niedziela, 1 listopada 2026

S...uwerenizm.

''Muszę jednak grać, bo Zachód jest obecnie parszywieńki.''

 Piłsudski

...się porobiło ostatnimi czasy, stąd wypada zaznaczyć na wstępie, że gardzę Tuskiem jako cyniczną kanalią wykorzystującą tragedie, które miały niedawno miejsce w polskich szkołach do ustanowienia zamordyzmu w imię rzekomego ''cyberbezpieczeństwa''. Sam opowiadam się za dyktaturą, ale w jej pierwotnym tj. republikańskim znaczeniu, jako instytucji ustanowionej do ochrony i ekspansji porządku wolnościowego, nie zaś jego niszczenia co próbuje czynić obecny antypolski nierząd. Swołocz szermująca hasłami obrony Polski przed zamordyzmem Rosji usiłuje narzucić podobny nad Wisłą, na co nie może być zgody! Wspominam o tym, bo nie chciałbym aby poniższe krytyczne uwagi min. pod adresem prezydenta Nawrockiego i polityki jego obozu zostały odebrane jako próba wpisania się w nagonkę nań tak ze strony tuskoidów, co ''prawdziwej prawicy'' i tej już ''najprawdziwszej''. Zdaję sobie tu sprawę, że przyćmi je zapewne świeża chryja wokół Trybunału, o ile nie wzięte będą wprost za ''krecią robotę'' i to przez tych samych co jeszcze niedawno wieszali psy na głowie państwa. Zwłaszcza rebe Braun jak to on musiał palnąć z czapy o rzekomym ''zamachu majowym'', niczym prawacki KODerasta broniący ''konstytuty-prostytuty'', taki zeń ''monarchista-nieabsolutysta''. Tymczasem problem w tym właśnie, że nie będzie z tego republikańskiej dyktatury i nowej sanacji jak należałoby, przynajmniej póty co. Nadal zaś gnić i ropieć, rozbełtane niczym cholerna niedozima w Polsce ostatnich dekad, trwający pięć miesięcy ''lipcopad'' z krótkimi jedynie interwałami orzeźwiającego mrozu. Niemniej pora wreszcie położyć kres pajacadzie anarchicznej sędziokracji, narzuconej onegdaj nam przez uniopejsów na co przystał Morawiecki, błąd z jego strony niewybaczalny. Niezależnie od tego, że można dyskutować czy aby koalicja PiS i Solidarnej wtedy zrobiła pod tym względem wszystko jak należy, bo Ziobro jaki jest każdy widzi, a jestem ostatni kto broniłby formacji pełnej spierdolin pokroju Kurskiego. Niech tam, porachujemy się później, grunt to dać teraz pospólny odpór tuskoidom, bo dość już szerzonego przez owo ścierwo nierządu. Śmiem zaś twierdzić, że moje zarzuty są lepszej próby niż ich pierdoły o alfonsach czy krypto zondach, albo libkowskiego ujadania o podatki-sratki, pora więc przejść w końcu do rzeczy samej:

Ktokolwiek słusznie pomstując na ingerencję Niemiec i ogólnie uniopejsów w polską politykę, zarazem ochoczo sprzyja takowej ze strony Amerykanów w sprawy naszego kraju albo Ukrainy, zwyczajnie jest zakłamanym bydlakiem. Do tego zdrajcą jakiego właściwie należałoby obwiesić za owijanie w narodowy sztandar ordynarnego zaprzaństwa, niechby w służbie i ''sojusznika''. Bez wątpienia Polska nie ma sensownej alternatywy wobec przymierza ze Stanami Zjednoczonymi, ale problem w tym, iż hołdujący mu ślepo prawaccy ''skurwydupodajsuwereniści'' szkodzą sprawie bodaj czy nie bardziej co niemiecka lub rosyjska agentura wpływu nad Wisłą. Bowiem żywiąc nadmierne oczekiwania doń prowokują wręcz nieuchronne rozczarowanie, stąd zbiorowe histerie o rzekomej ''zdradzie'' i ''drugiej Jałcie''. Sojusz z USA jest konieczny nade wszystko z powodów pragmatycznych, gdyż wbrew pozorom Ameryka wcale nie ''upada'' a na odwrót - jej potęga odrywa się poniekąd od ziemi, by panować nad nią już wprost z nieba. Nawet jeśli sam koncept planetarnej ''złotej kopuły'' zalatuje chucpą, postępująca w oczach militaryzacja wokółziemskiego kosmosu jest faktem i Stany w niej przewodzą, choćby z ostrą konkurencją Chin na karku. Dlatego mrzonką jest liczyć, że ''moja chata z kraja'' czy da się uprawiać w tychże okolicznościach dziejowych ''wielowektorowe'' dawanie zadu, tak pożądane przez wszystkich ''biedarealistów''. Bowiem nie ma już gdzie uciec przed umieszczonym na orbicie satelitarnym ''okiem Saurona'' Amerykanów, jesteśmy dosłownie na ich widoku. Sęk jednakże w tym, iż wyżej pomienieni s...uwereniści wyciągają z owego faktu całkiem fałszywy wniosek, że trzeba nam rozpłaszczyć się przed Jankesami, gdy wprost przeciwnie: należy co się tylko da kryć pod ziemią [ jak czyni to nie tylko Iran, ale i Ukraina ], zaś na jej powierzchni stosować zmyślny wybieg i chytre maskowanie. Niestety zdaje się przypadłością naszych polityków, bez względu na jaką to obcą potencję robią stawkę, jest brak świadomości tej oto fundamentalnej prawdy, że sojusznik nie jest przyjacielem! Owszem, może być parszywcem, jak trafnie ujął to Piłsudski, gotowym zaprzedać nas wrogowi byle dopiąć korzyści dla siebie. Dotyczyło to zwłaszcza pełniącej w międzywojniu podobną rolę wobec Polski co obecnie USA Francji, która chciała dogadać się kosztem II RP z weimarskimi Niemcami. Wszakże Piłsudski pokrzyżował owe plany zawierając w kontrze układ ze Stalinem, a gdy począł on wykorzystywać go, by już wówczas zamienić Rzeczpospolitą w sowieckiego wasala, napatoczył się z kolei Hitler. Bowiem zanim jął wcielać swój ''Lebensraum'' na wschodzie, musiał wpierw wyrównać porachunki Niemiec z Francją właśnie i Wlk. Brytanią, ale to już inna historia. Nas powinno teraz przejmować, iż krajowym politykom wycierającym sobie gęby Piłsudskim nie staje woli ni umiejętności realizować podobną mu taktykę, tyle że w zmienionych okolicznościach dziejowych a przeto i odpowiednią im. Klinicznym wręcz tego okazem Maciej Świrski - będę go tu obsobaczał mimo iż dobrało się doń tuskowe CBA, gdyż nie żal mi go wcale, dokładnie jak w swoim czasie Mariusza Kamińskiego za jego protekcję nad takim pajacem i dywersantem co komendant Szymczyk. Trzeba przy tym oddać panu Maciejowi, że ma przynajmniej na tyle rozumu, by trzeźwo zauważyć, iż władze USA nie tylko wymuszają na swych sojusznikach możliwie samodzielną obronę niemal bez udziału w tym samych Amerykanów, do tego jeszcze obciążając kosztami politycznymi i finansowymi własnych działań, jak ma to właśnie miejsce wskutek rozpętanej przez Jankesów i Zesrael wojny z Iranem. Świrski postuluje stąd, by śladem hegemona z Waszyngtonu Polska jęła prowadzić równie co on przewrotną politykę, ale jedynie wobec swych europejskich partnerów/rywali Niemiec czy Francji, co znamienne nie wspominając za to o Stanach - a niby czemu się pytam? Czy niewolnicze wprost płaszczenie się przed nimi ma być w zamyśle takich jak on jedyną alternatywą dla pyskowania im, jak głupio czyni to Tusk albo Czarzasty? Naprawdę nie ma innego sposobu, jak wiecznie miotać się niczym pijany u płota między skrajnościami, a każda z nich równie durna, w niestety typowo polskiej cyklofrenii? Zresztą niestety toż samo tyczy beznadziejnej szamotaniny z Ukrainą, w czym Świrski wziął ochoczo udział i stąd hańba mu za to!

Bowiem niedawną gównoaferę o [d]UPA od początku czuć było jankeskim swądem, a ostatnie wypadki jedynie potwierdziły, że służyła za element amerykańskiej kampanii nacisku na władze w Kijowie. Dziwnym trafem zbiegła się jakoś z omawianym tu uprzednio kryzysem politycznym na samej Ukrainie, wystarczy zestawić nadto wymowne fakty: oto wspominany tam były już ukraiński minister obrony Fedorow tworzy zbrojny start-up, łoży zaś weń kapitał Alex Karp z militarno-szpiegowskiego ''Palantira''. Wkrótce potem owa firma ''specjalnego przeznaczenia'' ogłasza strategiczne partnerstwo z Nebius Group, zawiązanym na bazie spółki macierzystej Yandexa, czyli ''rosyjskiego Google'a''. Znamienne, iż po inwazji na Ukrainę Putin nie zarekwirował swym zwyczajem aktywów przedsiębiorstwa, jak uczynił to choćby niedawno specdekretem z francuskimi biznesami w Rosji. Wyjątkowo Kreml wyłożył parę miliardów dolarów za możność ich ostawienia w kraju i przejęcie marki, co nawet jeśli poniżej rynkowej wyceny dało jednak Nebiusowi kapitał początkowy dla rozwoju inwestycji w dziedzinie AI jakże by inaczej, tudzież uwolniło zarząd spod zachodnich sankcji. Korzystną dla obu stron transakcją faktycznie Rosja zapłaciła frycowe Izraelowi, bowiem choć formalnie siedzibą Nebiusa jest Holandia, w rzeczywistości robi zań bliskowschodni Gudłajstan. Dlatego iż właścicielem całego interesu jest Arkadij Wołoż, rosyjski a właściwie poradziecki Żyd, gdyż urodzony w Kazachstanie, kiedy ów był jeszcze sowiecką respubliką. Czując co się święci już z dekadę temu jął przenosić aktywa do ''kraju przodków'', prędko też znalazł wspólny język z władającą nim syjonistyczną bezpieką, dla której Nebius stał czym w rodzaju odpowiednika Palantira, stąd niedawne partnerstwo między oboma firmami ''specjalnego przeznaczenia'' jawi się wprost naturalnym. Łoży weń kapitał także sama Nvidia, Bezos czy Oracle Ellisonów podobnie jak Karp powiązanych z CIA i Pentagonem, a więc ''wszystko w rodzinie''. Warto też nadmienić, że Wołoż nawiązał współpracę w dziedzinie AI z uniwersytetem w Tel Awiwie już 2018 roku, kiedy o ''sztucznym intelekcie'' nie było tak głośno jak teraz, co z czasem zaowocowało dlań lukratywnymi kontraktami od władz Izraela w budowie kluczowych obiektów infrastruktury cyberbezpieczeństwa kraju. Pozwoliło też sprowadzić tam byłych już nieżydowskich pracowników Yandexa, których zabrał ze sobą umieszczając także w Europie, acz Meloni pognała ich jak należy z Włoch, gdzie pierwotnie mieli posiadać formalną siedzibę. Wobec związków Nebiusa z Palantirem głośno zaprotestował Denis Sztilerman, kolejny więc ''aryjczyk'' w całej kabale, szefujący ukraińskiej firmie zbrojeniowej ''Fire Point'' produkującej drony i rakiety. Trafnie ostrzegając, że tym sposobem nabyte przez Ukraińców doświadczenie bojowe i zgromadzone na polu walki strategiczne dane, za które zapłacili krwią własnych żołnierzy, mogą wpaść w łapy Rosjan [ w domyśle zaś nade wszystko Izraela ]. Czyż może więc dziwić, iż przeciw ''Fire Point'' wszczęła już dawno postępowanie działająca na Ukrainie ''antykorupcyjna bezpieka'' NABU, pod faktyczną kontrolą amerykańskiego FBI, którego ciapaty sze[ry]f miał lecieć do Moskwy, ale ostatecznie wszystko obeszło się głupawym trollingiem z jego strony? Wspominam o tym na dowód, że głównym łącznikiem między USA a Rosją jest Izrael, zaś krajowym przejawem owej relacji pewnie Grzegorz ''88% Jude'' Braun - taki żarcik:). Świadczą o tym również mętne interesy Shitkoffa i Kusznera, ich ciągłe wizyty na Kremlu właściwie chuj wi po co, tudzież uwikłanie na Bliskim Wschodzie, gdzie również kacapstwo jest mocno zaangażowane. Mnie to nie dziwi ni oburza bom dawno już tu wskazywał, że ''Rosja jest jak Hunter Biden, w jakie gówno nie zalezie możny tatuś Zachód z USA na czele będzie go zeń wyciągał''. Zarazem nie ma co z tego tytułu histeryzować, bo niby jaka ''druga Jałta? - weźta z tym wypierdalajta!''. Putin wyżej sra niż dupę ma, jak trafnie spostrzegł niedawno azerski przywódca Alijew obecnie są jedynie dwa liczące się mocarstwa: USA i Chiny, a trzeciego nie ma coby se tam kacapstwo nie roiło o ''multipolarnym świecie''. Acz nazywanie obu tych hegemonów mianem ''supermocarstw'' trąci zimnowojennym anachronizmem, gdyż na naszych oczach przeobrażają się gwałtownie w twory polityczne na określenie jakich nie mamy jeszcze nazwy, fenomen godny osobnego rozważenia. W tym wszystkim niepojęte jest dla mnie tylko po kiego grzyba było Amerykanom żałosne mataczenie z dostępem Ukrainy do ich zwiadu satelitarnego? Bo jeśli tym sposobem chcieli reszcie świata okazać czym grozi pozbawienie go, strzelili sobie w takim razie nie tyle nawet w kolano, co wprost chuja wraz z jajcami. Inaczej nie sposób tego zwać w obliczu świeżych doniesień o zacieśniającej się współpracy zbrojnej i wywiadowczej Moskwy z Pekinem, szczególnie jeśli idzie o zwalczanie ''Starlinka'', który mają wprost za ''kosmiczną blokadę'' narzuconą im obu przez USA. Gdyby zaś rzecz szła o Iran, który Rosja za cenę pewnych koncesji swym zwyczajem sprzedała Amerykanom, oraz Izraelowi ma się rozumieć, potwierdzałoby to jedynie o czym trąbię od dość dawna, jak katastrofalną z perspektywy państw naszego regionu Europy jest owa wojna nad Zatoką Perską. W każdym razie nie będzie przesady w tym, by wobec powyższego stwierdzić, iż wedle wszelkich oznak administracja Trumpa usiłowała dokonać zamachu stanu na Ukrainie de facto w interesie Kremla, zaś krajowi s...uwereniści ochoczo wzięli w tym udział wespół z - o hańbo! - starym komuchem Leszkiem kurwa Millerem! Pojmuję, że chcieli wziąć odwet na Zełeńskim za to co odjebał nam onegdaj z Niemcami, ale powielanie najgłupszych zagrań rywala to żaden sposób na zwycięstwo. Chyba że taka była cena za jakieś gwarancje ze strony USA na wypadek inspirowanego przez uniopejsów przewrotu władzy, którego próbę dopiero co mieliśmy w kraju, ale nawet to jawi się wciąż zbyt wielkim kosztem. Możliwe jednak przeceniam naszych s...uwerenistów, za jakich głośnego rzecznika robi red. Patafianowicz, który molestował jakąś ''ministrę'' tuskowego nierządu, stawiając ją przed wyborem pożal się strategii wobec Ukraińców: Szuchewycz za ''patrioty''... Mam po tym ochotę potraktować jego łysą glacę papierem ściernym, za czynienie niesłychanie ważnej, lecz historycznej i symbolicznej kwestii przedmiotem transakcji, wymiany na aktualne zasoby bezpieczeństwa kraju - jeśli odzwierciedla to stan umysłu s...uwerenistów nie dziwota, że jesteśmy w dupie!

