Amerykanów pod adresem Kremla jest jasny: ''dogadajmy się, albo wpierdol''. Zarazem Jankes nie pozwala też, by Ukraińce poczuły się zanadto pewnie, stąd szkoli ich za pomocą kontrolowanej przez FBI ''antykorupcyjnej bezpieki'' NABU. Wszczęła ona stąd postępowanie nie tylko wobec ''szarej eminencji'' Zełeńskiego, jakim był Jermak nawet aresztując go tymczasowo, lecz także kierownictwu firmy ''Fire Point'' produkującej rakiety ''Flamingo'', oraz drony dalekiego zasięgu nakurwiające teraz po rosyjskiej ''głubince'' aż miło. Ośmielone tym goebbelsy otwarcie już winią Ukraińców za wysadzenie ''Nord Stream'' 2, zaś Bundeswehra Bundentag odmówił im na dniach uzbrojenia pociskami ''Taurus''. Przykre więc, że polscy politycy i to opcji amerykańskiej dali się użyć w owej rozgrywce niepomni, iż sami mogą paść jej ofiarą. Sądząc najwidoczniej, że wydawszy bajońskie sumy na broń ''made in USA'' wkupią się w łaski Amerykanów, tak naprawdę zaś kręcąc tym jedynie sznur na własną szyję, bo owa ''dźwignia'' i przeciw nim może być wykorzystana. Czyżby faktycznie byli aż tak durni wierząc, iż zepchnąwszy na bok Ukraińców w przedpokoju Białasowego Domu, tylko oni jedni dostąpią zaszczytu uwagi imperatora? Niepojęte na jaki to ''cud'' liczy nasz obóz prezydencki, wraz z niektórymi politykami koalicji [nie]rządzącej, jednako tak gorliwie zabiegając o stałą obecność wojskową Amerykanów nad Wisłą. Po jaką cholerę mydlą oczy rodakom bredniami o ''forcie Trump'' akurat, gdy dowództwo armii USA ogłasza znaczącą redukcję i tak dość marnej swej liczebności w Europie. Na szyderstwo zaś zakrawają obietnice uczynienia wyjątku pod tym względem dla nas w ustach autora owej strategii Eldridge'a Colby'ego! Masa nadwiślańskich tępaków mniema chyba, że coś zmieni jak Trump zrobi sobie fotkę z Nawrockim, poklepie go po ramieniu i napisze mu w soszialach: ''chopie lubię cię, więc sprezentuję ekstra z pięć tysięcy żołnierzy, jakżeś chciał!''. Bez złudzeń więc: sprawa jest przesądzona, w Waszyngtonie zaś toczy się jedynie spór o skalę tejże redukcji, bo ponoć gdyby nie weto postawione przez Rubio nordycki ''judeokrzyżak'' Hegseth posunąłby się tu jeszcze dalej. Albowiem w oczach takich jak on syjonistycznych szabes gojów nie tylko Polska, ale w ogóle Europa jako taka nie może równać się z Zesraelem, który podobni mu najchętniej uczyniliby głównym sztabem wojsk USA na Bliski Wschód, o ile nie wręcz cały świat. Co nie znaczy, iż mamy znowu histeryzować, że Jankes nas ostawi z gołą de, a jedynie trzeźwiej rzecz rozpatrywać. Przeto bardziej perspektywiczną jawi się umowa świeżo zawarta z ''Andrulilem'', czy choćby całkiem niemały polski udział w amerykańskim programie zawojowania wokółziemskiego kosmosu, gdzie USA przewodzą mimo ostrej konkurencji nade wszystko ze strony Chin. Nie mówiąc już o potrzebie rozwoju swych zdolności w tymże zakresie, niechby na skromną za to własną miarę. Tym bardziej, gdy sami Amerykanie wręcz żądają od sojuszników samodzielnej inicjatywy, a nie tylko biernego polegania na ich zbrojnym wsparciu. Budzi więc niesmak i obrzydzenie chocholi taniec pożal się elit władzy RP wokół ich ''sugar daddy'' z Waszyngtonu, w dodatku kosztem Ukrainy, normalnie zbiera od tego na wymioty.

