Jakiś czas temu Jacek Sierpiński umieścił na swoim blogu obszerny fragment ciekawych rozważań prof. Leszka Nowaka o postępującej totalitaryzacji post-kapitalizmu [ na własny użytek nazywam to ''komunokapitalizmem'' ] od których to diagnoz zresztą autor odżegnywał się pod koniec życia - zaintrygowany jąłem sprawdzać kto zacz ten profesor i czytając spis jego prac w biogramie przypomniałem sobie że miałem kiedyś styczność z jego chyba opus magnum pt. ''Byt i myśl'', ale choć rzecz wyglądała na zajmującą odłożyłem ją na półkę zniechęcony licznymi wykresami i specjalistyczną terminologią wymagającą ogromnej wiedzy nie tylko z zakresu filozofii, a nie dysponując nią nie mogłem przecież zweryfikować czy mam do czynienia z rewelacją czy też napuszoną hucpą. Ale w świetle tych rozważań pomyślanych jako dalszy ciąg poprzedniego wpisu demaskującego fałszerstwa socjalizmu mnie interesować będzie inny jego tekst, w którym pan profesor w osobliwy sposób broni marksizmu przekonując, że zbrodnie wynikające z praktycznej realizacji postulatów tej doktryny nie miały rzekomo nic z nią wspólnego a to przez jej programową impotencję, zacytujmy :
''Moc programowa marksizmu jest bowiem znikoma. Nie dlatego, że programował za wiele, a efekty praktyczne jego programu okazały się fatalne, lecz dlatego, że nie programował niemal w ogóle, a w każdym razie nic pozytywnego; co najwyżej tworzył programy walki, nie programy budowy. Marksizm programował zniesienie własności prywatnej, ale na temat "własności społecznej" nie mówił nic poza ogólnikami ("zrzeszenie wolnych producentów"). Programował zniesienie ograniczeń "demokracji burżuazyjnej", ale nie mówił nic na temat postulowanej formy ludowładztwa. I tak dalej. Programowo marksizm był negatywizmem, nie zaprojektował niemal nic.''
- nie jest to jednak żadne usprawiedliwienie a bodaj jeszcze większe, dobijające wręcz oskarżenie bo jak inaczej nazwać głoszenie teorii ''walki klas'', która jest niczym innym jak stosowaniem kategorii militarnych wobec procesów społecznych z wszystkimi tego konsekwencjami, podsycanie naturalnych dla każdej ludzkiej wspólnoty konfliktów aż do paroksyzmu rewolucyjnej przemocy nie mając w zanadrzu praktycznie nic poza pozbawionymi jakiejkolwiek treści frazesami w rodzaju ''każdemu według zdolności, każdemu według potrzeb'' - jak to nazwać powtarzam jak nie zbrodniczą, monstrualną głupotą ?! Zasłanianie się rzekomą ''naukowością'' wykluczającą niby snucie bardziej konkretnych wizji przyszłej społeczności jest tylko bezczelną hipokryzją mającą zamaskować własne niedołęstwo i brak wyobraźni w tej kwestii - nikt przecież nie wymaga tutaj dopracowanych do najdrobniejszego szczegółu projektów bo rzeczywistość jest na to zbyt nieprzewidywalna, ale jeśli już podejmuje się tak śmiałą próbę przebudowy społeczeństwa, ba nawet człowieka i to jeszcze z nieuchronnie towarzyszącym jej okrucieństwem i cierpieniem czego wizjonerzy są doskonale świadomi, to trzeba dysponować chociaż zarysem jakiegoś programu tymczasem jak to przyznaje nawet postmarksistowski uczony a więc gość, który poznał tą doktrynę dogłębnie od środka niczego takiego w niej nie ma, dosłownie nic !!! Jak więc widać nie ma tak wielkiej różnicy między Kononowiczem a Marksem - z tym że ten pierwszy był nieszkodliwym i chyba nieszczęsnym pajacem natomiast drugi niestety do dziś jest ''świętą krową'' [ raczej świnią ] wokół której różni uczeni głupcy wciąż odprawiają swe rytuały w coraz to innym wydaniu. Jest to kolejne potwierdzenie prawdy, że wszelcy ideolodzy to takie duże bobo, infantylni gówniarze, którzy w imię swoich aroganckich rojeń rozpieprzają mozolnie przez kogoś wznoszone zamki z piasku - tylko że tutaj zamiast piaskownicy mamy cały świat. Nóż w kieszeni sam się otwiera...
Plugawa szarówa panująca tej ''zimy'' [ wieeeelki cudzysłów ] nie zachęcała do wychodzenia na dwór, więc przesiadywanie w domu ''umilałem'' sobie min. lekturą wypocin różnych pojebów, w tym dwóch ''dzieł'' Włodka Lenina : ''Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu'' oraz ''Państwo a Rewolucja'' - zwłaszcza to drugie jest godne polecenia tym wszystkim, którzy widzą w Iljiczu sentymentalnego dziadunia głaszczącego dzieci [ i koty ] po główkach, któremu wstrętny Stalin ''ukradł rewolucję'' ewentualnie szlachetnego idealistę i wizjonera zmuszonego przez reakcyjne kanalie i ''socjalzdrajców'' do zbudowania machiny terroru w obronie ''klasy pracującej'' przed ''białym terrorem''. Najlepszą odpowiedzią na tego typu złudzenia i brednie będzie taki zaczerpnięty zeń cytat :
''Obalenie burżuazji może być urzeczywistnione jedynie przez przeistoczenie się proletariatu w klasę panującą, zdolną do zduszenia nieuniknionego, rozpaczliwego oporu burżuazji oraz do zorganizowania dla nowego układu gospodarczego całego ogółu mas pracujących i wyzyskiwanych. Proletariatowi niezbędna jest władza państwowa, scentralizowana organizacja siły, organizacja przemocy, zarówno w celu złamania oporu wyzyskiwaczy, jak dla kierowania [ podkr. samego Lenina ] olbrzymią masą ludności: chłopstwem, drobnomieszczaństwem, półproletariuszami, przy „uruchomianiu” gospodarki socjalistycznej. [...] proletariatowi potrzebne jest państwo, jako specjalna organizacja przemocy przeciw burżuazji [...] A dyktatura proletariatu, tj. zorganizowanie się awangardy mas uciskanych w klasę panującą w celu zdławienia ciemięzców, nie może dać po prostu tylko rozszerzenia demokracji. Łącznie z olbrzymim rozszerzeniem demokratyzmu, po raz pierwszy stającego się demokratyzmem dla biedoty, demokratyzmem dla ludu, nie zaś demokratyzmem dla majętnych, dyktatura proletariatu wprowadza szereg wyłączeń z zasad wolności w stosunku do ciemiężycieli, wyzyskiwaczy, kapitalistów. Musimy ich zdławić, aby uwolnić ludzkość od niewoli najemnictwa, opór ich trzeba złamać siłą - rzecz jasna, że tam, gdzie jest dławienie, istnieje przemoc, nie ma wolności, nie ma demokracji. Engels wyraził to doskonale w liście do Bebla, powiedziawszy, jak to sobie czytelnik przypomina, że „proletariatowi potrzebne jest państwo nie w interesie wolności, lecz w celu zdławienia swoich przeciwników, a gdy będzie można mówić o wolności, państwa nie będzie”. Demokracja dla olbrzymiej większości ludu i zdławienie przemocą, tj. wyłączenie z demokracji wyzyskiwaczy, ciemiężycieli ludu - oto jaka jest przemiana demokracji w okresie przejściowym od kapitalizmu do komunizmu.''
- warto dodać, że słowa te pisane były jeszcze przed październikowym przewrotem, gdy ówczesna sytuacja i nieporadne represje jakie spadły na bolszewików po ich nieudanym lipcowym puczu nie usprawiedliwiały tak ostrych sformułowań, zresztą wypada żałować iż w tamtym czasie w Rosji na czele rządu stał nieudolny i pozbawiony wystarczającej woli Kiereński a nie znalazły się żadne inne siły zdolne z całą należytą wobec podobnej uzurpacji bezwzględnością powstrzymać nadchodzące nieszczęście, mówiąc wprost zabrakło wtedy Pinocheta - narażę się pewnie tym co teraz powiem, ale choć nie należę bynajmniej do jego bezkrytycznych chwalców, których niestety sporo na prawej scenie naszej sceny politycznej to jednak jeśli nawet prawdą jest iż jego siepacze stosowali tortury seksualne do których używali ponoć psów, wprawdzie słyszałem że to ściema, ale jeśli nawet powtarzam były one faktycznie stosowane wobec moskiewsko-kubańskich sługusów [ wyłączam z tego rzecz jasna niewinne apolityczne ofiary, które naraziły się osobiście generałom jakie zapewne były ] to wielka szkoda, że i w tamtych warunkach nie pojawił się ktoś kto całą tą bolszewicką zgraję z Leninem na czele nie potraktował tak jak oni później innych jeszcze przy tym nieodwracalnie uszkadzając im odbyty za pomocą psich a najlepiej oślich kutasów ! Prawo do wypowiadania takich anatem dają mi niezliczone ofiary spowodowane monstrualną głupotą tej kanalii, co dalej postaram się wykazać. Otóż nasz Wołodia - co godne uwagi zwłaszcza antykorporacyjnych alterglobalistów szukających w jego i spółki Marks&Engels pismach inspiracji - widział w ślad za swymi mistrzami właśnie szansę w nowej, monopolistycznej i imperialistycznej fazie kapitalizmu, jak to ujął dobitnie Fryc : ''W trustach [ dzisiaj powiedzielibyśmy : korporacjach ] wolna konkurencja przechodzi w monopol, a bezplanowa produkcja społeczeństwa kapitalistycznego kapituluje przed planową produkcją nadciągającego społeczeństwa socjalistycznego'', przyszły komunistyczny ład miał wynikać z kapitalizmu, być poniekąd ''logiczną'' konsekwencją kierunku w którym zmierza jego rozwój tzn. dalszej centralizacji i globalizacji produkcji a raczej miało to przygotowywać warunki do rewolucyjnego skoku w komunizm, dlatego pod żadnym pozorem nie należało się temu sprzeciwiać ani ten proces powstrzymywać, myk miał polegać na czym innym - oddajmy głos niezrównanemu w topornym tłumaczeniu marksistowskich sofizmatów Włodikowi :
''Pewien dowcipny niemiecki socjaldemokrata, w ósmym dziesięcioleciu zeszłego wieku, nazwał pocztę wzorem gospodarki socjalistycznej. Jest to bardzo słuszne. Obecnie poczta stanowi gospodarstwo, zorganizowane według typu monopolu państwa kapitalistycznego. Imperializm przeistacza stopniowo wszystkie trusty w organizacje takiego typu. Nad „zwykłymi” pracownikami, którzy są zawaleni pracą i cierpią głód, stoi tu ta sama biurokracja burżuazyjna. Ale mechanizm gospodarki społecznej jest tu już gotowy. Obalić kapitalistów, zgnieść opór tych wyzyskiwaczy żelazną ręką uzbrojonych robotników, zdruzgotać machinę biurokratyczną współczesnego państwa - i oto mamy przed sobą uwolniony od „pasożyta”, znakomicie wyposażony pod względem technicznym mechanizm, który doskonale mogą uruchomić sami zjednoczeni robotnicy, wynajmując techników, dozorców, buchalterów, opłacając pracę ich wszystkich, podobnie jak wszystkich w ogóle urzędników „państwowych”, w wysokości zarobku robotnika.''