Dopiero na owym tle można ocenić właściwie spotkanie z Alexem Karpem prezydenta Nawrockiego, podczas jego ostatniej wizyty oficjalnej za oceanem... Pół biedy z tym, bo realny polityk musi czasem wchodzić w układy z umownym diabłem, jak ww. porozumienia zawarte przez Piłsudskiego ze Stalinem a później Hitlerem. Acz mając świadomość, że noszą sytuacyjny charakter i przeto są nietrwałe, nade wszystko zaś w każdej chwili mogą obrócić się przeciwko niemu, bo taka już natura agresywnej bestii, jaką nie sposób inaczej obłaskawić co tylko na krótki czas. Natomiast krew mnie zalała gdym przeczytał na oficjalnej stronie prezydenta RP, że przy okazji spotkał się też z bliżej nieznanymi przedstawicielami amerykańskiego żydostwa, by wespół dać wyraz zaniepokojeniu ''odradzającą się na Ukrainie tradycją UPA''. Przykro mi, ale inaczej jak potwornym samozaoraniem nie sposób tego zwać, bowiem z perspektywy owych środowisk nie tylko nie ma żadnej różnicy między żołnierzami AK i banderowcami, ale nawet NSZ i SS ''Hałyczyna''! O tym jak w praktyce wygląda ''polityka historyczna'' w wydaniu amerykańskiego żydostwa najlepiej świadczy hollywoodzka superprodukcja o braciach Bielskich - żydowskich bandytach i sowieckich kolaborantach, odpowiedzialnych za bestialski mord Polaków w kresowych Nalibokach. Tymczasem owym filmidłem uczyniono z nich ''bohaterów'' walki partyzanckiej z niemieckimi nazistami, a do tego o zgrozo to zakłamane gówno lata po różnych kanałach telewizyjnych w naszym kraju, jakich oczywiście nie będę tu reklamował wymieniając je po nazwie. W takim razie wypadałoby puścić w porze największej oglądalności inny antypolski gniot, który Trupin wespół z Satanjahu oglądali na Kremlu w swoim czasie, traktujący o tym jakoby nasze chłopstwo zarzynać miało żydowskich uciekinierów z obozu w Sobiborze. Niestety wygląda na to, że Polacy w swej masie sądzą, iż ''447'' i kwestia ''mienia bezdziedzicznego'' to zaprzeszły temat, gdy tymczasem nic z tych rzeczy, sprawa jedynie przyschła. Do dziś w ramach amerykańskiego Departamentu Stanu działa biuro zajmujące się ''odzyskiwaniem'', de facto zaś zaborem owego majątku, teraz jedynie stało się przedmiotem politycznych targów, gdyż chce je przejąć rabin szefujący konkurencyjnej agencji tłumiącej krytykę Zesraela pod pozorem ''zwalczania antysemityzmu''. Skądinąd wyznawca powiązanej z Rosją sekty żydowskich rasistów ''Chabad Lubawicz'', stąd uchylający się przebiegle od potępienia wszelkich ''judeożerczych'' aktów inspirowanych ewidentnie przez Kreml. Mamy więc jedynie do czynienia z walką frakcji w obrębie Koszer Nostry, zgodnych wszakże co do wyłudzania nienależnego im mienia od gojów, za to we własnym interesie. Póty co rzecz jest ograniczona do dzieł sztuki, ale stanowi to groźny precedens jaki Trump usankcjonował odpowiednią ustawą jeszcze za swej pierwszej kadencji, a do tego umocnił już po odzyskaniu władzy. Należy też pamiętać, że w owej kwestii panuje zgoda wśród głównych sił politycznych w Ameryce, bo za nieszczęsnym ''447'' stał Rubio co i Kamala Harris wraz z Bernie Sandersem, ktokolwiek więc będzie rządził USA przyjdzie nam mierzyć się z owym problemem. Rzecz jasna dziś mamy pilniejsze na głowie, ale trzeba i w tym o czym tu mowa zachować czujność, bo cholera wi czy nie zostaniemy nim zaatakowani w najmniej spodziewanym momencie, całkiem to możliwe w niespokojnych czasach jakich przyszło nam żyć. Acz więc choć w sprawie zamachu na trybunał prezydent Nawrocki postąpił jak należy, mając tu me pełne poparcie i bodaj wszystkich trzeźwo oceniających wypadki Polaków, niestety gdy idzie o jego amerykańską politykę nie wygląda to już zbyt dlań pomyślnie.

Podobnie rzecz się ma z poronionym wedle wszelkich oznak ''paktem senackim''. Zabawne obserwować jak z tej okazji Matka Durka, który dopiero co wieszał psy na Braunie, teraz wściekle obsobacza morawieckich jakich niedawno jeszcze popierał za to, iż nie mają ochoty stowarzyszać się z kanalią zebraną wokół rebe Grzegorza [ albo może tylko chcą więcej utargować dla siebie, kto wie ]. Najwidoczniej taka jest ''mądrość etapu'' i przekaz dnia płynący z pałacu prezydenckiego, któremu ów żałosny propagandzista nędznie się wysługuje, nie mam pojęcia za kasę czy darmochę. Rzecz jest oparta na fałszywym założeniu, iż uda się powtórzyć mechanizm z wyborów prezydenckich, gdzie faktycznie sukces Nawrockiego nie byłby możliwy bez części przynajmniej elektoratu Brauna, w parlamentarnych rządzących się wszakże osobnymi prawami. Nawet jeśli tym sposobem krajowa prawica odbije jednak władzę z łap Tuska i jego czeredy, udział w niej brauniarzy gwarantuje taki małpi cyrk, że przy nim koalicja z Lepperem i Gejtychem okaże się fraszką. Zapewne na to liczy obóz Nawrockiego, bo nieuchronny chaos w tak podzielonej koalicji rządzącej uczyniłby zeń jej arbitra, budując tym zręby ustroju prezydenckiego w Polsce metodą faktów dokonanych. Natomiast gdy cel jest skromniejszy, idzie wyłącznie o przyklepywanie inicjatyw referendalnych głowy państwa, szykując grunt pod nową konstytucję co jawi się wprost wymogiem okoliczności dziejowych jakie nastały, acz twór alkoholika wraz z pederastą jest do wymiany, niemniej zbyt dużym kosztem by przykładać do tego rękę. Żaden ze mnie pięknoduch, stąd pojmuję, że polityka nie jest higieniczną czynnością, robi się ją niczym kiełbasę sypiąc w nią różne świństwo. Wszakże nie wynika z tego, że należy aż ładować w mięcho strychninę całymi workami, a to oznacza dopuszczenie ''koroniarzy'' Brauna do rządów nad Polską, niechby w skromnym wymiarze. Pół biedy bowiem, gdyby rzeczywiście byli ''ekstremą'' polityczną, bo wówczas można by ich wykorzystać jako spuszczonego z łańcucha wściekłego psa, aby przegryzł gardła wrogom. Konkretnie spuścił wpierdol tuskoidom, skopał dupy starym komuchom z nauczycielskich związków, wytrzaskał po ryjach wiedźmy od czarnych protestów, wreszcie pogonił hołotę Gejtycha na czele z jego medialną dziwką Jasiem Pińskim i ubeckim dresiarzem Cwelgiertem. Tymczasem to albo pajace jak kamraci, pyszczący w necie ale zbierający po gębie w realu jak nieraz już bywało, performerzy niczym sam Braun, który nie wyrósł nigdy z gówniarskiego akcjonizmu ''Pomarańczowej Alternatywy'', wreszcie zajadłe tuskoidy pokroju niejakiego Bratkiewicza, faktycznego twórcy donaldowego ''resetu z Rosją''. Niby więc tak mamy pokonać Tuska - kreaturami Tuska? Żebyż jeszcze skruszonymi, ale nie: typ nadal pierdoli dokładnie te same farmazony, jakie sadził żerując przy Sikorskim. Kuriozalnie wyglądają też pomysły deportacji z Polski wszystkich Ukraińców w ustach kanalii, jaka na ich miejsce chce nam sprowadzić Hindusów, a zapewne i wszelką inną swołocz spoza Europy. Zrównywanie zaś Brauna z Jachirą i tego typu ''cudokami'' od PO, jak czyni to Matka Durka, świadczy o jego desperacji lub poważnym niedotlenieniu starzejącego się gwałtownie mózgu. Bowiem cokolwiek mówić o rebe Grzegorzu, to znacznie groźniejszy błazen i prawdziwy szkodnik, nade wszystko krajowej prawicy, wiem bo sam na niego onegdaj głosowałem i drugi raz nie przyłożę już do tego ręki, innym również serdecznie odradzam nauczony własnymi błędami. Wreszcie czy ktokolwiek z rozjuszonych stronników ''paktu senackiego'' prawicy zastanowił się w ogóle, jak zareagują nań wyborcy Brauna? Pewnym bowiem jest, że niemała ich część potraktuje rzecz jako ''zdradę'', całkiem możliwe w ilości wystarczającej, by położyć z kretesem samą inicjatywę, po ki chuj więc w nią leźć? Chyba że prezydent Nawrocki i jego otoczenie liczy, że wywołany tak chaos w państwie z czasem powierzy w jego ręce prerogatywy, jakie pozwolą mu posprzątać ów burdel. Bowiem chwiejna, rozdzierana wewnętrznymi konfliktami prawicowa koalicja nie poradzi sobie z POlactwem, gdy to ponownie rozpęta piekło ''hołoty od pińcset'' czy ''wściekłych macic''. Skoro nie zmógł PiS mając niemal pełnię władzy, tym bardziej nie podoła dziś ledwie dychając niczym prezes, nie mówiąc już o takich bezkręgowcach jak Memcen czy Ksysiu Bosak, do tego z jawnymi dywersantami u boku w postaci ''koroniarzy'' Brauna! Póty co zaś nie widać, by Karol Nawrocki udźwignął ciężar zadania, jakim jest budowa nowego ustroju w Polsce, opartego o silną władzę prezydenta RP. Dowodzi tego choćby rozpętanie przezeń nieszczęsnej gównoafery o dUPA, świadcząc o nazbyt daleko posuniętej spolegliwości, oględnie zowiąc, wobec ''przyjaciela'' zza oceanu.

Główny problem leży w tym właśnie, iż krajowa prawica [ bo przez jej ''s...uwerenizm'' nie nazwę ją polską ] prowadzi endecką politykę akurat, gdy należałoby piłsudczykowską. Co dobitnie świadczy o obecnym skarleniu Polski, nie tylko ludnościowym ale nade wszystko mentalnym, źle nam wróżąc na przyszłość. Fundamentalną słabością endecji był jej okcydentalizm, ślepe zapatrzenie w ówczesne mocarstwa Zachodu. Nade wszystko Francję, której wzorem zafundowała odrodzonej Polsce chybiony parlamentaryzm, wprost domagający się autorytarnej korekty. Co też i miało miejsce bodaj we wszystkich państwach regionu powstałych na mocy traktatu wersalskiego, łącznie ze stawianą nam do dziś za wzór Czechosłowacją, gdzie Niemcy stanowili wówczas drugą grupę ludności, a nie zostali nawet wymienieni w nazwie owego kraju, istna ''wola ludu''. Międzywojenna Francja jeśli idzie o powagę rządów przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy, trwała w niej niemal permanentna karuzela gabinetowa, bywało mając po kilku premierów z rzędu na rok. Dlatego gdy po fiasku ''kolaboracji/okupacji'' Niemiec hitlerowskich de Gaulle objął władzę nad krajem, ustanowił republikę prezydencką z przywódcą narodu jako faktycznym monarchą, ale obieralnym i kadencyjnym a nie dożywotnim. Wyposażonym za to w iście dyktatorskie prerogatywy na czas wojny czy stanu wyjątkowego, jako jedynym sposobem by utrzymać w ryzach Francję balansującą nieustannie na krawędzi rozpadu i wojny domowej. Przeto afrykańska dzicz swymi ostatnimi tam zamieszkami dowiodła wbrew pozorom, iż świetnie zintegrowała się z miejscowymi tradycjami rewolucyjnymi. Skoro Francuzi uroczyście świętują wyzwolenie zboczeńca de Sade'a z Bastylii przez motłoch dziwek i złodziei, trudno mieć pretensję, że nauczona ich wzorem gówniażeria próbuje tamtych naśladować. Tak się bowiem kończy czczenie królobójstwa, jakobińskiego terroru, profanacji kościołów i wynoszenie na piedestał wszelkiej zrewoltowanej swołoczy, pod tym względem Francja ma się dobrze jak bodaj nigdy dotąd! Rzekomo prawicowi endecy zaś próbowali nam owo łajno zafundować nad Wisłą, na szczęście zamach majowy położył temu kres, inaczej nie wiadomo w jaką chujnię by to ówczesną Polskę zaprowadziło. Przy tym rozchodzi się teraz o piłsudczyznę XXI wieku, na miarę wyzwań obecnej epoki, nie mam stąd na myśli pajacowania w maciejówkach czy na kasztance, bo nikt tu nie przebije kreacji Olszańskiego i jego kamrackiej braci, nawet Maciej Świrski jakby się nie starał [ a bliżej mu do tamtych niż się wydaje ]. Idzie zaś o pewien zmysł strategiczny, umiejętność gry z przeciwnikiem, ale i odwagę nazwania sojusznika ''parszywcem'', gdy jego interesy niekoniecznie pokrywają się z żywotnymi naszego kraju, oraz rzecz jasna skuteczne przeciwdziałanie temu, jak czynił to właśnie Piłsudski. Kto zaś będzie pierdolił, że był zeń ''niemiecki agent'' można tylko odrzec, iż jeśli już to austriacki i może nade wszystko... japoński, co nie znaczy jakoby miał zhołdować Polskę ''niebiańskiemu cesarzowi''. Tymczasem nie tylko PiS okazał się parodią endecji a nie sanacji, com tu kiedyś wykazywał, ale ową diagnozę można rozszerzyć na resztę krajowej prawicy. Szczególne groteskową postać przybrało to u braunowych ''koroniarzy'', jakich inaczej niż scwelonymi endekami nie sposób uczciwie zwać. Trzeba bowiem oddać Dmowskiemu, że gardził Rosją słusznie twierdząc, że bez knuta jest ona niczym, jednakże błędnie upatrując przyczyn jej zamordyzmu w dziedzictwie mongolskiego jarzma. W istocie zaś despotyzm moskiewski od swego zarania miał okcydentalny charakter, wbrew pozorom stanowiąc znamię przynależności Rosji do Europy, osobny temat. Cieszy mnie stąd, że opuściłem już ''statek głupców'' jakim stała się prawica w Polsce, na poły zendeczała ze szczętem i zarazem ''rozwolnościowa'' gospodarczo, nie wiadomo co gorsze w tej nacjonal-liberalnej brei. Skoro toto ma robić za kontrę dla ocipiałego lewactwa z jego transdżenderami, tudzież gangusów Tuska i Gejtycha, można już sobie odpuścić, dosłownie ''szkoda Zachodu''. Nie stać mnie na uprawianie fikcji bezpaństwowca, stąd pójdę na przyszłe wybory, ale jedynie po to by oddać głos nieważny kreśląc na karcie ''wszyscy won''. Bo nie można żądać bym popierał endekoidów i liberastów zarazem tylko dlatego, że inaczej Tusk utrzyma swój nierząd, faktyczne nieszczęście dla Polski. Niech będzie, skoro nie przedstawiliście sensownej doń alternatywy prawaccy s...uwereniści wasza mać, jedynie wy będziecie ponosić za to winę, szantaż wyborczy już nie działa. Owszem, w polityce zwykle mamy wybór tylko między złym a naprawdę fatalnym, sęk jednak w tym, iż tu akurat nie ma żadnego, stąd ''byle nie Trzaskowski'' wcale nie przekłada się na ''byle nie Tusk''. Przynajmniej dopóty w Polsce nie ma ustroju prezydenckiego, Nawrocki zaś jakby się nie starał nigdy nie będzie przywódcą wszystkich Polaków [ czy raczej polskojęzycznych ], dla sporej części pozostanie ''alfonsem'' i ''batyrem'' choćby nie wiem co. Z kolei masa brauniarzy będzie w nim upatrywać szabes goja, osobliwie głównie amerykańskiego żydostwa, przyznajmy tak całkiem nie bez podstaw jak widać z powyższego. Tymczasem Matka Durka, jaki dopiero co wykazywał, że z Gerszonem Klaunem i jego chaSSydami nie sposób uprawiać polityki serio, rzuca się teraz do gardła wszystkim co nadal tak sądzą - weź się ogarnij wreszcie tępy pajacu!

