niedziela, 2 lipca 2023

Bunt Prigożyda.

Cóż można rzec - jaki kraj taki pucz, lub też parafrazując Rękasa: to Rosja, więc co miało pójść źle to poszło. Mówiąc zaś poważniej, groteskowa rebelia Prigożyna stanowi widome potwierdzenie, że Rosja to systemowy chaos, czysta anarchia skryta za fasadą mocarstwowości. Dowiedzeniu czego poświęciłem dwa ostatnie teksty na drugim [anty]blogu, tak przypominam. Kuriozum już w tym choćby, iż zbrojny bunt wszczął gang wyjęty spod prawa w Rosji, a uzbrojony przez nią w ciężką broń pancerną i futrowany miliardami rubli z państwowego budżetu, co przyznał oficjalnie sam Putin! Co więcej, w ogóle ''specoperacja'' na Ukrainie jest de facto nielegalna wedle rosyjskiego prawa, gdyż takowa kategoria w nim nie występuje, stąd biorący w owej kabale żołnierze mogą być sądzeni wedle krajowych przepisów, nie trzeba by do tego haskiego trybunału. Teoretycznie oczywiście, bo wiadomo jak ma się kwestia legalności i obowiązywania przepisów w Moskowii - straszliwe zagrożenie dla ''bezpieczeństwa wewnętrznego'' stanowi dziewczynina, która napisała nieprawomyślny post w kacapskich soszialach. Dlatego rosyjski aparat opresji, jak przystało na przegrywów wyżywających się na słabszych, nasłał na nią antyterrorystów, by zrobili nieszczęsnej wjazd na chatę wraz z drzwiami, rzuciwszy ją na glebę niczym zwykłego bandytę na oczach matki. Natomiast kiedy urządzisz zbrojny rajd na stolicę, niszcząc parę helikopterów wojskowych i takiż samolot zabiwszy przy tym kilkunastu pilotów, możesz liczyć na amnestię i jeszcze mnóstwo forsy od rządu. W sumie to jednak logiczne, gdyż u władzy jak moskiewska opartej li tylko na przemocy jedynie siła budzi respekt, słabi zaś w jej oczach godni są pogardy. Bowiem niczym żydowski Jahwe, plemienne bóstwo dzikich koczowników, nie respektuje ona żadnych praw, nawet własnych, kierując się kapryśną i okrutną wolą a nie rozumem czy potrzebą zaprowadzenia ładu, jakiemu sama winna podlegać. Nie dziwota stąd, iż za buntem Prigożyna stoi ponoć współczesna inkarnacja sekty ''żydowinów'', jaka położyła fundamenty ideowe rosyjskiego samodzierżawia, com ostatnio wykazał. Tworzyć ją mają oligarchowie z najbliższego kręgu Putina: bracia Kowalczukowie, jakich matuli było Miriam Abramowna, oraz Siergiej Kirijenko, który po ojcu winien zwać się Izraitiel. Również gejnerał Armagedonowicz-Surowikin, rzekomo wtajemniczony w plany zamachu, ma być Żydem i jak przystało na przedstawiciela ''rasy kupieckiej'', mimo tępej mordy kacapskiego czynownika, całkiem obrotny i łebski zeń gość. O czym świadczy sprytna kombinacja finansowa, dzięki której ukrył dochody ze zdobytych przezeń złóż syryjskich fosforytów, a to za pomocą tartaku na syberyjskim zadupiu należącego formalnie do firmy jego żony, taki numer. Wojna to biznes, także dla konkurencyjnej sitwy Szojgu, którego zastępca Timur Iwanow na potęgę ''odbudowuje'' czyt. grabi Mariupol, pospołu z ''achmatowcami'' Kadyrowa. Wiceminister obrony Kacapii ma zaś duże potrzeby, bowiem prowadzi wystawne życie wraz z małżonką obywatelką Izraela, która podczas kiedy podwładni mężusia obracali w perzynę ukraińskie miasta, poleciała jak gdyby nigdy nic do Paryża, by obkupić się u żydowskiego jubilera. Rozpatrując więc stopień ''zażydzenia'' reżimu Putina tylko skończony tuman może weń upatrywać ''katechona'', biorącego Polskę w obronę przed u-roszczeniami Koszer Nostry [ Mosze Kantor lubi to ]. Wszakże wspominam o pochodzeniu niedoszłych zamachowców głównie z powodu milczenia na ów temat mediów głównego ścieku, obawiających się posądzenia o straszliwy ''antiszemitizmus''. Natomiast rosyjskie kurwiszcza propagandowe, zwykle z lubością rozpisujące się o domniemanej lub rzeczywistej ''żydowskości'' czołowych polityków PiS, tym bardziej nie mają interesu w przytaczaniu faktów świadczących, jak bardzo ich ukochana Moskowia zasługuje na miano ''Nowej Jerozolimy'', której powstania tak się niby obawiają. Wszakże główną siłą sprawczą rebelii Prigożyda jawi się dawne GRU, czyli rosyjski wywiad militarny, nie przepadający oględnie zowiąc za Gierasimowem i Szojgu. Bowiem chcieli oni najwidoczniej położyć łapę na ''czarnej kasie'' skorumpowanych wojskowych, obejmującej zyski czerpane z krwawego afrykańskiego złota, diamentów, handlu bronią i przemytu narkotyków etc. idących ponoć w miliardy dolarów, było się więc o co bić. W tym sensie można śmiało rzec, iż jednak bunt czy raczej demonstracja zbrojna Prigożyda przyniosła zakładany efekt, gdyż jej celem nie było najwidoczniej obalenie samego kremlowskiego satrapy, lecz tylko neutralizacja konkurencyjnej mafii ''siłowików'', co też i miało miejsce. Wprawdzie tandem Szojgu/Gierasimow nie został do reszty rozgromiony, póki co przynajmniej, ale za to skutecznie ich ośmieszono a przy okazji także nieudolnego zwierzchnika obu pajaców w mundurach rosyjskiej armii. Sedno bowiem w tym, iż za owym ''puczem'' stali ludzie z samej kremlowskiej wierchuszki, obojętnie ''żydowini'' czy insi resortowi sekciarze. Co tłumaczyłoby wstrzymanie ofensywy ''wagnerowców'' na przedpolach stolicy, gdyż nikt z moskiewskich oligarchów nie chciał przecież wyciągać sobie spod tyłka zajmowanego przez się kremlowskiego stołka, na którym pospólnie zasiadają. Paradoksalnie tym oto sposobem obnażyli jednak totalną nicość swej władzy, bowiem wyszło na to, że próby wojskowego przewrotu dokonała armia-widmo, formalnie nie istniejąca i zakazana w samej Rosji, choć przez nią finansowana z rządowego budżetu. Cóż, jakie państwo takiż i wymierzony weń zamach stanu - jednako atrapy, rzekłbym.

Dlatego skutki groteskowej rebelii wykraczają daleko poza utarczki między kacapskimi nababami, w rezultacie bowiem i tak już mocno nadwątlony wojenną porażką autorytet Putina legł całkiem w gruzach. Z ''silnego człowieka'' u władzy na jakiego wykreowały go reżimowe i przychylne mu zachodnie media, niepostrzeżenie przedzierzgnął się w niekumatego dziadygę o rozbieganych oczkach, żałośnie jąkającego na wspomnienie gen. Załużnego. Pogrążył się zaś całkiem odwołaniem srogiej rozprawy ze ''zdrajcami'', jaką przecież gromko dopiero co zapowiedział. Do tego jeszcze posądziwszy o sprawstwo buntu ''kijowską juntę'', by następnie przyznać otwarcie, iż to podległe mu władze finansowały rzekomych ''dywersantów'' Ukrainy. Wypłacając im z rosyjskiego budżetu tylko za ostatni rok wojny okrągły miliard licząc w dolarach. Okazał więc tym samym dowodnie, jaki zeń nędzny mały krętacz, gdyż jeszcze w przededniu zbrojnej inwazji bezczelnie zaprzeczał jakimkolwiek związkom władz Rosji z ''prywatną'' kompanią Wagnera, zresztą kłamiąc tak nie pierwszy raz w owej sprawie. Dlatego na desperacką próbę ratowania przed oczywistą kompromitacją zakrawa bredzenie o rzekomo ''chytrym planie Putina'', acz przyznaję na samym początku nie wiedząc jak się to wszystko potoczy również miałem pewne wątpliwości. Teraz wszakże tylko skończony tuman pokroju gejnerała Różańskiego może wciąż trzymać się owej wersji, podobnie co i gadania, że przerzuceniem ''wagnerowców'' na Białoruś ''zimny czekista'' stworzył jakoby zagrożenie dla Kijowa - prędzej Moskwy, do której jest stamtąd bliżej niż z Rostowa czy nawet Woroneża. Raczej nam w Polsce grozi to intensyfikacją nachodźczej inwazji, biorąc afrykańskie powiązania bandy Prigożyda i niestety całkiem niezłe w porównaniu z rosyjską armią operowanie przez tychże gangusów prowokacjami. Dlatego koniecznym jest wzmocnienie muru i obrony przestrzeni powietrznej na granicy z Białorusią, a także obwodem królewieckim, bowiem w najbliższych miesiącach będzie tam zapewne gorąco, nie tylko z powodu upałów. Niemniej jakiekolwiek zyski by nie wyciągnęły co poniektóre kremlowskie sitwy z generalnej próby przewrotu w wykonaniu ''wagnerytów'', żadną miarą nie pokrywają one gigantycznych strat wizerunkowych i politycznych, które wskutek niej poniósł nie tylko sam Putin, ale nade wszystko rosyjska władza jako taka. Jesteśmy oto świadkami epokowego bankructwa mitu Rosji, odgrywającej dotąd fałszywie rolę mocarstwa niezbędnego jakoby dla zabezpieczenia europejskiej, a w końcu globalnej równowagi. Dlatego w krajach Okcydentu mimo ich liberalnej gadaniny panowało ciche przyzwolenie na kacapski zamordyzm, jako środek konieczny niby dla zdyscyplinowania wschodnioeuropejskiej ''dziczy'', w tym również rzekomo ''anarchicznych'' Polaków. Tymczasem okazuje się właśnie, że z racji tyrańskiej natury rosyjskiej władzy stawiającej ją ponad własnym państwem i ustanawianym przez siebie prawem, anarchizuje ona jedynie zajmowane terytorium i sąsiednie kraje, żadną miarą nie zabezpieczając przed grozą chaosu a siejąc jeszcze wokół zamęt. Jeśli więc po tym do czego doszło z winy Rosji w ciągu ostatniego półtora roku Zachód dozwoli jej posiadać wciąż broń atomową, dowiedzie tym samym rzeczywistego upadku swej pozycji i nade wszystko kompletnej bezmyślności rządzących nim obecnie polityków. Obawiam się zaś, iż może do tego dojść, gdyż ''Rosja jest dupą Zachodu'' i stąd dlań niezbędna, no bo jak tu żyć bez tyłka? Wprawdzie rzecz to wstydliwa i nikt rozsądny nie będzie się z nią obnosił, chyba że jest cwaną typiarą żerującą na atencji spermiarzy, a nie da się ukryć Moskale potrafili duraczyć tym sposobem zachodnią publikę w przeszłości. Ostatnio jednak na szczęście dość słabo im idzie, ale to raczej nie tyle z racji własnej nieudolności, co ogólnej mizerii cywilizacyjnej współczesnego Okcydentu, wobec którego Rosja robiła za krzywe zwierciadło jarzące się tylko odbitym światłem. Mówiąc wprost nie ma dziś czego kraść z Zachodu, jak to kacapy miały dotychczas we zwyczaju, bowiem zaczerpnięte stamtąd żałosne relikty monarchicznego imperializmu kręcą już tylko skretyniałe fanki skurwiałej księżniczki Diany i spuszczających się nad Franzem Josefem nabzdyczonych dupków. Komunizm okazał za to zbrodniczym majaczeniem na jawie, wolny rynek robi za ideowe plewy dla niedojebanych kuców, jakich prawdziwi kapitaliści nie traktują serio, zaś gender i aborcjonizm są konwulsjami doprowadzonego do ostateczności liberalnego indywidualizmu, czyniąc własną płeć czy zabicie przyszłego dziecka li tylko kwestią ''osobistego wyboru''. Pozostało więc jedynie pokrywać bełkotem ''ruskiego miru'' ordynarną grabież i mordy, niemniej fałsz owej chucpy został obnażony na tyle, że nikogo już poza skończonymi debilami nie da się nań nabrać.