Niech więc nikt mi nie truje o historii, bo sam Nawrocki dowiódł podczas niedawnej wizyty w Turcji, że traktuje ją instrumentalnie. Pucując się Erdoganowi przypomniał skądinąd dziejowy fakt, iż Porta Ottomańska nie uznała rozbiorów Rzeczpospolitej. Wszakże pominąwszy milczeniem straszne wojny, jakie toczyły ze sobą w przeszłości, tudzież okropny los rzesz porywanych w jasyr, by Żydzi kupczyli nimi na targach chrześcijańskich niewolników w Stambule. Zresztą bardzo dobrze, gdyż wywołałby tym jedynie niepotrzebny dyplomatyczny skandal, ale skoro z naszego prezydenta taki pryncypialny narodowiec i antykomunista winien odmówić także rytualnej wizyty w mauzoleum Atatürka. Bo ów podczas I wojny światowej walczył w sojuszu z kajzerowskimi Niemcami, jakie przecież dla endeków były znacznie gorszym zaborcą od carskiej Rosji. Później zaś już jako przywódca państwa zwrócił się do bolszewików o zbrojne wsparcie w pokonaniu Ormian, akurat kiedy trwała wyprawa kijowska Piłsudskiego. Bowiem kemalistowska Turcja była państwem rewizjonistycznym wobec ówczesnego ładu światowego, podobna w tym właśnie sowieckiej Rosji czy weimarskim Niemcom, stąd kraje te łączył strategiczny interes w oporze przeciwko niemu. Co nie wadziło Atatürkowi przerabiać siłą kraju na zachodnią modłę, tudzież zwrócić się do amerykańskiego filozofa Johna Deweya, by ten stworzył dlań nowy, radykalnie świecki system edukacji młodych ''Turcząt''. Oby więc Erdogan wytłumaczył prezydentowi Nawrockiemu, że Polska nie ma innej bramy ku Eurazji co Ukraina, z całym gnojem jaki w niej panuje, o czym pisałem niemal od pierwszego dnia rosyjskiej inwazji. Zdradliwe bagna i porohy ''Dzikich Pól'' to niestety zasadniczo główny trakt dla nas, jaki pozwala nam dotrzeć wgłąb kontynentu - chyba że ktoś jest tak durny mniemając, iż nieprzymuszona do tego Rosja da nam ku temu wolny dostęp. Turcja jest tego świadoma, stąd choć bodaj jako trzecia po Chinach i Indiach jeśli idzie o zakupy od kacapów ropy i gazu, nie może wszakże dozwolić im w opanowaniu rejonu Morza Czarnego. Przeto w jej interesie leży zachowanie przynajmniej częściowego dostępu doń Ukrainy, dlatego pomogła blokadą Bosforu w zagonieniu do kąta Floty Czarnomorskiej, uniemożliwiając jej tym uzupełnianie strat. Życzyłbym więc sobie, aby w końcu Turcja pojednała Polskę z Ukrainą, i to realnie tj. bez niepotrzebnych ''międzymorzańskich'' mrzonek, które każą naszym ''neoprometejczykom'' i ''postendekom'' pouczać sąsiednie narody, jakich to bohaterów mają czcić. Nasi też nie są bez zmazy ni skazy, choćby taki Stefan Czarniecki dla Ukraińców jawi się prawdziwym ludobójcą, dla mnie zaś to wręcz wzorzec rodzimego eurazjatyzmu. Bodaj żadna inna postać w dziejach Rzeczpospolitej niż ów wielki hetman nie uosabia tak właściwego jedynie dla wschodniej Europy, unikalnego złączenia Orientu z Zachodem. Pierdoli mi więc opinia chachłów na jego temat, tak jak oni z kolei mogą mieć w dupie, że jako Polak chętnie posłałbym Banderę na szafot jeszcze za jego postępki przed wojną, czyli zorganizowanie niestety skutecznego zamachu na sanacyjnego ministra Pierackiego. Bowiem jedyna trafna definicja prawdziwego ''suwerenizmu'' brzmi: ''swego nie dam, w cudze nie lezę''! Tymczasem o zgrozo rodzima kanalia, jaka mieni się być jego rzecznikiem, zgrywa bucowatych ''lachów'' pajacujących w wirtualnych kontuszach i strojąc pańskie fumy przed ukraińską ''czernią'', aż prosząc się o nową ''rzeź wołyńską'' z dupy. Ludzie, którzy dopiero co słusznie wyrzekali, że Niemce czy Żydy chcą przepisywać nam Polakom historię, sami teraz próbują czynić to sąsiednim nacjom. Wszystko zaś z ''wielkomorzaństwa'' i kompleksu mocarstwowego, samozwańczego ''liderowania'' Europie Wschodniej, którym tylko niepotrzebnie wkurwiamy tak Ukraińców, Białorusów czy Litwinów. Póty obóz prezydenta Nawrockiego dawał wyraźnie znać władzom Ukrainy, że Polska nie będzie do niej przydatkiem, ni jedynie pośredniczyć między Berlinem i Kijowem popierałem to, ale tym razem granice zostały przekroczone. Nie będzie mojej zgody na ''politykę histeryczną'' obojętnie jakie to racje by za nią nie stały, bo tu nie o żywotny interes RP idzie, a ohydne lizydupstwo w ''patriotycznej'' oprawie wobec obcej potencji, niechby tej ''fajnistej'' i ''super''. Stąd i moja nader dosadna reakcja, gdyż trzeba nakurwiać umownie rodaków po łbach banderowską siekierą, a najlepiej od razu rodzimą kłonicą. Znajomość historii jest bezwzględnie konieczna, winna jednak służyć za źródło inspiracji i przestróg, nie zaś wiecznej celebracji jałowych resentymentów, jak to zwykle niestety u nas bywa, a widzę znowu profanujemy narodowy sztandar owijając weń swoje gówno. Niniejszym więc pragnę zwrócić się z apelem do tak drogich mi rodaków, jacy chcą powrotu do macierzy ''polskiego Lwowa'': czy was kurwa pojebało już do reszty?! Kim wy będziecie go zaludniać, o ile wam się to jakimś cudem uda, skoro wymieramy jako nacja? Polska pustoszeje w oczach, całe połacie kraju wprost zanikają, a te durnie pchają się jeszcze innym w szkodę, niczym pierdolone kacapy. Chceta powtórzyć ''sukces'' Rosjan, jacy po ''odzyskaniu'' Mariupola zmuszeni byli zaludniać jego ruiny muzułmanami z Kaukazu, a nawet Centralnej Azji? Prędzej afrykańskich ''czornorusów'' tam osadzą na stałe, niż wymierających Słowian, chuje jedne. Nie przebieram już w słowach, bo jedynie tak można skomentować groteskę, gdzie za ''ekspertów'' od polsko-ukraińskiej historii robią pustaki jak Doda-smroda, czy byle influensiartwo pokroju Dzikiego Trenera i Rożala. Ludzkie bydło, jakie w życiu nie tylko żadnej monografii o UPA nie przeczytało, ale choćby jednej książki, ujadając w chórze z niedorżniętym banderowską siekierą komuchem Millerem, co aż prosi się o gromkie: ZJEBAŁEŚ TO KAROL!!!