Do czego prowadzi takowa postawa najlepiej świadczy żałosna rejterada Flavio Bolsonaro, przegranego kandydata na prezydenta Brazylii, który chyłkiem uciekł z kraju do USA mimo iż dopiero co zarzekał się głośno, że tego nie uczyni. Potwierdzając tym samym stawiane mu przez miejscowy sąd zarzuty spiskowania na rzecz obcego mocarstwa tj. Stanów Zjednoczonych. Spektakularne wprost samozaoranie, również zwolenników w kraju jacy sfrajerzyli się oddając głos na owego bydlaka i tchórza, a teraz będą musieli zapewne mierzyć z mianem ''zdrajców''. Mimo że ich wróg, brazylijski lewicowy prezydent Lula, jaki dokonał zwycięskiej reelekcji, sam wysługuje się z kolei Chinom, ale może być spokojny mając za ''opizdycję'' stronnictwo takich nieudacznych s...uwerenistów co familia Bolsonaro. W Europie rzeczy nie mają się wiele lepiej, bo to co zwie się tu ''skrajną antyimigrancką prawicą'' jest w istocie tylko libkami przerażonymi konsekwencjami własnej polityki. Przecież Alice Weidel przewodząca AFD, jak i Rupert Lowe stojący na czele ''Restore Britain'' to jednako banksterzy, jacy całymi dekadami budowali zręby neoliberalnego globalizmu odpowiedzialnego za inwazję nachodźców i podmianę ludności na Starym Kontynencie. Nie lepszy od nich Farage, który za kasę szejków lata do Emiratów i stawia je za wzór dla Wielkiej Brytanii! Cóż więc się dziwić, że jeden z czołowych polityków jego formacji nosi arcyangielskie imię i nazwisko Zia Jusuf, jest ciapatym muslimem ze Sri Lanki, skąd nawiasem pochodzi i kochanica Weidelowej, straszącym inwazją na Wyspy czarnych muzułmanek z Somalii. Podobnie jak inna ''polityczka'' owej partii Laila Ahmed Cunningham, arabska muzułmanka rodem z Egiptu, która zwie się po mężu inwestorze w branży AI jakżeby inaczej. Tak się bowiem dziś porobiło, że przeciw Izraelowi opowiadają się Żydzi, tacy jak obecny szef brytyjskiej dyplomacji Ed Miliband czy lewacka prezydentowa Meksyku Claudia Sheinbaum, a z kolei zagorzałymi goj-syjonistami są Palestyńczycy z pochodzenia, jak - by pozostać przy Ameryce Łacińskiej - obecni przywódcy Hondurasu oraz Salwadoru, odpowiednio Nasry Asfura i Bukele. Ostatni skądinąd stosuje sprytną mimikrę, jaka przydałaby się i naszym s...uwerenistom, bowiem choć zgrywa ''rozwolnościowca'' i kryptowaluciarza przed amerykańskimi techoligarchami i samym Trumpem, okazuje się jednak, że w krajowej polityce bardziej przypomina Chaveza. Nie tylko autorytarnymi metodami rządów, ale i szeroko zakrojonymi programami społecznymi na jakie lewica nie ma bynajmniej monopolu, nade wszystko w dziedzinie edukacji publicznej, tak więc na zewnątrz jawi się libertarianinem, lecz dla swoich jest socjalkonserwatystą. Ot jak należy duraczyć jankeskich ''gringos'', bez kundlizmu późnego PRL, jakim wciąż cuchnie rodzimy s...uwerenizm. Wbrew pozorom nie przeczy temu próba wzięcia na pokład Brauna, nie w smak żydoamerykańskiemu ambasadorowi w Polsce, bo cholera wi komu tak naprawdę Gerszon służy. Przecież odgrywany przezeń performens o nazwie ''polski antysemita'' jest bardzo na rękę państwu położonemu w Palestynie, a złe języki wprost gadają, że to Żyd z Ukrainy jaki szczuje na Żydów i Ukraińców żerując tym na głupich polskich gojach, dybuk jeden. Zapewne czerpie wzorce zza oceanu, od amerykańskiej prawicy jaka z gębą pełną frazesów o ''wartościach rodzinnych'' nie wahała się posłużyć wyrodną matką, która stanęła po stronie oprawcy własnych dzieci. Mowa o aferze wywołanej przez Viveka Ramaswamy, hinduskiego oszusta kandydującego na gubernatora Ohio, którego jedynym tytułem do władzy ma być kumplowanie się na studiach z Vancem. Onże poparł kolegę, przerzucając bezczelnie winę na amerykańskich Demokratów jacy owszem są niereformowalni, o czym świadczy opisana tu uprzednio sprawa Grahama Platnera. Niczego się nie nauczyli z klęski zadanej im przez Trumpa, stąd ich powrót do władzy będzie oznaczał jeszcze więcej ''me too'', BLM czy transgówna, bez złudzeń. Wszakże pytanie co takiego MAGA może im przeciwstawić, bo po jej stronie zieje istna czarna dziura, chyba że za przekaz serio potraktujemy obleśne facecje o męskich zadkach, tudzież sugestywną symulację obciągania, jakimi uraczył ostatnio publikę amerykański prezydent. Z drugiej skoro zdobył władzę min. sprośnymi gadkami o wielkich kutasach to kto wie, acz chyba tym razem jednak większości wyborców w USA owe zgrane numery już się znudziły, obaczymy wkrótce. W każdym razie oby tylko krajowi s...uwereniści nie poczęli go w tym naśladować!

Najlepiej kundlizm endeko-liberastów widać po ich obsraniu, że przyparty do muru Zełeński śmiał wypomnieć Amerykanom, iż wywierają nań presję by skapitulować przed Rosjanami. Bo złego słowa nie można rzec hegemonowi zza oceanu, jeszcze się obrazi i olaboga co to z nami bedzie! Zaraz chwila, mowa o administracji tego samego Trumpa, jaki swym zastępcą a być może i następcą uczynił typa, który zrównywał go z Hitlerem? Powierzył zaś w swoim czasie nadzór nad specsłużbami kraju nawiedzonej babie, jaka wyzywała go onegdaj od ''Saudi's bitch''? Mianował swym szefem dyplomacji Rubio, który obrzucił go pogardliwym mianem ''orange mena'', jakie doń przylgnęło? Oskarża o niemal całe zło świata Sorosa, ale jego pederaście Bessentowi dał kontrolę nad wciąż największą gospodarką świata? Wiesza ciągle psy na Baracku Husseinie Obamie, lecz nominat tegoż przezeń nagradzany Tom Homan pilnuje obecnie granic USA? Żywi dziwną słabość do lewackiego burmistrza Nowego Jorku Mamdaniego, który wyzywał go od ''faszystów'' co nie wadziło mu zawiązywać korzystne dlań polityczne układy z owym rzekomym ''duce'' itd. Długo można by wymieniać przykłady znacznie gorszych impertynencji, niż te na jakie pozwolił sobie ostatnio Zełeński wobec Trumpa, a obeszły się właściwie niczym. Włażenie mu zaś w tyłek niczego nie gwarantuje, przekonuje się o tym boleśnie wspomniany saudyjski monarcha, o jakim sam amerykański prezydent z pogardą mówił publicznie, iż ''kiss my ass''. Ostawiony przezeń teraz na pastwę ataków wygłodzonych ćpunów z jemeńskiego zadupia, jakimi są Huti/Ansarullah wspierani przez Iran, a zapewne też Chiny i Rosję. Sam posypuję tu głowę popiołem, bom dał się nabrać głosząc onegdaj w tym miejscu, że sowite łapówki szejków dla skorumpowanej familii Trumpa i jego pomocników załatwią sprawę, ale jak widać nic z tych rzeczy. Mamy bowiem do czynienia z bossem mafii, wobec jakiego łagodna perswazja nie działa, acz pyszczyć mu trza umieć a kobioły jak Czarzasty czy Tusk tego nie potrafią w przeciwieństwie do Zełeńskiego, gdyż jest zeń chucpiarz i szołmen. Dokładnie tak samo jak Trump, który do dziś traktuje politykę niczym arenę wrestlingu, na jakiej przecież sam występował! Niemniej jakby Amerykanie podle nie traktowali Europy to Chiny pozostają jej głównym zagrożeniem. Wykańczającym dosłownie tutejszy przemysł swym obłędnym wprost eksportem, nie ma zaś co radować się, iż kopią tym dupy Niemcom, bo i my przy okazji dostajemy rykoszetem. Uniopejsy kompletnie sobie tu nie radzą, dekadami tuczyli bestię z drugiego krańca Eurazji, a teraz skomlą u łapsk ''żółtego smoka'', by ich nie pożerał. Dlatego kwestią nie jest czy pozostawać w przymierzu z USA, a tylko jak się doń odnieść, bo Jankesy to cwane chuje są i wydymają nas przy najmniejszej oznace słabości, jak nieraz bywało już z ich sojusznikami. Podsumowując: srać na demokrację, niechby i narodową, przeto wyleczyłem się z prawicowego populizmu a i lewicowy okazał się ściemą. Owszem, nie jest dobrze gdy władza koncentruje się w rękach ''wybranej'' w swym mniemaniu jednostki, czy jakiejś oligarchicznej ''nadzwyczajnej kasty'', ale za ''ludowładztwo'' też podziękuję. Bowiem za dużo na to w każdej populacji idiotek i bałwanów, dowodem choćby prorosyjskie spierdoliny z Donbasu, jakie powinny mieć interes w istnieniu ukraińskiej państwowości, bo jego ład prawny - jaki by on tam nie był - dawał im gwarancje majątkowe. Tymczasem ochoczo przyczynili się do jego zniszczenia na tamtym terenie, teraz zaś skarżą głośno, że rosyjscy okupanci nie honorują ich tytułów własności wystawionych przez ''kijowski reżim''. U nas też jest zbyt wielu podobnych tumanów, acz głównie prounijnych w mniejszym zaś stopniu filoamerykańskich, żeby hołdować realnej ''narodowej demokracji'', a nie jedynie tej co się tak arbitralnie zwie. Dlatego rozjuszył mię Gerszon Klaun swym zrównywaniem zamachu na trybunał z majowym, bo przez to utożsamił Tuska z Piłsudskim! Nie popędziłbym z protestu, gdyż sytuacja tak się ma, że wszystkie ręce na pokład, ale w innych okolicznościach sprowokowałby profanacją Marszałka wytarganie za swą gudłajską brodę. Mówią, że Morawiecki to ''kret'' lecz mym zdaniem o wiele bardziej na to miano zasługuje sam Braun, nie mówię odcinać się zaraz całkiem, a uważać nań jak i na resztę endeko-liberastów. Na owym tle widać też kolosalną różnicę między nim a Nawrockim, bo spór o trybunał był realną próbą sił z której zwycięsko wyszedł prezydent, aż od tego obsrał się Tusk z Czarzastym. Tymczasem co takiego konkretnie zwojował Braun wymachując młotem, lub podjebując unijną choinkę? Owszem, performens z gaśnicą był świetny, sam ubawiłem się przy tym setnie, ale nie miałem przez to już złudzeń, że facet świadomie lub nie odgrywa rolę izraelskiego agenta wpływu, co nie wadzi takoż ruskiego jak widać z powyższego. Do rozwagi...

sobota, 22 sierpnia 2026

Prawica zgonuje.