Celnie rzecz ujął portugalski dyplomata Bruno Maçães pisząc w znakomitym eseju, iż ''prawda wyszła na jaw: państwo rosyjskie nie istnieje - jest tylko spektakl teatralny o tej nazwie, ile wszakże będzie on jeszcze trwał rychło się okaże''. Zresztą nie mogło być inaczej, skoro u jego podstaw legła ''żydowińska'' chucpa... i może stąd dalecy pogrobowcy pedała Zosimy i Fiodora Kuricyna, przypominam twórców ideowych fundamentów samodzierżawia, postanowili ją zakończyć na naszych oczach, kto wie? Zabójczą dlań próbą okazała się wojna, z jej realnym koszmarem i całą ohydą, która obnażyła nicość rosyjskiej państwowości, jakiej nie sposób już dłużej skrywać za mocarstwową fasadą i coraz obrzydliwszym bełkotem moskiewskiej propagandy. Czyniącej histeryczne wysiłki zamaskowania oczywistej kompromitacji rosyjskiej władzy np. odkrywając nagle, że ''wagneryci'' nie są takimi ''gierojami'' na jakich dopiero co ich lansowała, lecz wojskowymi nieudacznikami prawie rok zdobywającymi miasto wielkości Ostrowca. Nie tłumacząc wszakże skretyniałej publice łykającej owe plewy, jakimże to cudem podobne ofermy omal nie wzięły szturmem samej Moskwy w jeden dzień, zajmując bez trudu za to główny obecnie sztab rosyjskich wojsk w Rostowie nad Donem. Zrozumiałe więc, że w obliczu takowej sprawności bojowej, lecz nie na tym froncie co należy z kremlowskiej perspektywy, Putin okazuje niemal całkowitą bezradność w rozprawie z buntownikami wyżywając się co najwyżej na płotkach, jak na typowego przegrywa przystało. Nie możesz bowiem rano zapowiadać gromko zmiażdżenia rebeliantów, by wieczorem oznajmić zdumionym tłumom poddanych: ''Rosjanie nic się nie stało''. Śmiało można więc rzec o ''śmierci mózgowej'' władz Kremla, kompletnym niemalże paraliżu jej centrum decyzyjnego, a miarą tegoż upadku jest zdyskontowanie sytuacji przez groteskowego tyrana Łukaszenkę, jako rzekomego ''negocjatora'' i ''zbawcy'' wspólnej, biało-ruskiej już teraz ojczyzny. Rzecz jasna kartoflany bufon zajmuje się wyłącznie tym, co mu zawsze wychodziło najlepiej, czyli kreowaniem propagandowej chucpy wokół swej osoby, niemniej to on jawi się teraz ''mocnym człowiekiem'' i ''rządcą'' na tle pogubionego niemal ze szczętem Putina. Widomy objaw jego słabości stanowi decyzja o przekazaniu broni pancernej buntowników nie regularnej armii, lecz ''RoSSgwardyjcom'' czyniącej z nich kompanię Wagnera 2.0 i kolejne potencjalne zagrożenie dla reżimu wyhodowane na własnej piersi. Bowiem ''pretorianie Putina'', a na takowych zaprogramowani zostali podwładni gen. Denaturowa, nie popisali się odwagą i determinacją w zwalczaniu rebelii, bardzo oględnie zowiąc a żałosne wymówki i puszenie pawiego ogona przez ich dowódcę jedynie ów fakt potwierdzają. Wszystko też pozostałoby w mafijnej ''rodzinie'', gdyby jak zapowiadano farmę trolli Prigożina przejął po nim jeden ze wspomnianych na wstępie braci Kowalczuków, Jurij. Bankier Putina i właściciel z połowy zagarniętego przez Rosję Krymu, nade wszystko zaś medialnej szczujni kreującej ''teatrzyk dla gojów'', to jemu bowiem tak naprawdę podlegają Żyd Sołowjow czy lesba Skabiejewa wciskający zdurniałym Moskalom chucpę o ''biolaboratoriach NATO'', ''bojowych komarach'' itd. Kremlowskim ''żydowinom'' pozazdrościł chyba muzułmański deputowany ''Jednej Rosji'' Sułtan Chamzajew, postulując zakaz opuszczania kraju przez czynowników na wypadek zamachu stanu. Nie zaprzątając sobie przy tym głowy któż ów absurdalny przepis będzie egzekwował, gdy w rezultacie rebelii sparaliżowane zostaną struktury państwa. Zresztą już wcześniej głosił potrzebę zaczipowania wybranych urzędników, najwidoczniej nie dowierzając ich lojalności wobec Kacapii, a także gorąco popiera przywrócenie łagrów dla bezdomnych, by neostalinowskimi metodami zaradzić narastającej pladze społecznej. Lansowanie przezeń mocnego ograniczenia sprzedaży, a w perspektywie zakazu w ogóle alkoholu i papierosów, czy branie w obronę uczennic noszących muzułmańskie chusty, wreszcie postulat zastąpienia języka angielskiego nauczaniem arabskiego, wskazuje jednoznacznie na pełzającą ''szariatyzację'' putinowskiej Rosji [ temat jaki tu jedynie sygnalizuję, wart osobnego potraktowania ].

W każdym razie widać jak na dłoni, że Moskowia to państwo-zombie, owszem budzące nadal grozę, ale już tylko niczym żywy trup, stąd Ukraińcy trafnie ochrzcili jej żołnierzy mianem ''orków''. Zresztą tak naprawdę zawsze taka była, skrywając własną nicość za mocarstwową fasadą służącą owej ''maskirowce'' dla durnych gojów i pożytecznych idiotów z innych krain. Bowiem Rosja to sztuczny projekt imperialny, pozbawiony jakiejkolwiek pozytywnej treści, państwowej czy też narodowej. Nie stanowi zresztą pod tym względem żadnego kuriozum, to samo wszakże z pewnymi zastrzeżeniami można by rzec o Chinach dajmy na to, czy nawet do pewnego stopnia i USA. Jednak ogrom terytoriów zajmowanych przez Moskowię czyni z niej szczególnie wdzięczne pole eksperymentów społecznego konstruktywizmu, ''technicznego'' poniekąd wytwarzania zbiorowej tożsamości. Rosji jako takiej więc zasadniczo nie ma, to jedynie olbrzymia pustota wypełniona majakami, zaludniona zombie i władana przez szarlatanów. Dlatego jest krajem, gdzie najwięksi zboczeńcy mogą uchodzić za ''homofobów'', a Żydzi faszystów w panującym tam totalnym symulakrum. Jeśli coś w ogóle definiuje Rosjan, to jest nim paradoksalnie ich rozproszenie, stanowią bowiem diasporę nawet we własnym kraju. Charakterystycznym dlań jest ''wyspowe'' rozmieszczenie ludności, skoncentrowanej w bywa milionowych często metropoliach pośród bezludnej niemal głuszy. I stąd ''ruski mir'' jako żydowski koncept ''diasporycznego imperializmu'' ponad granicami państw, rosyjska wersja globalizmu. Rosjanie bowiem nigdy tak naprawdę nie mieli w swych dziejach państwa, tylko zinstytucjonalizowaną anarchię, czyli tyranię. Rosja jako struktura zapewniająca ład społeczny na swym terenie to jedna wielka katastrofa. Dlatego imperialny ekspansjonizm i przemoc stanowią nieodzowny środek kompensacji fundamentalnej rosyjskiej słabości, a nie żaden dowód ''cywilizacyjnej turańskości'' kraju i zamieszkującej go biomasy. Stawiałbym raczej na jej rozrzucenie pośród bezludnej głuszy, ogromu tamtejszych przestrzeni jako sprawstwo ogólnej niemocy państwowej i narodowej, która tam panuje. Doświadczył tego sam Napoleon po rozgromieniu carskich wojsk, gdy rozwarła się przed nim terytorialna otchłań ziejąca aż po Kamczatkę, jakiej nie miał sił ani nade wszystko najmniejszej ochoty zdobywać. Nie on też ponosi odpowiedzialność za spalenie Moskwy, lecz zbuntowane rosyjskie żołdactwo i tacyż chłopi, jacy korzystając z upadku imperialnej tyranii jęli zarzynać na masową skalę czynowniczą kastę. Przy czym obie grupy nie łączył przeważnie język ni pochodzenie, bowiem szlachta mówiła zazwyczaj po francusku lub niemiecku, posługując się nawet polskim czy gruzińskim, zaś zniewoleni plebejusze z kolei byli często Mordwińcami albo innymi Czuwaszami. Obce sobie całkiem ludy Europy i Azji mógł więc połączyć jedynie polityczny mit i wcielająca go w życie despotyczna przemoc, nic innego, stąd nie wiadomo właściwie po co jeszcze ów widmowy byt ma wciąż egzystować? Stanowi przecież wyłącznie utrapienie dla sąsiednich krain, jakie potrafi tylko rujnować i nieustanne źródło destabilizacji światowego ładu, istne zeń państwo-terrorysta. Prawda wygląda tak, że Rosja nikomu nie jest potrzebna, szczególnie zaś samym Rosjanom, czy raczej zlepkowi etnosów i ras o takowej nazwie, spojonych wyjątkowo nikczemną propagandą i nade wszystko mocą odgórnie narzuconej tyranii. Uzyskana tym sposobem biomasa ''rabów'' idzie pokornie na rzeź, bowiem tylko na wojnie może być ''wolna'' na swą niewolniczą modłę tj. móc swobodnie grabić i mordować do woli. Bunt więc do jakiego owszem jest zdolna, może odbyć się jedynie na kolanach, przybierając formę całkiem anarchicznej przemocy, gdyż ''głubinny narod'' stać co najwyżej na zorganizowanie się w gang. 

Ukraińscy żołnierze, jacy mieli do czynienia z ''wagnerowskimi'' jeńcami zgodnie podkreślają, iż zwerbowani rosyjscy skazańcy nie mają najmniejszych złudzeń co ''NATO-wskich biolaboratoriów'' itp. podobnych bredni, jakimi karmić może się tylko syta tłuszcza na ogłupionym Zachodzie, lub skretyniałe od demencji emerytki stanowiące żelazny elektorat Putina. Główną ich motywacją, poza oczywiście wojennym złodziejstwem i pieniędzmi, jest wyrwanie się z piekła kolonii karnych, gdyż Rosja to kraj systemowego bezprawia, gdzie nawet za pospolite rozboje grożą wieloletnie wyroki. 25 lat za takowe przestępstwa to wybitnie nieciekawa perspektywa, zwłaszcza dla mężczyzny w średnim wieku, stąd i desperacja więźniów gotowych ryzykować własne zdrowie i życie, byle tylko uzyskać choć pozór swobody, co kacapska tyrania cynicznie wykorzystuje sama poniekąd tworząc ów problem. Biorąc więc stopień deprawacji i skryminalizowania obecnego rosyjskiego pospólstwa, wręcz pewnym można być objęcia następstwa po Putinie przez typa po odsiadce, jakiegoś Prigożyda tyle że bardziej odeń inteligencko wygadanego i przeto strawniejszego dla polityków Zachodu. Na ich użytek bodajże sprokurowano ''operację Nawalny'', osadzenia go w więzieniu także pewnie by ''zalegendować'' pana ''opozycjonera'' w oczach bandyckiej ferajny, jaka wygląda całkiem już obejmie we władanie Kreml. Nie ulega bowiem dla mnie żadnej wątpliwości, iż w Rosji jaka wyłoni się z rozpadu putinowskiej decydującą rolę odgrywać będą kreatury z rękoma po łokcie unurzanymi we krwi, nie tylko zresztą na Ukrainie, ale i Bliskim Wschodzie oraz Afryce. Zbrodnicze konsorcjum Prigożyda, niezależnie jaki będzie jego dalszy los, posłużyło za matrycę owego monstrum, które ''pasożyduje'' na moskiewskim trupie. Obejmując nie tylko zrekrutowanych morderców i złodziei, oraz politycznych awanturników pod dowództwem profesjonalnych wojskowych i tajniaków, ale także oddziały internetowych trolli i operatorów dronów bojowych. Komercyjne przedsiębiorstwo na które państwowy budżet Rosji łoży ciężkie miliardy, dysponujące własną marką odzieżową, klubami sportowymi dla indoktrynacji gówniażerii, a nawet siecią gastronomiczną jak na rzeźników przystało. Stanowiąc przeto zbójecką kompanię handlową, niczym Ruś u swych pierwocin tyle, że nie ograniczającą się już do dawnego szlaku ''od Waregów do Greków'', lecz działającą na globalną skalę sięgając brudnymi interesami Afryki i dalej za ocean. Ponura perspektywa i nie kryję, że wolałbym widzieć nową Rosję jako skupione na Powołżu i za Uralem centrum równowagi pomiędzy Europą a Azją, Tartarię bardziej niż Moskowię. Wszakże budowana w Tatarstanie fabryka dronów bojowych pozbawia mnie w tym względzie wszelkich złudzeń, prędzej będziemy mieli do czynienia nie tyle nawet z orientalizacją, co wprost ''afrykanizacją'' poradzieckiego ''Lebensraumu'', gdzie najemnicy ''Wagnera'' i im podobna swołocz przeniesie bestialskie metody zwalczania przeciwników, jakie praktykowali dotąd głównie na ''dzikusach''. Zresztą od początku kacapskiej inwazji na Donbas towarzyszyły jej brutalne lincze Ukraińców, okaleczanie jeńców i obcinanie im głów, a jeden z prowodyrów owej inwazji sam Girkin przyznał dopiero co otwarcie, iż na skutek głodu i z braku opieki medycznej zmarło wówczas na miejscu wielu starców i kalek. Zapaść cywilizacyjna i neokolonialny wyzysk, a także nieprawdopodobnie brutalna przemoc z jakimi kojarzymy nie bez podstaw czarną Afrykę, stały się z winy Rosji udziałem mieszkańców peryferii Europy, sądzę jednak przyjdzie tego doświadczyć i jej centrum. W perspektywie może nie najbliższych lat, ale dekad prawie na pewno, a to ze względu na postępujące błyskawicznie ''zmurzynienie'' pod każdym możliwym względem krajów niegdyś białych ludzi. Czego paradoksalnym zwiastunem finansowana przez Kreml banda żydowskiego gangusa Prigożyna, pod wodzą rosyjskiego neonazisty Utkina [ urodzonego na Ukrainie, by dopełnić miary dziejowej makabry ]. Nie byłbym jednak sobą, gdybym na koniec nie odwołał się do pewnej lektury, jak ulał pasującej w omawianym kontekście. Idzie o pracę włoskiego badacza Alessandro Campi pod jakże wymownym obecnie tytułem: ''Niccolo Machiavelli o spiskach'', z której to pozwolę sobie przytoczyć nieco dłuższy fragment na prawie cytatu:

''Prawdą jest, że Machiavelli żywił awersję do spisków. Pod względem zawodowym, jako biurokrata można rzec, banalizując nieco problem, że był człowiekiem uporządkowanym, który obserwował wydarzenia polityczne z punktu widzenia władzy, której instytucje i ośrodki zarządzania stawały się coraz bardziej scentralizowane, a wkrótce miała stać się Państwem w nowoczesnym znaczeniu, scentralizowanym i ekskluzywnym, jedynym prawowitym. Spiski natomiast rodzą się z chaosu i tworzą chaos. Są owocem wewnętrznych walk społecznych, które zamiast je rozwiązywać przyczyniają się do ich trwania, a kiedy zmierzają do stworzenia bądź odrodzenia bardziej sprawiedliwego i spójnego ładu, niezależnie czy kończą się powodzeniem lub porażką doprowadzają w rezultacie do powstania jeszcze bardziej opresyjnego i despotycznego aparatu władzy. [...] Wszystko to nie przeszkodziło mu w wykorzystaniu umiejętności prowadzenia intelektualnego dyskursu odnośnie teorii spisków i dokonaniu złożonej analizy zagadnienia, pomimo dystansu czy wręcz wrogości z jaką podchodził do owego fenomenu, w przekonaniu - które dojrzało w nim w ciągu wielu lat studiów i doświadczeń - że spiski stanowią jeden ze sposobów, o wcale nie drugorzędnym znaczeniu, w jaki dokonuje się w każdym miejscu i czasie walka o władzę. Z tego właśnie względu był przekonany, iż zasługują one przy całej ich złożoności a zarazem jedności na ujęcie globalne, całościową analizę jaka mogłaby uchwycić ich cechy wspólne i władające nimi mechanizmy, swoistą ''technologię spiskową'' można by rzec. [...] Naszym dotychczasowym celem było przedstawienie syntezy odnośnie pozycji jaką przyjął Machiavelli w kwestii spisków, z punktu widzenia ''teoretyczno-analitycznego'', takiej zatem z jaką mamy do czynienia głównie w Rozważaniach... oraz Księciu, natomiast w Historiach florenckich należy poszukiwać exempla [ przykłady ], które podtrzymują wizję uczonego i odnosząc się do zdarzeń historycznych bliższych jego bezpośredniemu doświadczeniu politycznemu, oraz znajomości dworów książęcych Italii w XV wieku, wzbogacają w pewnej mierze autorską interpretację dramatycznych wypadków. W dziele tym zaznacza się wyraźnie, w świetle dynamiki konfliktów, jakie naznaczyły historię Florencji od początków jej istnienia, zdecydowanie niszczący i deprawujący charakter spisków. W istocie, biorąc pod uwagę specyficzną zasadę ''sekciarską'' ich funkcjonowania, z podobnych praktyk nie powstaje nigdy nowy ład polityczny, rodzi się natomiast trwały brak stabilności, wywołany istniejącym między frakcjami i partiami uczuciem nienawiści, oraz pragnieniem zemsty, które mogą trwać długo i nieustannie zagrażać życiu społecznemu: są one zatem typowe dla tych kontekstów historycznych [ takich jak system panujący w Italii XIV i XV wieku ], które nie miały jeszcze swej równowagi instytucjonalnej ani określonych stałych ośrodków władzy, lecz gdzie sekciarstwo i podziały wewnętrzne stały u podstaw walki politycznej. [...] W istocie nastąpiła zmiana, jakiej Machiavelli nie przewidział i nawet jej sobie nie wyobrażał. Wraz z nadejściem nowożytnego sposobu ujmowania spraw, do spisku z politycznego punktu widzenia opartego na żądzy władzy i obawie o jej utratę ze strony tego kto ją sprawuje, posiadającego zatem określony cel i wprowadzanego w czyn przez określone podmioty, dochodzi nowy wymiar walki politycznej. Opartej na podświadomych obawach i domysłach, które władza - stając się wielkością coraz bardziej abstrakcyjną i niedoścignioną, oddzieloną od konkretnej osoby jaka ją sprawuje - budzi u podporządkowanych jej ludzi, lub pozostających z dala od niej. Nieporozumienia wewnętrzne w kręgu władzy były zawsze - i zawsze pozostaną - źródłem spisków, również tych, które należą do polityki współczesnej, może już nie prowadzonych przy użyciu broni, ale za pomocą rozpowszechniania tajnych akt czy przy zastosowaniu wyjątkowo podstępnego, lecz zawsze skutecznego środka, jakim jest oszczerstwo publiczne czy prywatny szantaż. Mroczne fantazje na temat władzy, jakimi karmi się społeczeństwo, kiedy już stało się podmiotem autonomicznym politycznie, posłużyły za matrycę paranoi spiskowej stanowiącej jedną z charakterystycznych cech kultury współczesnej. Jeśli spiski, tak jak je Machiavelli poddał analizie i opisał, należą do mikrofizyki władzy i dotyczą sfery walki politycznej, nowoczesne zmowy przynależą już do metafizyki władzy wchodząc w zakres filozofii historii, w obrębie której działania pojedynczych ludzi poczynają zanikać i tracą sens, zostawiając przestrzeń na decyzje i wolę podmiotów kolektywnych i bezosobowych. Przed spiskami rzeczywistych przeciwników można się bronić, w odróżnieniu od zmowy wroga absolutnego, bez imienia ni twarzy. Machiavelli opowiadając o spiskach mówił nam o ludziach trawionych pasjami, żywiących ambitne plany wcielane przez nich z mniejszym bądź większym powodzeniem w sferze historii i polityki. Powszechne życzenie nam współczesnych, by objaśnić całą rzeczywistość i znaleźć sekret dziejów przy pomocy elementarnych mechanizmów działania, uciekając się do mrocznych planów zmierzających wręcz do podboju planety i kontroli całej ludzkości, wywołałoby u niego najwyżej uśmiech politowania, lub też mógłby go nawet nie pojąć, tak pozbawione znaczenia i infantylne mogłoby mu się wydawać.''

- wszak zasadne dziś, jak widzimy. Co prowadzi nas do paradoksalnej konkluzji, iż władza nabierając z czasem bezosobowego i anonimowego charakteru, nieuchronnie uległa tym samym skretynieniu:). Sprawujący ją współcześni tyrani w typie Putina, na równi z zawiązywanymi przeciw nim zmowami muszą więc z konieczności zamieniać się w groteskę, jak opisany tu niedoszły ''bunt'' Prigożyda i zapewne kierujących nim ''żydowinów'' z Kremla. Wygląda zaś na to, że ich celem jest uczynienie z Rosji bandyckiej ''Nowej Jerozolimy''...

ps.

Poniewczasie wyszło na jaw, że Putin jak zawsze łgał. Bowiem na interesy Prigożyda poszło z rosyjskiego budżetu nie kilkadziesiąt miliardów, jak podawał, lecz niemal okrągły BILION rubli! Opisany tu ''żydowiński'' rokosz okazał więc dowodnie, że Rosja to państwo teoretyczne. Niestety ''praklatyj Zapad'' nie chce wciąż owego faktu uznać, nie tylko zresztą Niemcy lecz i na żal część Amerykanów. Bowiem wbrew bredzeniu różnych Girkinów, wedle jakich nic tylko wiecznie knuje on przeciw Moskowii, w rzeczywistości jego przywódcom upierdoliło się we łbie, jakoby ów bandycki kraj stanowił konieczny element europejskiej a nawet światowej równowagi. Tymczasem zajmuje się on właśnie sianiem wokół jedynie chaosu i zniszczenia, mimo to Niemcy wraz z Jankesami pewnie znowu poczną wyciągać kacapskich psychopatów z bagna, w jakie sami tamci zaleźli, eh...

niedziela, 28 maja 2023

Co tu się odbanderowiło...

Niestety okazuje się znowu miałem rację, a bardzo tego nie lubię: jak przypuszczałem rodzimi ''biedarealiści'' postanowili do reszty pohańbić pamięć o ludobójstwie Polaków na Wołyniu. Naśladując w tym samobójczo Żydów, tak by wszyscy poza nimi już rzygali Wołyniem niczym ''religią Holocaustu''. Nie trzeba proroka ni wróża, by przewidzieć jak to się skończy - kolejną wersją ohydnej ''cenzopapy'', jako odreagowaniem ''skremówkowania'' polskiego papieża przez ''fajnokatolików''. Na groteskę zakrawa, iż najgłośniej gardłują o ''realizmie politycznym'' rozhisteryzowane cioty pokroju Warzechy, trawione resentymentem i emocjami, wiecznym przeżuwaniem tragedii przeszłości - i kto tu niby jest ''romantykiem''?! Tak drogie owym zjebom Niemcy i Rosja jakoś mogły ze sobą współpracować, mimo ogromnej liczby ofiar wzajemnych zmagań wojennych, podobnie jak to ma miejsce do dziś na drugim końcu Eurazji w przypadku sojuszu Japonii z USA. Mimo iż japońscy politycy regularnie pielgrzymują do świątyni Yasukuni, by czcić tam pamięć po swych poległych bohaterach narodowych, w tym również zbrodniarzach wojennych odpowiedzialnych min. za śmierć licznych amerykańskich żołnierzy. Jeśli ktoś sądzi, że to okaz łaski ze strony Jankesów wobec pokonanego przez nich wroga, niechże obaczy post-komuszy Wietnam, który dał niby Stanom Zjednoczonym łupnia, ale zagrożony przez rosnącą pozycję Pekinu wykonał w ostatnich latach wiele życzliwych gestów pod adresem Waszyngtonu. Doprawdy, nie musimy się przyjaźnić z Ukraińcami, równie dobrze możemy być jak niekomunistyczna Korea i Japonia, które toczą zażarte spory o zaszłości dziejowe co i aktualia, lecz mimo to współpracują ze sobą na równi zagrożone bliskim sąsiedztwem psa łańcuchowego chińskiego imperializmu, jaki stanowi Korea Kimów. Porzućmy zabawy w ''drużbę narodów'', podobnie jak za Sowietów maskujące zaciekłą rywalizację, liczy się twardy realizm wzajemnych interesów narodowych, oparty na jednej podstawowej zasadzie: Rosja musi dostać wpierdol. Ów zaś może jej spuścić tylko, a przynajmniej w pierwszej kolejności, Ukraina - nie znaczy to, że mamy jej wszystko wybaczać, o co to to nie! Wystarczy jedynie, gdy uznając wzajemne nieprzekraczalne często różnice co do zaszłości historycznych, kulturowych, politycznych etc. skupimy się na tym, co nas obecnie łączy a tym jest łomot dany Moskalom, bowiem innego języka ''dialogu'' oni nie pojmują. Wszystkie zaś owe pseudorealistyczne, a w istocie romantyczne pizdusie reprezentują tak mi obmierzłą ''syfilizację judeołacińską''. Zachowują się, jakby chcieli wygrać honorowo z psychopatyczną kanalią, gotową do najgorszego łajdactwa byle odnieść zwycięstwo. Rosja wielokrotnie udowodniła, nie tylko podczas obecnej wojny na Ukrainie, że nie ma żadnych oporów przed posługiwaniem się w tym celu wszelką szumowiną ludzką, obojętnie komuszą czy naziolską, islamistami a w końcu zwykłymi bandytami czerpiącymi dumę i satysfakcję z popełniania niewyobrażalnych często bestialstw. W konfrontacji z takowym wrogiem na dalszy plan schodzą więc dzielące nasze narody kwestie, typu stosunek do Bandery czy UPA, co nie oznacza porzucania ich [ wyraźnie to zaznaczam ], rzecz jedynie w priorytetach. Opieranie wzajemnych relacji na sympatiach i emocjach, również tych negatywnych, stanowi oznakę zatrważającego infantylizmu cechującego zwykle ''biedarealistów'', wszczynających histeryczne gównoburze, jak niedawna z wypowiedzią ukraińskiego ambasadora. Skądinąd rzecznik polskiego MSZ też się nie popisał w tej akurat sprawie, usprawiedliwić go można jedynie zakładając, iż był to sygnał ostrzegawczy pod adresem Kijowa przed zbytnim zacieśnianiem relacji z Berlinem. Na szczęście czasy, kiedy Niemcy mogli instalować na Ukrainie marionetkowe, posłuszne im ''hetmanaty'' minęły bezpowrotnie, teraz bowiem muszą konkurować nad Dnieprem nie tylko z Anglosasami, ale i współpracującą z nimi [ przynajmniej Brytyjczykami ] Turcją oraz innymi muzułmańskimi potęgami znad Zatoki Perskiej, zagrożonymi zbrojnym sojuszem Iranu i Rosji. Oczywistym było od samego początku moskiewskiej inwazji na Kijów, że Polska nie zastąpi Ukrainie innych państw dawnego Zachodu w udzielaniu pomocy zbrojnej czy humanitarnej. Odegraliśmy niezwykle ważną, ale głównie rolę pośrednika, choć dołożyliśmy też sporo od siebie a w stosunku do naszego potencjału nawet bardzo dużo. Bynajmniej z dobroci serca, tudzież frajerstwa życiowego, lecz we własnym dobrze pojętym interesie narodowym, czego tu nie pojmować do cholery? Przez 40 lat komuny i prawie trzy dekady neoliberalnej ''transformacji'' wciąż nie posiadamy jednak wystarczającego potencjału kapitałowego i przemysłowego, aby równać się z zachodnioeuropejskimi państwami, obojętnie Niemcy to, Francja czy też Wlk. Brytania, o USA nie wspominając. Tylko więc naiwny idiota mógł liczyć, że będziemy partycypować w tym samym stopniu co tamte kraje w odbudowie Ukrainy ze zniszczeń wojennych, nie na tym bowiem polegał nasz interes. Zyskiem Polski było odparcie bezpośredniego zagrożenia rosyjskiego u naszych granic, a pośrednio i ze strony Niemiec, stąd okazalibyśmy się skończonymi frajerami nie wykorzystując szansy ku temu, jaką nadarzył nam zaciekły opór Ukraińców przed inwazją Moskali. Nawet jeśli Kijów powróci do sojuszu z Berlinem, jak to miało miejsce za prezydentury Poroszenki, Ukraina nigdy nie zastąpi Niemcom Rosji z racji różnicy potencjałów obu krajów, więc nawet w takowym tandemie stanowi mniejsze dla nas zagrożenie. Polecam wywiad z Niemcem urodzonym w Kazachstanie, walczącym teraz po stronie Ukraińców, gdzie ów przyznaje, iż jest wśród swych rodaków wyjątkiem. Bowiem wedle jego słów tacy jak on Niemcy z b. ZSRR stanowią gremialnie znaczące prorosyjskie lobby, sami zwąc się ''Rusakami'' tj. w domyśle ruskimi prusakami. Nie znaczy to, iż mamy w Polsce lekceważyć proniemieckie stronnictwo na Ukrainie, reprezentowane głównie przez obóz polityczny Poroszenki i Kliczki, żadną miarą jednak nie sposób porównać tego do bliskich relacji łączących Schrödera z Putinem. W tym zaś leży sedno sprawy, gdyż w podnoszonym przez ''niedorealistów'' kwiku ginie to, co śmiem twierdzić najistotniejsze w rzeczonej sprawie, a więc:

1. Po rozpadzie ZSRR wielu dotychczasowych komunistów na Ukrainie przedzierzgnęło się płynnie w nacjonalistów. Poczęli więc obnosić się z wyszywanymi koszulami, jak jeszcze całkiem niedawno czerwonymi krawatami, wychwalać Banderę jakiego dopiero co odsądzali od czci, zaś OUN i UPA obwołując bohaterami ''walki narodowowyzwoleńczej'', tyle że już nie z uciskiem klasowym, lecz etnicznym Ukraińców ze strony tak Polaków co i Moskali. Dobrze byłoby więc, gdyby ktoś wreszcie w polskiej przestrzeni publicznej podjął głośno temat ukraińskiego ''moczaryzmu'', ichnich odpowiedników ''narodowej komuny'' a la ZP ,,Grunwald''. Oczywiście można argumentować, że w międzyczasie dorosło kolejne już pokolenie ukraińskich nacjonalistów, jacy z owymi ''leśnymi dziadkami'' nie mają już nic wspólnego, tyle że ktoś tym gówniarzom musiał nakłaść głupot o Banderze i Szuchewyczu do łba, a nie zrobiły tego bynajmniej ,,influenserki'' z Tik Tłoka. Jednym z takowych jest ''resortowy banderowiec'' Dmytro Korczyński, który z całkiem niedawnej okazji dnia ''pabiedy'' otwarcie klarował Ukraińcom, że powinni stawiać pomniki swym rodakom walczącym w szeregach SS-Galizien. Dodałem ''resortowy'', gdyż o tym osobniku jeszcze za jego służby w Armii Czerwonej późnego ZSRR krążyły słuchy, iż zadzierzgnął kontakty z sowieckimi służbami. Bowiem mimo iż prowokował konflikty etniczne i rasowe wśród czerwonoarmistów, biorąc też sam udział w owych bójkach, nigdy nie poniósł srogich konsekwencji, jakie zwykle za takowe czyny groziły. Następnie po rozpadzie już ''sojuza'' wyrobił sobie w Kijowie markę ulicznego zadymiarza, by przejść od miejskich rozrób do bojów zbrojnych serio. W tym celu powołał istniejące w różnych formach do dziś militarne ''bractwo'', które swój chrzest bojowy przeszło podczas walk w Naddniestrzu, takoż samo co Girkin i po jednej z nim stronie... Następnie ukraińscy bojcy Korczyńskiego wsparli Gruzinów w ich konflikcie zbrojnym z Abchazami, w szeregach których z kolei walczyli liczni Rosjanie i Czeczeńcy, w tym min. Szamil Basajew. Kiedy jednak kaukascy górale poczęli wojować z Moskalami o niepodległość ojczyzny, Dmytro wraz z towarzyszami stanęli u ich boku. Korczyński miał wówczas zaprzyjaźnić się z Basajewem, a w każdym razie do dziś ów bojownik, czy też terrorysta jak kto woli, bardzo mu imponuje. Ukrainiec sam ponoć nie brał udziału w zbrodniach popełnianych na rosyjskich jeńcach wojennych, wspominał jednak jak był świadkiem ucinania im głów przez Czeczenów. Wszakże należy przy tym pamiętać, że Rosjanie również dokonywali podobnych mordów i gorszych bywało na miejscowych, postępując bestialsko nie tylko z wrogimi bojownikami, co nade wszystko cywilną ludnością. W każdym razie wybuchł później na tym tle skandal w Rosji, gdy wyszło na jaw, iż Korczyński wziął udział w plenerowym obozie bojówki putinowskich ''naszystów'', na zaproszenie samego Władisława Surkowa. Ów pół-Czeczen po ojcu i podobnie co rodziciel funkcjonariusz GRU, pełnił wówczas najważniejsze stanowiska w prezydenckiej administracji FR, nic dziwnego stąd, że z takową ''kryszą'' imć Dmytro nie obawiał się aresztowania we wrogim przecież kraju. Surkow nadzorował później w latach 2013-2020 rebelię w Donbasie z ramienia Kremla, ''chaotyzując'' sąsiednie państwo w myśl głoszonej przez się otwarcie terrorystycznej strategii. Zanim do tego doszło, Korczyński zaangażował się w polityczny sojusz z Duginem, uczestnicząc w nim wespół z Arestowyczem, pełniącym wtedy funkcję jego zastępcy w zbrojnym ''bractwie''. Dmytro też pospołu ze słynnym dziś Ołeksijem nagłośnili scenariusz zajęcia Krymu przez Rosję na dobre parę lat przed jego realizacją. Kto chce więc może widzieć w nich rosyjską agenturę, jak dla mnie jednak stanowią prędzej ukraińską, lecz równie co tamta poradziecką. Bowiem przypomnę com pisał od początku moskiewskiej inwazji na Kijów: za wschodnią granicą RP  toczą teraz śmiertelny bój dwie post-sowieckie mafie polityczne, zaś w dobrze pojętym interesie Polski jest, by wspierać mniej dla nas groźną, bo słabszą. Tak czy owak, w każdym niemal kraju i państwie istnieją różni ''ekstremiści'' czy też ''niespokojne duchy'', jeśli kto woli bardziej poetyckie sformułowania, nad którymi to pieczę winny sprawować odpowiednie służby danego państwa. Ewidentnie zaś pełnią takową, każdy na powierzonym sobie odcinku, zarówno Dmytro Korczyński, co i Ołeksiej Arestowycz, zapewne z ramienia ukraińskiej ''razwiedki'' wojskowej [ nie usprawiedliwiam, a tylko objaśniam ]. Acz wypada niestety zgodzić się z Korczyńskim, gdy dziś przypomina istotną rolę USA we wsparciu militarnego potencjału Rosji np. rakiety spadające na ukraińskie miasta i obiekty wojskowe nie mogłyby obyć się bez komponentów dostarczanych nie tylko przez zachodnioeuropejskie, ale również i amerykańskie firmy. Bowiem nie wszystkim za oceanem odpowiada zwycięstwo Ukrainy w starciu z Moskowią, dla wielu tam znaczących sił politycznych i gospodarczych to jedynie ''wojna Bidena''. Mowa bynajmniej tylko o trumpistach, w jułesej nie brak i lewackich miłośników ''homofobicznego'' reżimu Putina, zaś akurat w kwestii LGBT+ Korczyński żywi zdrowe podejście, przez co został już wciągnięty na ''czarną listę'' ambasady USA w Kijowie. Wprawdzie sceptycznie można odnosić się do głoszonej przezeń misji Ukrainy jako zbiorowego katechona ''cywilizacji białego człowieka'', niemniej pozostaje faktem, iż zbrojny opór Ukraińców rzeczywiście kładzie kres lewicowo-liberalnemu konsensusowi panującemu w pozimnowojennej Europie. Szczególne ohydnemu relatywizmowi postmodernizmu z jego nihilistyczną post-prawdą, nie traktowaniem serio własnych wyborów życiowych za które teraz niedaleko od granic Polski ludzie płacą życiem, antycypując zapewne to co być może czeka wkrótce i resztę świata Zachodu.

2. Groźniejszym dziś dla Polski ze strony Ukrainy niż jej neobanderyzm, jest dziedzictwo krwawej anarchii tegoż kraju uosabiane przez Nestora Machno. Nie kryję stąd, że do szewskiej pasji doprowadzają mnie takowi ukraińscy intelektualiści, jak Serhij Daciuk, który pieprzy farmazony o jakoby nieuniknionym zaniku państw narodowych i to akurat, gdy jego kraj toczy zażarty bój o zachowanie własnego przed obcą agresją! Facet zresztą sam sobie przeczy przyznając, iż żadne oddolne ''pospolite ruszenie'' obywateli nie da radę zmóc armii wroga, mogą tego dokonać tylko jednostki regularnego wojska samej Ukrainy, nie inaczej. Tak więc bez państwa narodowego i jego fundamentu w postaci armii ani rusz w XXI wieku, Ukraińcy zaś zyskali wreszcie ową podstawę własnej podmiotowości, dopiero jednak blisko trzy dekady ponad po formalnym jedynie przyznaniu im niepodległości! Niemniej do zbudowania państwowości odpowiadającej aktualnym wyzwaniom wciąż u nich daleko, stąd śmieszą mnie projekty unii państwowej między Polską i Ukrainą, gdy ta ostatnia dopiero staje się samodzielnym państwem na naszych oczach - i bardzo dobrze! Sami Ukraińcy świadomi są swych braków w tej materii, ot choćby na dniach wstrząsnęła nimi afera wywołana przez przedstawiciela ichniej ,,nadzwyczajnej kasty'', która poczyna sobie jeszcze śmielej niestety niż nasza. Otóż ukraiński sędzia Ołeksij Tandyr zabił jadąc po pijaku drogowego strażnika, gwardzistę narodowego jakiego ojciec i brat bronią właśnie ojczyzny na froncie. Przy okazji wyszło na jaw, że prawnik ów uniewinnił swego kumpla z sądu, który także najebany wywołał wypadek samochodowy, nabawiając jego ofiarę o trwałe kalectwo. Oksana Korczyńska, żona Dmytra zarządzająca pomocą medyczną dla ukraińskich bojowników, bez ogródek potępiała w jednym z wywiadów złodziejstwo, jakim trudnią się bywa nawet tuż za linią frontu miejscowi postradzieccy czynownicy, którym wsio rawno komu służą, byle mogli przy tym po staremu napełnić kieszenie. Jeśli więc owa swołocz ma grabić międzynarodową pomoc, trudno wedle jej słów potępiać dostarczające ją organizacje, iż coraz mniej skłonne są do udzielania takowej Ukrainie. W wielu rejonach kraju jak twierdzi nadal dobrze mają się rosyjscy kolaboranci np. w Zaporożu wciąż patriarchą lokalnej mafii urzędniczo-biznesowej jest władyka moskiewskiej cerkwi, biskup Łuka. Niemniej paradoksalnie to właśnie stamtąd, oraz innych wschodnioukraińskich miast typu Dniepro, pochodzą najbardziej zaciekli i wytrwali bojownicy z rosyjską agresją, o czym przekonać mogła się sama Korczyńska świadcząc pomoc rannym na zadnieprzańskim froncie. W każdym razie temat postradzieckiego rozpierdolu państwowego Ukrainy godny jest osobnego omówienia, stąd jeno go sygnalizuję, czekając na rozwinięcie do czasu zawarcia rozejmu między Kijowem a Moskwą, gdyż na trwały pokój raczej nie ma póki co liczyć.