...niczego ci nie da na dłuższą metę kochany panie nasz prezydencie podążanie ślepo za Vancem, jak najwidoczniej czynisz porównywany z nim jeszcze podczas swej kampanii wyborczej. Mętną postacią znienawidzoną powszechnie nie tylko przez amerykańską lewicę i demoliberałów, ale darzoną pogardą także przez sporą rzeszę tamtejszej prawicy. Dla nich wszystkich jednako jest on ''shady'' tj. podejrzany, szemrany, bo też i nie wiadomo jak się naprawdę zwie, czemu hołduje i kim w ogóle jest, gdyż zmieniał nazwiska, poglądy a nawet wyznania niczym rękawiczki. ''Śliski typ'' jak przystało na figuranta amerykańskiego ''deep state'' w osobie niemieckiego pedała Thiela, który owego dupka wykreował wespół z Davidem Frumem, żydowskim neokoszerwatystą [ bo są też i gojowscy ], a przy tym autorem oficjalnych przemówień dla Busha syna za przeproszeniem. Skądinąd widać przeto co przyciąga doń Nawrockiego, postać o również mętnych powiązaniach z kryminalnym półświatkiem, a zapewne i specsłużbami nie tylko krajowymi. Bynajmniej mam na myśli ruskie, prędzej amerykańskie a być może i zesraelskie, kto wie? Byle komu bowiem nie powierzono by raczej pieczy nad archiwami IPN, tak jedynie głośno domniemywam... Wprawdzie Vance, co mu się chwali, powiedział ostatnio kilka słów prawdy o Izraelu przypominając jego władzom, że USA ostały im się ostatnim znaczącym sojusznikiem we świecie całem, od którego pochodzi 2/3 powierzonej żydowskim syjonistom broni sfinansowanej przez samych Amerykanów. Bez złudzeń wszakże: izraelskie lobby nigdzie nie znika, a jedynie uchodzi w cień, szarą strefę współpracy wywiadowczej i militarnej, utajnionych projektów naukowo-technologicznych etc. Twarde oświadczenia Vance'a zaś, mylnie brane za programowe deklaracje ''America First'', mają tylko ów proces kryć, gdyż stoją za nim jego mocodawcy. Podobnie rzecz się ma i z paroma ciepłymi uwagami pod adresem Ukrainy, na jakie ostatnio zdobył się niespodzianie amerykański wiceprezydent [ póty co ], wbrew swym poprzednim mocno lekceważącym, wręcz bezczelnym opiniom na jej temat. Odzwierciedlają one wyłącznie obecną ''mądrość etapu'' panującą wśród władz USA, rychło mogą też znowu obrócić się przeciw ekipie rządzącej w Kijowie, tym bardziej skoro Vance znany jest z rycia pod nią i niestety wygląda na to, że dał się użyć mu do tego sam Nawrocki wraz ze swymi przydupasami jak Przydacz. Nawet jeśli przyniosło im to krótkoterminowe zyski polityczne na miejscu, poklask rzesz idiotów jakim banderowcy roją się w oczach, nie wątpię rozpętane tak gówno w końcu wyląduje im na twarzach. O ile w ogóle je posiadają wysługując się swym amerykańskim panom z ruchu MAGA, a raczej stojącej za nim techoligarchii, bo gdzież podziali się tak głośni jeszcze przed paru laty na prawicy krytykanci demoralizacji niesionej przez sosziale? Przepadli z kretesem, skoro Cuker już jest ''nasz'', podobnie Gates czy Bezos i reszta ''krzemowych doliniarzy'' z chowu Obamy i Bidena, teraz po stronie Trumpa niczym Musk [ acz paląc bez zaciągania się ]. Dowodzi to, że głównonurtowa prawica nie kieruje się żadnymi pryncypiami poza żądzą władzy, w niczym nie ustępując lewactwu i demoliberałom, jeśli idzie o cyniczne wykorzystywanie nowych technologii do rozpętywania emocji motłochu. Doprawdy nie ma żadnej istotnej różnicy czy idzie tu o BLM, zbiorową histerię towarzyszącą ''czarnym protestom'' i atakom na kościoły, albo też szczucie Polaków przeciw Ukraińcom, tych zaś przeciwko nam. Każdy pretekst dobry by nakręcić ruch sieciowy i nabełtać ludziom we łbach dla doraźnych korzyści, bez choćby śladu refleksji, jakie niszczące skutki to za sobą niesie dla narodowej psyche poddanej owej manipulacji. Co gorsza, niemal przez te same kanalie, jakie ledwo parę lat wcześniej rozniecały proukraińską euforię, każącą im owijać się flagami obcego państwa i wieszać je na urzędach Rzeczpospolitej. 

W każdym razie właśnie dlatego, że w swoim czasie nie uległem tejże ''polityce histerycznej'' miotającej się między skrajnościami niczym pijany u płotu, bredniom językowym o tym, iż ''w'' a nie ''na'' Ukrainie, zaś ruskie pierogi zwać mają się ''ukraińskimi'' itp. bzdury, nie będę teraz z pianą na ustach gardłował o rzekomej ''UPAdlinie'', bo to chuj a nie alternatywa. Patridiotyczne wzmożenie, jakie ogarnęło rozpolitykowane masy krajowych debili skończy się więc tym, że chyba trzeba nam będzie ''godnościowo'' przemianować z kolei barszcz ukraiński na ''polski''. Dlatego choć nie sądziłem, iż kiedykolwiek to napiszę, jestem zmuszony wyznać: prawica chuje, prawica to pedały, prawica wypierdalać! Gotów stąd byłem, aby okazać jej środkowy palec, nawet oddać głos na sektę ''Razem'', ale widzę towrzysz Zanberg postanowił dołączyć do nagonki na ''reżim Zełeńskiego''. Przynajmniej więc nie będę już musiał zatykać nos przy wyborczej urnie, wreszcie zaś ulżę sobie mentalnie kreśląc na karcie do głosowania ''wszyscy won!'', bo się aż o to proszą nasi [?] politykierzy. Nawet jeśli nie cierpią Ukraińców, co za sens w ratowaniu ich przed nimi samymi bezczelnie żądając, kogo mają czcić jako narodowych bohaterów? Przecież wtedy należy wręcz po cichu sprzyjać, aby stawiali pomniki nie tylko zbrodniarzom z UPA, ale i SS Galizien/Hałyczyna, byle tylko u siebie, rzecz skrupulatnie odnotowując i nagłaśniając gdzie trzeba. W niczym im to nie pomoże, kiedy w końcu władzę nad Reichem obejmie AFD, gdyż politycy i elektorat owej formacji są zazwyczaj prorosyjscy, a więc własowców przedkładają nad banderowców. Za to zaszkodzi Ukraińcom wśród popierających ich dotąd gremialnie demoliberałów, tym bardziej że nabierająca popularności za oceanem lewica wrzuciłaby najchętniej Ukrainę pod rosyjski walec. Choćby taka Darializa Chevalier, wylansowana przez Mamdaniego i Hasana Pikera afrolatynoska ''queer-muzułmanka'', postępuje niczym kremlowskie aktywo, acz nie posądzam ją o agenturalność, prędzej zeń pożyteczna idiotka. Nie wspominając już, że kwestia ''panteonu'' o jaki poszła cała chryja wywoła też pewnie zaciekłe spory na samej Ukrainie, bo przecież obok neobanderowskiej jest też poradziecka. Lenin bynajmniej jej nie ''wydumał'', na odwrót - by przeciwstawić się ''prometeizmowi'' Piłsudskiego zmuszony był uznać aspiracje ukraińskich bolszewików, łączących nacjonalizm z lewicowym radykalizmem.  Mowa o takich jak poeta Pawło Tyczyna, wypisujący peany na cześć komuny po ukraińsku, drukowane masowo w sowieckiej ''Prawdzie''. Twardy stalinowiec, który do samego końca żywota za Breżniewa nie uznał raportu Chruszczowa, zresztą ukraiński uformował się jako pełnoprawny język narodowy już na radzieckiej Ukrainie. W jej pierwszej stolicy Charkowie do dziś stoi pomnik ich wieszcza Tarasa Szewczenki, wystawiony w 1935 r. a więc po Hołodomorze, stanowiący ciekawą skądinąd ilustrację ukraińskiej narracji historycznej, odpowiednio spreparowanej rzecz jasna na użytek bolszewików, długo by o tym gadać. Do kogo jednak ta mowa, daremny trud, przeto idę uwarzyć barszcz po ukraińsku utoczony z polskich dzieci pomordowanych na Wołyniu, po czym naostrzę banderowską siekierę i pomodlę się przed ikoną ''krwawego Stepana''. Oczywiście tylko prawackim debilom trzeba tłumaczyć, iż szydzę tym nie z samego ludobójstwa, a jedynie wykorzystywania go dla doraźnych celów przez cynicznych skurwysynów i kanalie, jakimi niestety ostatnio u nas obrodziło. Nie ja zmieniłem poglądy, to polskawa prawica postanowiła ostatecznie scwelić się Jankesom, do tego jeszcze pod szyldem ''suwerenizmu''. Trzeba było prawdziwego ''geniusza'' strategii politycznej, aby wszcząć w kraju antyukraińską nagonkę akurat, gdy dopiero co poniosła ona spektakularną klęskę na Węgrzech, i to przy czynnym udziale samego Vance'a! Tak więc jeśli tym sposobem Tusk i jego banda utrzymają swój nierząd nad Polską, będzie już wiadomo komu za to można ''podziękować'' - rodzimym prawackim ciotom z przeoranym władczą knagą MAGA odbytem.