...lewica zresztą też, ale o tem potem. Wypada bowiem zacząć od krajowego obejścia, gdyż bliższa koszula ciału. Miarą upadku PiS jest, iż dopiero na piąty, tak naprawdę zaś już dwunasty rok wojny w sąsiednim kraju zabiera się za ukraińskich dezerterów. W dodatku głupio, wyjątkowo zgadzam się z opinią Ksysia na ów temat, najbardziej jednak niepokoi brak wzmianki o Ukrainkach, również uchylających się od wojskowej obrony swego państwa. Znowu fatalnie daje znać o sobie starokawalerstwo Kaczyńskiego, bo żywi on zdecydowanie zbyt czołobitne podejście do kobiet jak na rzekomego pederastę. Pora by zaś wreszcie położyć kres polskiemu białorycerstwu wobec ''dam'', w rzeczywistości przeważnie wulgarnych baboli. Wszakże remedium na agresję feminazistek nie stanowi chamstwo alfonsa Tate'a, lecz konsekwentne egzekwowanie równouprawnienia płci. Kobiety wraz z nabywaniem praw należnych dotąd mężczyznom powinny również przejmować ciążące na nich obowiązki, takie jak właśnie służba wojskowa, a przynajmniej móc wdrażać się w rzemiosło wojenne doświadczając związanego z tym ryzyka kalectwa czy nawet śmierci. Zresztą sprawa i tak jest przesądzona, o czym świadczy wysoki odsetek Amerykanek wśród żołnierzy poległych na wojnie z Iranem, parytet jest tu nieomal zachowany - i słusznie. Pobór niewątpliwie przydałby się niejakiej Maszy Tunik, ukraińskiej porno gwiazdce występującej pod ''artystycznym'' pseudonimem Mary Bambola. Dekuje się bowiem w Warszawie, skąd ma czelność sabotować mobilizację wojskową jej kraju wtórując Oli Polakowej. Innej cwelebrytce z Ukrainy, tym razem pop-wyjcowi jaki z kokosznikiem na pustym łbie wdzięczył się do rosyjskiej publiki, gdy trwał już zbrojny najazd kacapów na Donbas. Zgroza bierze na myśl ile podobnych dziwek zd-radzieckich jest i w naszej nacji, także męskich... Niewiele wszakże da się zrobić z podobnym ścierwem, póty nie upomną się o nie same ukraińskie władze. Albowiem wbrew temu co pieprzy Bosak, problem z nimi leży w tym właśnie, że nie ustanowiły one wojennej dyktatury, jak należałoby już dawno uczynić. Wprawdzie Zełeński na tle uniopejsów to realny polityk, ale wciąż zbyt wiele w nim demoliberała, bo przecie zdobył władzę z niemal libertariańskim programem gospodarczym, bliźniaczym naszej Kałfederacji, jak na handełesa przystało chciał tylko robić interesy, ale mściwy pokurcz z Kremla mu nie dał. Rodzime prawactwo więc zamiast pajacować z krzyżami wołyńskimi jak Wszechpolacy, powinno żądać od władz Ukrainy, by nie tylko wzięły w cholerę dekujących się u nas swych dezerterów, ale też i dezerterki [ dezerterczynie? ]. Nawet jeśli nie podlegają one tam obowiązkowi służby wojskowej, w takim razie trzeba wywierać presję na kijowski rząd, aby je również nim objął. Nade wszystko samemu dając przykład zaprowadzeniem takowego u siebie, nie mówię o mobilizacji choćby do wsparcia medycznego, bo ma ono już miejsce, lecz pełnoprawnej żołnierce. Werbują kobiety do swych armii nie tylko izraelskie Żydy czy Kurdy, ale nawet czarni Etiopowie, jeśli więc idzie o żeńskie równouprawnienie militarne Polska jest dosłownie sto lat za Murzynami. Inaczej jak hańbą nie sposób tego nazwać w narodzie, który wydał Emilię Plater i wiele podobnych jej dzielnych patriotek. Wycie zaś dupokonserwatystów, jakoby babska wojaczka była ''modernistycznym wymysłem'' dowodzi jedynie, że nie mają oni zielonego pojęcia o tradycji, której jakoby tak bronią. Podobni w tym równie ignoranckim feminazistkom, ujadającym podczas ''czarnych protestów'' o rzekomych ''mrokach średniowiecza'', gdy w owej epoce kobiety miały prawo dochodzić swych racji w walce na śmierć i życie z mężczyznami podczas tzw. ''sądów bożych''. Z kolei w nowożytnych już czasach niemałą rolę w zawojowaniu Ameryki przez Hiszpanię odegrały baby-konkwistadory, takie jak Inés Suárez, pierwsza kobieta uczestnicząca w podboju terytorium obecnego Chile, znana ze swej bezwzględności wobec zwalczanych przez nią Indian, gdyż dosłownie nie brała jeńców. Godną jej następczynią przewyższającą jeszcze w bestialstwie okazała się Catalina de Erauso, transdżenderowa facetka, która po zrzuceniu habitu mniszki pod przybranym męskim imieniem i w takimże przebraniu odznaczyła się w zaciekłych bojach z zamieszkującymi owe ziemie Araukanami. Indiańskimi plemionami, jakie napsuły mnóstwo krwi Hiszpanom, gdyż przejmowały zmyślnie sposoby walki konkwistadorów, nauczywszy się posługiwać bronią palną wraz z jazdą konną. Nie wspominając już o Rosji, gdzie tyranię Piotra I kontynuowały niemal przez całe XVIII stulecie despotyczne i wojownicze megiery: caryce Anna, Elżbieta i Katarzyna, tyle może jeśli idzie o rzekomo ''humanizujący wpływ'' rządów kobiet. Należy przestać traktować je niczym duże dzieci, za których spierdolenie odpowiadać mają jakoby mężczyźni, co nagminnie czynią wykastrowani mentalnie dupokonserwatyści. Żadnej też alternatywy nie stanowią tu stulejarze spod znaku Fuentesa czy Tate'a, z ich pedalską mizoginią postulującą odebranie kobietom wszelkich praw, kiedy rzecz polega na czymś zgoła przeciwnym - konsekwentnym ich egzekwowaniu aż do samego końca, bywa dosłownie w żołnierskiej mogile... Wszakże taka winna być cena traktowanej serio emancypacji.

Poświęcam tyle miejsca ''kwestii kobiecej'', gdyż podejście do niej ogniskuje w sobie bezradność prawicy wobec wyzwań współczesności, nie tylko polskiej zresztą. Podobnie sprawy mają się z Ukraińcami, uderza wprost bezczelność z jaką przeobuli się co do nich nie tylko obecni wciąż lub byli PiSowcy, jak Morawiecki gromko potępiający teraz własną politykę sprzed ledwie paru laty, ale i taki zajadły ''chachłożerca'' co Grzegorz Braun. Z dekadę temu posuwając się do korwinowego zaprzaństwa deklaracjami, że nie ma nic przeciw wykupieniu przez Ukraińców z połowy Przemyśla i ćwierci krakowskiego Rynku! Memcen z kolei chwalił ich wówczas za chęć do pracy w przeciwieństwie do leniwych dlań Polaków, oczywiście za niskie wtedy stawki, wygodne dla takich ''januszexów'' co on. Bosakowi zaś kult Bandery nie przeszkadzał we współpracy z ukraińskimi nacjonalistami na bazie ''chrześcijańskich'' i ''konserwatywnych'' wartości. Wreszcie sam Karol Nawrocki jeszcze jako szef IPN słusznie twierdził, iż Ukraińcy mają prawo czcić swych ''herojów'', jakimi to nie w smak by oni nam byli, bo my Polacy nie będziemy dyktować niczym kacapy [ albo izraelskie Żydy ] innym nacjom ''prawidłową'' wedle tamtych historię. Przeto sprawiedliwą dlań karą za jej instrumentalne traktowanie jawi się fatalne przejęzyczenie o rzekomo polskich ''obrońcach'' Monte Cassino, w mowie wygłoszonej podczas niedawnej defilady wojsk RP. Przykro to rzec, ale ukraińscy migranci stali się dla naszej prawicy odpowiednikiem ''hołoty od pińcset'' i ''madek na socjalu'' zwolenników PO. Co stanowi objaw głębszej patologii, gdyż Polacy nikną w oczach jako naród, zamieniając w stado ogłupiałych z samotności zgorzknialców, którzy obwiniają za ów stan rzeczy innych, kimkolwiek by oni nie byli i skąd pochodzili. Niemniej gwoli uczciwości przyznać należy, iż rzetelnie traktowane dzieje każą zachować rezerwę wobec Ukraińców, bo jeśli ktoś ich już ''wydumał'' jako nację to sami Rosjanie wściekle zwalczający problemy, które sobie nieustannie tworzą. Przecież pierwszych ''ukrainofilów'' z poł. XIX stulecia, takich jak Mykoła Kostomarow czy Pantelejmon Kulisz, popularyzowali ówcześni rosyjscy ''słowianofile'' pokroju Michaiła Pogodina, na łamach redagowanych przez nich periodyków literackich, czy społeczno-politycznych. ''Kobziarz'' Szewczenki, tom wierszy po ukraińsku mający tam status dzieła kanonicznego, coś jak nasz ''Pan Tadeusz'' czy ''Dziady'', wyszedł w Petersburgu za przyzwoleniem carskiej cenzury, która miała zastrzeżenia jedynie do zawartych w nich drastycznych jak na tamtą epokę kwestii obyczajowych. Bo też i ów wieszcz Ukraińców był wykładowcą, podobnie co rzeczony już Kostomarow, uniwersytetu w Kijowie otwartego z wielką pompą tuż po upadku Powstania Listopadowego przez carat. W jego zamyśle służąc do rusyfikacji tejże ''matki grodów ruskich'', która jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku była faktycznie polskim miastem! Polacy stanowili wtedy jego elitę intelektualną i polityczną, acz z czasem niemałą jej cześć ogarnęły modne w owej epoce ruchy ''ludomańskie'', każąc przejść na ''ukraiństwo'' - i tak oto polski szlachcic Włodzimierz Antonowicz ostał się ukraińskim działaczem niepodległościowym Wołodymyrem Antonowyczem. Wszakże choć Ukraińcy jako nacja pojawili się dopiero gdzieś ok. połowy XIX stulecia, nie znaczy to że wcześniej nie byli ruskim wprawdzie, lecz odrębnym od Moskali etnosem, co oni sami jak widać uznawali innym tylko mianem ich określając. Konkretnie zaś Małorusami, takowym zwał się Anatolij Sawenko przewodzący największemu przed I wojną klubowi ruskich nacjonalistów w Kijowie, późniejszy jego faktyczny wielkorządca po zajęciu miasta przez ''białą armię'' Denikina. Do dziś zresztą tak nazywają siebie prorosyjscy Ukraińcy, choćby jeden z najbliższych współpracowników Girkina znany jako ''Maksym Kałasznikow'' [ pseudo godne jego spierdolenia ]. Tak więc my Polacy mamy wielkie szczęście, iż Wielko- i Małorusy zajmują się teraz sobą, a nie wspólnie nami jak to w przeszłości bywało. Rodacy wszak jakoś nie świętują z tegoż powodu, szczególnie rodzime prawaki przypominające obrażone na rzeczywistość durne cipy, dla których mężczyzna poniżej metr osiemdziesiąt jest podczłowiekiem. Powtórzę: nie sposób szanować lidera formacji, jaki krajowi pogrążonemu w wojnie zarzuca, iż jest rzekomo wojenną dyktaturą i to w sytuacji, gdy należałoby wprost domagać się odeń ustanowienia wreszcie ''kijowskiej junty''! Podejście Polski do Ukrainy to samozaoranie w czystej postaci, zwłaszcza naszej prawicy, jaka potrafi tylko gardłować o Wołyniu, który nawiasem jeszcze przed I wojną był bastionem ''czarnej sotni'' pełnym zajadle prorosyjskich Małorusów. Żadnym wytłumaczeniem jest tu ''zmiana opinii publicznej'', pół biedy bowiem, gdy politycy cynicznie grają emocjami tłumów, najgorsze kiedy sami poczynają im ulegać i to na użytek obcych potencji. Nie mam przez to na myśli jedynie Niemiec i Rosji, bo ''gównoaferę o [d]UPA'' od początku dla mnie czuć było jankeskim swądem, a tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że był to element amerykańskiej kampanii nacisku na władze w Kijowie. Oto bowiem dziwnym trafem zbiegła się z próbą sił na samej Ukrainie między jej ówczesnym ministrem obrony Fedorowem, oraz dowodzącym wtedy armią Syrskim.

Zełeński z początku stanął w owym sporze po stronie swego generała, najzupełniej słusznie, gdyż nawet Fedorow musiał przyznać, że to zasługą Syrskiego są największe triumfy ukraińskiego oręża w obecnej wojnie z Rosją. Mowa o istnej rzezi kacapów pod Kijowem [ nie było stąd żadnego ''gestu dobrej woli'' o jakim łgał Putin ], spektakularnym popędzeniu ich spod Charkowa, wreszcie odzyskaniu po ciężkich bojach Chersonia. Natomiast fiasko kontrofensywy na południu kraju obciąża już Załużnego, acz przyszło mu jeno minimalizować straty chroniąc Ukrainę przed niemal pewną klęską, do jakiej wówczas popychali ją ''sojusznicy'', nade wszystko Ameryka Bidena i Niemcy. Syrski był tak groźnym wrogiem dla Rosji właśnie dlatego, że to żaden ''banderowiec'' a wychowanek radzieckiego odpowiednika West Point, elitarnej akademii wojskowej pod Moskwą. Nigdy bowiem dość przypominać, iż Rosjanie w swej monstrualnej wprost głupocie uczynili sobie z Ukraińców możliwie najgorszego im przeciwnika, gdyż tak bardzo do nich podobnego! Rodzice Syrskiego i jego brat żyją w Rosji, kogo zaś to dziwi przypomnę, że generał dowodzący wojskami USA, jakie wespół z Sowietami rozgromiły hitlerowskie Niemcy, zwał się Eisenhower i sam miał niemieckie pochodzenie, jak zresztą do dziś większość Amerykanów. Przeto oczywiste, że stojąc przed takowym wyborem ukraiński przywódca zdymisjonował wpierw Fedorowa, ale wówczas w jego obronie wyszło na ulice naszczute soszialami kartonowe grantożerstwo, ichni odpowiednik ''wykształceńców'' z dużych miast. Rosjanie nie skorzystali z jedynej bodaj okazji, aby w rozpętanej przez nich wojnie zrobić wreszcie coś użytecznego rozpirzając owo towarzystwo dronami i rakietami. Bo też było im to na rękę, acz nie oni robili tu za prowodyrów, gdyż Fedorow jest pupilem amerykańskich techoligarchów stojących również za Vancem. Co tłumaczy czemuż amerykański wiceprezydent, dumny z upierdalania wsparcia zbrojnego dla Ukrainy, nagle zdobył się na parę ciepłych słów pod adresem jej władz, ewidentnie w interesie swych mocodawców. Znamienne, że dopiero wraz z nominacją Fedorowa decyzją Muska, tak naprawdę zaś stojącego za nim Pentagonu i jankeskich specsłużb, rosyjskie wojska zostały pozbawione dostępu do Starlinka. Dotąd bowiem mogły one bić po ukraińskich tyłach irańskimi dronami z chińskimi komponentami, ale za to naprowadzanymi amerykańskim zwiadem satelitarnym. Nie tylko bowiem Chiny prowadzą w owej wojnie podwójną grę, dostarczając obu walczącym stronom uposażenie do produkcji dronów, wraz z innym strategicznym wsparciem. USA podobnie, przywoływałem choćby tutaj raport brytyjskiego RUSI z którego wynikało, że Rosjanie modernizują swe systemy radarowe dzięki amerykańskim komponentom. Owszem, przemycanych drogą przez Chiny, ale pochodzącym ze Stanów, mowa o specjalistycznej produkcji, jakiej nie sprowadzisz przez Alibabę czy Amazon, stąd Jankesy muszą wiedzieć gdzie ona trafia i czemu służy. Fedorow cieszy się też względami Alexa Karpa z militarno-szpiegowskiego ''Palantira'', skądinąd afrożydowskiego mieszańca rasowego, bo jak widać jego ojciec gudłaj mógł się przemóc do Murzynki. Na pewno więc poszło o podział gigantycznych pieniędzy na ukraińskie zbrojenia, ile komu się z nich dostanie i w co one pójdą. Bowiem zarzut Fedorowa pod adresem Syrskiego brzmiał, jakoby nie docenia on roli dronów na współczesnym polu boju. Sęk jedynie w tym, iż to dzięki jego protekcji słynny już ''Madziar'', gdyż Węgier z Zakarpacia, został dowódcą wojsk dronowych Ukrainy, pierwszej bodaj takowej formacji spośród armii świata. Tyle że jak słusznie w odpowiedzi przypomniał Syrski, by drony mogły efektywnie zwalczać przeciwnika konieczne jest im wsparcie bardziej tradycyjnych rodzajów broni, jak choćby ciężka artyleria niszcząca umocnienia w terenie, wystawiając przez to rusactwo na odstrzał. Czołg nadal ma sens na współczesnym polu boju, wszakże w łączności z dronem i zwiadem satelitarnym, bo bez tego faktycznie to jeno pancerna trumna i kupa drogiego złomu, jaka zgorzeje niechybnie ze szczętem. Zresztą z Fedorowa taki stronnik dronów, że uwalał mocno kontrakty na ich produkcję firmie ''Fire Point'', jakiej pomysłowe wytwory biją teraz po głębokich tyłach w Rosji aż miło. Ponoć dlatego, że ów producent ma być związany blisko interesami z otoczeniem Zełeńskiego, a przypomnę wszczęła przeciw temuż ''Fire Pointowi'' postępowanie ukraińska ''antykorupcyjna bezpieka'' NABU pod faktyczną kontrolą FBI. Podobnie jak i byłej ''szarej eminencji'' rzekomo ''kijowskiego reżimu'' Jermakowi, nakładając nań nawet tymczasowy areszt. Za to ''antykorupcyjny'' sąd na Ukrainie prowadzi sprawę zdymisjonowanej już ambasadorki w USA, nominatki Zełeńskiego. Nie trzeba tu więc bawić się w jakowąś ''konspirologię'' mozolnie ''łącząc kropki'', wystarczy jedynie zestawić niniejsze fakty, by znaleźć w nich narzucającą się wręcz prawidłowość opisywanych zdarzeń.