3. wreszcie, skoro już wypominamy ukraińskim nacjonalistom współpracę z nazistowskimi Niemcami, skądinąd słusznie, warto jednak wpierw skonfrontować się z kolaboracją Polaków z komunistami pod okupacją sowiecką. Również temat rzeka, dlatego także jedynie napomykam o nim, dość rzec, iż jak wynika z ustaleń polskiego historyka Bartłomieja Szyprowskiego, co najmniej od wiosny 1940 roku NKWD praktycznie kontrolowała AK na swoim terenie. Nie twierdzę tym samym bynajmniej, iż taki nasz autentyczny bohater jak Łupaszko był rzekomo sowieckim agentem, ale już dajmy na to wojskowy Emil Macieliński owszem tak. Po szczegóły odsyłam do opracowań autorstwa Szyprowskiego dostępnych w sieci, tudzież jego wydanych drukiem książek. Nie usprawiedliwia to wszakże banderowców, którzy ową kolaborację z Sowietami co poniektórych Polaków na wschodzie wykorzystali jako pretekst do ludobójczej czystki etnicznej na własnym terenie. Tak opisuje rzecz ukraiński historyk Ihor Ijluszyn w obszernym wywiadzie, skąd zacytuję na koniec wymowny fragment:

''Czy można mówić o wpływie Związku Radzieckiego – a mianowicie oddziałów dywersyjnych NKWD – na wydarzenia na zachodnim Wołyniu i w Galicji Wschodniej?

- Napisałem całą książkę na ów temat – ,,ZSRR wobec ukraińsko-polskiego konfliktu narodowościowego na Ukrainie Zachodniej w latach 1939–1947''. Została opublikowana przez IPN w Warszawie w 2017 r. To jest nowa publikacja, napisana na podstawie kwerendy w archiwach rosyjskich, ukraińskich i polskich. Pisałem o polityce sowieckiej w latach 1939–1941 na Ukrainie Zachodniej. Komunistyczna propaganda w tamtym okresie głosiła, że nie tylko polscy panowie, ale nawet i polscy chłopi zamieszkujący zachodni Wołyń i Galicję Wschodnią są zamożniejsi aniżeli chłopi ukraińscy. Uważam, że radziecka propaganda z lat 1939–1941 wzmacniała wśród zachodnich Ukraińców nastroje antypolskie i tym samym podsycała konflikt. To znaczy komuniści dolewali oliwy do ognia konfliktu, który już się tlił. Ale to nie oznacza, że podczas wojny Związek Radziecki odegrał kluczową rolę w generowaniu polsko-ukraińskiego konfliktu narodowościowego. Rola tzw. sowieckiego czynnika polegała przede wszystkim na tym, że wpływ wywierało to, co się działo na froncie wschodnim. Kolegom zajmującym się tą tematyką często zadawałem pytanie: dlaczego do antypolskiej akcji na Wołyniu doszło dopiero w 1943 r., a nie wcześniej? To nie wydarzenia przed wojną i nie propaganda radziecka miały wpływ na początek akcji depolonizacyjnej, lecz tylko bieżąca sytuacja na froncie niemiecko-radzieckim. Do 1943 r. w kręgach OUN uważano, że wojnę wygrają Niemcy. Wszystko zmieniła klęska Wehrmachtu pod Stalingradem. Okazało się wówczas, że najprawdopodobniej wygra ZSRR, a to oznacza powrót armii radzieckiej na zachodnie ziemie Ukrainy. W tej sytuacji kierownictwo OUN-B, wcześniej przeciwne zorganizowaniu ruchu partyzanckiego, doszło do wniosku, że trzeba utworzyć armię partyzancką i zmobilizować jak największą grupę ludności ukraińskiej na tych terenach, żeby przeciwstawić się nadchodzącym oddziałom radzieckim, a wszystkie punkty polskiego osadnictwa uznawano za szkodliwe dla sprawy ukraińskiej. „Trzeba stanąć do walki z Armią Czerwoną na śmierć i życie, a Polaków, których obecność na tyłach przeszkadzałaby w naszej działalności, należy sprzątnąć” – tak rozumowało kierownictwo OUN-B w ówczesnej sytuacji. Przecież już w 1942 r., kiedy na zachodnim Wołyniu pojawiły się pierwsze grupy operacyjne NKWD i pierwsze oddziały czerwonych partyzantów, stało się jasne, że będą szukać wsparcia u Polaków. Polacy stanowili na Wołyniu jedynie 15 procent ludności, toteż znajdując się w okrążeniu silniejszych liczebnie i coraz bardziej świadomych narodowo Ukraińców, musieli szukać pomocy z zewnątrz, szczególnie że polski ruch oporu na tym obszarze nie był wówczas jeszcze silny. Jedni świadomie, inni pod przymusem podjęli współpracę z sowieckimi partyzantami i funkcjonariuszami grup operacyjnych NKWD, którzy bez pomocy miejscowej ludności nie mogli się utrzymać na głębokich tyłach Wehrmachtu. Decyzje o mobilizacji i o rozpoczęciu antypolskiej akcji zapadły niemal jednocześnie, na słynnej III Konferencji OUN-B w lutym 1943 r. W październiku 1943 r. głównodowodzący UPA Roman Szuchewycz był z inspekcją na Wołyniu. Dwa miesiące później złożył z tej wizyty raport na posiedzeniu Centralnego Prowodu OUN. Samego dokumentu na razie nie znaleźliśmy w archiwach, ale inny członek Centralnego Prowodu OUN, Ołeksandr Łućkyj, który uczestniczył w tym posiedzeniu, przesłuchiwany przez NKWD, zeznał, że Szuchewycz uznał akcję antypolską na Wołyniu za usprawiedliwioną, pozytywnie ocenił działania dowódcy wołyńskiej UPA Kłyma Sawura oraz zaproponował utworzenie oddziałów UPA także w Galicji Wschodniej. Łućkyj powiedział też śledczym, że Szuchewycz wydał polecenie „fizycznego wyniszczenia wszystkich działaczy Armii Krajowej, którzy szkodzili sprawie ukraińskiej”. Jest więc rzeczą oczywistą, że ounowcy oceniali udział Polaków w radzieckich przedsięwzięciach jako akt zasadniczo sprzeczny z ich interesem, czyli walką z wrogiem numer 1 – ZSRR, dlatego okrutnie mścili się na miejscowej ludności polskiej. Jak wiadomo, w praktyce okazało się, że ukraińskiej sprawie szkodziły także polskie dzieci, kobiety i starcy. Dlatego uważam, że kierownictwo banderowskie ponosi przede wszystkim odpowiedzialność za decyzję o wymordowaniu kilkudziesięciu tysięcy polskich cywilów, podjętą z zastosowaniem zasady odpowiedzialności zbiorowej. Należy przy tym podkreślić, że Armia Krajowa była formacją antykomunistyczną i jej oficerowie zdawali sobie sprawę z wymuszonego charakteru sojuszu z partyzantami radzieckimi, co w konsekwencji doprowadziło również do tragedii AK. Należy jednak pamiętać o zasadniczej różnicy między sytuacją na Białorusi Zachodniej, gdzie występował ostry konflikt między partyzantami radzieckimi i polskimi, a Wołyniem i Galicją, gdzie to właśnie antypolska akcja UPA zrobiła z miejscowych Polaków lojalnych zwolenników ZSRR, przynajmniej na zewnątrz. W trakcie swoich badań nie znalazłem jednak wystarczających podstaw, aby uznać, że Związek Radziecki odegrał kluczową rolę w generowaniu ukraińsko-polskiego konfliktu narodowościowego podczas wojny. Dowodzą tego liczne raporty radzieckich dowódców partyzanckich, które pokazują, że mieli oni negatywny stosunek do charakteru tego konfliktu. Wrogość w stosunkach między ukraińskimi i polskimi organizacjami niepodległościowymi osiągnęła podczas wojny apogeum, nie było więc potrzeby, by ją dodatkowo rozniecić.''
 
- tak więc zarówno hitlerowskie Niemcy, co i sowiecka Rosja jednako mogły stosować wobec Polaków, jak i Ukraińców imperialną politykę ,,dziel i rządź'' i to one ponoszą główną, mimo iż pośrednią choćby odpowiedzialność za bratobójczy bój między słowiańskimi nacjami, tudzież ci ich przedstawiciele, którzy jak Szuchewycz dali się na ową rozgrywkę nabrać. Tyle na ten temat.

ps.

Zapomniałbym - kacapia jest do bólu przewidywalna, stąd trafnie jak się okazuje domniemywałem na drugim blogu, iż Ukraińcy będą znikać z jej agendy zastępowani Białorusinami. Czekać więc tylko, kiedy pocznie grzać hasło ''Kołdyczewo, pamiętamy!'' na wzór Wołynia, no bo raczej nie ma co się spodziewać z jej strony przypominania masakry Polaków w Nalibokach. Nie dość bowiem, że dokonała jej radziecka partyzantka, to jeszcze przy tym de facto żydowska... aj sojuz waj!

niedziela, 23 kwietnia 2023

Opizdycja.

Przyszło nam Polakom [ i Polkom ] żyć w politycznym psychiatryku, który zasadza się na tym oto, że gwarancją obecnej władzy jest opozycja wobec niej. Nie zaś ''hołota przekupiona pińcset'', ''ciemny lud'', ''MADki'' itp. bzdury, którymi oponenci PiSu próbują tłumaczyć własną miałkość i przegrywizm. Na mocy owej pokrętnej niczym oblicze Tomasza Lisa logiki, rządzącej polskim życiem publicznym, głos oddany na opozycję oznacza faktyczne poparcie PiS. Bowiem jak inaczej objaśnić, że formacja mająca w zamyśle kwestionować władzę, stanowi jej rzeczywisty fundament i to przez własną nicość tj. brak jakichkolwiek racjonalnych podstaw swego istnienia? Pokrywając ową pustkę ciągłymi histeriami i jałową wrzawą, gdyż nie posiada w zanadrzu nic, poza przysłowiowym już ''jebać PiS''. Owszem, jest nawet za co, tyle że w wypadku opozycjonerów Kaczyńskiego to zwykle wtórne racjonalizacje czystego obłędu, lub zimna kalkulacja na rozjątrzenie u zwolenników chorych emocji, by zamaskować brak jakichkolwiek sensownych kontrargumentów. Doskonale znać ów mechanizm po wspomnianym red. Lisie, typie jakiego dosłownie pogięło z nienawiści do PiS, nie czującym przez to swej śmieszności, gdy zakłada wraz z Gie-rtychem jutubowy kanał o wdzięcznej nazwie ''Tomek i Romek'' [ szkoda, że nie Bolek i Lolek ]. Pierdolą tam obaj jak poparzeni, że ostatnia inba z papieżem była spiskiem PiS i hierarchów kościelnych, który uknuli wraz z TVN, by szkalowaniem JPII nabić sobie punkty u wyborców. Sekunduje im zaś nieoceniona ''Wyborcza'', kreując z kolei MADkę odpowiedzialną za śmierć własnego dziecka na ofiarę intryg leśników, zaiste srogie grzyby. Toż samo GWno publikuje na dniach ohydny tekst mojego ''ulubieńca'' Jaro Bratkiewicza, okcydentalisty po moskiewskiej szkole ''duplomacji'', gdzie przyznaje on łaskawie, iż Niemcy hitlerowskie popełniły wprawdzie liczne zbrodnie wojenne na Polakach, ale w sumie to nam się należało, bośmy ''turańska dzicz'' a przecież germański Zachód przyniósł nad Wisłę ''cywilizację łacińską''. Dokładnie ciż sami osobnicy udzielający łamów na podobne wysrywy, zniszczyliby każdego autora identycznych bredni, że np. Belgowie dokonali wielu mordów Murzynów w Kongu, no ale powiedzmy sobie szczerze to ''dzikusy'' były, a przecież Europejczycy zanieśli im ''cywilizację białego człowieka'', więc z czym problem? Wszakże mało było opozycji głównego ścieku przegrywizmu i ciężkiej pracy na rzecz PiS, stąd rzucili jeszcze na medialny front oszalałe żydowskie rasistki Holland i Engelking, wraz z poskręcaną całkiem od żółci Ochojską, które razem wylały z ust strugę moczu i plwocin pod adresem Polski. Dlatego muszę przyznać się do błędu: głośno narzekałem bowiem, iż PiS nie jest nawet parodią sanacji, inaczej powsadzałby swych wrogów do nowej Berezy. Po cóż jednak miałby to czynić, skoro owa szuria polityczna na wolności wykonuje dlań tak świetną robotę? Rzeczywiście, nie miałem stąd racji krytykując tu Kaczyńskiego, mea culpa wodzu:))). Mówiąc zaś serio: byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie stanowiło groźby destabilizacji kraju co tu kryć przyfrontowego. Wprawdzie szury same z siebie nie są raczej niebezpieczne, ale użycie ich przez tajne policje obcych państw owszem już tak, co znać doskonale po krwawym chaosie rozpętanym przez Rosję na Ukrainie. Tak więc opozycja stanowi faktycznie chwiejną podstawę obecnych rządów w Polsce, pracując ciężko na ich rzecz działa jednak także w interesie wrogich nam potęg, tak ze Wschodu co i Zachodu. Niezależnie zupełnie od intencji przyświecających jej zwolennikom, z których przecież zdecydowana większość nie jest świadomymi agentami tych lub owych wrogów polskości. Rozeznanie się w tym absurdzie i próba poddania go racjonalnej refleksji, musi prowadzić do podobnie paradoksalnych co powyższe konkluzji.