Na finał mocarna dawka ożywczej ''banderowszczyzny'' [ Miller udław się chuju! ]: 

...a tak w ogóle jakim to prawem stary komuch z obrotowym dupskiem, dający tak Rosjanom co Amerykanom, o ''arcypolskim'' nazwisku Miller, śmie wyzywać od ''banderowskich pampersów'' i pouczać o patriotyzmie? Co ty o tym wiesz czerwony kurwiu, zamknij swój sobaczy ryj a nie pchaj go leząc nieproszony z chlewa, świnio.

sobota, 6 czerwca 2026

Wieczne rozpamiętywanie przeszłego to wzorzec piekła.

Fuentes pewnie i jest ''polakofobicznym'' fedziem czy tam pedziem, ale co do jednego akurat ma rację, że koszer prawica jest do zaorania, nade wszystko w USA. Bowiem ślepy proizraelizm czyni ją pariasem na arenie międzynarodowej, sprowadzając potencjalnie katastrofalne skutki polityczne i gospodarcze dla reszty świata. Nie ma zaś na to innego sposobu niestety, jak wyborczy triumf zlewaczałych amerykańskich Demokratów, gdyż z dwojga ZŁEGO lepsze to, niż hinduski oszust, którego jedynym tytułem do władzy ma być kumplowanie się przezeń z Vancem na studiach. Mowa o Viveku Ramaswamym kandydującym na gubernatora Ohio z ramienia Republikanów, a wspieranym w tym przez lobby Thiela, proizraelskie i zarazem filorosyjskie [ wystarczy obadać wypowiedzi wchodzącego w jego skład Davida Sacksa o wojnie na Ukrainie ]. Amerykańska prawica nie przetrwa na dłuższą metę w takiej formie jak dotąd, trzeba więc ją zaorać i odtworzyć na zupełnie nowych zasadach, co doskonale okazało uwalenie w prawyborach Thomasa Massie. Wprawdzie nie żal mi go wcale, bo to ultralibek [ tfu! ] blokujący wsparcie zbrojne dla Ukrainy wespół z Vancem, jak ów otwarcie przyznał. Wiadomo jednak, że nie o to poszło a konsekwentny sprzeciw Massiego także wobec pomocy Izraelowi, niemniej gdyby decydowały głosy młodych prawicowców i w średnim wieku zwyciężyłby, ponieważ jednak Republikanie to zgrzybiała, chyląca się ku upadkowi formacja, przeto stare dziady i baby przeważyły. Dobrze pojmuję owo ''akceleracjonistyczne'' podejście Fuentesa, gdyż zupełnie niezależnie i świadom zasadniczych różnic między Polską a USA doszedłem do podobnych wniosków co do PiS. Przykro to rzec, ale główna nasza partia opozycyjna przypomina obecnie twarz Anny Krupki - dawnom nie widział pani poseł, stąd byłem w lekkim szoku, aż chciało mi się zawołać z trwogą: ''na miłość boską kobieto, kto ci tak spatolił oblicze?!''. Wygląda niczym żeńska wersja ''looksmaxxingu'', jakby se omłotkowała szczękę, albo obca forma istnienia przejęła władzę nad jej głową. Przyznać więc należy Schreiberowej, iż ma znacznie lepszego chirurga, acz również przypomina kosmitkę, tak że człek wątpi co w niej zostało z kobiety, a co już jest żeńskim cyborgiem. W każdym razie ''Mar-a-Lago face'' Krupki stanowi żywy [?] dowód do czego prowadzi kliniczna ''trumpoza'', jaka dosłownie trawi PiS. Dla mnie ostatecznym argumentem za tym, by dać sobie spokój z ową formacją było ślepe wsparcie jej przywództwa dla Orbana, wraz z odmową uznania politycznego bankructwa tegoż przywódcy Węgier w sromotnie przezeń przegranych wyborach. Bo świadczy to o braku refleksji nad nieaktualną już formułą działania, tym samym uniemożliwiając własną poprawę, przez co PiS nie jest w stanie zdyskontować upadku nierządu Tuska, oraz sobiepaństwa różnych Żurków, arbitralnie decydujących jakie to przepisy prawa będą wykonywać, które zaś nie. Sytuacja jawi się beznadziejną, gdyż Kałfederacja i brauniarze to chuj a nie alternatywa, nie chcę bowiem mieć nic wspólnego tak z proizraelskim co i filorosyjskim prawactwem, w dodatku skażonym ohydnym socjaldarwinizmem pomieszanym z wolnorynkową mitomanią. PiS więc musi dostać wpierdol za Czarnkowe umizgi do nich, zresztą i tak daremne, a ku memu żalowi prezydent Nawrocki spraw nie ogarnie po tym, co ostatnio dojebał z Zełeńskim i ''jego UPA''. Dlatego właśnie, że nie poddałem się proukraińskiej euforii, tym bardziej nie zamierzam ulegać antyukraińskiej histerii, a niestety inaczej nie sposób określić reakcji polskiej prawicy na postępki władz w Kijowie. Od początku bowiem rosyjskiej inwazji pisałem: tak, Wołyń pamiętamy, a za chachłami nie przepadamy, ale każdy zabity przez nich kacap to dla nas Polaków czysty zysk - czego tu nie rozumieć? Kto widzi w tym przejaw rzekomej ''rusofobii'' niechże zajrzy na Telegram, wprost zawalony świadectwami wojennych bestialstw Z-Rosjan, jakimi sami wręcz się chełpią. Im doprawdy wsio rawno urżnąć łeb wziętemu do niewoli jeńcowi, czy podpiąć jaja do prądu swojakowi, bo Moskale rzeczywiście są bandą sadystów i morderców, z czego powtórzmy czerpią autentyczną dumę. Przeto w '22 nie prezentowaliśmy Ukraińcom czołgów z sympatii, a w imię naszego zdrowego interesu narodowego, by kacapskie robactwo nie rozpełzło się po całej już wschodniej granicy RP. Niby zaś jaki inny sposób był na powstrzymanie owej zarazy, jak nie zbrojne wsparcie dla tych strasznych ''banderowskich rezunów''? Kto nie pojmuje, że w życiu, a zwłaszcza polityce mamy zwykle wybór między złym i naprawdę już fatalnym niech się nią nie zajmuje, a np. płodzeniem dzieci skoro tak ich brak. Nikt tu więc nikomu nie robił łaski, ani my Ukraińcom, tym bardziej zaś oni nam walcząc o siebie, przestańmy stąd wreszcie pieprzyć kto za co komu niby ma być ''wdzięczny'', bo to polityczna piaskownica godna jakichś queerowych ''osób pedalskich''.