Pod takowym naciskiem Amerykanów ukraiński przywódca musiał więc ustąpić dymisjonując z kolei Syrskiego, ale co znamienne nie przywróciwszy Fedorowa na stanowisko ministra obrony narodowej. Wybrał stąd salomonowe wyjście zgodnie z mądrością jego żydowskich przodków, ale też z właściwą im chytrością najwidoczniej wykorzystał rozdźwięk w obozie syjonistów, narastający na tle oczywistego już fiaska wojny z Iranem, przynajmniej jej obecnego etapu. Bowiem frakcja Vance'a pożarła się tu z władzami Zesraela, przeto ich medialne kurwy pokroju Laury Doomer czy Tima Poola, nawołujące dotąd wprost do zagłady Ukrainy, nagle poczęły dziwnie wychwalać ją pod niebiosa. Tym należy tłumaczyć głośny kapiszon, jakim na szczęście okazał się ukraiński atak na irański statek przewożący Morzem Kaspijskim broń dla Rosjan. Bowiem przystąpienie do wojny z Iranem w interesie Izraela byłoby ze strony Ukrainy wprost katastrofalnym rozwiązaniem, sam też potępiałem prosyjonistyczne skrzywienie jej mediów na drugim kontrblogu, ale osobliwie głównie ze strony opozycyjnych względem Zełeńskiego. Nade wszystko z neobanderowskiego obozu Poroszenki, najwidoczniej powielającego sojusz zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej skrajnej prawicy z Izraelem. Kogo dziwi, iż Zełeński choć sam Żyd dystansuje się wobec tego nie ma przeto pojęcia, że idzie tu o nację handlową, której przedstawiciele owszem popierają się, ale dopóty tylko im się rzecz opłaca, inaczej porzucą wspólników bez skrupułów, co zresztą mają usankcjonowane w samym Talmudzie. Żydowskie w dużej mierze władze Ukrainy doskonale zdają sobie sprawę, iż jak dopiero co wyszło na jaw kiedy niedawno zmarła ciota Lindsey Graham cisnął na przekazanie jej baterii ''Patriot'', transakcję zablokował osobiście Satanjahu pod pretekstem, że jakoby tym sposobem mogą dostać się one... Iranowi! Żyd Żydowi Żydem, tak zawsze było, jest i będzie, nie zmienią więc tego powodowane jeno chwilową koniunkturą umizgi zesraelskich dziwek medialnych do Zełeńskiego. Pal je licho, najgorsze ścierwo to gojowscy syjoniści jak Vance, który miał wywierać nacisk na władze Ukrainy, by zaprzestały ataków na rosyjskie statki w Morzu Czarnym i Azowskim, gdyż cierpi na tym i Kazachstan oraz zachodnie koncerny mające tu udział. Wielka szkoda stąd, że polska prawica podąża jego śladem, bo jak raczył się był wyrazić otwarcie już grający nań Sucker Carlson: ''my Amerykanie idziemy na wojnę z Chinami, musimy więc mieć Rosję po swej stronie''. Kremlowcy nie chcą jednak pójść na układ, przeto Trupin zakpił zeń trując mu o Ruryku i Pieczyngach, co Carlson wysłuchiwał z tępą miną, gdyż liczył na farmazony o ''złotym miliardzie'' i globalistach, jakich dyktat obalić miał sojusz ''konserwatystów'' z Ameryki, zachodniej Europy i Rosji. Prawacka wersja ''Wielkiego Okcydentu'' i ''Globalnej Północy'' z rojeń starego Brzezia w jego ''strategicznej wizji''. Bowiem krajowym tumanom należy wbijać nieustannie do zakutych łbów, że Jankes zwyczajnie nie chce, aby Chinol pchał mu się swymi brudnymi żółtymi paluchami w strategiczny dlań rejon arktycznej Hyperborei. Przeto i oficjalna wizyta Vance'a w bazie amerykańskich wojsk na Grenlandii o wdzięcznej nazwie Thule, przemianowanej wprawdzie na Pifittik, czy jak to się zwie w eskimosko/innuickim narzeczu, ale wiadomo o co naprawdę idzie:). Skądinąd zajmującej kluczową pozycję dla ''projekcji siły'' USA w kosmosie, gdzie też rozgrywa się ich główna batalia z Chinami, wszak ów temat omawiałem w tekście na drugim kontrblogu traktującym o ''astropolityce realnej'', stąd nie będę się o nim już tutaj rozpisywał. Poświęcam zaś tyle miejsca wydarzeniom na Ukrainie, gdyż chwiejne podejście do niej polskiej prawicy wyraźnie okazuje, jak bardzo jest ona niesamodzielna i wtórna wobec amerykańskiej, nawet a zwłaszcza ta rzekomo ''prorosyjska''. Czego dowodzi aż nadto spierdolenie współpracownika Ziobry do Nadniestrza, choćby to z jego strony jedynie świadome wprowadzanie tuskowej prokurwatury w błąd, gdy Zbychu dekuje się w USA ciesząc ochroną ponoć samego Trumpa. Pogrążając tym ostatecznie broniący go niepotrzebnie PiS...

Rozpad owej formacji nie dziwi więc ani trochę, skoro dopiero com pisał, że jej stan przypomina zdewastowane operacjami plastycznymi oblicze poseł Krupki, towarzyszącej stąd wiernie prezesowi Kaczyńskiemu w drodze na samo dno. Na jego konflikcie z Morawieckim korzysta zaś ''ten trzeci'', czyli prezydent Nawrocki. Bynajmniej Tusk, jaki owszem jawi się głównym beneficjentem, ale jeno w krótkiej dość perspektywie, bo na dłuższą metę rzecz wygląda dlań już zgoła inaczej. Raz, że choć nie tak posunięty w leciech co Kaczyński, niemniej też wieko od trumny poczyna wystawać mu z tyłka. Tym bardziej, iż ''prezydentura Europy'' mocno go zniszczyła, co widać po jego mocno steranym obliczu było pite w Brukseli i to srodze, inaczej zresztą nie mogło w towarzystwie Junckera. Dwa, że podobnie jak Kaczyński zostawia po sobie wypaloną ziemię tj. brak sukcesorów, bo na pewno nie będzie nim pożal się Borysław, tym bardziej Kopaczowa czy insza ''paprotka'', a Schetyna to już przeszłość. Wreszcie po trzecie i najważniejsze, cios dla prusackiego stronnictwa w Polszcze nadejdzie z nieoczekiwanej strony, ano samego Reichu. O ile tylko władzę nad nim obejmie w końcu AFD, wówczas taki Jacuś Dehnel będzie zmuszony przeobuć się zostając nazi-gejem, albo przyjdzie mu skonfrontować się z niemiłym dlań faktem, że przejebał życie hołdując fałszywym idolom demoliberalizmu, za jakich ostoję robił Berlin. Dopiero przy takowym obrocie spraw trupem PO może pożywić się triumwirat Sławo, Przemo i Krzychu, gdyż Kałfederacji urosło jedynie dzięki rozczarowanemu elektoratowi Trzeciej Nogi, a konkretnie Hujowni. Póty co zaś perspektyw na to żadnych, przeto śmieszy Wipler deklarujący buńczucznie, że jego formacja ma szansę pójść na układy z Platformą - niech se idzie, kuce skończą wówczas jako kolejna jej przystawka partyjna, a co jak co, ale Tusk umie je pożerać! Na gniciu PiS prędzej już skorzystać mogą gównobrauny, ostatecznie z połowa ich wyborców i 2/3 obecnej reprezentacji parlamentarnej to byli stronnicy i działacze partii Kaczyńskiego. Skądinąd warto by mu zadumać się, czemu tylu z nich odnalazło się w towarzystwie autentycznych onucowców, jak Ronald Lachociąg czy Piździerski, a i samego Brauna przecież wylansowały kluby ''Gazety Polskiej'' Ssakiewicza. Niemniej kto miał tam przejść z PiS to już polazł, nie sądzę więc aby doszło tu jeszcze do jakichś znaczących przepływów elektoratu, dla całej reszty zaś jaka nie chce pójść na dno wraz z prezesem Morawiecki faktycznie jawi się jedyną szansą. W życiu nie poprę bankstera, przejebał sobie u mnie zgodą na unijną deformę polskiego sądownictwa, której zawdzięczamy patologię sobiepaństwa Żurków. Wszakże kto trzyma się nadal szyldu krajowej prawicy, a z takich czy innych względów nie widzi siebie w gronie Kałfederatów czy brauniarzy, innej opcji co globalista właściwie dlań nie ma, o ile chce ratować się ucieczką z tonącej krypy, jaką stał PiS. Wszystko to zaś jest objawem generalnej dekompozycji systemu parlamentarnego w Polsce, również na lewicy gdzie mamy do czynienia z konfliktem między Czajrzastym a Zadbergiem, tego zaś z Matysiakową, nawet platfusiarstwo trzyma się ledwo tylko na samym Tusku, któremu jako się rzekło nie wiadomo ile jeszcze zostało politycznego żywota. Potencjalnie stwarza to szansę dla realnego wzmocnienia władzy prezydenta RP, jako naczelnika sił zbrojnych i przywódcy państwowego o randze republikańskiego dyktatora. Nie ma więc mowy tu o przejmowaniu rządów przez armię czy tym bardziej specsłużby, lecz pierwotny sens owej funkcji ustanowionej dla ochrony porządku wolnościowego, bynajmniej zaś jego dławienia. Pytanie jednak czy prezydent Nawrocki jest w stanie to udźwignąć, bo po tym co on i jego przydupasy odstawiły niedawno z Ukrainą mam co do tego poważne wątpliwości. Zapewne przyszedł im prikaz z Waszyngtonu, a skoro pan żąda to i sługa musi, najwidoczniej jednak zgrzeszyli przy tym nadgorliwością, tak niestety typową w Polsce. Stawka na Vance'a jeszcze ich zgubi!

Wygląda przeto, iż to Amerykanie szczują nas Polaków z Ukraińcami przeciw sobie, a Rosja na tym jedynie korzysta. Trudno bowiem inaczej, jak dywersją na jej rzecz określić postulat ww. Fedorowa, by przeprowadzić wybory w ogarniętej wojną Ukrainie. Agitując pod ostrzałem nie tylko na froncie, ale i głębokich tyłach akurat, gdy nasilają się nań ataki dronami i rakietami przez Rosjan. Wprowadzając tym podziały i waśń, kiedy potrzebne jest zaprowadzenie dyscypliny jednoczącej naród, dyktowane surowymi wymogami wojny... Farmazony takowe prawi zaś człek ewidentnie na pasku Amerykanów a nie Rosjan, którzy tu jedynie dokładają swoje, pozostaje stąd już tylko zapytać: idiota to czy prowokator? Niechybnie CIA lub coś w podobie zza oceanu znowu próbuje zrobić swym sojusznikom ''prodemokratyczny'' zamach stanu, jak onegdaj czyniło to w Wietnamie Południowym, czy Turcji ledwie dekadę temu. Jankesy prowadząc wybory prezydenckie podczas II wojny nie musiały mierzyć się z lecącymi im na łeb bombami Japończyków albo Niemców, stąd w swej arogancji sądzą najwidoczniej, że innym demokracjom też się tak poszczęściło. Nigdy przeto dość powtarzania, iż ład wolnościowy w realiach konfrontacji zbrojnej ocalić może jedynie dyktatura w jej pierwotnej tj. republikańskiej formie, rzecz jasna dostosowana do obecnej epoki. Żadna tam ''demokracja'', która zazwyczaj wyradza się w ochlokrację, czyli rządy motłochu władanego przez demagogów manipulujących emocjami mas. Co zwłaszcza dziś jest łatwe jak bodaj nigdy, a to dzięki mediom antyspołecznościowym wpływającym niszczycielsko na sferę publiczną, jak zresztą sobie to zadumał pedolibek Thiel. Dowodem owe kartonowe protesty na Ukrainie, czy gejparady tamże z którymi jednako policja nic nie robi, mimo że bezczelnie łamią obostrzenia wojenne, bo rzekoma ''kijowska junta'' tak bardzo obawia się sankcji uniopejsów, gdyby poczęła wreszcie egzekwować prawo własnego kraju, co dawno już należałoby czynić. Podobnie rzecz ma się z położeniem wreszcie kresu jawnej ruskiej agenturze, za jaką służy moskiewskie duposławie, bo wtedy z kolei protesranckie zjeby MAGA, jak prorosyjska w cholerę Anna Paulina Luna, czy syjonofilski do urzygu Brian Mast, zawyliby o rzekomym ''prześladowaniu chrześcijan'' przez ''reżim Zełeńskiego''. Idę o zakład, że wówczas zawtórowaliby im tacy łże-katolicy co Vance a u nas Braun potwierdzając tym samym, iż małpowanie Jankesów, jak czyni to polska chyba jedynie z nazwy prawica, zakrawa wprost na zdradę narodową. Przy tym głupotę polityczną z jej strony, gdyż nie tylko amerykańska, lecz ogólnie zachodniacka prawica cierpi na głęboki rozstrój wewnętrzny. Skutkiem czego są co najmniej cztery różne rozdzierające ją frakcje: najbardziej obmierzła jest proizraelska i zarazem prorosyjska, reprezentowana przez takich, co wielokrotnie tu wyszydzany zjeb Tommy Robinson. Następnie jest prawica prorosyjska i antyizraelska, której rzecznikami stali się Murzyna Owensowa czy rzeczony już Carlson. Z pozoru tylko przeciwstawia się jej proizraelska i antyrosyjska, do jakiej dopiero co dołączyła Laura Loomer, potwór z ''Mar-a-Lago face'' zamiast twarzy. Wreszcie jest najbliższa mi prawica antyizraelska i antyrosyjska zarazem, niestety z przykrością muszę przyznać, iż trzy poprzednie zdają się brać nad nią górę. Przeto gotów byłem, by okazać im środkowy palec, nawet do głosowania na cholernych lewaków, ale na szczęście oni sami uniemożliwiają mi to swym niemożebnym wprost spierdoleniem. Również małpując głupoty swych okcydentalnych towrzyszy i ''queerowych siostrzyc'', jedynie na własną modłę. Prym tam bowiem wiodą takie chuje co Hasan Piker, bez żenady wysławiający ludobójcę Mao, bagatelizując jego masowe zbrodnie jako rzekome ''ekscesy''. Lewactwo wszakże żeruje na kryzysie współczesnego kapitalizmu, prawica stąd musi dysponować jakąś sensowną doń systemową alternatywą, nie zaś klepać wciąż liberalne frazesy ekonomiczne niczym Beniek Szapiro. Brzmiący dosłownie jak Komorowski z jego poronionymi radami typu: ''rusz dupę leniu, znajdź se pracę i jaką babę, a nie narzekaj tylko, boć przecie wszystko jakoby zależy od ciebie!'' itp. rozwolnościowe dyrdymały.  Wyjściem zaś z pozornego dylematu ''liberalizm czy socjalizm'' nie jest żadna ''walka ras'' czy tam płci, jak chcą spedalone Fuentesy, a rodzaj fordyzmu 2.0. Z tym wszak zastrzeżeniem, iż nie ma powrotu do czasów New Dealu i ustawodawstwa antymonopolowego w USA, gdyż społeczeństwo i ekonomia są już zupełnie inne niż ponad wiek temu. Niemniej epoka obu Rooseveltów winna służyć za wzorzec kapitalizmu państwowego, którego następne wydanie i tak jest mym zdaniem przesądzone, a to przez kolosalną wprost mobilizację, jakiej wymaga ustanowienie nowego rodzaju hegemonii amerykańskiej. Planetarnej już, bowiem ogarniającej też wokółziemski kosmos, wobec czego służebną jawi się nawet gospodarcza i wojskowa rywalizacja z Chinami. 