- Lenin podniecony swoimi masturbacyjnymi fantazjami przechodzi tutaj do porządku nad kwestią jak niby ma wyglądać ta ''demokratyczna kontrola'' robotników nad produkcją skoro jak to nawet zauważył Engels w przytoczonym przeze mnie w poprzednim wpisie artykule ''O autorytecie'' same wymogi nowoczesnego przemysłu niezależne od stosunków społecznych [ a więc danego ustroju ] powodują rosnącą specjalizację i istnienie hierarchicznej struktury koordynującej jej procesy - mówiąc wprost musi być k... jakiś szef czy kierownik a jego obieralność przez załogę danej fabryki i zależność od jej kaprysów nie sprzyja bynajmniej niezbędnej, wymuszonej przez samą naturę wielkoprzemysłowej produkcji dyscyplinie pracy [ zresztą wkrótce po bolszewickim przewrocie i Lenin obserwując opłakane w praktyce skutki tej ''pracowniczej demokracji'' rychło zastąpił ją ''jednoosobowym kierownictwem'' sprawowanym przez ''burżuazyjnych specjalistów'' a w końcu z braku innych, normalnych środków dyscyplinujących robotników po prostu terrorem i powszechną ''militaryzacją'' karzącą zwykłe spóźnienie się do pracy jak dezercję tzn. kulą w łeb ]. Problem wiedzy koniecznej do koordynowania tak złożonych zjawisk jak ogólnokrajowa gospodarka zbywa uwagą, że ''ewidencja pod tym względem i kontrola nad tym zostały niezwykle uproszczone przez kapitalizm, sprowadzone do zupełnie prostych, dla każdego piśmiennego człowieka dostępnych operacji nadzoru, zapisywania, znajomości czterech działań arytmetycznych i wydawania odpowiednich pokwitowań'' co zaowocowało później słynną ''kucharką mogącą rządzić państwem'' jak się jednak okazało nie jest ona do tego zdolna bowiem nie posiada np. znajomości języków obcych czy inteligencji niezbędnej w pracy jako dyplomata, natomiast umie za to dobrze obierać ziemniaki [ bynajmniej nie kpię - kiedy chodziłem do ''garów'' wsiowe ''bojcory'' nie raz uratowały mi tyłek pomagając obrać gar kartofli z czym sam nijak nie dałbym sobie rady bo gdy jako ''niedointeligent'' dłubałem się z jednym one w tym samym czasie kilkoma sprawnymi ruchami noża obrabiały z dziesięć za co im jestem dozgonnie wdzięczny ]. Ale pies pogrzebany jest jeszcze głębiej - sama wspomniana ''demokracja pracownicza'' to oksymoron, gdyż demokracja w jej mateczniku gdzie osiągnęła niemal doskonały i niedościgniony dotąd kształt czyli w starożytnych Atenach była możliwa - trzeba to wyraźnie podkreślić - dzięki niewolnictwu : to właśnie dzięki pracy niewolników i metojków [ takich jakby ''obywateli drugiej kategorii'' pozbawionych praw ] wykonywanej za wolnych obywateli miasta-państwa Aten mieli oni wystarczająco dużo wolnego czasu, który mogli przeznaczyć, poza rozrywkami i obrzędami religijnymi rzecz jasna, czy to na sprawowanie władzy czy choćby jej bezpośrednie i ciągłe kontrolowanie bez którego ustrój demokratyczny nie może się obyć jeśli ma nim być faktycznie. W świetle tego narzuca się oczywiście pytanie jak niby ma sprawować tą ''kontrolę nad procesem produkcji'' i to nie tylko na poziome swego zakładu, ale w skali całego kraju a może i globu robotnik zapierdalający po 8 czy nawet 10 godzin i marzący po tym, co najzupełniej naturalne, tylko o jakimś odpoczynku, aby zasiąść przed telewizorem ze szklanką piwa itp. - ? Postulowane w tym celu przez Kuronia i Modzelewskiego w ich ''Liście otwartym do partii'' wydzielenie ''w ramach ustawowego, płatnego czasu pracy pewnej ilości godzin tygodniowo na powszechną naukę robotników'' podczas których ''robotnicy zgrupowani w zespołach produkcyjnych, będą dyskutowali nad zgłoszonymi przez poszczególne partie wariantami planu gospodarczego kraju, zakładu, rejonu'' a ''przedstawiciele poszczególnych partii politycznych [ oczywiście tylko tych, które reprezentują robotników w projektowanej przez nich ''demokracji proletariackiej'' ], biorąc udział w godzinach nauki robotniczej, będą zbliżać klasę robotniczą do swoich programów, a jednocześnie zbliżać swoje programy do klasy robotniczej'' może budzić tylko śmiech - taa, już widzę tych ''uświadomionych robotników'' zażarcie dyskutujących o podziale swej wypracowanej w pocie czoła ''wartości dodatkowej'' i decydujących o ''celach, rozmiarach i kierunkach inwestycji, przeznaczeniu wydatków na świadczenia socjalne, służbę zdrowia, oświatę, naukę, kulturę'' etc., jednym słowem sprawujących ''władzę ekonomiczną, społeczną i polityczną w państwie'' : o ile ja znam obyczaje ''klasy pracującej'', a mam kilku ''sproletaryzowanych'' znajomych [ bez żadnej dla nich ujmy ] no i sam przecież wywodzę się z ''chłoporobotników'', to wołałaby ona raczej w tym czasie obalić kilka flaszek co bynajmniej nie budzi mojej pogardy bo nie jestem lewicowym świętoszkiem mającym jakieś wygórowane wymagania względem niej. Najśmieszniejsze, że ta autentyczna, niekłamana pogarda przebija właśnie z samego Lenina [ na jego przykładzie doskonale sprawdza się maksyma, że najgorszymi wrogami ludu są jego rzekomi ''przyjaciele'' ] - gość w ferworze udowadniania swojej [nie]świętej racji nie dostrzega nawet licznych sprzeczności w które co i rusz popada [ gdzie tu k... ta ''żelazna logika'' ? ], oto np. po powracających nieustannie niczym magiczne zaklęcia peanach na cześć ''hiperrobociarzy'' sprawujących już oczami jego wyobraźni ''hegemonię'' i ''żelazną wolą'' miażdżących wstrętne kapitalistyczne pijawki [ nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przy ich pisaniu musiał robić przerwy by zrobić sobie dobrze ] nagle niespodziewanie wyskakuje z jaśnie pańskimi fumami pod adresem rad robotniczych w których ''panowie ministrowie „socjalistyczni” okpiwają łatwowiernych kmiotków frazesami i rezolucjami'' i gdzie króluje ''rewolucyjno-demokratyczny frazes - dla ogłupiania wiejskich Maćków'' ! No to jakże, mógłby zapytać naiwny czytelnik, te głupie ''kmiotki'' i ''wsiowe Maćki'' mają sprawować tą nieszczęsna ''hegemonię'' zawiadując całym ''procesem produkcji'' skoro tak łatwo dają się dymać różnym ''socjalzdrajcom'' i innej burżuazyjnej kanalii ?! [ ale cicho sza, bo wyznawcy marksistowskiego polilogizmu już nam wytłumaczą, że mamy ''niewłaściwe klasowo pochodzenie'' - a więc i mózg pewnie - i to najlepiej kolbami, tak jak postulował jeden ''miszcz'' naszego noblisty i wieeelkiego poety, którego też kalać nie można ! ] A już apogeum absurdu osiąga, kiedy parę akapitów dalej stwierdza autorytatywnie z podniesionym miedzianym czołem :
'' My sami, robotnicy, zorganizujemy wielką wytwórczość [...] opierając się na swoim robotniczym doświadczeniu''
- k... mać, jacy ''MY'', co za ''robotnicze doświadczenie'' ?!? Jakie prawo ma mówić to ten bezczelny rosyjski szlachetka, który poza krótkim okresem prowadzonej na ''odpierdól się'' prawniczej praktyki w rodzinnej Samarze praktycznie nie skalał sobie rączek pracą i przez całe dorosłe życie był ''zawodowym rewolucjonistą'' czyli nierobem i bandytą, infantylnym gnojkiem rojącym w swym chorym, może już wówczas przeżartym syfilisem umyśle i płodzącym te grafomańskie, koślawe, zbrodnicze bzdety ! Ta ''obszarnicza pijawka'' na utrzymaniu mamusi i partii, niedojrzały megalomański bubek żyjący z ''krwawicy'' należących do niego pańszczyźnianych chłopów czy tego, co udało się członkom jego ideowej mafii wyrwać uczciwym ludziom albo datków wyżebranych cwaniactwem od frajerów - pytam się, jakie ''MY'' ?!
Na końcu tego steku bredni szczytujący już najwidoczniej w malignie Wołodia rozsnuwa przed nami wizję swego upragnionego proletariackiego raju :
'' Wszyscy obywatele stają się tutaj najemnymi pracownikami państwa, którym są uzbrojeni robotnicy. Wszyscy obywatele są pracownikami i robotnikami jednego ogólnoludowego „syndykatu” państwowego. Rzecz cała polega na tym, żeby pracowali jednakowo, ściśle przestrzegając norm pracy, i by zarobki były jednakie.[...] Kiedy większość ludu zacznie wykonywać samodzielnie i wszędzie taką ewidencję i taką kontrolę nad kapitalistami (zamienionymi teraz w pracowników) i nad panami inteligencikami, którzy zachowali kapitalistyczne narowy, wtedy kontrola taka stanie się rzeczywiście uniwersalna, powszechna, ogólnoludowa, wtedy w żaden sposób nie podobna będzie uchylić się od niej, „nie będzie się gdzie podziać”. Całe społeczeństwo będzie jednym biurem i jedną fabryką z równą normą pracy i płacy. [...] Od chwili, kiedy wszyscy członkowie społeczeństwa, albo chociażby ogromna ich większość, nauczyli się sami zarządzać państwem, sami sprawę tę wzięli w swoje ręce, „zorganizowali” kontrolę nad znikomą mniejszością kapitalistów, nad paniczykami, pragnącymi zachować narowy kapitalistyczne, nad robotnikami, których kapitalizm głęboko zdeprawował - od tej chwili zaczyna znikać potrzeba jakiegokolwiek zarządzania w ogóle. [...] Albowiem, kiedy wszyscy nauczą się zarządzać i w rzeczy samej będą samodzielnie zarządzali produkcją społeczną, samodzielnie wykonywali ewidencję i kontrolę nad darmozjadami, paniczykami, oszustami i podobnymi im „opiekunami tradycyj kapitalizmu” - wówczas uchylanie się od tej ogólnoludowej ewidencji i kontroli stanie się siłą rzeczy tak niesłychanie trudne, tak rzadkim będzie wyjątkiem, pociągać będzie, prawdopodobnie, tak szybką i poważną karę (bo uzbrojeni robotnicy to ludzie praktycznego życia, a nie sentymentalne inteligenciki, i jest rzeczą wątpliwą, czy pozwolą kpić z siebie), że konieczność przestrzegania elementarnych, zasadniczych norm wszelkiego współżycia ludzkiego bardzo prędko stanie się przyzwyczajeniem.''
- od tych słów wieje przenikliwy ziąb chyba z samego dna piekła... W porównaniu z tą monstrualną manufakturą szczęśliwych niewolników, wszechogarniającym światowym kołchozem, ziemskim ogrodem koncentracyjnym dla cierpiących na pracofilię humanoidów nawet nasza marna, pełna banalnej krzątaniny, żenady i szczurzego strachu przed śmiercią egzystencja wygląda zachęcająco a nawet radośnie ! Nic mnie nie obchodzi, że dla Lenina ta ''fabryczna dyscyplina [...] nie jest bynajmniej ani naszym ideałem, ani naszym celem ostatecznym, lecz jedynie szczeblem, niezbędnym do radykalnego oczyszczenia społeczeństwa od nikczemności i ohydy wyzysku kapitalistycznego i do dalszego pochodu naprzód'' - to on właśnie był ''sentymentalnym inteligencikiem'' [ co bynajmniej nie wyklucza okrucieństwa ] kiedy roił, że ''ludzie oswobodzeni od kapitalistycznej niewoli, od niezliczonych okropności, potworności, niedorzeczności, nikczemności wyzysku kapitalistycznego, przywykną stopniowo do przestrzegania elementarnych, od wieków znanych, w ciągu tysiącleci powtarzanych we wszystkich przepisach, reguł współżycia, przestrzegania ich bez używania przemocy, bez przymusu, bez podlegania, bez specjalnego aparatu do przymuszania, który nazywa się państwem'' bowiem ''jedynie komunizm stwarza warunki, w których państwo staje się zupełnie zbędne, gdyż nie ma kogo dławić, - „nie ma kogo” w sensie Masy, w sensie systematycznej walki z określoną częścią ludności. Nie jesteśmy utopistami i bynajmniej nie negujemy możliwości i nieuchronności ekscesów poszczególnych jednostek, jak również konieczności tłumienia takich ekscesów. Ale, po pierwsze, do tego nie jest potrzebna specjalna machina, specjalny aparat dławienia, czynić to będzie sam uzbrojony lud z taką samą prostotą i łatwością, z jaką każde skupisko ludzi cywilizowanych, nawet w dzisiejszym społeczeństwie, rozłącza uczestników bójki lub nie dopuszcza do gwałtu nad kobietą. Po wtóre, wiemy, że podstawową przyczyną społeczną ekscesów, polegających na pogwałceniu zasad współżycia, jest wyzysk mas, ich ubóstwo i nędza. Wraz z usunięciem tej głównej przyczyny, ekscesy siłą rzeczy zaczną „obumierać”. Nie wiemy, jak szybko i w jakiej kolejności, ale wiemy, że zanikać będą'' - co de facto jest przyznaniem, że ''dyktatura proletariatu'' miała pełnić dlań rolę jakieś gigantycznej auto-tresury, okazało się jednak, że rewolucyjną przemoc trzeba było skierować właśnie przeciw ''klasom uciskanym'' bo to przede wszystkim chłopi i robotnicy, a nie ''biali'' generałowie, a także przedstawiciele pozaeuropejskich, skolonizowanych przez Rosję nacji stawili opór bolszewickiej tyranii : wystarczy wspomnieć, że tylko na pocz. lat 20-ych podczas tłumienia wewnętrznych buntów zginęło blisko ćwierć miliona czerwonoarmistów, największym z nich wówczas było powstanie w guberni tambowskiej w pacyfikacji którego Tuchaczewski posunął się do użycia gazów bojowych i zaganiania cywilnej ludności do obozów koncentracyjnych [ walki na Syberii trwały zaś do poł. lat 20-ych a w Azji nawet jeszcze 30-ych ]. Jak więc widać komunizmu nie da się obronić nawet na jego własnych zasadach : dążenie do usunięcie państwa i przemocy zaowocowało niespotykaną w historii tyranią i terrorem, zniesienie wyzysku człowieka przez człowieka zastąpiono natomiast jeszcze straszniejszym wyzyskiem człowieka przez wszystkożerne, nienasycone państwo z nazwy ''ludowe'' ale faktycznie należące do kasty czynowników, partyjnych biurokratów coraz bardziej alienujących się od tych, których rzekomo mieli reprezentować i nad którymi sprawowali bezwzględną kontrolę w imię odsuwanego na ''święty nigdy'' nierealnego celu [ żadne nędzne wymówki w rodzaju ''stalinizmu'', ''kapitalistycznego okrążenia'' czy ''zaostrzania się walki w ramach postępu'' coś tam-coś tam tego nie usprawiedliwiają ]. Najgorsze zaś, że mimo oczywistego bankructwa doktryny opartej na fałszywych założeniach wciąż znajdują się nowe zastępy naiwniaków i potencjalnych morderców, którzy żerując na rzeczywistych czy urojonych mankamentach kapitalizmu widzą w tej kupie łajna złoto i przekonują że ''to nie tak'', ''mogło być inaczej'' itd. Dość mam tych kwaśnych, toksycznych pierdów wprost z cuchnącej, wypełnionej gazami czaszki Lenina, dlatego wołam - jeśli nie możemy już niestety wymierzyć mu sprawiedliwości to przynajmniej wydajmy jego mumię na pastwę nekrofilów !