Bez dwóch zdań przyznanie orderu Orła Białego Zełeńskiemu było głupotą ze strony ówczesnych polskich władz, ale tym większą żenadą jest próba odebrania mu go w takich nie innych okolicznościach dziejowych. Dopiero na piąty rok wojny odkrywamy, że z Ukraińcami dzieli nas Polaków historia? Nie tylko narodowa - z Rosjanami wojuje też ukraińska antifa, która jak wcześniej lała się po łbach z neobanderowcami, tak obecnie pod Hulajpolem nakurwia z haubic do rosyjskich nazioli. Mnie jako państwowca, zdeklarowanego etatystę mierzi anarchizm, obojętnie lewicowy czy wolnorynkowy, mam więc fochować się na Ukraińców dlatego, że częścią ich historii jest dziedzictwo Nestora Machno? Wprawdzie o ile mi wiadomo nie mordował on Polaków, chyba że kresową szlachtę, ale też z Rosjanami mamy kosę głównie nie o to, że nadal wielu z nich wielbi Stalina: antypolskiego ludobójcę, odpowiedzialnego za czystkę etniczną sowieckiej Polonii. Decydują aktualne zagrożenia, nie mogliśmy bowiem pozwolić, by zmiażdżyli nas wespół z goebbelsami stawiając tym przed faktem dokonanym Amerykanów. Oni zaś nie ruszą tyłków w obronie Polski, bo nie jesteśmy Izraelem by narażali dla nas własne interesy! Zarazem pogarda, by nie rzec nienawiść do Zełeńskiego okazywana przez Trumpa, przy jego czołobitnym stosunku do takiego arcygudłaja co Mark Levin dowodzi, iż bynajmniej nie o Żydów jako takich się rozchodzi, a jeno ''wybranych'' spośród nich reprezentujących ''Wielki Syjon''. Bowiem zalatujące sztucznością wzburzenie Nawrockiego i Bosaka dziwnie jakoś zbiegło się z niedawnym aresztem Jermaka przez ''antykorupcyjną'' bezpiekę NABU, którą to faktycznie kontroluje FBI. Czuję stąd w całej aferze jankeski swąd, gdyż Amerykanie już od dłuższego czasu cisną Zełeńskiego by wymienić go na kogoś bardziej im spolegliwego, być może za to choćby, iż za bardzo pokumał się z Turasami. Co bardzo, ale to bardzo nie podoba się Zesraelowi, jakiego władze pozwalają sobie na otwarte deklaracje wojenne pod adresem Ankary, zresztą z wzajemnością. Kto uważa za nierealną możliwość takowej konfrontacji zbrojnej, niechże wspomni tych wszystkich mądrali wykazujących nam ledwie przed kilku laty ''absurdalność'' rosyjskiej inwazji na Kijów. Izrael również dowiódł, że władny jest pakować się w kilka wojen naraz nie mając ku temu należytych sił, niemiłosiernie przeciążając własne zdolności wojskowe nawet przy totalnym wsparciu USA. Oto prawdziwy ''nierealizm polityczny'' co się zowie! W każdym razie skoro prezydentowi Nawrockiemu umyśliło się najwidoczniej przejąć od PiS i samego Orbana rolę prymusa jakowegoś ''wschodnioeuropejskiego trumpizmu'', znaczy nie ma już ratunku ni zmiłowania dla polskiej prawicy. Nie stać mnie zaś na uprawianie bezpaństwowej fikcji spod znaku ''nie idę na wybory'', stąd biorąc powyższe czuję się zmuszony ponownie zatkać nos i oddać głos, ale tym razem na sektę ''Razem'', albo Matysiakową o ile ta założy własną formację, co nie kryję wolałbym. Mimo iż zdecydowanie nie podzielam lewicowej agendy tak obyczajowej, co i ekonomicznej będąc stronnikiem kapitalizmu, ale państwowego w którym to prywatne firmy działają wespół z rządem. Dlatego nienawidzę i tępię libtardów ile sił, gdyż przeciwstawiają oni biznes państwu, mitem zaś jest, iż gospodarczy etatyzm preferuje jedynie korporacyjne molochy. Przykładem choćby sukces militarno-szpiegowskiego ''Palantira'', który zaczynał jako ''bieda-firma'' zawdzięczająca kapitał początkowy funduszom CIA. Po to właśnie, by zasiedziałe na amerykańskim rynku giganty zbrojeniowe miały jakowąś konkurencję, gdyż problemem bezpieczeństwa jest zbyt mała dywersyfikacja wśród dostawców armii USA. W ogóle to wolnorynkowy libertarianizm jest bodaj czy nie bardziej wrogi kapitalistom niż marksizm, bo podporządkowuje bezwzględnie ich interesy służbie mitycznemu ''überkonsumentowi'', jaki ma sprawować nad nimi iście tyrańskie rządy wedle Misesa. Dosłownie: ''klient nasz pan'' - a więc tyś jego niewolnikiem przedsiębiorco! Nie podzielam też optymizmu Wojczala, który zwala wszystko na ''zazdrość'' Ukraińców wobec nas Polaków, że gdy oni giną nam się wiedzie. Ruina ich kraju i jego spustoszenie wojną są faktem, ale przejście owej próby ognia zahartowało o wiele lepiej niż nas do wyzwań, jakie niosą obecne czasy. Mam na myśli nie tyle widmo rosyjskiej agresji, co warunki nowego ''world order'' Amerykanów, które wcale nie muszą pokrywać się w pełni z interesami RP. Bowiem ów orbitalny, bez mała już astropolityczny ład USA niesie chaos w sferze przyziemnej, wymagając w pierwszej kolejności od ich sojuszników trudu dostosowania się doń, w tym rzecz.