Tymczasem lewaki pomijają zupełnie fakt, że wzorcowy jakoby dla niektórych z nich rooseveltowski New Deal został ustanowiony w ramach mobilizacji wojennej. Szykującej USA do konfliktu na skalę już świata, wymagając stąd nadzwyczajnego zaangażowania przemysłu, oraz rzesz pracowników i żołnierzy. Mimo to amerykańskie demsocjaluchy chciałyby mieć socjal bez militaryzacji, tak jak z kolei prawactwo w osobie samego Trumpa zbrojenia kosztem rządowych usług społecznych. Nie ma zaś jednego bez drugiego, gdyż państwo opiekuńcze to wojenne zarazem, już teraz służba w armii USA stanowi dla mas Amerykanów obojga płci jedyny sposób na uzyskanie godziwej opieki medycznej czy edukacji, jednym słowem gwarancji socjalnych zapewnianych przez etatyzm. Rzecz jasna można argumentować, iż obecna mobilizacja wojenna nie musi obejmować aż tak szerokich rzesz, stąd i nie ma potrzeby uprawiania w tym stopniu jak onegdaj rzekomo ''socjalistycznego rozdawnictwa''. Wszakże porzucenie neoliberalnego gówna i tak jawi się koniecznym, gdyż Okcydent zaorał się przez globalistyczny outsourcing produkcji. Dzięki czemu zdolny jest wydawać tylko znakomitych designerów, owych ''wykształciuchów'' gotowych projektować złożone produkty, ale już od ich wytwarzania są ''żółtki'' albo ''ciapate''. Potwierdza to Palmer Luckey z ''Andrulila'', najmniej zwichrowany spośród amerykańskich techoligarchów, przyznając iż sam był częścią problemu, kiedy jeszcze szefując ''Oculusowi'' przesiadywał w chińskim Shenzhen. Bowiem jedynie tam mógł liczyć na bezpośrednie przełożenie swych pomysłów w gotowy produkt, wcale przy tym nie idzie o ''tanią siłę roboczą'' nad jaką ślinią się wszystkie libtardy i januszexy, gdyż jej nieprzebrane wydawałoby się zasoby kończą się i w Chinach. Większość procesów zwłaszcza złożonej produkcji została w nich już zautomatyzowana, natomiast dysponują one rzeszami inżynierów i techników zdolnych nastawić odpowiednio ową maszynerię, tudzież speców od obróbki bazowego surowca. Luckey dowodzi więc, że faktyczna innowacja ma miejsce jedynie dzięki realnej wytwórczości, stąd Okcydent musi przywrócić wartość ludzkiej pracy, bo januszyzm byznesowy jest właściwy półniewolniczym ekonomiom o niskiej stopie zysku, kto chce więcej trzeba mu przeto wyzbyć się rozwolnościowego gospodarczo łajna. Acz pojmuję czemuż taki Beniek Szapiro gardłuje w tym duchu, gdyż pod władaniem Żyda gojom wzbronione będzie poświęcić choć jeden dzień w tygodniu na szabatowy odpoczynek, boć muszą przecie harować na rzecz ''narodu wybranego'', tak głosi ''stary zakon''! Oczywiście jak wszystko na tym padole i kapitalizm państwowy niesie z sobą pewne zagrożenia, gdy jak w Chinach przewagę zyskuje władza kapitał żyje na jej łasce, tutaj kompartii praktykującej swą wersję bolszewickiego NEP-u. Lewactwu warto by też zainteresować się, jak naprawdę wygląda ochrona praw pracowniczych w owym ''socjalistycznym raju'', który tak wychwala Piker i jego przydupasy, odpowiedź bowiem brzmi: fatalnie. Z kolei jeśli kapitaliści są górą, państwo staje się li tylko ''komitetem zarządzającym wspólnymi interesami burżuazji'' wedle formuły samego Marksa, niczym w Ameryce pod nierządem kliki Trumpa. Co prowadzi do ''socjalistycznego rozdawnictwa'' dla bogaczy, dzielących zgodnie między sobą rynek i obdarowywanych hojnie rządowymi kontraktami, ''dziką konkurencję'' za to rezerwując biedniackim przegrywom z dołu społecznej drabiny. Przeto konieczny jest tu niechby chwiejny balans w relacji władzy i kapitału, inaczej wciąż będziemy miotać się między ''akapem'' a ''faszokomunizmem'' i tak w kółko Mileiu. Zmiana obecnego paradygmatu kapitalizmu jest również niezbędna zwłaszcza dla prawicy, gdyż inaczej nie może ona zaradzić realnie inwazji nachodźców, jaka pustoszy teraz szczególnie Europę. Bowiem to nie lewactwo jest jej prowodyrem, pełniąc tu co najwyżej rolę ''pożytecznych idiotów'' wielkiego kapitału, który w jego globalistycznej postaci odpowiada za ów nieszczęsny stan rzeczy. Dlatego liberałowie i syjoniści jak Beniek Szapiro powinni wypierdalać z prawicy, przez takich co oni nie może sama właściwie zdiagnozować przyczyny zwalczanej przez nią plagi. Nie jest to bynajmniej przypadek tylko ultraliberalnej Kałfederacji i podobnych im w tym brauniarzy, jednako gromiących skutki afirmując przyczyny, ale i choćby ''niemieckiej antymigracyjnej prawicy'' z AFD, jakiej przewodzi banksterska lesba żyjąca na co dzień w Szwajcarii z ''ciapatą'' ze Sri lanki... Trudno stąd dziwić się, że sadzi ona farmazony jakoby Hitler miał być komuchem, gdyż ''etatystą'' - w takim razie kim do kurwy nędzy są anarchokomuniści?! Lewacy nienawidzą państwa, bo dla nich służy jedynie interesom ''białych rasistów'' i ''wyzyskiwaczy'', przeto głoszą hasła pozbawienia policji funduszy, czy likwidacji służb migracyjnych i granic jako takich. Z kolei na Wyspach nabiera popularności równie ''antymigracyjna'' partia Farage'a, w dużej mierze za pieniądze arabskich Emiratów, wespół z jeszcze bardziej radykalnym ''Restore Britain'' pod przywództwem niejakiego Ruperta Lowe'a. Następnego bankstera, jakżeby inaczej, ale tym razem z londyńskiego City, wspieranego przez Muska ziejącego nienawiścią do związków zawodowych, bo wadzą mu one w masowym sprowadzaniu taniej siły roboczej głównie z subkontynentu indyjskiego. Czy potrzeba jeszcze więcej przykładów na dowód, że ludzie stanowiący część problemu z zasady nie mogą być jego rozwiązaniem?

Przeszkadza w tym prawicy trawiący ją do dziś ''wolnorynkizm'', tak jak lewicy z kolei jej ''antyrasizm''. Wyjściem zaś nie jest nawrót ''narodowego socjalizmu'', lecz powtórzmy rodzaj fordyzmu 2.0. w postaci odpowiedniej dla obecnych realiów, innych zupełnie niż przeszło wiek temu epoki Roosevelta. Wydawałoby się stąd, że przynajmniej umiarkowana lewica ''socdemkowa'' mogłaby skorzystać na opisanym tu rozstroju współczesnej prawicy. Nic z tych rzeczy, bowiem chce ona mieć ciastko i je zjeść zarazem, niby to wracając do robotniczych korzeni, ale zachowując transdżenderową egzemę ideologiczną i feminazizm, co nie może się udać na dłuższą metę. Dowiodła tego afera obyczajowa z Grahamem Platnerem, białym facetem ze stanu Maine, wąsaczem jak należy po służbie wojskowej, który jawił się szansą amerykańskich Dupokratów na wyjście z czyśćca ''wokeismu''. Nawet histerie koszer prawicy z powodu jego naziolskich tatuaży wychodziły mu na korzyść, nastawiając przychylnie doń wielu miejscowych stronników MAGA, zaskoczonych pozytywnie wystawieniem przez lewactwo ''swojego chłopa'', a nie kolejnego zmiennopłciowca albo czarnej chamki pokroju Dżasmin Cracker z Teksasu. Wszakże pogrążyły go dęte oskarżenia byłej kochanicy, jaka ''poczuła się zgwałcona'' przezeń dopiero po latach, jednak mimo iż sprawa była naciągana jak majty na tyłku Murzyny, popierające go dotąd lewackie influensiarstwo pokroju Pikera czy Vausha natychmiast rzuciło typa pod walec. Wypada stąd przyznać rację Richardowi Spencerowi, który co prawda hołduje ''a[ryo]pollińskim'' fantazmatom, niemniej tu trzeźwo zauważył, iż traktowany serio lewicowy populizm wyklucza ''me too'', podobnie zresztą co i BLM. O czym teraz przekonują się na własnej skórze biali lewacy, jakim to gównem jest czarny rasizm, sprzężony często z liberalnym syjonizmem jak choćby u pomienionej już Jasmine Crockett, tak złośliwie przeze mnie przezwanej. Nie mój cyrk i nie moje małpy [ nomen omen ], ale okazuje to jedynie, że prawica mimo swego obecnego rozprzężenia nie ma sensownej politycznej alternatywy. Wszakże pewnie zostanie rozgromiona podczas najbliższych wyborów w USA, czemu doprawdy trudno się dziwić biorąc fiasko poronionej od samego początku wojny z Iranem i jej koszta, tak finansowe co i polityczne, tudzież rażące błędy Trumpa podczas kampanii w kraju. Nie sposób inaczej, jak za fatalną omyłkę uznać namaszczenie przezeń równie odrażającej kreatury co Ken Paxton, słusznie znienawidzonego nawet przez znaczną część Republikanów z Teksasu skąd kandyduje. Przez co mogą oni utracić ów swój ''żelazny bastion'' dotąd na rzecz Jamesa Talarico, białego chłoptysia żywiącego niezdrową skłonność do zmiennopłciowców. Wszakże miejscowy wyborca kieruje się głównie pustoszejącą kieszenią, a to przez chaotyczną politykę celną Trumpa, nade wszystko zaś wspomniane już koszta wojny z Iranem, nie tak duże wprawdzie jak się zapowiadały, niemniej i tak znaczne dla przeciętnego konsumenta. Zresztą jeśli mimo to Paxton wygra nie będzie powodu do radości, bo to skorumpowany bydlak, jaki pewnie za sowitą łapówkę maksymalnie skrócił wyrok pedofila, ale ponieważ jest lojalistą Trumpa i szabesgojem wiernie służącym Zesraelowi, więc to wystarczy jak na standardy prawicy MAGA. Nie moje wszakże, ja z tej chujni wysiadam, żaden ze mnie świętoszek, lecz nawet jak na realistycznie obniżone wymagania, które żywię tego już nadto. Powielanie owego syfu zza oceanu w krajowych realiach zakrawa na polityczną demencję, a tak właśnie niestety czyni rzekomo ''antymigracyjna'' europejska prawica. Nie zwalczy ona nachodźczej plagi odpowiadającymi za nią liberalnymi farmazonami, obwiniając tylko lewactwo szukające tym pono ''zastępczego proletariatu'', bo to co najmniej dyskusyjne. Owszem, istnieje coś w rodzaju ''islamokomuny'', sojuszu radykalnej lewicy z muzułmaństwem, jednakże ma on czysto sytuacyjny charakter zawiązany na bazie wrogości do Izraela i syjonizmu jako takiego. Więcej tu jednak dzieli i to fundamentalnie, by wymienić choćby podejście do kobiet, zboczeńców, uboju rytualnego zwierząt, nade wszystko zaś religii i jej statusu w życiu społecznym i politycznej działalności. Sporne kwestie nie do pominięcia na dłuższą metę, stąd albo lewacy w końcu zmuzułmanieją, albo muzułmanie zlewaczeją, innej opcji nie ma. Poza tym bynajmniej nie wszystkim na lewicy podoba się nachodźcza inwazja i jej dewastujące skutki - pomnę jak Kałfederaci podniecali się na swych oficjalnych profilach, że premier Danii obcięła socjal migrantom. Nie wspomnieli wszakże, iż jest socjalistką co rzecz jasna nie omieszkałem przypomnieć kucom w komentarzach, bo przepala im to ostatnie szare komórki we łbach: jakże to, socjaliści przeciw ''socjalistycznemu rozdawnictwu''? Musem pewnie jakie naziole, a przeca za Hitlera były niskie podatki, stąd właściwie był zeń libertarianin, ha! Mówiąc zaś serio, lewicowe władze Danii prowadzą jedną z najtwardszych polityk migracyjnych w całej UE, tymczasem powtórzmy to prawicowe rządy w interesie wielkiego kapitału sprowadzały tanią siłę roboczą bywa z drugiego krańca świata, bo dlaczegóż by nie skoro hołdują dotąd ''wolnemu rynkowi'' bez granic ni państw? Wszystko com tu opisał jest objawem uchodzenia realnej władzy ze sfery oficjalnej polityki, zstępującej wgłąb szarej strefy na obrzeżach instytucji państwa, zwłaszcza armii i specsłużb, z burzliwym rozwojem naukowo-technologicznym jakiemu przewodzą dziwaczne figury pokroju Alexa Karpa czy samego Muska. W takim razie stawka na Vance'a, jaki przecież jest eksponentem owego procesu, mogłaby jednak mieć sens, gdyby nie cały mętny bagaż ideologiczny jaki się z tym wiąże. Niemniej skoro w jego postaci mamy do czynienia z politycznym kameleonem, wypada żywić nadzieję, iż porzuci on w końcu obrany przezeń fatalny kurs na Izrael i Rosję. Póty co pierwsze oznaki rozdźwięku z Satanjahu, tudzież wyrazy uznania dla walczącej Ukrainy nie są na tyle przekonujące, by mówić tu o jakimś przełomie w postępowaniu Vance'a. Obaczymy czy to aby nie z nim spotka się Fedorow podczas swej wizyty w USA do jakiej właśnie się zbiera, lub przynajmniej którymś techoligarchą w otoczeniu amerykańskiego wiceprezydenta. Należy się temu uważnie przypatrywać, bo zapewne wpłynie także na politykę postępującego jego śladem prezydenta Nawrockiego, uosabiającego podobne przemiany i w Polsce, o rzecz jasna skromniejszej skali...

...i pies mordę lizał Mai Ostaszewskiej, która świętuje niepodległość Ukrainy, ale zarazem wspomagała agresję Rosji ''bronią masowej migracji'' przeciw Polsce. Co to ścierwo ma we łbie, pewnie nawet i nie kiełbie, deportować by je więc za wschodnią granicę wespół z pomienionymi na wstępie ukraińskimi dziwkami!

sobota, 11 lipca 2026

Gównoafera o [d]UPA.