Ponieważ widzę, że mimowiednie sprokurowałem kolejny wpis-monstrum gabarytami przypominający jakąś antyleninowską Godżillę więc tylko pokrótce zauważę iż co się tyczy wspomnianych wyżej rodzimych ''leninków'' Kuronia i Modzelewskiego, że praktyczna realizacja pomysłów tych ''humanistów'' zawartych w ich ''Liście otwartym do partii'' doprowadziłaby do lokalnej wersji ''rewolucji kulturalnej'' z właściwymi jej rzezią i zbrodniczym chaosem, gdyż postulowali tam min. ''militaryzację proletariatu'' oraz ''demokrację robotniczą'' [ ograniczoną właśnie tylko do stronnictw reprezentujących ''klasę pracującą'' bowiem jako ''przodująca'' reprezentuje właściwie wszystkie pozostałe i bez jej ''emancypacji'' nie jest możliwe ich wyzwolenie - ''logiczne'', nie ? ] nie zaprzątając sobie przy tym głowy, że tym samym powstaje z jednej strony niebezpieczeństwo terroryzowania przez uzbrojonych robotników pozostałych warstw społeczeństwa a z drugiej walka stronnictw politycznych choćby tylko w obrębie ''proletariatu'' wyposażonego w broń z samej militarystycznej i doktrynerskiej natury marksizmu musi doprowadzić do wojny domowej w której różne lewicowe sekty będą się wyniszczać za pomocą swych bojówek, milicji robotniczych tak właśnie jak to miało miejsce mniej więcej w tym samym czasie w Chinach, gdy maoistowscy hunwejbini, studenci i robotnicy, rychło podzielili się na wzajem zwalczające się zaciekle stronnictwa, na początku za pomocą pięści, noży i kamieni, później karabinów maszynowych a w końcu czołgów, dział przeciwpancernych a nawet samolotów i okrętów wojennych bo na taką skalę się to odbywało. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś złudzenia co do ''opozycyjności'' czy, o zgrozo, ''patriotyzmu'' Kuronia powinien przeczytać poświęcony mu świetny tekst Jacka Bartyzela - nie wierzę tylko w lustracyjną niewinność przyjaciela profesora Leszka Moczulskiego, dlatego radzę raczej pominąć początkowy poświęcony mu fragment, wkradła się tam też drobna nieścisłość : Kuroń nie tyle postulował ''czuwanie ''straży robotniczej'' nad wyrzutniami rakietowymi, umieszczonymi w zakładach przemysłowych'' ile prowadzenie w pozostawionych ''ze względów technicznych'' specjalnych jednostkach wojskowych [ rakietowych, lotnictwie, flocie etc. ] rekrutacji doń robotników z ''wielkich zakładów przemysłowych którzy przez czas służby wojskowej powinni zachowywać związek ze swą załogą, oraz wszelkie prawa robotników'', no chyba że pan Bartyzel usłyszał to z ust samego miszcza będącego zapewne pod wpływem ''herbaty'' ze swojego słynnego termosu. Oburzonym tym szkalowaniem w ich oczach ''św. Jacka'', który przecież ''tyle wycierpiał'' chciałbym przypomnieć, że taki Świtoń wycierpiał jeszcze więcej czy to jednak znaczy, że nie mogę go krytykować i muszę przymykać oko na jego ekscesy ? Na szczęście Kuroń jako materialista rozproszył się bezpowrotnie we Wszechświecie egzystując jedynie jako wspomnienie wśród swoich coraz bardziej zidiociałych akolitów, choć zadając się pod koniec życia z Debillamą być może będzie mógł liczyć na łaskę reinkarnacji ? [ wprawdzie dla każdego prawdziwego buddysty nie jest to bynajmniej pocieszająca perspektywa, ale to już insza inszość ] Ale jako kto - złota rybka ? A może jest możliwe odrodzenie się jako tylko pewna część ciała ? Patrząc na spracowane od wchłoniętych w pocie czoła trunków oblicze naszego ''świeckiego świętego'' myślę, że najodpowiedniejsza tutaj byłaby dupa pawiana... [ Czekam na listy protestacyjne z ''GW'' przeciwko tym'' nikczemnym, faszystowskim kalumniom''. ]
...dodam tylko na koniec, że następny wpis zamierzam poświęcić innemu wybitnemu przedstawicielowi socjalizmu, tym razem narodowego, ukrywającemu się pod pseudonimem A.H. ... Tak jak ten dedykowany jest ''burżuazyjnym anarchistom'' z ''Kretynyki'' i inszej neobolszewickiej chorobie skórnej, tak następny wszelakim NOP-owcom i fasziolom od Danka brandzlującym się ''euroazjatyzmami'' i ''trzeciopozycjonizmami'' [ a co to za pozycja ? - Wisłocka nic o tym nie wspominała ] i piejącym peany na cześć Kim Dzong Ila bo zamiast żreć McDonaldowe gówno w żydowskim kapitaliźmie ludzie pod jego rządami byli na zdrowej, głodowej diecie robotników przymusowych i więźniów obozów koncentracyjnych. Hail !
środa, 11 stycznia 2012
środa, 21 września 2011
''Empatia nie pomoże rewolucji''
- powyższe stwierdzenie pada w dyskusji pod wpisem na stronie rodzimych maoistów [ jak to kuriozalnie brzmi ! ] : dziękujemy za szczerość. Dedykuję je wszystkim lewicowym neofitom na których coraz częściej niestety się natykam [ to jakaś epidemia ? ] a którzy gorliwie przekonują mnie, że ''socjalizm to ujmowanie się za biednymi, pokrzywdzonymi, wykluczonymi'' itd. - ilekroć słyszę coś takiego chce mi się śmiać i to bynajmniej nie dlatego abym miał coś przeciwko tej szlachetnej przecież etycznej intencji [ na własny użytek nazywam to ''zlaicyzowanym chrześcijaństwem'' ], tym bardziej że jakby nie było sam zaliczam się do tych całych ''wykluczonych'', natomiast moją wesołość a nawet złośliwy cokolwiek grymas budzi komedia pomyłek, ironia jaka tu występuje : sorry chłopcy, ale niewłaściwie ulokowaliście swoje wzniosłe uczucia, macie rogi jak stąd do koziej d..., zaślepieni żarliwym rewolucjonizmem widzicie anioła w starej k... a nawet gorzej, znajdujecie się w sytuacji obłąkanego twórcy tak kapitalnie granego w ''Lśnieniu'' przez Nicholsona, któremu w majakach wydaje się, że całuje piękną kobietę po czym z przerażeniem odkrywa iż obejmuje rozkładającego się żywego trupa. Niestety, ale w tej doktrynie o co innego biega - aby się o tym przekonać wystarczy sięgnąć do źródła czyli wczesnych pism Marksa, gdzie następuje ''odkrycie'' proletariatu, konkretnie ''Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa'', zacytujmy :
''Gdzie tedy jest pozytywna możliwość emancypacji Niemiec?
Odpowiedź: w powstaniu klasy okutej w kajdany radykalne, klasy społeczeństwa obywatelskiego, która wcale nie jest klasą tego społeczeństwa; stanu, który oznacza rozkład wszystkich stanów; warstwy, która ma charakter uniwersalny przez swe uniwersalne cierpienia i nie rości sobie pretensji do żadnych praw szczególnych, dlatego że w stosunku do niej dokonuje się nie jakieś poszczególne bezprawie, lecz bezprawie w ogóle [ ... ] która wreszcie nie może wyzwolić siebie, jeżeli nie wyzwoli się od wszystkich pozostałych warstw społeczeństwa, a tym samym nie wyzwoli również i wszystkich pozostałych warstw społeczeństwa; słowem, takiej warstwy, która stanowiąc całkowite zaprzepaszczenie człowieka, może odzyskać samą siebie tylko przez całkowite odzyskanie człowieka. Tym rozkładem społecznym w postaci odrębnego stanu jest proletariat. [ ... ]
Głosząc zniesienie dotychczasowego porządku świata, proletariat wypowiada tylko tajemnicę swego własnego istnienia, gdyż jest on faktycznym zniesieniem tego porządku świata. [ ... ] Jak filozofia znajduje w proletariacie swą broń materialną, tak proletariat znajduje w filozofii swą broń duchową, a gdy piorun myśli uderzy w głąb owej naiwnej jeszcze gleby ludowej, dokona się emancypacja Niemców - przemiana ich w ludzi. [ ... ] Jedynym możliwym w praktyce wyzwoleniem Niemiec jest wyzwolenie dokonujące się na podstawie tej teorii, która głosi, że najwyższą dla człowieka istotą jest człowiek. [ ... ] Emancypacja Niemca jest emancypacją człowieka. Głową tej emancypacji jest filozofia, jej sercem - proletariat. Filozofia nie może się urzeczywistnić bez zniesienia proletariatu, a proletariat nie może znieść siebie bez urzeczywistnienia filozofii.''
- jak widać wyraźnie z powyższego nie jest to efekt jakiejś empirycznej obserwacji [ do której zresztą w ówczesnych warunkach nie było nawet okazji, w tymże ustępie Karol sam zauważa, że póki co ''W Niemczech proletariat zaczyna dopiero powstawać wskutek rozwijającego się ruchu przemysłowego'' ], etycznego wstrząsu na widok nędzy i śmierci oraz pragnienia niesienia pomocy potrzebującym jakiego doznał np. Budda, lecz rezultatem procesu czysto intelektualnego lub by rzec ściślej - bo trudno nazwać ten bełkot logicznym - dialektycznego, te wszystkie hocki-klocki, przewrotki umysłowe upstrzone pompatycznymi metaforami, pełne taniej poezji są skutkiem całkowicie arbitralnego zastosowania heglowskiego schematu do zjawisk społecznych o których ''pan filozof'' nie miał kompletnie żadnego pojęcia, poniekąd tak Marksowi ''wyszło z obliczeń'' i tyle [ skądinąd nie mogę wyjść ze zdumienia jak tylu intelektualistów mogło się nabrać na takie g... - ? ] ''Proletariat'' jest tutaj jedynie narzędziem rewolucyjnego woluntaryzmu, szansą urzeczywistnienia ''nowego wspaniałego świata'' natomiast moralne oburzenie niesprawiedliwością jakiej doznaje nie odgrywa tu żadnej większej roli dominuje zaś chłodne, abstrakcyjne podejście bowiem ''nie biedota powstała w sposób żywiołowy stanowi proletariat, lecz biedota wytworzona sztucznie.'' Aby przekonać się że Marksowi obcy był jakikolwiek sentymentalizm wystarczy poznać jego stosunek do niewolnictwa [ list do Annienkowa z gr. 1846, gdzie wywodzi iż niewolnictwo jest ''kategorią ekonomiczną o doniosłym znaczeniu'' bo bez niego nie ma bawełny a bez niej nowoczesnego przemysłu zaś pozbawiona niewolników ''Ameryka Północna - naród najbardziej postępowy - zamieniłaby się w kraj patriarchalny'', barbarzyński ], kolonializmu [ choćby artykuł ''Rządy brytyjskie w Indiach'', gdzie zauważając nawet wszystkie towarzyszące im zbrodnie i nieprawości oceniał wszakże ich skutek jako pozytywny i cenę wartą zapłacenia bowiem mimowolnie wyrywały Hindusów z ''mroków średniowiecza'' w jakich wcześniej tkwili ] czy pracy dzieci [ której postulat całkowitego zniesienia oceniał wręcz jako ''reakcyjny'' ! ] nie wspominając już o jego niewątpliwym rasiźmie, szczególnie niechęci do Żydów w czym nie przeszkadzało wcale, że sam był jednym z nich... tu na pewno jego wczesny tekst ''W kwestii żydowskiej'' [ zwłaszcza druga część zawierająca takie smaczki : ''Jaka jest świecka podstawa żydostwa? Praktyczna potrzeba, własna korzyść. Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz. Otóż właśnie! Emancypacja od handlu i od pieniądza, a zatem od praktycznego, rzeczywistego żydostwa byłaby autoemancypacją naszych czasów. Taka organizacja społeczeństwa, która by usunęła przesłanki handlu, a więc i samą możliwość handlu, uniemożliwiłaby istnienie Żyda'' dlatego ''Emancypacja Żydów jest w swym ostatecznym znaczeniu emancypacją ludzkości od żydostwa.'' - skądinąd jest to jak najbardziej naturalny efekt materialistycznego tłumaczenia istnienia religii ], ale na szczególną uwagę w tym względzie zasługuje mało znane dziełko ''Pan Vogt'' [ t. XIV ''dzieł'' zebranych, rozd. X zwłaszcza str. 261 - 269 ] zawierające typowe dla antysemickich paszkwili numery jak rozważania na temat nosa niejakiego pana Levy'ego, ujawnianie PRAWDZIWYCH nazwisk czy zwroty typu ''paryska synagoga giełdowa'' itp., ciekawy jest też cały rozdział poświęcony lustracji agenturalnych powiązań rzeczonego Vogta...