O ''transfilii'' lewactwa nie ma co już gadać, bo to jeno dorabianie ideologii do spierdolenia umysłowego - ktokolwiek w imię źle pojętej tolerancji utwierdza zboczeńców w urojeniach na temat własnej płci i z rozstroju tożsamości czyni cnotę, wyrządza tym jedynie krzywdę w jakie to szlachetne hasła by tego nie ubierał. Zresztą ono samo porzuca de facto ''wokeism'', przecie Mamdani choćby zwyciężył głównie tym, iż pokajał się publicznie za ''defund the police'' i postawił na agendę ekonomiczną, na ile szczerze to osobny temat. Onże pierwszy ''islamistyczny'' burmistrz Nowego Jorku stanowi przykład lewaka nowego typu, nie jak dotąd zwykle niechlujnego zwyrola z kolorowym czubem, a odzianego w garnitur i pod krawatem jak Kyle Kulinski czy ostatnio sam Hasan Piker. Co wprawdzie nie czyni ich mniej zjebanymi ideologicznie, nade wszystko przez obłędny ''ChinamaXXXing'' doprowadzający mnie do szału, bo sam przeszedłem ową ''żółtą febrę'' z ponad dekadę temu, kiedy prezydent Duda latał do Pekinu i nabyłem stąd przeciwciała wobec niej na resztę życia. Nie żywię więc złudzeń, iż przyjdzie mi w końcu oddać głos na ''osobowiszcza'' dla których jestem pewnie ''transfobem'', ''faszystą'', ''mizoginem'' i cholera wi kim jeszcze, ale totalne spierdolenie krajowej prawicy nie pozostawia mi pod tym względem dosłownie innego wyboru! Bowiem zanadto jak na mój gust żyje ona przeszłością, a Rosja klinicznym wprost dowodem jak fatalne konsekwencje niesie pogrążanie się w niej, nomen omen. Niewątpliwie historię warto znać, ale po to właśnie, by nie dać się nią powodować bezkrytycznie, inaczej przyjdzie samemu odejść w niebyt. Kurczowe czepianie się przeszłego nie ma nic wspólnego z dobrze pojętym konserwatyzmem, jaki nie jest wrogi zmianom jako takim, lecz jedynie ślepemu progresywizmowi nie uwzględniającemu ograniczeń ludzkiej natury, w imię prometejskiej pychy dokonującemu gwałtu na rzeczywistości. Przeto nie postuluję amnezji historycznej w relacjach z Ukrainą, a jedynie powściągnięcie głupich egzaltacji, obojętnie doprawdy pro czy kontra. Bowiem warunkiem uczciwego dialogu jest paradoksalnie ustalenie protokołu rozbieżności, gdyż dopiero kiedy będziemy mieć jasność w kwestiach, jakie nieodwołalnie często dzielą, możemy rozmawiać o tym co nas ewentualnie łączy. Żadnego stąd radosnego hołubca ''międzymorzaństwa'' nie będzie, pora zaś wreszcie uznać, że Ukraińcy to osobna nacja z własną historią, a nie pierdolić jak kacapy, iż to ''sztuczny naród'' - a który to kurwa mać jest naturalny?! Co niby, Rosjanie wyrośli na kamieniu, jak mech czy grzybnia? Insza inszość, że faktycznie poczynają sobie niczym pleśń, albo szarańcza... Ukrainiec może upatrywać w Piłsudskim ''zaborcę'' i ''tyrana'', moje zaś prawo mieć to w dupie, na skandal zakrawa jeno chwalenie Bandery na polskim Stadionie Narodowym, kogo zaś hołubią u siebie chachły to już nie nasza ''lasza'' sprawa. Powtórzę: Rosja jest nam wrogiem nie dlatego, że świętuje wypędzenie Polaków z Kremla, chociaż większość była nimi dopiero w którymś pokoleniu. Bo przecie jeszcze pradziad hetmana Chodkiewicza był prawosławnym ruskim kniaziem, Żółkiewski natomiast choć wywodził się z polskiej szlachty, jednak mocno zruszczonej itd. Nie czas jednak i miejsce na brnięcie w historyczne rozważania o pokrętnych dziejach wschodniej Europy, skądinąd niezwykle ciekawych o ile tylko nie bywają narzędziem w rękach polityków do rozstrzygania najzupełniej aktualnych, zwykle doraźnych problemów. Bowiem kto żyje bez reszty przeszłością ten sam w końcu się nią staje, niczym Rosja: ''widmoimperium''. Rzecz tyczy również wrogów Izraela - realną kontrą dla wspomnianej na wstępie koszerprawicy nie są maniacy gadający jak najęci: Żydy, żydy, żydy... Tym bardziej zaś prawdziwi stronnicy Hitlera, ludobójcy i przegrywa, faktycznie pracujący na rzecz syjonistów, bo potwierdzający ich ''antysemickie'' histerie. Należy mieć jakąś pozytywną alternatywę dla takich jak niemiecki pederasta Thiel, czy afrożydowski mieszaniec rasowy Alex Karp, obaj z militarno-szpiegowskiego ''Palantira''. Widząc, że syjonizm dawnego typu odchodzi z wolna w przeszłość tworzą jego nową postać, gdzie obrona Izraela wpisana jest w szerszy front wojny cywilizacji z barbarzyństwem, uosabianym tu przez wroga zewnętrznego, jakim są Chiny, co i wsobnego, którym to ma być ''islamokomuna'', sojusz lewactwa z muzułmanami. Same zaś ''specjalne relacje'' między USA a ''Wielkim Syjonem'' nie tyle sczezną, co wręcz ulec mają pogłębieniu zstępując jeno w szarą strefę kontraktów rządowych z firmami zbrojeniowymi dla lepszego kamuflażu. Co temu realnie może przeciwstawić stronnictwo ''America First''? Oto pytanie, na pewno jednak nie zaprawione żółcią historyczne resentymenty - ku rozwadze.

ps.