Objaśnię to na przykładzie świeżej ''afery zbożowej'', za której rozpętanie bezdyskusyjnie mym zdaniem główną winę ponosi sam PiS. Nie kto inny bowiem, co premier Morawiecki jeszcze latem zeszłego roku wyraźnie podkreślał w publicznym oświadczeniu, że Polska przystaje jedynie na tranzyt ukraińskiego zboża przez nasz kraj, nie zaś sprzedaż go na miejscu godzącego w interesy naszych rolników. Wszak kto niby miałby rozliczać PiS z faktycznie skandalicznego niedopatrzenia obowiązków państwowych - PO opierające swą pożal się strategię polityczną na pogardzie wobec wobec ''polskiego buractwa'' i ''wieśniactwa''? Formacja dla której wielu zwolenników rodzime chłopstwo to pogromowy motłoch, potencjalni nadal mordercy Żydów? Gotowa przy tym wesprzeć prędzej unijne, w praktyce więc głównie niemieckie interesy kosztem polskich, co jawnie przyznała dopiero co Ochujska. A może lewica, dla której dziś bardziej liczą się ''prawa zwierząt'' niż ludzi, zaś byle ubojnia kojarzy zaraz z Auschwitz? Pojeby, którym głowa pomyliła się z dupą, niebinarnopłciowe osobowiszcza tworzące wraz z adoptowanym ''psieckiem'' rodziny międzygatunkowe? W czym sekunduje im konstytucyjny płaczek Hołownia, autor groteskowej książki potępiającej jedzenie mięsa jako ''grzech ciężki'' i występek wobec ''braci pomniejszych''. Polskiej wsi nie weźmie też w obronę PSL, ugrupowanie aparatczyków d. ZSL i skorumpowanych urzędników samorządowych, zakompleksionego wieśniactwa gardzącego rodzinną gospodarką, marząc za to o dorwaniu się jak Jarubas do unijnej synekury. W ich zastępstwie na ''katechona'' krajowego rolnictwa kreuje się Kołodziejczak - autentyczne ruskie kurwiszcze i nade wszystko niestabilny emocjonalnie świr, któremu Lepper swym zwyczajem złoiłby tyłek, gdyby tylko tego dożył. Endrju bowiem przy wszystkich swych uwikłaniach, jakie w końcu go pogrążyły, nie był aż tak żałosny jak ów pajac na K. Pozostała nam więc do zaorania jedynie Konfederacja, stojąca głównie hardkorowymi liberałami - już widzę, jak stają się entuzjastami protekcjonizmu ekonomicznego, ochrony rodzimego producenta żywności przed obcą konkurencją. Z ich perspektywy polscy rolnicy są bandą przegrywów negatywnie zweryfikowanych przez rynek, które bezczelnie gardłują o opiekę ze strony państwa, etatyści przebrzydli! Nigdzie zresztą rolnictwo nie może prosperować bez wsparcia rządu, stąd tacy potentaci branży, jak rosyjski ''kombajnowy oligarcha'' Konstantin Babkin, lobbują mocno za gospodarczym protekcjonizmem, wspierając ''specoperację'' niszczącą konkurencję podobnych mu przedsiębiorców na Ukrainie. Przyznajmy jednak, że w Konfie działają też narodowcy i faktycznie wygląda, iż Anna Bryłka robi tu całkiem niezłą robotę, celnie chyba punktując niekompetencję PiS w dziedzinie polityki rolnej. Cóż z tego jednak, skoro przyszło jej działać w formacji, której jednym z liderów jest wprawdzie dość łebski facet, lecz za to cyniczny łgarz i koniunkturalista. Krzysztof Bosak określa się bowiem jako ''wolnorynkowy narodowiec'', co stanowi bodaj jeszcze większe kuriozum, niż ''konserwatywny [ ale ] liberał'', oksymoron w istocie niczym pachnące fekalia. Postulowana przez rozwolnościowców pełna swoboda handlu jest przecież ze swej natury transnarodowa i w rzeczy samej antypaństwowa, domagając się wprost zniesienia jakichkolwiek barier celnych i obciążeń podatkowych, jak więc to ma się do właściwej nacjonalistom protekcji własnej ekonomii, kosztem cudzej rzecz jasna. Libertariański ideał, który stanowi sprawujący wręcz hegemonię rynkową konsument, w dupie ma skąd pochodzi ziarno na mąkę z jakiej upieczono kupowany przezeń chleb, byle tylko był dobry a możliwie niedrogi - taki pilny czytelnik Misesa jak Bosak powinien być tego świadomy, nie zaś głosić samosprzeczne farmazony. Wprawdzie mowa tu o politycznym absurdzie w którym przyszło nam żyć, wszakże nie usprawiedliwia to powiększania jeszcze owego chaosu swym ''ludzkim działaniem'', jakie czyni pan Ksysiu. Perspektyw takowych więc pogodzić nie sposób, co nie wyklucza jednak czysto taktycznego porozumienia kuców i naroli, połączonych wspólnym sprzeciwem wobec centralizacji UE. Najbliższe lata stąd okażą się probierzem szczerości politycznej liderów Konfederacji, na ile będą w tym rzetelnymi krytykami PiS, motywującymi obóz rządowy do ostrzejszego niż dotąd oporu wobec dominacji niemiecko-francuskiego tandemu w Europie. Obserwując zaś udział takiego ''narodowca'' co Krystian Kamiński w inbie rozpętanej przez Niemcy wokół rzekomego ''zatrucia'' Odry, szczerze wątpię by partia Winnickiego i Bosaka podołała owemu zadaniu, tolerując w swych szeregach podobne kanalie. Jednym słowem, żadne z opozycyjnych ugrupowań politycznych na dziś w Polsce, nie ma uczciwie rzecz biorąc prawa do punktowania PiSu za jego rzeczywiście fatalną w wielu aspektach politykę rolną. Kolejny już po nieszczęsnej ''piątce'' okropny błąd, który może kosztować partię rządzącą utratę głosów znaczącej części krajowych producentów żywności, nabijając przy tym popularność potencjalnie niebezpiecznemu błaznowi Kołodziejczakowi.

Tak więc póty tzw. ''opozycji'' przewodzić będzie PO, nie ma szans, aby PiS przegrał znacząco wybory, a wręcz posiada dzięki temu całkiem dobre perspektywy zachowania władzy i to być może nawet samodzielnie. O ironio, wyborczy pogrom i marginalizacja Platformy usunęłyby też grunt spod nóg samej formacji Kaczyńskiego, gdyż jako się rzekło opozycja głównego ścieku robi dlań za fundament rządów:). Rozbestwieni bowiem już całkiem brakiem politycznej konkurencji, czynownicy pisowscy rzuciliby się sobie do gardeł pozbawieni kontroli słabnącego z wiekiem prezesa. Nie od dziś wiadomo, że Morawiecki z Ziobrą ''lubią się'' jak Tusk z Trzaskowskim - pierwszy dopiero co upokorzył publicznie drugiego referując zarzuty przeciw niemu, jako formalnego włodarza stolicy i to w jego obecności, niby przy tym odżegnując się od nich. Równie dobrze mógłby rzec głośno, iż ''mawiają, że Rawał jest cieniasem i ma małego, no ale wiecie to tylko taka pisowska propaganda'', mrugając przy tym porozumiewawczo do platformerskiej publiki. W każdym razie przykładanie rozumnej miary do owego obłędu musi doprowadzić do sformułowania absurdalnych, a przeto właśnie prawdziwych w tej sytuacji wniosków. Marnym zaś, właściwie żadnym pocieszeniem jest, iż podobne szaleństwo polityczne skończyło się jeszcze gorszą, prawdziwie już krwawą rzezią w sąsiadującym z nami od Wschodu państwie. Wygląda bowiem na to, że zamieszkujący Donbas Rosjanie, a przynajmniej za takowych się uważający, walczyli o przynależność do ''ruskiego miru'', w rezultacie natomiast otrzymali rządy ukraińskiej mafii z nadania Kremla. Ostatnie czynne w regionie zakłady przemysłowe i kopalnie dzierży ukraiński przecież oligarcha Serhij Kurczenko, robiący za ''słupa'' dla mafijnej ''rodziny'' wygnanego z Kijowa prezydenta Janukowycza, oni też kontrolować mają największe na Krymie składy paliw. W ogóle przypatrując się zawierusze wojennej rozpętanej przez Moskwę w naszym sąsiedztwie, dochodzę do kolejnego szalonego z pozoru wniosku, że ukraińscy renegaci w służbie Rosji mordują teraz Ruskich na Ukrainie. ''Wagnerowcami'' dowodzi ukraiński neonazista Dmitrij Utkin, bo Prigożin jest odpowiedzialny tylko za PR zbrodniczej formacji, Ukraińcem po obywatelstwie przynajmniej był też ''zginięty'' niedawno w zamachu Wladlen Tatarski. Ukrainką jest również Walentina Matwiejenko, formalnie jedna z najwyżej postawionych w putinowskiej Rosji osób, stara pijaczka znana jeszcze za młodości w Komsomole jako ''Wala szklanka''. W armii rosyjskiego agresora służą wcale liczni Ukraińcy chodzący w wyszywanych koszulach, mówiący nienagannym ukraińskim [ np. jak Medwedczuk ], a gdy się napiją ponoć zaczynają głośno śpiewać: ''bat'ko nasz Bandera''... Rezają zaś teraz na Ukrainie ludzi, którzy często ledwie potrafią dukać po ukraińsku, bo ich ojczystym językiem jest zazwyczaj rosyjski i wszystko to na rozkaz samych Moskali! Bowiem nikt bodaj tak nie mordował Rosjan, jak oni sami siebie co przyznał nawet gorliwy ''separ'' Zachar Prilepin, w swej monumentalnej powieści ''Klasztor'' traktującej o łagrze na Wyspach Sołowieckich. Rosja dla poddanych jej władzy ''rabów'' zawsze była okrutną, psychopatyczną macochą, zaprojektowana pierwotnie jako zbójecka kompania handlowa do rabunku miejscowych zasobów, i jak wszystko na to wskazuje powracająca do owej roli już na pełnej kurtyzanie. Rozumem tego ''nie rozbierosz'', choć w tym szaleństwie jest metoda, wszakże przypominająca logikę paranoidalnych teorii spiskowych, tyle że nabierających realnego kształtu koszmaru na jawie. Dowodem przypadek mocno posuniętej w leciech ukraińskiej komunistki Natalii Witrienko, która przez wiele lat przewodniczyła prorosyjskiej ''czerwonej'' partii, aż jej polityczne szczucie wydało zatruty plon wzajemnej morderczej nienawiści podczas rebelii na Donbasie, którą rzecz jasna poparła. Natomiast jej syn opowiedział się zdecydowanie po stronie Ukrainy, w jej imieniu też zdołał wywalczyć jako rzutki prawnik gigantyczne odszkodowanie od ''Gazpromu''. Babę stąd wypytywano na jednym z rosyjskich portali, jak to się stało, że ona komunistka wspierająca ''ruski mir'' wydała na świat takiego ''faszystę'' i ''banderowca'', owa zaś MADka odżegnując się od własnego dziecka jako ''rusofoba'', poczęła pieprzyć od rzeczy, jakoby to ukraiński wywiad nastawił przeciw niej syna, montując za jego pomocą szpiegowską operację, aby ją zdyskredytować jako ''polityczkę''. Ukraiński dziennikarz rodem z Donbasu Denis Kazański natrząsał się z jej głupot, na to rozeźlone babsko odpowiedziało kolejnym nagraniem, gdzie wychwalała z kolei tegoż samego potomka, jakiego dopiero co uznała za ''zdrajcę''. Nagle okazał się dla niej patriotą ''ruskiego miru'', bowiem ''Gazprom'' to dla baryni Witrienki jednak nie jest rosyjska firma, lecz ''państwo w państwie'' grabiące samą Rosję, stąd w sumie dobrze, iż jej ''synoczek'' mu dołożył w arbitrażowej rozprawie. Nie sposób więc racjonalnie polemizować z kimś, co na jednym oddechu gotowy jest głosić - i to publicznie! - wzajemnie sprzeczne, wykluczające się tezy, bez najmniejszego choć przy tym zażenowania. Trudno zaś machnąć ręką na ową popierdoloną starą babę, bo przypominam mowa o wieloletniej parlamentarzystce i przywódczyni partii cieszącej się w swoim czasie poparciem setek tysięcy, może nawet milionów prorosyjskich Ukraińców. Dlatego cały ostatni tekst na drugim blogu poświęciłem przestrodze, by pod żadnym pozorem nie lekceważyć idiotów i kretynek, gdyż mogą przedzierzgnąć się niepostrzeżenie w krwawych błaznów. Nawet jeśli rozpętane niestety również nad Wisłą polityczne szaleństwo nie przybrało aż takich rozmiarów, ani równie morderczego charakteru co panujące obecnie na Ukrainie - i trzeba nam w Polsce zadbać, aby tak już pozostało, chociaż tyle.

ps.