Pora to wreszcie przyznać: prezydent Nawrocki i ludzie z jego otoczenia jak Przydacz, podobnie co Ksysiu Bosak czy zawerbowany przez CIA stary komuch Miller, jednako chodzą na pasku Amerykanów. Konkretnie tych z obozu Trumpa, czy nawet już Vance'a, jakiego antyukraińską retorykę wprost niewolniczo powielają. Stanowiąc przeto aktyw polityczny USA w Polsce, amerykański odpowiednik ruskich onuc, niemieckich wasserpolacken, czy izraelskich szabes gojów. Dlatego tak nie cierpię i tępię ile sił biedarealistów, bo wojują z chochołem ''polskiego romantyzmu'' odpowiedzialnego rzekomo za nasze powstania narodowe. Rad bym wiedzieć stąd, gdzie są owi ''romantycy'', gdyż zwykle natykam się niestety jedynie na potomków tych co zabitym powstańcom ściągali buty. Marnych cwaniaczków kombinujących tylko pod kogo by się tu podwiesić, czy to Niemców, albo Amerykanów tych lub owych, Rosjan, Żydów z Izraela, a nawet Chińczyków. Pyffel, sam chiński lobbysta, ze śmiechem opowiadał jak podbił kiedyś doń takowy z propozycją: ''panie Radku, a może by tak coś tego z Chinami?''. Bo do zakutego łba nie przyszło mu nawet, że można coś zrobić po swojemu, niechby i na skromną miarę, zamiast płaszczyć przed obcymi kimkolwiek by oni nie byli. Mierzi wprost obrzydliwy serwilizm z jakim ludzie Nawrockiego podkreślają, że dopuszczono go do pańskiego stołu w Białasowym Domu. Niewiele ustępują im Sikorski czy Kosiniak-Kamysz aż przebierający nogami od tego, jakimi to wzorcowymi sojusznikami USA jesteśmy. Owszem, stawka na Stany Zjednoczone nadal ma sens, mogłoby się jednak obyć przy tym bez syndromu zakompleksionego ''polaczka'', co to posiedział ze dwa miesiące na Greenpoincie i ''on już nie mówi po polsky''. Inaczej obierzmy prezydentem RP Maxa Golonkę, który oczywiście świętuje odebranie orderu Orła Białego Zełeńskiemu. Żaden to mój bohater, dawnom pisał o nim, że kawał zeń chama i żydoruskiego gangusa z poradzieckiego Krzywego Rogu. Wszakże w tej akurat sprawie należycie potraktował Nawrockiego niczym pętaka odsyłając mu medal w paczce, bo ów zachował się niczym rozhisteryzowany gówniarz. Do tego u obu dostrzegam z niepokojem odwrotną ewolucję, gdyż jak ukraiński przywódca z komedianta wyrósł na ''twardego sukinsyna'' [ wedle określenia gen. Kelloga ], jak na rasowego polityka przystało, tak nasz prezydent choć jawił się twardzielem poczyna przypominać jakowąś ''drama queen''. Mam rzecz jasna na myśli podejrzaną aferę z rzekomym zamachem na jego życie, bo dziwne iż tak niebezpieczną sprawę nagłośniono dopiero teraz, a nie podczas kampanii wyborczej czy choćby tuż po niej. Nie tłumaczy tego nawet brak zaufania, skądinąd uzasadniony, do specsłużb państwa kontrolowanych przez gangusów Tuska, co jednak żadnym dowodem, iż Nawrocki rzekomo jest ćpunem, jak twierdzi Jasio Piński. Prędzej widzę w tym desperację atencjusza, który gorąco pragnie wykazać swym mocodawcom zza oceanu, że ''on też miał zamach'' tyle, iż dokonany jakoby przez starą babę, której obcałował ręce. Nasz prezydent i jego ludzie najwidoczniej nie dostrzegają przy tym na jakich idiotów wychodzą, dopiero na piąty już rok wojny odkrywając, że z Ukraińcami dzieli nas historia. W '22 sądzili, że kto niby poszedł wojować z kacapami: demoliberalni aktywiści potrafiący tylko wiecznie kłapać dziobem, albo tłuste lesby z fioletowymi ''czubami'' wypasione na sorosowej grantozie? Oczywistym było, że chwycą za broń w pierwszej kolejności ultrasi, zazwyczaj twardzi nacjonaliści, acz nie brak wśród nich także lewaków spod znaku anarchokomuny. Dowodzili nimi zaś niemal bez wyjątku sowieciarze, bo to oni ogłosili Ukrainę niepodległym państwem, a nie żadni tam ''banderowcy''. Wbrew zresztą na równi ówczesnemu przywództwu ZSRR, co USA jakie w osobie Busha ojca, skądinąd b. dyrektora CIA, zaklinało ich na miejscu w Kijowie by tego nie czynili. Albowiem nie tylko Rosja, ale i Zachód z Amerykanami na czele ma problem z samym istnieniem ukraińskiej państwowości, dopiero teraz z wolna i wielkim trudem do niej przywykając. Kiedy więc w końcu do krajowych tumanów dotrze, że ofiary wcale nie muszą być szlachetne, zaś kaci odrażający? Owszem, potrafią z czarującym uśmiechem oskórować jeszcze żywcem, jeśli tylko im się na to pozwoli. Kurwa mać, na wojnie ludzi się zabija, a do tego potrzebne są zupełnie inne umiejętności niż u stronników wolnego ryneczku, czy parad LGBT. Piszę to bez najmniejszych sentymentów, zaznajomiony z wojenną ''obsceną śmierci'' od której Telegram wprost przelewa się aż do mdłości. Krajowe tumany pierdolą teraz o rzekomym ''UPAdku przyjaźni'', tak jakby chodziło o jakowyś ''konkurs piękności'' a nie krwawą rzeź. Słaliśmy więc czołgi i wszelką broń do walki z Rosją cudzymi rękoma z dobroci serca? Przydacz ledwie kilka lat temu gardłujący za wsparciem zbrojnym i finansowym dla Ukraińców, teraz wypomina im, że je kradli. Znając ich pewnie tak było, tyle że kudy im do złodziejstwa samych Amerykanów! Pentagon ma chroniczny problem z audytem wydatków, przeszło połowa o ile nie więcej jego budżetu przepada w czarnej dziurze. Mowa o defraudacji na skalę wręcz kosmiczną, rzędu setek miliardów a właściwie już z pół biliona dolarów. Oczywiście pan Marcinek o tym nie wspomni, bo łasi się do nóg swych mocodawców zza oceanu, ''duposuwerenista'' jak i jego pryncypał Nawrocki. Wszakże nie żałuję oddanego nań głosu, gdyż był to jedyny sposób, aby zapobiec objęciu rządów nad krajem przez ''słupa'' warszawskiej mafii kamieniczników, za jakiego robi Czaskosky. Powtórzę: w życiu, a zwłaszcza polityce zwykle tylko taki mamy wybór - między złym i naprawdę już fatalnym, jak właśnie w tym wypadku. Nie żywiłem co do tego jakichkolwiek złudzeń, stąd zignorowałem pożal się kampanię prezydencką, omal nie przegapiłem pierwszej tury i dopiero w przeddzień wyborów jąłem sprawdzać kto zacz ów Nawrocki. Przeto i uniknąłem gorzkiego rozczarowania nim rozpętaną przezeń gównoaferą o hołd Zełeńskiego dla ''herojów'' z [d]UPA...

Od początku też czuć ją było jankeskim swądem, bo Amerykanie prowadzą podwójną grę ''kija i marchewy'' tak wobec Rosji, co i Ukrainy. Ostatnia korzystając ze zwiadu satelitarnego USA jęła bić po głębokich tyłach kacapii, nie oszczędzając nawet Petersburga ni Moskwy, sięgnąwszy aż po środkową Syberię. Ukraińcy poczęli też dusić okupowany Krym, niszcząc rosyjską logistykę nad Morzem Czarnym min. za pomocą amerykańskich ''Hornetów'' z tzw. ''sztucznym intelektem''. Naprowadzanych pono ''Starshieldem'' SpaceX, w odróżnieniu od komercyjnego ''Starlinka'' przeznaczonym do ściśle wojskowego użytku, gdzie nad wszystkim pieczę sprawuje emerytowany generał i b. dowódca sił powietrznych USA. Skądinąd zdeklarowany rzecznik ''umaszynowienia'' przez AI procesu decyzyjnego w amerykańskiej armii, by sprostać rosnącej konkurencji i zagrożeniom głównie ze strony Chin. Zarazem na ostatnie petersburskie forum ekonomiczne zawitał w medialnej oprawie Murzyny Owensowej i alfonsa Tate'a nieformalny jankeski emisariusz. Szefujący podejrzanej ''artystycznej fundacji'', odpowiadającej w przeszłości za renowację zabytkowych pałaców w Rosji. Za mecenasa robi tu min. Joe Lonsdale - zagorzały żydowski syjonista [ bo są też gojowscy ] i współzałożyciel militarno-szpiegowskiego ''Palantira''. Również posłany kacapom ''restaurator'' to nie byle kto, gdyż nadzoruje ''estetyczną oprawę'' sali balowej im. Epsteina, kryjącej tak naprawdę przebudowę bunkra pod Białym Domem, co Trump jawnie przyznał. Popierany zaś przez Muska niejaki Tommy Robinson, bo ów oszust nawet tak się nie nazywa, leci do Moskwy chlać z ojcem Elona na cześć putinowskiej mafii. Nie przeszkadza więc antyislamskiemu ''aktywiszczu'', że rosyjska stolica ma największą populację muzułmanów ze wszystkich w Europie [ jakby nie było ]. Niemal co czwarty jej mieszkaniec jest już wyznawcą islamu, ale coś Tomcio nie wyje o ''Moskwabadzie'' jak o rzekomym ''Londonistanie''. Bynajmniej, Rosja oficjalnie uznająca Taliban to dlań ''tarcza Europy'' przed inwazją muzułmańskich hord, i rzecz jasna ostoja ''tradycyjnych wartości'' jakie sam praktykuje wciągając koks do nochala. Dziwnym zbiegiem okoliczności niemal w tym samym czasie uchodząca ze stanowiska Gabbardowa wysrała raport o ''biolabach NATO'' na Ukrainie. Łżąc bezczelnie jakoby administracja Bidena przeczyła istnieniu takowych, tymczasem rzecz była wiadoma od przeszło dekad, pisano o niej w amerykańskich mediach głównego nurtu, a z tekstami umów ustanawiających ów program można bez trudu zapoznać się na oficjalnych stronach Departamentu Stanu USA. Żadne z opublikowanych przez Gabbard dokumentów nie potwierdzają też rosyjskich kłamstw, jakoby w tychże biolaboratoriach produkowano ''broń biologiczną'', ale podobnie co w przypadku jej obrony Asada sekciara ujada jak guru surowo przykaże. Wreszcie Rubio dopiero co przyznał, iż podczas spotkania na Alasce nie doszło wcale do ''drugiej Jałty'', jak różne spierdoliny nad Wisłą panikowały, lecz padła jedynie pewna propozycja dla władz Rosji, a więc ''mesydż'' Amerykanów pod adresem Kremla jest jasny: ''dogadajmy się, albo wpierdol''. Zarazem Jankes nie pozwala też, by Ukraińce poczuły się zanadto pewnie, stąd szkoli ich za pomocą kontrolowanej przez FBI ''antykorupcyjnej bezpieki'' NABU. Wszczęła ona stąd postępowanie nie tylko wobec ''szarej eminencji'' Zełeńskiego, jakim był Jermak nawet aresztując go tymczasowo, lecz także kierownictwu firmy ''Fire Point'' produkującej rakiety ''Flamingo'', oraz drony dalekiego zasięgu nakurwiające teraz po rosyjskiej ''głubince'' aż miło. Ośmielone tym goebbelsy otwarcie już winią Ukraińców za wysadzenie ''Nord Stream'' 2, zaś Bundeswehra Bundentag odmówił im na dniach uzbrojenia pociskami ''Taurus''. Przykre więc, że polscy politycy i to opcji amerykańskiej dali się użyć w owej rozgrywce niepomni, iż sami mogą paść jej ofiarą. Sądząc najwidoczniej, że wydawszy bajońskie sumy na broń ''made in USA'' wkupią się w łaski Amerykanów, tak naprawdę zaś kręcąc tym jedynie sznur na własną szyję, bo owa ''dźwignia'' i przeciw nim może być wykorzystana. Czyżby faktycznie byli aż tak durni wierząc, iż zepchnąwszy na bok Ukraińców w przedpokoju Białasowego Domu, tylko oni jedni dostąpią zaszczytu uwagi imperatora? Niepojęte na jaki to ''cud'' liczy nasz obóz prezydencki, wraz z niektórymi politykami koalicji [nie]rządzącej, jednako tak gorliwie zabiegając o stałą obecność wojskową Amerykanów nad Wisłą. Po jaką cholerę mydlą oczy rodakom bredniami o ''forcie Trump'' akurat, gdy dowództwo armii USA ogłasza znaczącą redukcję i tak dość marnej swej liczebności w Europie. Na szyderstwo zaś zakrawają obietnice uczynienia wyjątku pod tym względem dla nas w ustach autora owej strategii Eldridge'a Colby'ego! Masa nadwiślańskich tępaków mniema chyba, że coś zmieni jak Trump zrobi sobie fotkę z Nawrockim, poklepie go po ramieniu i napisze mu w soszialach: ''chopie lubię cię, więc sprezentuję ekstra z pięć tysięcy żołnierzy, jakżeś chciał!''. Bez złudzeń więc: sprawa jest przesądzona, w Waszyngtonie zaś toczy się jedynie spór o skalę tejże redukcji, bo ponoć gdyby nie weto postawione przez Rubio nordycki ''judeokrzyżak'' Hegseth posunąłby się tu jeszcze dalej. Albowiem w oczach takich jak on syjonistycznych szabes gojów nie tylko Polska, ale w ogóle Europa jako taka nie może równać się z Zesraelem, który podobni mu najchętniej uczyniliby głównym sztabem wojsk USA na Bliski Wschód, o ile nie wręcz cały świat. Co nie znaczy, iż mamy znowu histeryzować, że Jankes nas ostawi z gołą de, a jedynie trzeźwiej rzecz rozpatrywać. Przeto bardziej perspektywiczną jawi się umowa świeżo zawarta z ''Andrulilem'', czy choćby całkiem niemały polski udział w amerykańskim programie zawojowania wokółziemskiego kosmosu, gdzie USA przewodzą mimo ostrej konkurencji nade wszystko ze strony Chin. Nie mówiąc już o potrzebie rozwoju swych zdolności w tymże zakresie, niechby na skromną za to własną miarę. Tym bardziej, gdy sami Amerykanie wręcz żądają od sojuszników samodzielnej inicjatywy, a nie tylko biernego polegania na ich zbrojnym wsparciu. Budzi więc niesmak i obrzydzenie chocholi taniec pożal się elit władzy RP wokół ich ''sugar daddy'' z Waszyngtonu, w dodatku kosztem Ukrainy, normalnie zbiera od tego na wymioty.