Tyle jeśli chodzi o Marksa natomiast co się tyczy jego nieodłącznego towarzysza herr Engelsa polecam lekturę jego publicystyki z czasu ''Wiosny Ludów'' publikowaną na łamach ,,Neue Rheinishe Zeitung" [ ''Nowej Gazety Reńskiej'', której ówczesnym redaktorem był sam Karol ], zwłaszcza dwa artykuły : ''Walki na Węgrzech'' oraz ''Panslawizm demokratyczny'' - zaiste pouczające, działa jak kwas pruski na te komunały jakoby ''proletariat nie miał narodowości'' a nacjonalizm czy rasizm były całkowitym przeciwieństwem socjalizmu, aby nie być gołosłownym parę cytatów z tego ostatniego :
''Bolesne doświadczenie nauczyło ludzi, że „europejskie zbratanie ludów” stworzą nie puste frazesy i pobożne życzenia, lecz tylko radykalne rewolucje i krwawe boje; że chodzi nie o zbratanie wszystkich ludów europejskich pod jednym republikańskim sztandarem, lecz o sojusz ludów rewolucyjnych przeciw kontrrewolucyjnym, sojusz, którego nie tworzy się na papierze, a wykuwa się jedynie na polu bitwy. [ ... ]
''Na sentymentalne frazesy o braterstwie, oferowane nam tutaj w imieniu kontrrewolucyjnych narodów Europy, odpowiadamy, że nienawiść do Rosjan była i pozostaje główną rewolucyjną namiętnością Niemców, że od czasu rewolucji dołączyła się jeszcze nienawiść do Czechów i Chorwatów, i że wespół z Polakami i Madziarami możemy zabezpieczyć losy rewolucji tylko przez zastosowanie wobec tych słowiańskich ludów jak najbardziej zdecydowanego terroryzmu. Wiemy teraz, gdzie koncentrują się wrogowie rewolucji: w Rosji i w słowiańskich krajach Austrii; i żadne frazesy ani zapowiedzi jakiejś nieokreślonej demokratycznej przyszłości tych krajów nie powstrzymają nas od traktowania naszych wrogów jako wrogów.[ ... ] Wówczas walka, „nieubłagana walka na śmierć i życie” ze zdrajczynią rewolucji, Słowiańszczyzną; walka aż do wyniszczenia, bezwzględny terroryzm – nie w interesie Niemiec, lecz w interesie rewolucji!''
- doprawdy nie wiem co to za różnica dla ''małych słowiańskich narodzików'' wg określenia samego Engelsa czy są masakrowane w imię postępowych, demokratycznych Niemiec czy też zdobycia ''przestrzeni życiowej'' dla ''rasy germańskich nadludzi'' - ? Warto w tym miejscu dodać, że początkowo pozytywny, ale wynikający z czysto koniunkturalnych zapatrywań jego stosunek do Polaków zmienił się z czasem na korzyść Rosji... do końca żywota zachował jednak, jak na rasowego Fryca przystało pogardliwy stosunek do ''niższych, wschodnich nacji'', kto chce znajdzie w jego artykułach a zwłaszcza korespondencji pełno uwag o ''słowiańskim brudzie'' itp., w pierwszym z wyżej wymienionych tekstów nie pozostawiał też żadnych złudzeń co do ludobójczego charakteru mającej nadejść rewolucji :
''Najbliższa wojna światowa zmiecie z powierzchni ziemi nie tylko reakcyjne klasy i dynastie, lecz również całe reakcyjne narody. A to jest także postęp.''
- niecałe sto lat później pewien wybitny przywódca niemieckiego narodowego socjalizmu zacznie wcielać tą wizję w życie odnosząc przy tym niemałe sukcesy, myślę że Frycek byłby z niego dumny...
I w ten sposób dochodzimy do kluczowego w tym kontekście socjalistycznego zjeb..., przepraszam, ''myśliciela'' [ jakoś kurna nie mogę się powstrzymać przed wzięciem tego słowa w cudzysłów ] czyli Lenina a zwłaszcza jego bodaj najsłynniejszego utworu literackiego pt. ''Szto dziełat' '', gdzie wyłożył swoje postrzeganie relacji między ruchem robotniczym a partią i koncepcję jej organizacji na nowych zasadach - otóż inni marksiści np. Róża Luksemburg [ jak to kiedyś pięknie ujął poeta : ''Róża jest tylko różą, a Luksemburg luxemburgiem'' ] zarzucali mu ''blankizm'' tzn. rewolucyjny woluntaryzm w którym przewrót społeczny nie jest oddolnym i spontanicznym dziełem mas proletariatu lecz niewielkiej za to zdyscyplinowanej grupy spiskowców roszczących sobie prawo do występowania w imię tegoż ludu. Lenin zauważył jednak całkiem trzeźwo, że jakikolwiek autentyczny ruch robotniczy w krajach o najbardziej rozbudowanym przemyśle [ w czasach Marksa była to Wlk. Brytania, zaś Włodek Iljicz miał już okazję obserwować przemieszczenie się epicentrum kapitalistycznego rozwoju w Europie do post-bismarck'sowskich Niemiec ] wraz z biegiem czasu i nabywaniem przezeń różnych uprawnień a także polepszaniem kondycji materialnej samych proletariuszy nabiera nieuchronnie ''rewizjonistycznego'' charakteru tzn. rezygnuje z rewolucyjnych postulatów i retoryki odsuwając upragniony cel socjalistów, komunizm, nowy porządek społeczny powstały wskutek przewrotu poza ''horyzont historii''. Mówiąc wprost przyszły ''wódz światowego proletariatu'' spostrzegł z oślepiającą jasnością, że jeśli zostawi się robolom wolną rękę w tej sprawie to nigdy nie zrobią rewolucji bowiem kiedy urządzają strajki czy nawet zadymy w obronie swoich praw to nie dlatego bynajmniej jak to uważają wszelkiej maści naiwni lewacy ale też niestety korwinowskie KoLiby aby walczyć z ''sytemem'' lecz o swoje miejsce w systemie [ kapitalistycznym ] chcąc jak najwięcej od niego wyszarpać - ze stricte lewicowego punktu widzenia każdy prol jest potencjalnym ''burżujem'' : też chce mieć godną płacę, jakiś domek, samochód etc. i w d... ma ''rewolucję światową'' itp. mrzonki zbuntowanych inteligentów. Innymi słowy socjalizm nigdy nie był ''świadomością klasową'' robotników ale wg słów samego Lenina ''czymś z zewnątrz wniesionym do walki klasowej proletariatu, a nie czymś powstałym z niej żywiołowo'' oraz ''wypracowanym przez wykształconych przedstawicieli klas posiadających, przez inteligencję'' dlatego cel przyszłej partii stojącej na straży teoretycznego puryzmu ''naukowego socjalizmu'' definiował właśnie jako ''zaciekłą walkę z żywiołowością'' bowiem ''żywiołowy rozwój ruchu robotniczego zmierza ku poddaniu go ideologii burżuazyjnej'' a więc w ostateczności ''zupełnego wyrzeczenia się socjalizmu'' [ !!! ] Dosadniej ujął to tylko przewodniczący Mao [ ps. Wielki Sternik ] w swoim niepowtarzalnym, poetyckim stylu przemawiając podczas zjazdu komuszych partii z okazji okrągłej rocznicy październikowego przewrotu w Moskwie w '57 r. : ''Ludzie mówią, że bieda jest zła, ale w rzeczywistości jest dobra. Im ludzie są biedniejsi, tym silniejsze rewolucyjne nastroje. Wizja powszechnego bogactwa jest koszmarem [ ... ] Nadwyżka kalorii sprawi, że ludzie będą mieli po dwie głowy i cztery nogi.'' - ...