Doprawdy, gdyby nie żenująca ''opizdycja'' PiS dawno zaorałby się sam, jak ten cymbał wedle słów którego rząd spadł ze ''zbożowej drabiny eskalacyjnej'' [ tak się kończy przedawkowanie Bartosiaka ]. Pospieszył jednak takim jak on na ratunek Nergej, swą ''epokową'' zaiste mową podczas gali Fryderyków, po której PiS i Kościół już się nie podniosą, i to po raz n-ty z kolei. Na pewno też w obronie polskiego rolnictwa przed działaniami rządu stanie ''gościni'', jaka zawitała dopiero co w skromne kieleckie progi, Spurek promująca swą ostatnią pracę o wymownym tytule ''Smród, krew i łzy''. Potępiającą rzecz jasna ''zwierzęcy Holocaust'', jakiego dopuszczać ma się wedle niej przemysł mięsny, oraz każdy spożywca wędlin czy drobiu również w Polsce, wszystko to zaś w wykonaniu kolejnej ''osobopostaci'' co ''włączyła myślenie'', ale przedawkowała konieczne jej skądinąd elektrowstrząsy. Do owego grona zdaje się też dołączać sam Mentzen, wedle trafnej uwagi red. Dudkiewicza bredzący ostatnio niczym ''młodzieżowiec'' z Unii Wolności, acz pojmuję stojącą za tym grę na przejęcie rozczarowanego elektoratu PO i Hołowni. Tyle że nawet jeśli przyniesie ona doraźnie Konfederacji sukces wyborczy, w perspektywie zamieni ją w formację życiowych przegrywów, bowiem ''pokoleniu sukcesu'' transformacji ustrojowej właśnie sufit wali się na łeb, nikt im też jeszcze nie powiedział, że jak za młodu chcieli ''na Zachód i do Europy'', dostaną na starość Azję nad Wisłą, wraz z pokaźnym kawałkiem Afryki na dokładkę. PiS również czeka, choć zapewne nie w roku wyborczym, trudna przeprawa ze swym wiejskim elektoratem, któremu trzeba będzie w końcu oznajmić, iż czas pożegnać się z sielską wizją rodzinnych gospodarstw rolnych. Bowiem jeśli polskie rolnictwo ma przetrwać konkurencję ze strony dużych koncernów żywnościowych z Ukrainy, w które już teraz inwestują potężne fundusze z USA i Europy Zach., także i nam przyjdzie postawić na wielkie agroholdingi kosztem drobnych producentów. Tym bardziej, iż rodzima wieś i tak wymiera, co akurat po Świętokrzyskiem cholernie znać, ostatnie badania dowodnie okazujące, że interior otaczający Kielce stoi głównie starymi kawalerami, potwierdzają jedynie fakty znane mi od dobrych kilkunastu lat co najmniej. Nie zaradzą temu jednak politycy opowiadający pocieszne bajki, jak to uwolniona od ciężaru państwa ekonomia zapewni nam dobrobyt, czy tym bardziej niebezpieczni odjechańcy, dla których niemal każdy rolnik czy myśliwy to morderca zwierząt i niszczyciel naszej planety. Póty więc ''opizdycja'' będzie składać się głównie z takowych, PiS nie tyle może spać spokojnie, gdyż kosztowałoby go to wyborczy pogrom, lecz martwić raczej obmyśleniem nowej formuły partii już post-kaczystowskiej, odpowiedniej do czekających nas wkrótce dziejowych wyzwań. Tyle na dziś.


czwartek, 9 marca 2023

Pedofilia Obywatelska.

Z afery jaka wstrząsnęła rodzimym TT ostatnimi czasy, płyną jak dla mnie przynajmniej następujące wnioski:

1. Skrót PO od teraz winien być rozczytywany jak stoi w tytule niniejszego wpisu.

2. Tylko PiS może [za]jebać PiS.

3. Skudlona mentalnie opozycja właśnie zagwarantowała partii rządzącej następną kadencję. 

Bowiem polityczne murzyństwo wszczynające histerie z powodu fotki z zamorskim hegemonem pojąć nie może, iż zaszczuwając PiSowskiego karierowicza czyni zeń męczennika wystawiając mu pomnik. Dlatego zmuszają takich jak niżej podpisany, co ostatecznie wydawałoby się położyli lagę na rządzących za odzwierzęcą ''piątkę'' i nie tylko, do ponownego ich poparcia w nadchodzących wyborach - na pohybel wam skurwysyny! Jak trzeba być zjebanym, aby na jego tle nawet tak chujowa formacja jak PiS nadal przyzwoicie się prezentowała? Niesiołowski, b. działacz ZCHN przypominam i zakłamany kurwiarz, wypomina PiSowcom ''ohydne gęby'' - niech będzie, ale kiedy ten skurwysyn patrzył ostatnio w lustro?! A nie, pewnie zagląda w nie często i w swej chorej imaginacji widzi tam przystojniaka, podobnie jak Tusk o wykrzywionej z nienawiści mordzie żula, który pomstuje na ''PiSowski hejt'', tudzież łajdak będzie rozliczał rządzących z niechby i faktycznych ich łajdactw. Chciałoby się rzec: ''nachalne są te kurwy i bezczelne'', tyle że takim porównaniem obraża się dziwki. ''Sexworkerka'' bowiem daje dupy za pieniądze, a te POlityczne szlaufy nie tylko robią to za darmo, ale do tego płacą własnej klienteli:). Przypominają mi aktorkę porno z oglądanego niegdyś dokumentu o amerykańskim seksbiznesie, jaka po gangbangu ocierając ze spermy twarz dziękowała jeszcze typom za podtarcie się nią niczym srajtaśmą. Doprawdy nie znam na tyle obelżywych słów, by wyrazić bezmiar pogardy jaki żywię wobec hołoty, stanowiącej elektorat opozycji ''głównego ścieku''. Niestety PiS nie jest nawet parodią sanacji, w tym sęk, inaczej całe to POjebane bydło stałoby na baczność przed Kaczyńskim grzecznie potakując: ''tak jest proszę pana, oczywiście proszę pana, a wódeczka jest zimna i gęsta proszę pana''. Chama bowiem, a zwłaszcza chamicę można tylko bić po mordzie, patrząc jedynie czy równo puchnie, innego języka toto nie pojmie i nie o wielkopańskie gesty się rozchodzi, lecz adekwatny sposób ''argumentacji''. Tymczasem PiS uwidziało się budować ''narodową demokrację'', zupełnie jak przedwojenna endecja i stąd podobnie skończą, acz nie obaleni zamachem stanu, bo współczesnego Piłsudskiego ani widu, zaś tytułować beznadziejnie demoliberalnego prezesa ''komendantem'' można chyba tylko dla żartu. Wykończą się sami rozbestwieni brakiem realnej opozycji, gdyż tym mianem nie sposób obdarzyć rozhisteryzowanych przegrywów aspirujących jedynie do owej roli. Nie pełni jej również Kucfederacja, której politycy zamiast Amerykanom woleliby lizać tyłki Rosjanom czy Chińczykom, ewentualnie praktykować ''wielowektorowe'' dawanie dupy wszystkim obcym po równo. Zresztą coś mi się widzi, że ''ideowa prawica'' przybiera już pozycję przyszłej PiSowskiej kokoty, skoro jej główni działacze nie brzydzą się korzystać z ''socjalistycznego rozdawnictwa'' rządzących, biorąc milionowe dotacje od samego Morawieckiego. Co nie przeszkadza im gromko zarzucać ''sprzedania się PiSowi'' konkurentom do państwowego żłobu, podobnie jak zięciowi Korwina blisko współpracującemu z Memcenem w byciu lokalnym radnym z ramienia ''kaczystowskiej'' formacji. Naiwny głupiec jedynie nie może sobie wyobrazić Brauna i Niedzielskiego w jednym obozie politycznym, obaj bowiem nie mają żadnych hamulców moralnych, tak by powstrzymały ich przed odstawieniem jeśli taka potrzeba medialnej szopki ''pojednania''. Dlatego niczego się już po PiSie nie spodziewam ani oczekuję, żadnych programów ''cela+'', rzekomych ''rozliczeń komuchów'' itp. bzdur, jedynie chcę obaczyć jak skręca z nienawiści i odrazy Tuska, Kopaczową, Jachirę, Niesioła, całą tę bandę skurwysynów, POlitycznych cweli i nieudaczników, nic ponadto. Można by na to machnąć ręką, gdyby tylko dało się faktycznie ''pierdolić politykę'', niestety to ona dyma nas i cieszmy się, że nie tak jak to ma właśnie miejsce całkiem niedaleko od wschodnich granic Polski. Pozostaje więc tylko zatkać nos i oddać głos na speeselizowany niemal ze szczętem, przekształcony w partię ''trzymających władzę'' PiS - nawet jeśli w tym celu trzeba mu będzie zapewne przeprosić się z ''ruskimi onucami''. ''Kaczystowskie'' pelikany i tak przełkną ową gorzką pigułę, podobnie jak cyniczna w większości kuceria, promoskiewskich ''ideowców'' zaś zdradzonych o świcie przez Memcena i Winnickiego przygarnie Braun, albo jeszcze gorsze ścierwo typu Olszański czy coś w podobie. Zresztą PiS i tak ma już za doradcę ekonomicznego takiego kremlowskiego włazidupa jak Modzelewski Witold, więc takowe sojusze to dlań nie pierwszyzna. Bynajmniej nie sugeruję, iż formacja rządząca to jakowaś ''rosyjska agentura'', jedynie nieuchronna konfrontacja z wszechniemieckim paneuropeizmem wymusi zapewne choćby taktyczny sojusz z jego krajowymi wrogami. Również tymi niestety, od których zajeżdża onucą... 

Obaczymy. W każdym razie opozycja głównego ścieku, którą stać jedynie na ''moralny terroryzm'' a la Michnik, jest praktycznie martwa. Obojętnie Tusk czy Czaskosky, wszystko to POlityczne zombie i żulia napędzana jedynie kokainą, bez wspomagania dilerów pewnie dawno by już zdechli. Z całej dętej afery płynie jeszcze jeden wniosek: w Polsce publicznie napiętnowana może być jedynie pedofilia kościelna nie zaś partyjna, a już nie daj gejowska. Można bezkarnie utożsamiać księży z pedofilią, ale pedałów to nie, choć akurat dziwnym trafem większość księży-pedofilów stanowią pedały... Ot zagwozdka, nie mówiąc już, że obserwując w jakim kierunku kościół niegdyś katolicki nie tyle zmierza, co wprost zapierdala ostatnio, lada moment msze również w Polsce będą wyglądały tak, że wyskoczy jakiś pedzio w ''tęczawej'' sutannie i powie ciotowskim głosem: ''drodzy parafianie! Złapcie się za rączki, by poczuć Dżizusa!''. Może nawet któryś z nich ośmieli się wreszcie wyruchać ministranta nie w zakrystii czy na plebanii, lecz publicznie odpali mu do japy przed samym ołtarzem, mówiąc: ''oto ciało moje, ssij!''. W sumie pełna ''transparentność'', ''kościół otwarty'' niczym odbyt starego pederasty i dlaczegóż by nie, skoro na ''zgniłym Zachodzie'' obleśni degeneraci już teraz uprawiają striptiz przed oczyma przedszkolaków. Na czym żeruje z perwersyjną lubością putinowska propaganda, kryjąc tym własną deprawację, popełniane mordy i gwałty. Obecny latino papaj nie może się jednak zdecydować, by opowiedzieć jednoznacznie za ofiarami wojennej agresji Moskwy, bo już dawno rozmienił wierność Chrystusowi na judaszowe srebrniki ''chujmanitaryzmu''. Dlatego niedługo lewactwo zapewne poczuje się w kościele jak u siebie, a zamiast ''barki'' wyć tam będą ''nakurwiam zen'' Jezus Marii Peszek. Katolicyzm w Polsce jest mym zdaniem skazany na zagładę, skoro ma takich ''obrońców'' jak Terlikowski, oślizgła menda i zasraniec. Nadwiślańska prawica zaś by przetrwać będzie zmuszona wyzbyć się dławiącego ją dotąd wędzidła chrystianizmu, wszakże tak aby nie popaść za to w kult rodzimego ''aryjskiego'' mitraizmu, idąc w tym śladem wielkogermańskich volkistów. Podążając więc za głosem Tomasza Lisa ''głośniej nad tą trumną!'', tym bardziej trzeba wyciągać brudy kanaliom z PO i Lewicy, jakie latami tolerowały seksualnego przestępcę i działacza LGBT. Bowiem ponoć to rozbestwiony synalek lokalnego partyjnego barona, starego komucha jaki przeszedł do Pedofilii Obywatelskiej. Co mnie jednak najbardziej poraża w całej sprawie, a na co zwrócił uwagę bodaj tylko katolicki prawnik Mikołaj Drozdowicz, że ścierwo odpowiedzialne bezpośrednio za tragedię zgwałconego przezeń dziecka było psychoterapeutą... Czynnym przez wiele lat, stąd zapewne krąg jego ofiar jest niestety znacznie większy. Skończone bydlę, jakim okazał się Krzysztof Fal[l]iński, bo o nim mowa, nie krył się nawet w ociekającym gejowskim narcyzmem wywiadzie z tym, iż jak wyznał „mam to szczęście, że moje prywatne zainteresowania łączę w dużym stopniu z działalnością zawodową” - o kurwa, grubo. Rzecz aż prosi się o dłuższy cytat: 

''Ale pełną świadomość problemów, dysfunkcji, zagrożeń dała mi praca terapeuty. Jestem psychoterapeutą, specjalistą terapii uzależnień, trenerem interpersonalnym, trenerem procesów grupowych. Wiedzę i doświadczenie zdobywałem m.in. w Instytucie Psychologii Zdrowia w Warszawie, Dolnośląskim Centrum Psychoterapii we Wrocławiu, Centrum Podejścia Skoncentrowanego na Rozwiązaniach w Warszawie, Krajowym Centrum ds. AIDS, Stowarzyszeniu Na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”, Polskim Towarzystwie Psychologicznym. Jako terapeuta pracowałem w Zachodniopomorskim Towarzystwie Rodzin i Przyjaciół Dzieci Uzależnionych „Powrót z U” w Szczecinie, a obecnie w Centrum Terapeutycznym Symetria w Szczecinie.