Co do chwiejnego rozejmu USA z Iranem - nawet cieszyłby gdyby nie świadomość, że Izrael będzie go zaciekle sabotował. Póty więc Trump nie odbierze mu wsparcia zbrojnego i finansowego za karę, wyrzekania nań prezydenta USA będą przypominać znaną nam Polakom ściemę spod znaku ''Donald się wściekł''. Raczej zaś tego nie uczyni, bo wówczas obróciłby się przeciw niemu główny aktyw Izraela. Bynajmniej idzie o ewentualne ''kompromaty'' Epsteina co wpierw podejrzewałem, gdyż okazuje się twardy elektorat Republikanów to zlewa, jak przystało na polityczną sektę. Nawet też nie żydowskich miliarderów, a rzeszę gojowskich syjonistów, przeważnie białych protesrantów stanowiących trzon MAGA. Przeto rzecz wygląda jeno na wybieg ze strony Amerykanów, by zapobiec majaczącemu już na horyzoncie kryzysowi globalnego rynku paliw, oraz jego bez mała dewastującym skutkom polityczno-społecznym. Niemniej raduje choćby tak symboliczne upokorzenie Zesraela i osobiście Satanjahu, acz kosztem porażki samych USA, ale i poniekąd na ich własne życzenie...

sobota, 28 marca 2026

Operejszyn ''Epicki Fakap''.

Wypada mi poczynić dopisek w mej serii tekstów o czynnej już wojnie USA/Izraela z Iranem, by zaznaczyć różnicę zdań jaka dzieli mnie w owej materii z Foxem. Zastrzegając na wstępie, iż nie toczymy sporu o rzekome ''zwycięstwo'' Iranu, bo w obliczu militarnej przewagi USA/Izraela rzecz była przesądzona z góry. Dosłownie jak widać jeśli idzie o panowanie nad przestrzenią powietrzną kraju, z czego same ajatollahy a zwłaszcza pasdary doskonale zdawały sobie sprawę, od dekad szykując się do ASYMETRYCZNEGO konfliktu. Dlatego przypominanie w pozornej kontrze o względnie żałosnej odpowiedzi zbrojnej Iranu jest mocno nietrafione [ nomen omen ]. Idzie zaś o to czy wojskowe zwycięstwo Amerykanów nie przedzierzgnie się w ich strategiczną porażkę, jak to zwykle właśnie bywało w ostatnich dekadach, a na to poczyna wyglądać. Co przyznają najgorliwsi stronnicy ataku na Iran, w ledwie niecały miesiąc przechodząc od poczucia triumfalizmu do pierwszych oznak paniki. Wygląda stąd, że USA pod przewodem Trumpa zabrnęły w pułapkę z jakiej nie ma dobrych wyjść, nawet w przypadku militarnego zwycięstwa. Bowiem ugrzęzły przez to w regionalnym konflikcie, który stawia je na kolizyjnym kursie min. z Turcją - jakby nie było państwem NATO o drugiej liczebnie armii Paktu. W dodatku niesie on niszczące skutki nade wszystko dla dalekowschodnich rywali Chin, jak więc to się ma do ich pokonania dalibóg nie wiem. ''Specoperacja wojskowa'' Netanjahu/Trumpa [ w tej właśnie kolejności ] wygląda podobnie jak ta Putina zrobioną na kolanie, opierając na zupełnie fałszywych przesłankach i niosąc potencjalnie równie fatalne dla agresorów konsekwencje. O tyle dobrze, iż mocarstwowa pycha Rosjan, tak samo jak Amerykanów a zwłaszcza Izraelczyków winna być ukarana, o ironio przez monstrum którym jest reżim ajatollahów, jakie przecież sami zrodzili. Na owym tle aryjski prinz jawi się nie tylko żałosną, ale wprost obrzydliwą kreaturą, nie dziwota stąd, że otoczenie amerykańskiego prezydenta odżegnuje się od ''niedoszacha'' niemal otwarcie nim gardząc, a sam Trump deklaruje wolę ''porozumienia'', de facto zaś przyjęcia kapitulacji od pozostałych resztek przywództwa reżimu. Izrael także zdawał się nie traktować poważnie nawrotu ''szachanatu'', wykorzystując cynicznie jego stronników na miejscu li tylko do siania zamętu w kraju. Inaczej nie sprokurowałby choćby mieszkańcom irańskiej stolicy istnej apokalipsy toksycznej chmury i padającego zeń ''ropodeszczu''. Co jest odroczonym jeno ludobójstwem, grożąc plagą nowotworów i ciężkich chorób dróg oddechowych dla rzeszy tym dotkniętych, bez względu na ich stosunek do tyranii ajatollahów. Irańskim monarchistom pozostało stąd już tylko histerycznie i agresywnie zaprzeczać rzeczywistości tworząc sobie jej alternatywę za pomocą AI, oraz skorumpowanych w tym celu pedziów nawołujących wprost do urządzenia drugiej Hiroszimy ich własnemu krajowi! Dlatego porównanie z ''Solidarnością'' jest wyjątkowo nietrafione, bardzo oględnie zowiąc, bo czy ktoś wyobraża sobie jej emigracyjnego działacza, który posuwa się do równej podłości? Poza jakimiś kompletnie marginalnymi szumowinami, czy wręcz esbeckimi prowokatorami, więc ''niedoszach'' może być co najwyżej irańskim Bolęsą. 