Powyższe uwagi rzucają światło na pewien paradoks totalitarnych XX-wiecznych ruchów politycznych : tak jak naziole powinni sami posłać się pierwsi do gazu bo który z nich był aryjskim blondynem [ może kurdupel i kuternoga Goebbels, opasły Goring czy wyglądający jak typowy żydowski inteligent Himmler, o samym Adolfie nie wspominając - ? ] tak również komuniści winni siebie samych na początku wystrzelać bowiem byli bandą parszywych wyzyskiwaczy, kapitalistów, arystokratów, duchownych wszelkich wyznań etc. począwszy od samego Marksa, burżuja do szpiku kości niesłychanie dumnego z posiadania błękitnokrwistej małżonki, który przez całe dorosłe życie tonął w długach nie dlatego bynajmniej iż jako prześladowany rewolucjonista ledwo mógł związać koniec z końcem lecz ponieważ żył ponad stan [ wynajmowana chata, prawdziwy pałac w najlepszej dzielnicy, obowiązkowe lekcje baletu i śpiewu dla córeczek, wakacje w luksusowych kurortach, wyborne wina - skądinąd kapitalny sposób kuracji, itd. ] zaś wszystko to finansowane z kasy którą Engels podkradał tatusiowi, wstrętnemu fabrykantowi bawełny [ pomijam już, że Frycek całkiem udatnie kręcił interesy natomiast Karol ze zmiennym szczęściem grał na giełdzie ] czy wspomniany wyżej Lenin, ohydny obszarnik, który potrafił wytoczyć proces swoim ubogim sąsiadom tylko dlatego, że śmieli wypasać krowy na jego ziemi, wieczny ''zawodowy rewolucjonista'' jaki poza krótkim okresem prawniczej praktyki w rodzinnej Samarze nie przepracował uczciwie praktycznie żadnego dnia, albo Trocki, syn ''kułaka'', bogatego żydowskiego chłopa [ owszem, istniała wtedy na Ukrainie taka grupa społeczna ] a zarazem jako entuzjasta kolektywizacji ich bezlitosny pogromca wyrzucający Stalinowi ''burżuazyjną recydywę'', gdy ten przymuszony ówczesnym straszliwym głodem na Ukrainie i w innych rejonach ZSRR łaskawie zgodził się zostawić niedobitym chłopom skromne działki przyzagrodowe aby kompletnie nie wyzdychali, czy może nasz - niestety - Dzierżyński, szlachcic pełną gębą, który do końca zachował pańskie maniery [ bo ten propagandowy szit o ''ascecie rewolucji'' można sobie w d... wsadzić ] wpierdalający kapłony i szparagi w czasie, gdy w ogarniętej rewolucją Rosji oszaleli z głodu ludzie wyjadali się wzajem, przyjeżdżający na Łubiankę aby podpisywać wyroki śmierci wprost z polowań z chartami, nie wspominając już o niedoszłym księdzu Josifie Wissarionowiczu... dlatego zredagowany przezeń osobiście ''Krótki kurs historii WKPb'' niebezpiecznie przypomina katechizm zaś i samemu Stalinowi niejednokrotnie zdarzało się w przemówieniu przywołać biblijną metaforę [ wszystkim, którzy powyższy passus nazwą paszkwilem replikuję iż skoro można wypominać rasiście jego ''niearyjskie'' często pochodzenie to dlaczegóż by nie można i zastosować podobnej metody w stosunku do komunistów - co, teraz nagle ''uwarunkowania klasowe'' przestają mieć znaczenie ?! ]
Wracając do Lenina : niestety nie wyciągnął on najzupełniej logicznych wniosków ze swoich spostrzeżeń [ jakżeby zresztą mógł to uczynić skoro był dialektykiem ] lecz wzorem patrona tego typu ''myślenia'' Hegla uznał że ''tym gorzej dla faktów'' i skoro przeczą teorii trzeba w takim razie nagiąć je przymusem do jej wymagań boć przecież jest ''naukowa'' a więc ''nieomylna'' ! - jakie to skutki przyniosło nie będę się w tym miejscu rozpisywał bo mniej więcej wiadomo [ przynajmniej dopóki na arenę historii nie wejdzie kolejne pokolenie kompletnie odmóżdżone dzięki ''reformom'' min. Hall ]. Jeśli ktoś nadal uważa że przesadzam i również naginam fakty dla potrzeb swej interpretacji niechże przeczyta w takim razie artykuł francuskiego post-komunistycznego intelektualisty Etienne Balibara pt. ''Gewalt'' [ aby przekonać się u źródła, że przemoc jest integralnym elementem lewicowej doktryny i praktyki a nie tylko ''usprawiedliwioną reakcją'' na gwałt i nierówności społeczne ] czy tekst neobolszewika, niejakiego Dawida Okularczyka, straszny zaiste, zawierający w skondensowanej postaci całą typowo komunistyczną, bolszewicką pogardę dla zwykłego robotnika lub choćby krótki a treściwy manifest wspomnianych na wstępie maoistów - tych ostatnich, choć są pojebani, doceniam przynajmniej za szczerość, mają wszystko w piździe i nie muszą już przed nikim udawać, że faktycznie obchodzi ich los jakiegoś ''Pana Romana, który pracuje na budowie i nie ma za co kupić dziecku iPoda na pierwszą komunię'' i mogą wreszcie otwartym tekstem wyznać iż mają głęboko gdzieś ''tych wszystkich, którym podniesiono czynsze, których bezwzględnie eksmitowano na bruk albo przeniesiono z domów komunalnych do kontenerów'' oraz ze wstrętem spoglądają na ''wesołych pedałów, jakże okropnie napiętnowanych przez skinów z młodzieży małopolskiej'' bowiem uważają, że to wszystko ''arystokracja pracy'', która wespół z burżuazją bezczelnie wyzyskuje ''Trzeci Świat'' w którym tylko wg nich egzystuje autentyczny ''proletariat'' [ z podobnych chyba powodów publikowali jeszcze w swym ''rewizjonistycznym'', ''trockistowskim'' okresie na ''Lewicy bez cenzury'' różne kompromitujące dla lewicy - ale nie dla nich - teksty i nadal to kontynuują za co im w tym miejscu mimo wszystko dziękuję ]. Najlepszą może jednak ilustracją lewicowej hipokryzji w tym względzie niech będzie świeża jeszcze skucha ''burżuazyjnych anarchistów'' z ''Kretynyki Politycznej'' związana ze stosowaniem przez nich tzw. śmieciowych umów o pracę [ a więc tak potępianą przez nich ''prekaryzacją'' ! ] w swoim lokalu na ''Nowym Wspaniałym Świecie'', który skądinąd dostali za pół darmo od świętojebliwej ''bufetowej'' czyli Hani Gie-Waltz, a konkretnie decyzją jakiegoś byłego UPR-owca... Gwoli sprawiedliwości przytaczam ich odpowiedź - szczególnie polecam tam komentarze, nie da się ukryć jednakże, iż przypierdalający się do nich pan Orliński to niestety typowa ''gazetowybiórcza'' gnida [ mam prawo go tak nazywać przez to jak traktuje swych adwersarzy na blogu - patrz gdzieś w połowie dyskusji pod wpisem wybitnie chamska jazda pod adresem ''Kataryny'' ] kompletnie ślepa, jak to słusznie mu wytknięto, na stosowanie podobnych praktyk w jego redakcji [ a także ''Rzepie'', ''Wprost'' i wszędzie indziej ] natomiast portal z którego pochodzi powyższy ''donos'' na nich to jakieś anarchokomunistyczne ścierwo - wystarczy porównać ''Mać Pariadkę'' z dawnych, pięknych czasów ''dinozaurów okresu wypaczeń'' z ''Innym Światem'', mutacją pisma odzwierciedlającą obecną ''linię'' tego środowiska, którego nie da się czytać, tak to nudne i pompatyczne aż do zrzygu. Nie zmienia to oczywiście faktu, że cała sprawa mocno śmierdzi a obłuda jak widać nie jest, wbrew temu co lansują uporczywie media, tylko własnością prawej strony sceny politycznej.
Na okrutną ironię i paradoks zakrawa, że postulaty Marksa, który walczył [ przyznajmy mu to ] tak naprawdę o wyzwolenie od pracy [ jak słusznie zauważył : ''Królestwo wolności zaczyna się faktycznie dopiero tam, gdzie kończy się praca, którą dyktuje nędza i celowość zewnętrzna; leży więc ono z natury rzeczy poza sferą właściwej produkcji materialnej'' ] doczekały się materialnego spełnienia w postaci potwornych reżimów, które na swych sztandarach wypisały zbrodnicze hasła - ''kto nie pracuje ten nie je'' i ''arbeit macht frei''... Myślę jednak, że to nie były żadne ''błędy i wypaczenia'' bowiem, jak to wystarczająco już wykazałem, istotą socjalistycznej doktryny nigdy tak naprawdę nie była żadna ''sprawiedliwość'' [ nawet ''społeczna'' ] lecz, powtórzę to po raz setny bo nigdy dość, prometeizm czyli tytaniczna wizja Człowieka-Boga, Ludzkości która mocą swego rozumu i woli kreuje świat zaś te wszystkie moralne oburzenia i pomstowania na nierówność i nędzę były jedynie zasłoną dymną dla ''pożytecznych idiotów'', którzy jak widać do dzisiaj o zgrozo dają się na to nabierać, stosowanymi z takimi cynizmem i przebiegłością przez bolszewików w myśl dialektycznej zasady, że tayloryzm jest zły jako mechanizm wyzysku robotnika, ale doskonały jako ''socjalistyczna organizacja pracy'', strajki są użyteczne do rozsadzania kapitalistycznego systemu lecz po przejęciu przez komunistów władzy nagle okazują się ''kontrrewolucyjne'' oznaczając ''dezercję'' z ''frontu pracy'', którą należy bezwzględnie tępić itd. Stąd właśnie pochodzi ta ohydna fiksacja wszelkich totalizmów na punkcie PRACY jako jakiegoś ''bogoczłowieczego'' aktu stwarzania świata, który kazał tyranom zmuszać miliony nowoczesnych niewolników do zaharowywania się na śmierć na bezsensownych budowach, zdzierania rąk do krwi przy kopaniu kompletnie nikomu niepotrzebnych kanałów, wznoszenia absurdalnie wielkich fabryk na pustkowiach itd. Niech nie zwiedzie nas Marks odżegnujący się od utopijności słowami : ''Komunizm – czytamy w Ideologii niemieckiej – nie jest dla nas stanem, który należy wprowadzić, ani ideałem, którym miałaby się kierować rzeczywistość, my nazywamy komunizmem rzeczywisty ruch, który znosi stan obecny'', początkowy romantyczny woluntaryzm tkwił w jego myśli do końca mimo jej późniejszego pozytywistycznego poloru, doprawdy też nie wiem na czym miałoby polegać to przyszłe ''zrzeszenie producentów regulujących racjonalnie wymianę materii z przyrodą, poddających ją wspólnej kontroli'' lub postulowana przezeń ''społeczna własność środków produkcji'', choć i tak jak wspomniano wyżej stać go było w tej materii przynajmniej na pewien niuans całkiem obcy za to Engelsowi, który z właściwą rasowemu Frycowi prostacką dezynwolturą utożsamiał wolność z koniecznością - patrz choćby jego tekst ''O zasadzie autorytetu'', gdzie nie pozostawiał żadnych złudzeń iż w przyszłym socjalistycznym ustroju prol będzie musiał tak samo zapier...ć jak w kapitaliźmie gdyż takie są żelazne wymagania nowoczesnej produkcji przemysłowej całkowicie ''niezależne od stosunków społecznych'' panujących w danym momencie, albo pisząc : ''W trustach [ dzisiaj powiedzielibyśmy : korporacjach ] wolna konkurencja przechodzi w monopol, a bezplanowa produkcja społeczeństwa kapitalistycznego kapituluje przed planową produkcją nadciągającego społeczeństwa socjalistycznego'' [ - i co wy na to ''alterglobalistyczne'' zjeby ?! ] W niczym to jednak nie usprawiedliwia Marksa choćby i nie zdawał sobie sprawy z istniejących w jego doktrynie nierozwiązywalnych nawet ''dialektycznie'' sprzeczności bowiem konsekwencją XI tezy o Feuerbachu było iż stawały się w ten sposób poniekąd paroksyzmami historii : mówiąc wprost na gruncie marksistowskiego systemu nie jest możliwe spełnienie postulowanych przezeń celów i nie chodzi bynajmniej tu tylko o to, że nie sposób urzeczywistnić ''socjalistycznego raju'' dzięki krwawej rewolucji a więc cierpieniu i śmierci innych ludzi, choćby i ''wyzyskiwaczy'' [ niebagatelną rolę odgrywa tu też teoria ''walki klas'', która jest - jak to słusznie zauważył przywoływany wyżej Balibar - niczym innym jak przeniesieniem kategorii militarnych na grunt zjawisk społecznych z wszystkimi tego konsekwencjami ], rzecz tkwi głębiej w samej istocie, specyfice tej doktryny - cóż za przewrotność, dialektyka niczym gnostycki Uroboros pożera samą siebie ! [ zawsze ? ]
Najlepszą ilustracją tejże przewrotności i woluntaryzmu w kuriozalnej, groteskowej wręcz postaci niech będzie jeden z ostatnich tekstów Lenina powstały jako reakcja na krytykę jego socjaldemokratycznych adwersarzy co do niemożliwości zbudowania autentyczne socjalistycznego ustroju w tak zacofanym kraju jak ówczesna Rosja, oto pochodzące zeń takie smaczne zdanie :
''Jeśli do stworzenia socjalizmu potrzeba określonego poziomu kultury [ ... ], to czemu nie wolno nam zacząć najpierw od zdobycia w rewolucyjny sposób przesłanek tego określonego poziomu, a dopiero potem, opierając się na władzy robotniczo-chłopskiej i ustroju radzieckim, zabrać się do doganiania innych narodów.''
- innymi słowy skoro nie ma w Rosji warunków do przeprowadzenia rewolucji to należy rewolucyjnymi środkami te warunki stworzyć a więc coś co ma być skutkiem okazuje się tu przyczyną i to samego siebie ! - ... Nie ma sensu nawet próbować zastanawiać się nad tym bo wpadnie się wówczas w [a]logiczną czarną dziurę : doprawdy aż narzuca się w związku z tym satyryczny obrazek umieszczony wieki temu w ''Maci'', gdzie redakcja tegoż zacnego anarcholskiego periodyku przeprowadza seans spirytystyczny z ''wodzem rewolucji'' zadając mu tylko jedno, za to zasadnicze pytanie : ''I co Iljicz, nie wyszło ?'' a na to Lenin z chmur niczym Jahwe odpowiada w dymku - ''I ch..., że nie wyszło !'' - zaiste piękny i dosadny objaw ''nachuizmu'' czyli swoistej filozofii życiowej naszych wschodnich braci Słowian, zapewne jak widać przyświecającej początkom socjalizmu w Rosji...
I na koniec ostatnie nieporozumienie tyczące tych wszystkich ''teologii wyzwolenia'' jakoby można było pogodzić socjalizm z chrześcijaństwem boć przecież i tu i tu chodzi o to samo czyli sprawiedliwość, niesienie pomocy cierpiącym i ubogim itd. - najlepiej niemożność podobnej tożsamości i absolutne przeciwieństwo tych dróg ujął Dostojewski w alternatywie ''albo Bóg-Człowiek albo Człowiek-Bóg'', ale rzecz można przedstawić dosadniej : gdyby Chrystus faktycznie był ''pierwszym rewolucjonistą'' to zamiast umierać na krzyżu ofiarując się za grzechy innych stworzyłby z dziesięciu apostołów komórkę terrorystyczną albo zdyscyplinowaną partię na wzór bolszewicki, dokonałby przewrotu przejmując władzę nad Świątynią a nie tylko wypędzał z niej incydentalnie kupców, następnie zajebał wyzyskiwaczy-Saduceuszy i zgniłych liberałów-faryzeuszy, podpisał dla niepoznaki upokarzający pokój z Rzymianami [ tak jak Lenin w Brześciu z Niemcami ] po czym umocniwszy w międzyczasie terrorem swą władzę w Izraelu zaczął wysyłać odpowiednio przeszkolonych emisariuszy w tajnych misjach we wszystkie strony Imperium Romanum, aby za pomocą spisków, zamachów na jego dostojników z cesarzem na czele dążyć do jego destabilizacji a potem wznieciłby powszechną ''wojnę ludową'' wszystkich ciemiężonych przez Rzymian nacji doprowadzając do tegoż imperium upadku, wówczas zaś powołałby na jego gruzach krwawą teokrację szerzącą w najodleglejszych zakątkach świata czy to jawnie i brutalnie mieczem czy też podstępem przejmując ośrodki władzy świeckiej i religijnej ''rewolucyjne chrześcijaństwo'' - przedsmak tego czym taki ''mesjański komunizm'' mógł być dają ''Ustawy Kościoła Powszechnego'', osobliwy a straszny dokument programowy ''Gromad Ludu Polskiego'', pre-komunistycznej sekty powstałej wśród imigrantów po powstaniu listopadowym, polecam lekturę.