Niech więc nikt mi nie truje o historii, bo sam Nawrocki dowiódł podczas niedawnej wizyty w Turcji, że traktuje ją instrumentalnie. Pucując się Erdoganowi przypomniał skądinąd dziejowy fakt, iż Porta Ottomańska nie uznała rozbiorów Rzeczpospolitej. Wszakże pominąwszy milczeniem straszne wojny, jakie toczyły ze sobą w przeszłości, tudzież okropny los rzesz porywanych w jasyr, by Żydzi kupczyli nimi na targach chrześcijańskich niewolników w Stambule. Zresztą bardzo dobrze, gdyż wywołałby tym jedynie niepotrzebny dyplomatyczny skandal, ale skoro z naszego prezydenta taki pryncypialny narodowiec i antykomunista winien odmówić także rytualnej wizyty w mauzoleum Atatürka. Bo ów podczas I wojny światowej walczył w sojuszu z kajzerowskimi Niemcami, jakie przecież dla endeków były znacznie gorszym zaborcą od carskiej Rosji. Później zaś już jako przywódca państwa zwrócił się do bolszewików o zbrojne wsparcie w pokonaniu Ormian, akurat kiedy trwała wyprawa kijowska Piłsudskiego. Bowiem kemalistowska Turcja była państwem rewizjonistycznym wobec ówczesnego ładu światowego, podobna w tym właśnie sowieckiej Rosji czy weimarskim Niemcom, stąd kraje te łączył strategiczny interes w oporze przeciwko niemu. Co nie wadziło Atatürkowi przerabiać siłą kraju na zachodnią modłę, tudzież zwrócić się do amerykańskiego filozofa Johna Deweya, by ten stworzył dlań nowy, radykalnie świecki system edukacji młodych ''Turcząt''. Oby więc Erdogan wytłumaczył prezydentowi Nawrockiemu, że Polska nie ma innej bramy ku Eurazji co Ukraina, z całym gnojem jaki w niej panuje, o czym pisałem niemal od pierwszego dnia rosyjskiej inwazji. Zdradliwe bagna i porohy ''Dzikich Pól'' to niestety zasadniczo główny trakt dla nas, jaki pozwala nam dotrzeć wgłąb kontynentu - chyba że ktoś jest tak durny mniemając, iż nieprzymuszona do tego Rosja da nam ku temu wolny dostęp. Turcja jest tego świadoma, stąd choć bodaj jako trzecia po Chinach i Indiach jeśli idzie o zakupy od kacapów ropy i gazu, nie może wszakże dozwolić im w opanowaniu rejonu Morza Czarnego. Przeto w jej interesie leży zachowanie przynajmniej częściowego dostępu doń Ukrainy, dlatego pomogła blokadą Bosforu w zagonieniu do kąta Floty Czarnomorskiej, uniemożliwiając jej tym uzupełnianie strat. Życzyłbym więc sobie, aby w końcu Turcja pojednała Polskę z Ukrainą, i to realnie tj. bez niepotrzebnych ''międzymorzańskich'' mrzonek, które każą naszym ''neoprometejczykom'' i ''postendekom'' pouczać sąsiednie narody, jakich to bohaterów mają czcić. Nasi też nie są bez zmazy ni skazy, choćby taki Stefan Czarniecki dla Ukraińców jawi się prawdziwym ludobójcą, dla mnie zaś to wręcz wzorzec rodzimego eurazjatyzmu. Bodaj żadna inna postać w dziejach Rzeczpospolitej niż ów wielki hetman nie uosabia tak właściwego jedynie dla wschodniej Europy, unikalnego złączenia Orientu z Zachodem. Pierdoli mi więc opinia chachłów na jego temat, tak jak oni z kolei mogą mieć w dupie, że jako Polak chętnie posłałbym Banderę na szafot jeszcze za jego postępki przed wojną, czyli zorganizowanie niestety skutecznego zamachu na sanacyjnego ministra Pierackiego. Bowiem jedyna trafna definicja prawdziwego ''suwerenizmu'' brzmi: ''swego nie dam, w cudze nie lezę''! Tymczasem o zgrozo rodzima kanalia, jaka mieni się być jego rzecznikiem, zgrywa bucowatych ''lachów'' pajacujących w wirtualnych kontuszach i strojąc pańskie fumy przed ukraińską ''czernią'', aż prosząc się o nową ''rzeź wołyńską'' z dupy. Ludzie, którzy dopiero co słusznie wyrzekali, że Niemce czy Żydy chcą przepisywać nam Polakom historię, sami teraz próbują czynić to sąsiednim nacjom. Wszystko zaś z ''wielkomorzaństwa'' i kompleksu mocarstwowego, samozwańczego ''liderowania'' Europie Wschodniej, którym tylko niepotrzebnie wkurwiamy tak Ukraińców, Białorusów czy Litwinów. Póty obóz prezydenta Nawrockiego dawał wyraźnie znać władzom Ukrainy, że Polska nie będzie do niej przydatkiem, ni jedynie pośredniczyć między Berlinem i Kijowem popierałem to, ale tym razem granice zostały przekroczone. Nie będzie mojej zgody na ''politykę histeryczną'' obojętnie jakie to racje by za nią nie stały, bo tu nie o żywotny interes RP idzie, a ohydne lizydupstwo w ''patriotycznej'' oprawie wobec obcej potencji, niechby tej ''fajnistej'' i ''super''. Stąd i moja nader dosadna reakcja, gdyż trzeba nakurwiać umownie rodaków po łbach banderowską siekierą, a najlepiej od razu rodzimą kłonicą. Znajomość historii jest bezwzględnie konieczna, winna jednak służyć za źródło inspiracji i przestróg, nie zaś wiecznej celebracji jałowych resentymentów, jak to zwykle niestety u nas bywa, a widzę znowu profanujemy narodowy sztandar owijając weń swoje gówno. Niniejszym więc pragnę zwrócić się z apelem do tak drogich mi rodaków, jacy chcą powrotu do macierzy ''polskiego Lwowa'': czy was kurwa pojebało już do reszty?! Kim wy będziecie go zaludniać, o ile wam się to jakimś cudem uda, skoro wymieramy jako nacja? Polska pustoszeje w oczach, całe połacie kraju wprost zanikają, a te durnie pchają się jeszcze innym w szkodę, niczym pierdolone kacapy. Chceta powtórzyć ''sukces'' Rosjan, jacy po ''odzyskaniu'' Mariupola zmuszeni byli zaludniać jego ruiny muzułmanami z Kaukazu, a nawet Centralnej Azji? Prędzej afrykańskich ''czornorusów'' tam osadzą na stałe, niż wymierających Słowian, chuje jedne. Nie przebieram już w słowach, bo jedynie tak można skomentować groteskę, gdzie za ''ekspertów'' od polsko-ukraińskiej historii robią pustaki jak Doda-smroda, czy byle influensiartwo pokroju Dzikiego Trenera i Rożala. Ludzkie bydło, jakie w życiu nie tylko żadnej monografii o UPA nie przeczytało, ale choćby jednej książki, ujadając w chórze z niedorżniętym banderowską siekierą komuchem Millerem, co aż prosi się o gromkie: ZJEBAŁEŚ TO KAROL!!!

...niczego ci nie da na dłuższą metę kochany panie nasz prezydencie podążanie ślepo za Vancem, jak najwidoczniej czynisz porównywany z nim jeszcze podczas swej kampanii wyborczej. Mętną postacią znienawidzoną powszechnie nie tylko przez amerykańską lewicę i demoliberałów, ale darzoną pogardą także przez sporą rzeszę tamtejszej prawicy. Dla nich wszystkich jednako jest on ''shady'' tj. podejrzany, szemrany, bo też i nie wiadomo jak się naprawdę zwie, czemu hołduje i kim w ogóle jest, gdyż zmieniał nazwiska, poglądy a nawet wyznania niczym rękawiczki. ''Śliski typ'' jak przystało na figuranta amerykańskiego ''deep state'' w osobie niemieckiego pedała Thiela, który owego dupka wykreował wespół z Davidem Frumem, żydowskim neokoszerwatystą [ bo są też i gojowscy ], a przy tym autorem oficjalnych przemówień dla Busha syna za przeproszeniem. Skądinąd widać przeto co przyciąga doń Nawrockiego, postać o również mętnych powiązaniach z kryminalnym półświatkiem, a zapewne i specsłużbami nie tylko krajowymi. Bynajmniej mam na myśli ruskie, prędzej amerykańskie a być może i zesraelskie, kto wie? Byle komu bowiem nie powierzono by raczej pieczy nad archiwami IPN, tak jedynie głośno domniemywam... Wprawdzie Vance, co mu się chwali, powiedział ostatnio kilka słów prawdy o Izraelu przypominając jego władzom, że USA ostały im się ostatnim znaczącym sojusznikiem we świecie całem, od którego pochodzi 2/3 powierzonej żydowskim syjonistom broni sfinansowanej przez samych Amerykanów. Bez złudzeń wszakże: izraelskie lobby nigdzie nie znika, a jedynie uchodzi w cień, szarą strefę współpracy wywiadowczej i militarnej, utajnionych projektów naukowo-technologicznych etc. Twarde oświadczenia Vance'a zaś, mylnie brane za programowe deklaracje ''America First'', mają tylko ów proces kryć, gdyż stoją za nim jego mocodawcy. Podobnie rzecz się ma i z paroma ciepłymi uwagami pod adresem Ukrainy, na jakie ostatnio zdobył się niespodzianie amerykański wiceprezydent [ póty co ], wbrew swym poprzednim mocno lekceważącym, wręcz bezczelnym opiniom na jej temat. Odzwierciedlają one wyłącznie obecną ''mądrość etapu'' panującą wśród władz USA, rychło mogą też znowu obrócić się przeciw ekipie rządzącej w Kijowie, tym bardziej skoro Vance znany jest z rycia pod nią i niestety wygląda na to, że dał się użyć mu do tego sam Nawrocki wraz ze swymi przydupasami jak Przydacz. Nawet jeśli przyniosło im to krótkoterminowe zyski polityczne na miejscu, poklask rzesz idiotów jakim banderowcy roją się w oczach, nie wątpię rozpętane tak gówno w końcu wyląduje im na twarzach. O ile w ogóle je posiadają wysługując się swym amerykańskim panom z ruchu MAGA, a raczej stojącej za nim techoligarchii, bo gdzież podziali się tak głośni jeszcze przed paru laty na prawicy krytykanci demoralizacji niesionej przez sosziale? Przepadli z kretesem, skoro Cuker już jest ''nasz'', podobnie Gates czy Bezos i reszta ''krzemowych doliniarzy'' z chowu Obamy i Bidena, teraz po stronie Trumpa niczym Musk [ acz paląc bez zaciągania się ]. Dowodzi to, że głównonurtowa prawica nie kieruje się żadnymi pryncypiami poza żądzą władzy, w niczym nie ustępując lewactwu i demoliberałom, jeśli idzie o cyniczne wykorzystywanie nowych technologii do rozpętywania emocji motłochu. Doprawdy nie ma żadnej istotnej różnicy czy idzie tu o BLM, zbiorową histerię towarzyszącą ''czarnym protestom'' i atakom na kościoły, albo też szczucie Polaków przeciw Ukraińcom, tych zaś przeciwko nam. Każdy pretekst dobry by nakręcić ruch sieciowy i nabełtać ludziom we łbach dla doraźnych korzyści, bez choćby śladu refleksji, jakie niszczące skutki to za sobą niesie dla narodowej psyche poddanej owej manipulacji. Co gorsza, niemal przez te same kanalie, jakie ledwo parę lat wcześniej rozniecały proukraińską euforię, każącą im owijać się flagami obcego państwa i wieszać je na urzędach Rzeczpospolitej. 

W każdym razie właśnie dlatego, że w swoim czasie nie uległem tejże ''polityce histerycznej'' miotającej się między skrajnościami niczym pijany u płotu, bredniom językowym o tym, iż ''w'' a nie ''na'' Ukrainie, zaś ruskie pierogi zwać mają się ''ukraińskimi'' itp. bzdury, nie będę teraz z pianą na ustach gardłował o rzekomej ''UPAdlinie'', bo to chuj a nie alternatywa. Patridiotyczne wzmożenie, jakie ogarnęło rozpolitykowane masy krajowych debili skończy się więc tym, że chyba trzeba nam będzie ''godnościowo'' przemianować z kolei barszcz ukraiński na ''polski''. Dlatego choć nie sądziłem, iż kiedykolwiek to napiszę, jestem zmuszony wyznać: prawica chuje, prawica to pedały, prawica wypierdalać! Gotów stąd byłem, aby okazać jej środkowy palec, nawet oddać głos na sektę ''Razem'', ale widzę towrzysz Zanberg postanowił dołączyć do nagonki na ''reżim Zełeńskiego''. Przynajmniej więc nie będę już musiał zatykać nos przy wyborczej urnie, wreszcie zaś ulżę sobie mentalnie kreśląc na karcie do głosowania ''wszyscy won!'', bo się aż o to proszą nasi [?] politykierzy. Nawet jeśli nie cierpią Ukraińców, co za sens w ratowaniu ich przed nimi samymi bezczelnie żądając, kogo mają czcić jako narodowych bohaterów? Przecież wtedy należy wręcz po cichu sprzyjać, aby stawiali pomniki nie tylko zbrodniarzom z UPA, ale i SS Galizien/Hałyczyna, byle tylko u siebie, rzecz skrupulatnie odnotowując i nagłaśniając gdzie trzeba. W niczym im to nie pomoże, kiedy w końcu władzę nad Reichem obejmie AFD, gdyż politycy i elektorat owej formacji są zazwyczaj prorosyjscy, a więc własowców przedkładają nad banderowców. Za to zaszkodzi Ukraińcom wśród popierających ich dotąd gremialnie demoliberałów, tym bardziej że nabierająca popularności za oceanem lewica wrzuciłaby najchętniej Ukrainę pod rosyjski walec. Choćby taka Darializa Chevalier, wylansowana przez Mamdaniego i Hasana Pikera afrolatynoska ''queer-muzułmanka'', postępuje niczym kremlowskie aktywo, acz nie posądzam ją o agenturalność, prędzej zeń pożyteczna idiotka. Nie wspominając już, że kwestia ''panteonu'' o jaki poszła cała chryja wywoła też pewnie zaciekłe spory na samej Ukrainie, bo przecież obok neobanderowskiej jest też poradziecka. Lenin bynajmniej jej nie ''wydumał'', na odwrót - by przeciwstawić się ''prometeizmowi'' Piłsudskiego zmuszony był uznać aspiracje ukraińskich bolszewików, łączących nacjonalizm z lewicowym radykalizmem.  Mowa o takich jak poeta Pawło Tyczyna, wypisujący peany na cześć komuny po ukraińsku, drukowane masowo w sowieckiej ''Prawdzie''. Twardy stalinowiec, który do samego końca żywota za Breżniewa nie uznał raportu Chruszczowa, zresztą ukraiński uformował się jako pełnoprawny język narodowy już na radzieckiej Ukrainie. W jej pierwszej stolicy Charkowie do dziś stoi pomnik ich wieszcza Tarasa Szewczenki, wystawiony w 1935 r. a więc po Hołodomorze, stanowiący ciekawą skądinąd ilustrację ukraińskiej narracji historycznej, odpowiednio spreparowanej rzecz jasna na użytek bolszewików, długo by o tym gadać. Do kogo jednak ta mowa, daremny trud, przeto idę uwarzyć barszcz po ukraińsku utoczony z polskich dzieci pomordowanych na Wołyniu, po czym naostrzę banderowską siekierę i pomodlę się przed ikoną ''krwawego Stepana''. Oczywiście tylko prawackim debilom trzeba tłumaczyć, iż szydzę tym nie z samego ludobójstwa, a jedynie wykorzystywania go dla doraźnych celów przez cynicznych skurwysynów i kanalie, jakimi niestety ostatnio u nas obrodziło. Nie ja zmieniłem poglądy, to polskawa prawica postanowiła ostatecznie scwelić się Jankesom, do tego jeszcze pod szyldem ''suwerenizmu''. Trzeba było prawdziwego ''geniusza'' strategii politycznej, aby wszcząć w kraju antyukraińską nagonkę akurat, gdy dopiero co poniosła ona spektakularną klęskę na Węgrzech, i to przy czynnym udziale samego Vance'a! Tak więc jeśli tym sposobem Tusk i jego banda utrzymają swój nierząd nad Polską, będzie już wiadomo komu za to można ''podziękować'' - rodzimym prawackim ciotom z przeoranym władczą knagą MAGA odbytem.

Na finał mocarna dawka ożywczej ''banderowszczyzny'' [ Miller udław się chuju! ]: 

...a tak w ogóle jakim to prawem stary komuch z obrotowym dupskiem, dający tak Rosjanom co Amerykanom, o ''arcypolskim'' nazwisku Miller, śmie wyzywać od ''banderowskich pampersów'' i pouczać o patriotyzmie? Co ty o tym wiesz czerwony kurwiu, zamknij swój sobaczy ryj a nie pchaj go leząc nieproszony z chlewa, świnio.