Nasz spór o to jest objawem znacznie głębszej różnicy między nami, najwidoczniej bowiem Fox nadal hołduje wraz z podobnymi mocarstwowej wizji świata. Kompletnie anachronicznej mym zdaniem, gdyż jako ludzkość weszliśmy w nieznane, jak wszystko na to wedle mnie wskazuje, stąd w owej ''nowej normalności'' nie zdadzą nam się na wiele dawne formuły. Mocarstwowość więc będzie możliwa, o ile w ogóle, już tylko na regionalną skalę a i to wątpliwe, o czym wkrótce może przekonać się sam Izrael. Padłszy ofiarą nie tyle zewnętrznego wroga, co własnej imperialnej ''hybris'' i nie licującego z faktami triumfalizmu, stąd coraz więcej Żydów ma serdecznie dość syjonistycznej doktryny, nie odpowiadającej już w pełni aspiracjom ''narodu [ przez się ] wybranego''. Czas wkrótce okaże kto z nas ma rację w tej materii, wiem tylko jedno: alternatywa ''pseudoromantyczna mocarstwowość'' vs. ''biedarealistyczny kundlizm'' jest z gruntu fałszywa, kompletnie przez to bezużyteczna w realiach jakie nastały, więc potrzeba czegoś zupełnie nowego by się w nich odnaleźć, a co dopiero czeka na odkrycie. Dzieje się zaś tak, gdyż logiką obecnej postaci globalizmu włada nierząd światowy i fragmentaryzacja, stąd jedynie radykalnie przebudowana formuła państwa narodowego może pozwolić nam ugruntować się w owym ''chaosmosie''. Przykładem Ukraina, która z poradzieckiego ''biedapaństwa'' wykuwa w ogniu wojny swój nowy, iście eurazjatycki kształt zacieśniając zbrojne więzy z krajami Bliskiego, jak i Dalekiego Wschodu. Rosja zaś, podobnie co USA oraz Chiny wszystkie jednako zarzucają swe mocarstwowe projekty, każde z nich tylko na własny sposób, a że Izrael zdaje się teraz leźć w przeciwną stronę dowodzi monstrualnej głupoty jego elit. Bowiem Gudłajstan nigdy tak naprawdę nie był państwem ''narodu wybranego'' określonym w swych granicach, inaczej nie rościłby sobie prawa do całej diaspory bez względu czy jej członkowie sobie tego życzą lub nie. Co gorsza, większość syjonistów nie jest nawet Żydami... to szabesgoje jak nordycki ''judeokrzyżak'' Hegseth, który nie chciał by jego syn umierał na Donbasie za Ukrainę [ mimo iż włada nią Żyd ], za to posyła synów i córki innych Amerykanów, by ginęli w imię ''Wielkiego Izraela''. Za samo tylko jego i Trumpa otwarte przyznanie, iż wszczynając wojnę nie spodziewali się odwetu Iranu na krajach Zatoki, w lepszych czasach obu spotkałaby niesława i zgon w hańbie. Powyższe nie oznacza jednak autarkii, wręcz przeciwnie: dla zachowania suwerenności państwa, oraz tworzące je narody zmuszone są do zawierania nader egzotycznych sojuszy, sięgających bywa daleko poza ich granice. Tworząc owym sposobem niespotykane dotąd struktury, które przez swą amorficzność pozwalają im odnaleźć się w ulegającym tak dynamicznym przemianom świecie. Dlatego twierdzę, że wojnę z Iranem można wytłumaczyć tylko jako kontrolowany przez same USA sposób na dogłębne przeoranie ich globalnego ładu, by na jego gruzach wznieść całkiem nowy. Przeto jawi się samobójczą katastrofą Ameryki, którą i jest w istocie wedle wszelkich oznak, ale możliwe ów chaos zrodzi inny porządek rzeczy, jakiego reguł przyjdzie nam dopiero się wyuczyć. Rządzony zasadą komunikacji, co wcale nie musi oznaczać zgodnej jej natury, jak to sobie naiwnie roił niedawno zmarły demolibek Habermas. Owszem, może ona przyjmować formę mniej lub bardziej jawnej konfrontacji, stąd Trump zdawał się aberracją systemową, która jednak przynajmniej dotąd niosła efekty. Inaczej trzeba by uznać, że on i jego MAGA to jeno banda zbrodniczych nieudaczników i chucpiarzy...

...na pewno zaś Izrael jest państwem zbójeckim, terroryzującym wespół z USA bez mała już cały świat! Orientalizując się w oczach, porzuciwszy swe dotychczasowe więzy z Europą i stąd mroczny kult Zagłady na rzecz retoryki o ''biblijnych korzeniach'' syjonizmu. Wszystko zaś po to, by stać się regionalnym hegemonem, jaki w sojuszu z Indiami, oraz pomniejszymi muzułmańskimi graczami pokroju Azerbejdżanu czy Zjednoczonych Emiratów, panować nad Bliskim Wschodem. Co nie znaczy, iż jego związki z dawnym Okcydentem ulegną całkiem zerwaniu, a raczej ustanowione zostaną na zupełnie nowych podstawach. Izrael bowiem jawi się zwornikiem ''paktu krzemowego'', zawiązanego przez Amerykanów dla ochrony fundamentów technologicznej rewolty AI. Póty co rzecz palcem na wodzie pisana, niemniej rzucałaby światło na ów osobliwy mariaż nowoczesnego z archaiką, ożywieniem biblijnych mitów charakteryzujący obecny Gudłajstan. Wprawdzie ''sztuczny intelekt'' to jeno metafora komunikacyjnej synergii elementów mocno sfragmentyzowanej rzeczywistości. Im zaś większy jej chaos, tym szerszy zakres przybierają owe interakcje, możliwe jedynie dzięki wytrąceniu świata z jego ''przedustawnej harmonii'' w jakiej pierwotnie spoczywa. Niemniej gdyby potraktować ''sztuczny intelekt'' jako choćby namiastkę ludzkiej umysłowości, nie może on w takim razie ograniczać się do rozumowych operacji wedle reguł logiki, lecz i zawierać sporą dozę irracjonalności stanowiącej przecież jej integralną część. Bowiem nie wiedzieć czemu zakładamy, iż AI ma być od nas mądrzejsza, gdy równie dobrze może przewyższać nas i głupotą, czy nawet obłędem. Przeto jej modelom zdarza się nagminnie oszukiwać, bywa też same podatne są na manipulacje, czasem zaś wręcz majaczą. Dlatego ich militarne zastosowanie musi poniekąd wieść do cyfrowego odpowiednika mózgu zbrodniczego psychopaty... a przynajmniej tak mi się wydaje. Byłażby więc wojna z Iranem mordem założycielskim techarchaicznego ''Wielkiego Izraela'', absorbującym za pomocą narzędzi AI głębokie pokłady żydowskiej psyche? Nie mogło stąd obyć się bez masowego wyrzynania nowych Amalekitów, tyle że już dronami i artylerią, oraz bombardowaniami, nie zaś włócznią czy mieczem. Wszakże jaki w tym interes samej Ameryki dalibóg nie wiem, chyba że - patrz wyżej. Tłumaczyłoby to zaangażowanie w ów projekt techoligarchów pokroju Thiela czy Davida Sacksa, oraz ich politycznego eksponenta którym jawi się ''katolicki syjonista'' Vance, czyli lightowa wersja protestanckiego. W każdym razie na koniec wypada mi powtórzyć, iż ma polemika z Foxem nie tyczy militarnych szans ''Epic Fury'', poronionej zaś strategicznie począwszy od jej zalatującej chucpą nazwy. Przyznaję natomiast może ona mieć swój krwawy, zbrodniczy sens jako akt fundujący nowy globalny ład w miejsce starego, którego ostatecznym zniweczeniem trudnią się sami Amerykanie. Lubo władza nad USA dostała się ''planecie małp'' z brzytwą, miotających we wrogów odchodami. Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że Trump podpala se dupę i jeszcze stary dziad się tym kurwa cieszy!