Najgorsze, że pisząc ten post towarzyszyło mi melancholijne poczucie daremności, bowiem lewicowcy to z reguły osoby infantylne, fantaści i konfabulanci [ właśnie przeczytana biografia Kapuścińskiego jest tego mimowolnym dowodem ] w swym fanatycznym zaślepieniu całkowicie odporni na jakiekolwiek racjonalne argumenty jak choćby wyżej przytoczone. Dlatego nie mam złudzeń, że robiłem to bardziej dla siebie aby na własne przynajmniej potrzeby obnażyć w końcu socjalistyczną obłudę, idiotyzm i bezczelną hipokryzję tych wszystkich ''miłośników ludu'' zachwalających nam ''szwecjalizm'' ew. Koreę Płn. jako niemal ''raje na ziemi''. A jeśli przy okazji tak się zdarzy jakimś cudem, że na ten mało komu znany blog zawita jednak lewicowiec, któremu będzie się chciało jeszcze to wszystko przeczytać i odblokuje to w jego mózgu jakąś klapkę... to tym lepiej.
Dobra, tyle na dzisiaj - idę jako wstrętny, bezlitosny prawicowiec wyjebać przynajmniej ze trzy rodziny na bruk, bo inaczej mi nie stanie, pa.
p.s. pozazdrościłem Nergalowi - chyba podrę publicznie ''Kapitał'' krzycząc : ''żryjcie to g... !''
''Gdzie tedy jest pozytywna możliwość emancypacji Niemiec?
Odpowiedź: w powstaniu klasy okutej w kajdany radykalne, klasy społeczeństwa obywatelskiego, która wcale nie jest klasą tego społeczeństwa; stanu, który oznacza rozkład wszystkich stanów; warstwy, która ma charakter uniwersalny przez swe uniwersalne cierpienia i nie rości sobie pretensji do żadnych praw szczególnych, dlatego że w stosunku do niej dokonuje się nie jakieś poszczególne bezprawie, lecz bezprawie w ogóle [ ... ] która wreszcie nie może wyzwolić siebie, jeżeli nie wyzwoli się od wszystkich pozostałych warstw społeczeństwa, a tym samym nie wyzwoli również i wszystkich pozostałych warstw społeczeństwa; słowem, takiej warstwy, która stanowiąc całkowite zaprzepaszczenie człowieka, może odzyskać samą siebie tylko przez całkowite odzyskanie człowieka. Tym rozkładem społecznym w postaci odrębnego stanu jest proletariat. [ ... ]
Głosząc zniesienie dotychczasowego porządku świata, proletariat wypowiada tylko tajemnicę swego własnego istnienia, gdyż jest on faktycznym zniesieniem tego porządku świata. [ ... ] Jak filozofia znajduje w proletariacie swą broń materialną, tak proletariat znajduje w filozofii swą broń duchową, a gdy piorun myśli uderzy w głąb owej naiwnej jeszcze gleby ludowej, dokona się emancypacja Niemców - przemiana ich w ludzi. [ ... ] Jedynym możliwym w praktyce wyzwoleniem Niemiec jest wyzwolenie dokonujące się na podstawie tej teorii, która głosi, że najwyższą dla człowieka istotą jest człowiek. [ ... ] Emancypacja Niemca jest emancypacją człowieka. Głową tej emancypacji jest filozofia, jej sercem - proletariat. Filozofia nie może się urzeczywistnić bez zniesienia proletariatu, a proletariat nie może znieść siebie bez urzeczywistnienia filozofii.''
- jak widać wyraźnie z powyższego nie jest to efekt jakiejś empirycznej obserwacji [ do której zresztą w ówczesnych warunkach nie było nawet okazji, w tymże ustępie Karol sam zauważa, że póki co ''W Niemczech proletariat zaczyna dopiero powstawać wskutek rozwijającego się ruchu przemysłowego'' ], etycznego wstrząsu na widok nędzy i śmierci oraz pragnienia niesienia pomocy potrzebującym jakiego doznał np. Budda, lecz rezultatem procesu czysto intelektualnego lub by rzec ściślej - bo trudno nazwać ten bełkot logicznym - dialektycznego, te wszystkie hocki-klocki, przewrotki umysłowe upstrzone pompatycznymi metaforami, pełne taniej poezji są skutkiem całkowicie arbitralnego zastosowania heglowskiego schematu do zjawisk społecznych o których ''pan filozof'' nie miał kompletnie żadnego pojęcia, poniekąd tak Marksowi ''wyszło z obliczeń'' i tyle [ skądinąd nie mogę wyjść ze zdumienia jak tylu intelektualistów mogło się nabrać na takie g... - ? ] ''Proletariat'' jest tutaj jedynie narzędziem rewolucyjnego woluntaryzmu, szansą urzeczywistnienia ''nowego wspaniałego świata'' natomiast moralne oburzenie niesprawiedliwością jakiej doznaje nie odgrywa tu żadnej większej roli dominuje zaś chłodne, abstrakcyjne podejście bowiem ''nie biedota powstała w sposób żywiołowy stanowi proletariat, lecz biedota wytworzona sztucznie.'' Aby przekonać się że Marksowi obcy był jakikolwiek sentymentalizm wystarczy poznać jego stosunek do niewolnictwa [ list do Annienkowa z gr. 1846, gdzie wywodzi iż niewolnictwo jest ''kategorią ekonomiczną o doniosłym znaczeniu'' bo bez niego nie ma bawełny a bez niej nowoczesnego przemysłu zaś pozbawiona niewolników ''Ameryka Północna - naród najbardziej postępowy - zamieniłaby się w kraj patriarchalny'', barbarzyński ], kolonializmu [ choćby artykuł ''Rządy brytyjskie w Indiach'', gdzie zauważając nawet wszystkie towarzyszące im zbrodnie i nieprawości oceniał wszakże ich skutek jako pozytywny i cenę wartą zapłacenia bowiem mimowolnie wyrywały Hindusów z ''mroków średniowiecza'' w jakich wcześniej tkwili ] czy pracy dzieci [ której postulat całkowitego zniesienia oceniał wręcz jako ''reakcyjny'' ! ] nie wspominając już o jego niewątpliwym rasiźmie, szczególnie niechęci do Żydów w czym nie przeszkadzało wcale, że sam był jednym z nich... tu na pewno jego wczesny tekst ''W kwestii żydowskiej'' [ zwłaszcza druga część zawierająca takie smaczki : ''Jaka jest świecka podstawa żydostwa? Praktyczna potrzeba, własna korzyść. Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz. Otóż właśnie! Emancypacja od handlu i od pieniądza, a zatem od praktycznego, rzeczywistego żydostwa byłaby autoemancypacją naszych czasów. Taka organizacja społeczeństwa, która by usunęła przesłanki handlu, a więc i samą możliwość handlu, uniemożliwiłaby istnienie Żyda'' dlatego ''Emancypacja Żydów jest w swym ostatecznym znaczeniu emancypacją ludzkości od żydostwa.'' - skądinąd jest to jak najbardziej naturalny efekt materialistycznego tłumaczenia istnienia religii ], ale na szczególną uwagę w tym względzie zasługuje mało znane dziełko ''Pan Vogt'' [ t. XIV ''dzieł'' zebranych, rozd. X zwłaszcza str. 261 - 269 ] zawierające typowe dla antysemickich paszkwili numery jak rozważania na temat nosa niejakiego pana Levy'ego, ujawnianie PRAWDZIWYCH nazwisk czy zwroty typu ''paryska synagoga giełdowa'' itp., ciekawy jest też cały rozdział poświęcony lustracji agenturalnych powiązań rzeczonego Vogta...
Tyle jeśli chodzi o Marksa natomiast co się tyczy jego nieodłącznego towarzysza herr Engelsa polecam lekturę jego publicystyki z czasu ''Wiosny Ludów'' publikowaną na łamach ,,Neue Rheinishe Zeitung" [ ''Nowej Gazety Reńskiej'', której ówczesnym redaktorem był sam Karol ], zwłaszcza dwa artykuły : ''Walki na Węgrzech'' oraz ''Panslawizm demokratyczny'' - zaiste pouczające, działa jak kwas pruski na te komunały jakoby ''proletariat nie miał narodowości'' a nacjonalizm czy rasizm były całkowitym przeciwieństwem socjalizmu, aby nie być gołosłownym parę cytatów z tego ostatniego :
''Bolesne doświadczenie nauczyło ludzi, że „europejskie zbratanie ludów” stworzą nie puste frazesy i pobożne życzenia, lecz tylko radykalne rewolucje i krwawe boje; że chodzi nie o zbratanie wszystkich ludów europejskich pod jednym republikańskim sztandarem, lecz o sojusz ludów rewolucyjnych przeciw kontrrewolucyjnym, sojusz, którego nie tworzy się na papierze, a wykuwa się jedynie na polu bitwy. [ ... ]
''Na sentymentalne frazesy o braterstwie, oferowane nam tutaj w imieniu kontrrewolucyjnych narodów Europy, odpowiadamy, że nienawiść do Rosjan była i pozostaje główną rewolucyjną namiętnością Niemców, że od czasu rewolucji dołączyła się jeszcze nienawiść do Czechów i Chorwatów, i że wespół z Polakami i Madziarami możemy zabezpieczyć losy rewolucji tylko przez zastosowanie wobec tych słowiańskich ludów jak najbardziej zdecydowanego terroryzmu. Wiemy teraz, gdzie koncentrują się wrogowie rewolucji: w Rosji i w słowiańskich krajach Austrii; i żadne frazesy ani zapowiedzi jakiejś nieokreślonej demokratycznej przyszłości tych krajów nie powstrzymają nas od traktowania naszych wrogów jako wrogów.[ ... ] Wówczas walka, „nieubłagana walka na śmierć i życie” ze zdrajczynią rewolucji, Słowiańszczyzną; walka aż do wyniszczenia, bezwzględny terroryzm – nie w interesie Niemiec, lecz w interesie rewolucji!''
- doprawdy nie wiem co to za różnica dla ''małych słowiańskich narodzików'' wg określenia samego Engelsa czy są masakrowane w imię postępowych, demokratycznych Niemiec czy też zdobycia ''przestrzeni życiowej'' dla ''rasy germańskich nadludzi'' - ? Warto w tym miejscu dodać, że początkowo pozytywny, ale wynikający z czysto koniunkturalnych zapatrywań jego stosunek do Polaków zmienił się z czasem na korzyść Rosji... do końca żywota zachował jednak, jak na rasowego Fryca przystało pogardliwy stosunek do ''niższych, wschodnich nacji'', kto chce znajdzie w jego artykułach a zwłaszcza korespondencji pełno uwag o ''słowiańskim brudzie'' itp., w pierwszym z wyżej wymienionych tekstów nie pozostawiał też żadnych złudzeń co do ludobójczego charakteru mającej nadejść rewolucji :
''Najbliższa wojna światowa zmiecie z powierzchni ziemi nie tylko reakcyjne klasy i dynastie, lecz również całe reakcyjne narody. A to jest także postęp.''
- niecałe sto lat później pewien wybitny przywódca niemieckiego narodowego socjalizmu zacznie wcielać tą wizję w życie odnosząc przy tym niemałe sukcesy, myślę że Frycek byłby z niego dumny...