Moja praca zawodowa i terapeutyczna to obszary bardzo trudne, często związane z ludzką krzywdą i cierpieniem. Uzależnienie, przemoc, dyskryminacja, wykluczenie społeczne. To obliguje mnie do stałej pracy nad sobą. Uczy empatii, wrażliwości, równowagi.

Tą ostatnią znajduję w odkrytej w sobie pasji do gotowania i zapraszania ludzi do stołu. Od ponad roku prowadzę własną restaurację. Tam również, prócz serwowania potraw, wplatam bliskie mi wątki społeczne, np. organizując czy włączając się w organizację akcji na rzecz przeciwdziałania wszelkiej dyskryminacji. [...] Z zainteresowaniem śledzę działania na rzecz dzikich zwierząt, np. ochrony wilków. Moją pasją w czasie wolnym są od zawsze podróże. Lubię odwiedzać inne kraje, poznawać inne kultury, smakować nowych kuchni. Z tego smakowania zrodziła się moja kolejna pasja – gotowanie. Od ponad roku prowadzę w Szczecinie własną restaurację – Marshal food. Tam także, prócz pysznego jedzenia, staram się wplatać interesujące mnie wątki społeczne, np. warsztaty aktywizujące dla środowisk zagrożonych dyskryminacją czy spotkania dla osób z wadami słuchu.''
 
- znamienna jest ta empatia do wilków u seksualnego drapieżcy, jakim okazał się skurwysyn, gejowski pedofil Falliński. Dotykamy sedna sprawy, kompletnie pogrzebanego wśród zbiorowej histerii, jaką rozpętano wokół samobójstwa zgwałconego syna przywódczyni KOD-u. Nie idzie rzecz jasna o wyprowadzanie bezpośredniego związku między jej poglądami, czy członkostwem w PO przestępcy, a tragedią do jakiej oboje doprowadzili wprost lub pośrednio. Równie dobrze sprawa mogła dotyczyć działaczy PiS czy innej partii, katolików co i ateistów etc., wszakże nie zdejmuje to odpowiedzialności z głównej niestety partii opozycyjnej. Bowiem samo usunięcie bandziora z ugrupowania, gdy okazał się gwałcicielem, nie załatwia sprawy, jak utrzymują zwolennicy PO czy lewicy. Okazując tym pogardę i lekceważenie dla osób cierpiących na zaburzenia psychiczne, które prawdopodobnie wykorzystywał homoseksualny pedofil. Niewiarygodne, aby przez tyle lat działalności ''pełnomocnika ds. uzależnień'' w zachodniopomorskim samorządzie, do jego przełożonych nie docierały niepokojące sygnały o popełnianych przezeń nadużyciach. Należy więc obadać, czy aby nie ignorowali ich świadomie, lub nie dopełnili koniecznych czynności dyscyplinarnych w imię własnego interesu politycznego, np. by nie narażać się środowiskom LGBT w Polsce, których działaczem był cwel Falliński, tudzież jego wielmożnemu tatuśkowi. Nawet jeśli okaże się, iż nic takiego nie miało miejsca, konsekwencją wykrycia afery winno być wdrożenie odpowiednich procedur w instytucjach publicznych na czele z urzędem marszałkowskim, gdzie grasował drapieżca, tak aby na przyszłość zapobiec podobnym wypadkom. O ile mi wiadomo nic takiego nie miało po tym miejsca, sprawę postanowiono zawrzeszczeć okazując tym dowodnie, ile liczą się w obecnej Polsce prawa osób cierpiących na rozliczne zaburzenia psychiczne, które prawdopodobnie wykorzystywał pedał. Powinno się w tej sprawie toczyć śledztwo, zaś ewentualne ofiary wraz z rodzinami mają mieć prawo wytoczenia procesów na wielomilionowe odszkodowania od PO, oraz urzędów publicznych za faktyczne firmowanie przestępczych działań gejowskiego pedofila [ to samo tyczy też ''organizacji pozarządowych'' w jakich się udzielał ]. Dokładnie jak to miało miejsce w przypadku Kościoła Katolickiego, który dopiero zasądzone na olbrzymie sumy kary za takież same występki jego księży, zmusiły do wdrożenia surowych procedur zapobiegających na przyszłość podobnym przestępstwom, na ile skutecznie to osobny temat. Nie będę się przy tym zajmował ''gorącym'' problemem ewentualnej odpowiedzialności lub jej braku u kard. Wojtyły za domniemane tolerowanie takowych w swej diecezji. Wystarczy mi bowiem, iż niestety okazał się ideowym cuckiem obciążającym mężczyznę rzekomą winą o brak orgazmu u kobiety, tak jakby sama nie mogła sobie dogodzić:). W pełni zgadzam się z Justyną Melonowską, filozof związaną z Ordo Iuris, która ostro krytykuje Jana Pawła II [ tak tak, lewactwu właśnie pękają od tego dupy, a nad wszystkim unosi się swąd ich przepalonych styków ] za odmawianie kobiecie podmiotowości. Przy czym nie ma ona rzecz jasna na myśli ''prawa'' do skrobania się ile diabla dusza zapragnie, tylko zdolność do czynienia zła przez rzekomo ''lepszą płeć'' na równi z mężczyznami i całkiem niezależnie od nich. Czas więc skończyć z pierdoleniem o ''patriarchacie'' i zrzucaniem winy na ''męski świat'' za własne zjebanie, jak to zwykle feminazistki czynią mimo ględzenia tylko w kółko o swej rzekomej ''samodzielności''. Kto zaś usprawiedliwia je nikczemnie w ów sposób, ten traktuje baby protekcjonalnie odmawiając im faktycznej sprawczości, a przez to i odpowiedzialności za w pełni własne zło. Opis ten dobrze niestety zdaje się pasować do MADki zabitego de facto przez pedofila chłopaka. Nawet współtowarzysze z KOD-u i podobne jej bojowniczki ''walki o demokrację'' zarzucali otwarcie Filiks pijaństwo i zaniedbanie wychowania dzieci na rzecz politycznej kariery. Wygląda na to, że babol porzucił je na pastwę swego przyjaciela, który w tak ohydny sposób wykorzystał okazję, by gwałcić jej syna, zaś młodszym córkom miał nawet podawać narkotyki, degenerat jebany. Mam stąd skromną nadzieję, iż w więzieniu, gdzie odbywa karę znajdzie się rodzimy odpowiednik Saszy Kurary i to niejeden, tak aby odbyt bydlaka doświadczał nieustannie pogromu kieleckiego, płonąc wiecznie żywym ogniem niczym stodoła w Jedwabnem. Niby dla niego to raj, ale to jak u miłośnika czekolady skazanego na żarcie jej cały czas, aż do mdłości i oby takowe męki piekielne stały się udziałem kanalii.

Na koniec rzecz bodaj czy nie najważniejsza: wołający o pomstę skandal, jaki stanowi wieloletnia praktyka jako psychoterapeuty homoseksualnego pedofila, jest objawem systemowej patologii braku ustawy regulującej ów zawód. Prace nad nią ślimaczą się niemal drugą dekadę i końca im nie widać, co dowodnie okazuje jak w Polsce podchodzi się do kwestii zdrowia psychicznego narodu. W efekcie dosłownie każdy może mienić się psychoterapeutą, nawet najgorszy zboczeniec jak się okazuje, lub psychol: miałem okazję poznać podobnego zjeba, który chlejąc na umór ''leczył'' z traum poalkoholowych, a nawet z lęku przed śmiercią niczym jaki Mesjasz. Bo też i za takowego się uważał, był więc szalenie niebezpieczny, lecz nic legalnie nie można było mu zrobić właśnie z powodu braku prawnego unormowania terapii w leczeniu zaburzeń psychicznych. Budzi wątpliwość sam fakt takowych praktyk, skoro mamy już przecież od tego psychologię, jak i psychiatrię, ale ostawmy to. Libkowskie poleganie zaś na wolnorynkowych mechanizmach w tej materii jest objawem wyjątkowego infantylizmu, trudno bowiem wymagać ''konsumenckiej dojrzałości w dokonywaniu wyboru'' od zdesperowanych zazwyczaj pacjentów, pogrążonych często w głębokiej rozpaczy lub cierpiących inne przypadłości. Słabość ich przyciąga takich drapieżców i patoli jak ''efebofil'' Falliński, tak więc bez systemowej odgórnej regulacji się tu nie obędzie. Nie ufam zaś hasłom wielu psychoterapeutów, protestujących przeciwko owemu procesowi w interesie własnej społeczności, nadto bowiem przypominają one brednie o ''samooczyszczeniu'' środowiska sędziowskiego. Przykładem jak się pod tym względem rzeczy mają naprawdę, jest dość głośna przed laty sprawa Wojtusia Eichelbergera, który podczas wyjazdowych sesji terapeutycznych w Szwecji wdał się w romans z pacjentką. Dla niego było to jedynie ruchanko na boku, ale nieszczęsna kobita wkręciła sobie do łba, iż to coś więcej niż tylko pokątne pieprzenie. Kiedy więc pan psychoterapeuta znudził się nią i porzucił, wpadła w rozpacz usiłując popełnić samobójstwo, na szczęście bez skutku. Gdyby zdradzony mąż ofiary nie narobił skandalu, fakt ów pewnie nie zakłóciłby błyskotliwej dotąd kariery pseudobuddyjskiego hipokryty Eichelbergera. Nic mu się jednak specjalnie nie stało, ot ''sąd koleżeński'' jego psychoterapeutycznego stowarzyszenia nałożył nań symboliczną karę, zakazując ledwie na rok zawodowych praktyk. Typek jednak mógł nadal lansować się po mediach jako guru-szmuru, za jakiego dotąd robił, opychając żądnym wciąż jego ''nauk'' frajerom swe nabzdyczone książki, bo wiadomo - ''kurwa kurwie łba nie urwie''. Dlatego na wzór ''mafii w togach sędziowskich'' powinno się mówić także o podobnej wśród psychoterapeutów, oraz innych środowiskach zawodowych zgniłych od sitwowych praktyk. Nade wszystko zaś ofiary takowych, lub ich rodziny jeśli są jeszcze nieletni, muszą mieć prawo dochodzenia odszkodowań na duże sumy od organizacji firmujących swym członkostwem owych skurwysynów w podobie Fallińskiego. Bowiem dopiero kiedy wszystkie towarzystwa wzajemnej adoracji uderzy się po kieszeni i to solidnie, poczną wreszcie realnie pozbywać się kosztujących ich już zbyt wiele patusów, nie wcześniej. Odpowiedzialność karna i finansowa dla psychoterapeutów i ich organizacji za zdrowie ich pacjentów to konieczność, sprawa odrażającego degenerata z PO tegoż najlepszym świadectwem! Skoro bowiem uznaną praktyką prawną okazała się korporacyjna odpowiedzialność kościoła katolickiego za księży pedofilów, należy iść za ciosem i taką samą ustanowić wobec innych stowarzyszeń religijnych, jakie mają z tym bodaj czy nie większy jeszcze problem, by wymienić żydowskie lub świadków Jehowy, oraz świeckich z instytucjami państwowymi i finansowymi, a także partiami politycznymi na czele. Rzecz jasna zdaję sobie sprawę, iż mój głos tonie obecnie w powszechnym amoku, jaki zapanował wokół tragedii nieszczęsnej ofiary śmiecia na F. - cóż, ''nie sąd cię skaże, pedofilu''... ktoś pewnie w końcu straci cierpliwość i wyrwie owego chwasta. Można zaś było temu zapobiec, gdyby na czas wdrożono odpowiednio surowe procedury, odbierając także dzieci nieodpowiedzialnej najwidoczniej MADce, ale to już inszy temat, więc na tem kończę.

ps.

Polski MSZ ''zaprosił'' na dywanik amerykańskiego ambasadora, by opieprzyć synalka Brzezińskiego za to co wyczynia ostatnio faktycznie jankeski TVN, jednoznacznie obwiniając go za prowadzenie wojny hybrydowej przeciwko RP. Nie ma co pitolić, iż rządowi USA nic do tego, bowiem kapitał ma narodowość czy to się libkom podoba lub nie, oczywiście to gest czysto symboliczny, niemniej jakiż kontrast z PO-wskimi serwilistami! Nie pozostawili mi więc nic innego jak poprzeć MIMO WSZYSTKO PiS i mam gdzieś, że pretekstem stało się tu prawdopodobnie ''szkalowanie papieża'', jak dla mnie może być nawet samego Ducha Św. albo wszystkich bogów słowiańskiego panteonu, liczy się sprzeciw na jaki nie stać włazidupów prześcigających się w podlizywaniu zamorskiemu hegemonowi. Tak więc jeśli różne Mejzy i tego typu karierowicze, w których PiS jako partia rządząca obrosła, nie spieprzą w międzyczasie sprawy, mają następną kadencję praktycznie w kieszeni. Za co odpowiedzialność ponosi tylko i wyłącznie opozycja ''głównego ścieku'' z samą PO na czele - wypada stąd jedynie im rzec: ''gratulacje'' durne pizdy!