I w ten sposób dochodzimy do kluczowego w tym kontekście socjalistycznego zjeb..., przepraszam, ''myśliciela'' [ jakoś kurna nie mogę się powstrzymać przed wzięciem tego słowa w cudzysłów ] czyli Lenina a zwłaszcza jego bodaj najsłynniejszego utworu literackiego pt. ''Szto dziełat' '', gdzie wyłożył swoje postrzeganie relacji między ruchem robotniczym a partią i koncepcję jej organizacji na nowych zasadach - otóż inni marksiści np. Róża Luksemburg [ jak to kiedyś pięknie ujął poeta : ''Róża jest tylko różą, a Luksemburg luxemburgiem'' ] zarzucali mu ''blankizm'' tzn. rewolucyjny woluntaryzm w którym przewrót społeczny nie jest oddolnym i spontanicznym dziełem mas proletariatu lecz niewielkiej za to zdyscyplinowanej grupy spiskowców roszczących sobie prawo do występowania w imię tegoż ludu. Lenin zauważył jednak całkiem trzeźwo, że jakikolwiek autentyczny ruch robotniczy w krajach o najbardziej rozbudowanym przemyśle [ w czasach Marksa była to Wlk. Brytania, zaś Włodek Iljicz miał już okazję obserwować przemieszczenie się epicentrum kapitalistycznego rozwoju w Europie do post-bismarck'sowskich Niemiec ] wraz z biegiem czasu i nabywaniem przezeń różnych uprawnień a także polepszaniem kondycji materialnej samych proletariuszy nabiera nieuchronnie ''rewizjonistycznego'' charakteru tzn. rezygnuje z rewolucyjnych postulatów i retoryki odsuwając upragniony cel socjalistów, komunizm, nowy porządek społeczny powstały wskutek przewrotu poza ''horyzont historii''. Mówiąc wprost przyszły ''wódz światowego proletariatu'' spostrzegł z oślepiającą jasnością, że jeśli zostawi się robolom wolną rękę w tej sprawie to nigdy nie zrobią rewolucji bowiem kiedy urządzają strajki czy nawet zadymy w obronie swoich praw to nie dlatego bynajmniej jak to uważają wszelkiej maści naiwni lewacy ale też niestety korwinowskie KoLiby aby walczyć z ''sytemem'' lecz o swoje miejsce w systemie [ kapitalistycznym ] chcąc jak najwięcej od niego wyszarpać - ze stricte lewicowego punktu widzenia każdy prol jest potencjalnym ''burżujem'' : też chce mieć godną płacę, jakiś domek, samochód etc. i w d... ma ''rewolucję światową'' itp. mrzonki zbuntowanych inteligentów. Innymi słowy socjalizm nigdy nie był ''świadomością klasową'' robotników ale wg słów samego Lenina ''czymś z zewnątrz wniesionym do walki klasowej proletariatu, a nie czymś powstałym z niej żywiołowo'' oraz ''wypracowanym przez wykształconych przedstawicieli klas posiadających, przez inteligencję'' dlatego cel przyszłej partii stojącej na straży teoretycznego puryzmu ''naukowego socjalizmu'' definiował właśnie jako ''zaciekłą walkę z żywiołowością'' bowiem ''żywiołowy rozwój ruchu robotniczego zmierza ku poddaniu go ideologii burżuazyjnej'' a więc w ostateczności ''zupełnego wyrzeczenia się socjalizmu'' [ !!! ] Dosadniej ujął to tylko przewodniczący Mao [ ps. Wielki Sternik ] w swoim niepowtarzalnym, poetyckim stylu przemawiając podczas zjazdu komuszych partii z okazji okrągłej rocznicy październikowego przewrotu w Moskwie w '57 r. : ''Ludzie mówią, że bieda jest zła, ale w rzeczywistości jest dobra. Im ludzie są biedniejsi, tym silniejsze rewolucyjne nastroje. Wizja powszechnego bogactwa jest koszmarem [ ... ] Nadwyżka kalorii sprawi, że ludzie będą mieli po dwie głowy i cztery nogi.'' - ...
Powyższe uwagi rzucają światło na pewien paradoks totalitarnych XX-wiecznych ruchów politycznych : tak jak naziole powinni sami posłać się pierwsi do gazu bo który z nich był aryjskim blondynem [ może kurdupel i kuternoga Goebbels, opasły Goring czy wyglądający jak typowy żydowski inteligent Himmler, o samym Adolfie nie wspominając - ? ] tak również komuniści winni siebie samych na początku wystrzelać bowiem byli bandą parszywych wyzyskiwaczy, kapitalistów, arystokratów, duchownych wszelkich wyznań etc. począwszy od samego Marksa, burżuja do szpiku kości niesłychanie dumnego z posiadania błękitnokrwistej małżonki, który przez całe dorosłe życie tonął w długach nie dlatego bynajmniej iż jako prześladowany rewolucjonista ledwo mógł związać koniec z końcem lecz ponieważ żył ponad stan [ wynajmowana chata, prawdziwy pałac w najlepszej dzielnicy, obowiązkowe lekcje baletu i śpiewu dla córeczek, wakacje w luksusowych kurortach, wyborne wina - skądinąd kapitalny sposób kuracji, itd. ] zaś wszystko to finansowane z kasy którą Engels podkradał tatusiowi, wstrętnemu fabrykantowi bawełny [ pomijam już, że Frycek całkiem udatnie kręcił interesy natomiast Karol ze zmiennym szczęściem grał na giełdzie ] czy wspomniany wyżej Lenin, ohydny obszarnik, który potrafił wytoczyć proces swoim ubogim sąsiadom tylko dlatego, że śmieli wypasać krowy na jego ziemi, wieczny ''zawodowy rewolucjonista'' jaki poza krótkim okresem prawniczej praktyki w rodzinnej Samarze nie przepracował uczciwie praktycznie żadnego dnia, albo Trocki, syn ''kułaka'', bogatego żydowskiego chłopa [ owszem, istniała wtedy na Ukrainie taka grupa społeczna ] a zarazem jako entuzjasta kolektywizacji ich bezlitosny pogromca wyrzucający Stalinowi ''burżuazyjną recydywę'', gdy ten przymuszony ówczesnym straszliwym głodem na Ukrainie i w innych rejonach ZSRR łaskawie zgodził się zostawić niedobitym chłopom skromne działki przyzagrodowe aby kompletnie nie wyzdychali, czy może nasz - niestety - Dzierżyński, szlachcic pełną gębą, który do końca zachował pańskie maniery [ bo ten propagandowy szit o ''ascecie rewolucji'' można sobie w d... wsadzić ] wpierdalający kapłony i szparagi w czasie, gdy w ogarniętej rewolucją Rosji oszaleli z głodu ludzie wyjadali się wzajem, przyjeżdżający na Łubiankę aby podpisywać wyroki śmierci wprost z polowań z chartami, nie wspominając już o niedoszłym księdzu Josifie Wissarionowiczu... dlatego zredagowany przezeń osobiście ''Krótki kurs historii WKPb'' niebezpiecznie przypomina katechizm zaś i samemu Stalinowi niejednokrotnie zdarzało się w przemówieniu przywołać biblijną metaforę [ wszystkim, którzy powyższy passus nazwą paszkwilem replikuję iż skoro można wypominać rasiście jego ''niearyjskie'' często pochodzenie to dlaczegóż by nie można i zastosować podobnej metody w stosunku do komunistów - co, teraz nagle ''uwarunkowania klasowe'' przestają mieć znaczenie ?! ]
Wracając do Lenina : niestety nie wyciągnął on najzupełniej logicznych wniosków ze swoich spostrzeżeń [ jakżeby zresztą mógł to uczynić skoro był dialektykiem ] lecz wzorem patrona tego typu ''myślenia'' Hegla uznał że ''tym gorzej dla faktów'' i skoro przeczą teorii trzeba w takim razie nagiąć je przymusem do jej wymagań boć przecież jest ''naukowa'' a więc ''nieomylna'' ! - jakie to skutki przyniosło nie będę się w tym miejscu rozpisywał bo mniej więcej wiadomo [ przynajmniej dopóki na arenę historii nie wejdzie kolejne pokolenie kompletnie odmóżdżone dzięki ''reformom'' min. Hall ]. Jeśli ktoś nadal uważa że przesadzam i również naginam fakty dla potrzeb swej interpretacji niechże przeczyta w takim razie artykuł francuskiego post-komunistycznego intelektualisty Etienne Balibara pt. ''Gewalt'' [ aby przekonać się u źródła, że przemoc jest integralnym elementem lewicowej doktryny i praktyki a nie tylko ''usprawiedliwioną reakcją'' na gwałt i nierówności społeczne ] czy tekst neobolszewika, niejakiego Dawida Okularczyka, straszny zaiste, zawierający w skondensowanej postaci całą typowo komunistyczną, bolszewicką pogardę dla zwykłego robotnika lub choćby krótki a treściwy manifest wspomnianych na wstępie maoistów - tych ostatnich, choć są pojebani, doceniam przynajmniej za szczerość, mają wszystko w piździe i nie muszą już przed nikim udawać, że faktycznie obchodzi ich los jakiegoś ''Pana Romana, który pracuje na budowie i nie ma za co kupić dziecku iPoda na pierwszą komunię'' i mogą wreszcie otwartym tekstem wyznać iż mają głęboko gdzieś ''tych wszystkich, którym podniesiono czynsze, których bezwzględnie eksmitowano na bruk albo przeniesiono z domów komunalnych do kontenerów'' oraz ze wstrętem spoglądają na ''wesołych pedałów, jakże okropnie napiętnowanych przez skinów z młodzieży małopolskiej'' bowiem uważają, że to wszystko ''arystokracja pracy'', która wespół z burżuazją bezczelnie wyzyskuje ''Trzeci Świat'' w którym tylko wg nich egzystuje autentyczny ''proletariat'' [ z podobnych chyba powodów publikowali jeszcze w swym ''rewizjonistycznym'', ''trockistowskim'' okresie na ''Lewicy bez cenzury'' różne kompromitujące dla lewicy - ale nie dla nich - teksty i nadal to kontynuują za co im w tym miejscu mimo wszystko dziękuję ]. Najlepszą może jednak ilustracją lewicowej hipokryzji w tym względzie niech będzie świeża jeszcze skucha ''burżuazyjnych anarchistów'' z ''Kretynyki Politycznej'' związana ze stosowaniem przez nich tzw. śmieciowych umów o pracę [ a więc tak potępianą przez nich ''prekaryzacją'' ! ] w swoim lokalu na ''Nowym Wspaniałym Świecie'', który skądinąd dostali za pół darmo od świętojebliwej ''bufetowej'' czyli Hani Gie-Waltz, a konkretnie decyzją jakiegoś byłego UPR-owca... Gwoli sprawiedliwości przytaczam ich odpowiedź - szczególnie polecam tam komentarze, nie da się ukryć jednakże, iż przypierdalający się do nich pan Orliński to niestety typowa ''gazetowybiórcza'' gnida [ mam prawo go tak nazywać przez to jak traktuje swych adwersarzy na blogu - patrz gdzieś w połowie dyskusji pod wpisem wybitnie chamska jazda pod adresem ''Kataryny'' ] kompletnie ślepa, jak to słusznie mu wytknięto, na stosowanie podobnych praktyk w jego redakcji [ a także ''Rzepie'', ''Wprost'' i wszędzie indziej ] natomiast portal z którego pochodzi powyższy ''donos'' na nich to jakieś anarchokomunistyczne ścierwo - wystarczy porównać ''Mać Pariadkę'' z dawnych, pięknych czasów ''dinozaurów okresu wypaczeń'' z ''Innym Światem'', mutacją pisma odzwierciedlającą obecną ''linię'' tego środowiska, którego nie da się czytać, tak to nudne i pompatyczne aż do zrzygu. Nie zmienia to oczywiście faktu, że cała sprawa mocno śmierdzi a obłuda jak widać nie jest, wbrew temu co lansują uporczywie media, tylko własnością prawej strony sceny politycznej.
Na okrutną ironię i paradoks zakrawa, że postulaty Marksa, który walczył [ przyznajmy mu to ] tak naprawdę o wyzwolenie od pracy [ jak słusznie zauważył : ''Królestwo wolności zaczyna się faktycznie dopiero tam, gdzie kończy się praca, którą dyktuje nędza i celowość zewnętrzna; leży więc ono z natury rzeczy poza sferą właściwej produkcji materialnej'' ] doczekały się materialnego spełnienia w postaci potwornych reżimów, które na swych sztandarach wypisały zbrodnicze hasła - ''kto nie pracuje ten nie je'' i ''arbeit macht frei''... Myślę jednak, że to nie były żadne ''błędy i wypaczenia'' bowiem, jak to wystarczająco już wykazałem, istotą socjalistycznej doktryny nigdy tak naprawdę nie była żadna ''sprawiedliwość'' [ nawet ''społeczna'' ] lecz, powtórzę to po raz setny bo nigdy dość, prometeizm czyli tytaniczna wizja Człowieka-Boga, Ludzkości która mocą swego rozumu i woli kreuje świat zaś te wszystkie moralne oburzenia i pomstowania na nierówność i nędzę były jedynie zasłoną dymną dla ''pożytecznych idiotów'', którzy jak widać do dzisiaj o zgrozo dają się na to nabierać, stosowanymi z takimi cynizmem i przebiegłością przez bolszewików w myśl dialektycznej zasady, że tayloryzm jest zły jako mechanizm wyzysku robotnika, ale doskonały jako ''socjalistyczna organizacja pracy'', strajki są użyteczne do rozsadzania kapitalistycznego systemu lecz po przejęciu przez komunistów władzy nagle okazują się ''kontrrewolucyjne'' oznaczając ''dezercję'' z ''frontu pracy'', którą należy bezwzględnie tępić itd. Stąd właśnie pochodzi ta ohydna fiksacja wszelkich totalizmów na punkcie PRACY jako jakiegoś ''bogoczłowieczego'' aktu stwarzania świata, który kazał tyranom zmuszać miliony nowoczesnych niewolników do zaharowywania się na śmierć na bezsensownych budowach, zdzierania rąk do krwi przy kopaniu kompletnie nikomu niepotrzebnych kanałów, wznoszenia absurdalnie wielkich fabryk na pustkowiach itd. Niech nie zwiedzie nas Marks odżegnujący się od utopijności słowami : ''Komunizm – czytamy w Ideologii niemieckiej – nie jest dla nas stanem, który należy wprowadzić, ani ideałem, którym miałaby się kierować rzeczywistość, my nazywamy komunizmem rzeczywisty ruch, który znosi stan obecny'', początkowy romantyczny woluntaryzm tkwił w jego myśli do końca mimo jej późniejszego pozytywistycznego poloru, doprawdy też nie wiem na czym miałoby polegać to przyszłe ''zrzeszenie producentów regulujących racjonalnie wymianę materii z przyrodą, poddających ją wspólnej kontroli'' lub postulowana przezeń ''społeczna własność środków produkcji'', choć i tak jak wspomniano wyżej stać go było w tej materii przynajmniej na pewien niuans całkiem obcy za to Engelsowi, który z właściwą rasowemu Frycowi prostacką dezynwolturą utożsamiał wolność z koniecznością - patrz choćby jego tekst ''O zasadzie autorytetu'', gdzie nie pozostawiał żadnych złudzeń iż w przyszłym socjalistycznym ustroju prol będzie musiał tak samo zapier...ć jak w kapitaliźmie gdyż takie są żelazne wymagania nowoczesnej produkcji przemysłowej całkowicie ''niezależne od stosunków społecznych'' panujących w danym momencie, albo pisząc : ''W trustach [ dzisiaj powiedzielibyśmy : korporacjach ] wolna konkurencja przechodzi w monopol, a bezplanowa produkcja społeczeństwa kapitalistycznego kapituluje przed planową produkcją nadciągającego społeczeństwa socjalistycznego'' [ - i co wy na to ''alterglobalistyczne'' zjeby ?! ] W niczym to jednak nie usprawiedliwia Marksa choćby i nie zdawał sobie sprawy z istniejących w jego doktrynie nierozwiązywalnych nawet ''dialektycznie'' sprzeczności bowiem konsekwencją XI tezy o Feuerbachu było iż stawały się w ten sposób poniekąd paroksyzmami historii : mówiąc wprost na gruncie marksistowskiego systemu nie jest możliwe spełnienie postulowanych przezeń celów i nie chodzi bynajmniej tu tylko o to, że nie sposób urzeczywistnić ''socjalistycznego raju'' dzięki krwawej rewolucji a więc cierpieniu i śmierci innych ludzi, choćby i ''wyzyskiwaczy'' [ niebagatelną rolę odgrywa tu też teoria ''walki klas'', która jest - jak to słusznie zauważył przywoływany wyżej Balibar - niczym innym jak przeniesieniem kategorii militarnych na grunt zjawisk społecznych z wszystkimi tego konsekwencjami ], rzecz tkwi głębiej w samej istocie, specyfice tej doktryny - cóż za przewrotność, dialektyka niczym gnostycki Uroboros pożera samą siebie ! [ zawsze ? ]
Najlepszą ilustracją tejże przewrotności i woluntaryzmu w kuriozalnej, groteskowej wręcz postaci niech będzie jeden z ostatnich tekstów Lenina powstały jako reakcja na krytykę jego socjaldemokratycznych adwersarzy co do niemożliwości zbudowania autentyczne socjalistycznego ustroju w tak zacofanym kraju jak ówczesna Rosja, oto pochodzące zeń takie smaczne zdanie :
''Jeśli do stworzenia socjalizmu potrzeba określonego poziomu kultury [ ... ], to czemu nie wolno nam zacząć najpierw od zdobycia w rewolucyjny sposób przesłanek tego określonego poziomu, a dopiero potem, opierając się na władzy robotniczo-chłopskiej i ustroju radzieckim, zabrać się do doganiania innych narodów.''
- innymi słowy skoro nie ma w Rosji warunków do przeprowadzenia rewolucji to należy rewolucyjnymi środkami te warunki stworzyć a więc coś co ma być skutkiem okazuje się tu przyczyną i to samego siebie ! - ... Nie ma sensu nawet próbować zastanawiać się nad tym bo wpadnie się wówczas w [a]logiczną czarną dziurę : doprawdy aż narzuca się w związku z tym satyryczny obrazek umieszczony wieki temu w ''Maci'', gdzie redakcja tegoż zacnego anarcholskiego periodyku przeprowadza seans spirytystyczny z ''wodzem rewolucji'' zadając mu tylko jedno, za to zasadnicze pytanie : ''I co Iljicz, nie wyszło ?'' a na to Lenin z chmur niczym Jahwe odpowiada w dymku - ''I ch..., że nie wyszło !'' - zaiste piękny i dosadny objaw ''nachuizmu'' czyli swoistej filozofii życiowej naszych wschodnich braci Słowian, zapewne jak widać przyświecającej początkom socjalizmu w Rosji...
I na koniec ostatnie nieporozumienie tyczące tych wszystkich ''teologii wyzwolenia'' jakoby można było pogodzić socjalizm z chrześcijaństwem boć przecież i tu i tu chodzi o to samo czyli sprawiedliwość, niesienie pomocy cierpiącym i ubogim itd. - najlepiej niemożność podobnej tożsamości i absolutne przeciwieństwo tych dróg ujął Dostojewski w alternatywie ''albo Bóg-Człowiek albo Człowiek-Bóg'', ale rzecz można przedstawić dosadniej : gdyby Chrystus faktycznie był ''pierwszym rewolucjonistą'' to zamiast umierać na krzyżu ofiarując się za grzechy innych stworzyłby z dziesięciu apostołów komórkę terrorystyczną albo zdyscyplinowaną partię na wzór bolszewicki, dokonałby przewrotu przejmując władzę nad Świątynią a nie tylko wypędzał z niej incydentalnie kupców, następnie zajebał wyzyskiwaczy-Saduceuszy i zgniłych liberałów-faryzeuszy, podpisał dla niepoznaki upokarzający pokój z Rzymianami [ tak jak Lenin w Brześciu z Niemcami ] po czym umocniwszy w międzyczasie terrorem swą władzę w Izraelu zaczął wysyłać odpowiednio przeszkolonych emisariuszy w tajnych misjach we wszystkie strony Imperium Romanum, aby za pomocą spisków, zamachów na jego dostojników z cesarzem na czele dążyć do jego destabilizacji a potem wznieciłby powszechną ''wojnę ludową'' wszystkich ciemiężonych przez Rzymian nacji doprowadzając do tegoż imperium upadku, wówczas zaś powołałby na jego gruzach krwawą teokrację szerzącą w najodleglejszych zakątkach świata czy to jawnie i brutalnie mieczem czy też podstępem przejmując ośrodki władzy świeckiej i religijnej ''rewolucyjne chrześcijaństwo'' - przedsmak tego czym taki ''mesjański komunizm'' mógł być dają ''Ustawy Kościoła Powszechnego'', osobliwy a straszny dokument programowy ''Gromad Ludu Polskiego'', pre-komunistycznej sekty powstałej wśród imigrantów po powstaniu listopadowym, polecam lekturę.
Najgorsze, że pisząc ten post towarzyszyło mi melancholijne poczucie daremności, bowiem lewicowcy to z reguły osoby infantylne, fantaści i konfabulanci [ właśnie przeczytana biografia Kapuścińskiego jest tego mimowolnym dowodem ] w swym fanatycznym zaślepieniu całkowicie odporni na jakiekolwiek racjonalne argumenty jak choćby wyżej przytoczone. Dlatego nie mam złudzeń, że robiłem to bardziej dla siebie aby na własne przynajmniej potrzeby obnażyć w końcu socjalistyczną obłudę, idiotyzm i bezczelną hipokryzję tych wszystkich ''miłośników ludu'' zachwalających nam ''szwecjalizm'' ew. Koreę Płn. jako niemal ''raje na ziemi''. A jeśli przy okazji tak się zdarzy jakimś cudem, że na ten mało komu znany blog zawita jednak lewicowiec, któremu będzie się chciało jeszcze to wszystko przeczytać i odblokuje to w jego mózgu jakąś klapkę... to tym lepiej.
Dobra, tyle na dzisiaj - idę jako wstrętny, bezlitosny prawicowiec wyjebać przynajmniej ze trzy rodziny na bruk, bo inaczej mi nie stanie, pa.
p.s. pozazdrościłem Nergalowi - chyba podrę publicznie ''Kapitał'' krzycząc : ''żryjcie to g... !''
poniedziałek, 4 lipca 2011
Tak zwany ''pogrom''...
... czyli zły dotyk BB [ kto wie ten wie - nie napiszę wprost, bo PRL-owski art. 212 nadal obowiązujący w ''wolnej Polsce'' się kłania, jeszcze bym naruszył czyjś ważny ''interes'', choćby i ''społeczny'' a na to nie pozwala mi nieuleczalna ''homofobia'' ] : jak słyszę dziś mają się odbyć obchody kolejnej rocznicy komunistycznej zbrodni zwanej nie wiedzieć czemu ''pogromem kieleckim'' [ oczywiście w tej farsie bryluje niczym pirania w GW-nie znany kielecki molestator pan ''Żółtko'', szarlatan w przebraniu terapeuty, który z wmawiania innym urojonej winy uczynił sobie dochodowe zajęcie ] - cóż, jeśli wierzycie, że w ówczesnych warunkach, gdy Kielce pełne były uzbrojonych po zęby komunistycznych zbirów [ samych wojsk UBeckich, żołnierzy tzw. KBW stacjonowało tu kilka tysięcy, nie licząc LWP, Sowietów itd. przypadających jeszcze na kilkakrotnie mniejszą niż dziś liczbę mieszkańców ] bowiem działo się to tuż po zarządzonej przez władzę ''ludową'' na czas sfałszowanego ''referendum'' mobilizacji, możliwy był ''pogrom'', który z definicji jest czymś spontanicznym, chaotycznym i oddolnym, trwający w dodatku z małą przerwą niemal cały dzień i to prawie pod oknami siedzib lokalnej bezpieki i milicji [ a od ówczesnej NKWD d. Gestapo na Planty jest góra 10 min. drogi ] to... gratuluję wam bujnej wyobraźni lub niefrasobliwości graniczącej z demencją ! Aby uświadomić sobie absurdalność tych bredni o ''pogromie'' wystarczy wyobrazić sobie na jego miejsce jakąś demonstrację patriotyczną zorganizowaną przez legalne jeszcze wtedy, ale już brutalnie szykanowane mikołajczykowskie PSL - w panującej wówczas sytuacji nie potrwałaby ona nawet kwadransa, co mówię, choćby 5 minut, potraktowana zapewne jak odbywające się tuż po wojnie obchody święta 3 maja bezwzględnie rozpędzane przez milicjantów i UB. Przypomnę też, że co najmniej połowa z ofiar tej zbrodni [ której samego faktu bynajmniej nie neguję a jedynie kłamliwą wymowę, którą się jej nadaje ] poniosła śmierć z rąk żołnierzy UB i tzw. Ludowego Wojska Polskiego a więc pro-komunistycznych kanalii dowodzonych przez Sowietów, natomiast reszta została zabita przez motłoch złożony z ormowców i partyjniaków z Huty Ludwików, szumowiny czy to miejscowe czy też skądsiś tutaj specjalnie dowiezione i podjudzone, w każdym razie zdecydowana większość ówczesnych mieszkańców Kielc nie miała z tym kompletnie nic wspólnego ! Gdzie te ''tłumy'', które widział [ chyba ''oczami wyobraźni'' ] lokalny ''autorytet'' i wyjątkowo koniunkturalna ameba Jerzy Daniel mogły pomieścić się na Plantach - na tym kilkumetrowym paseczku chodnika nad Silnicą ?! Najgorsze, że podobne głupoty mają czelność wmawiać nam [ a także żerują na nich i budują swój prestiż ] ludzie mający pretensję do bycia ''elitą'' tego Miasteczka wg. określenia Andrzeja Lenartowskiego - z drugiej : jakie miasto takie elity... [ ale nie sądzę też, żebyśmy tak bardzo odbiegali pod tym względem od krajowej normy, to raczej lokalny przejaw ogólnopolskiej patologii, tyle że ostrzej widocznej w naszym prowincjonaliźmie ]. Tu nasuwa mi się teoria na temat genezy świętokrzyskich elit, którą sprzedał mi niedawno znajomy : otóż wg niego do powstań czy partyzantki szły nie tylko najlepsze jednostki spośród narodu motywowane różnorakimi, ale zawsze szlachetnymi pobudkami, lecz również, o czym się jakoś mało wspomina, najgorsze męty pojmujące zresztą walkę w sposób osobliwy, jako okazję do obłowienia się i dania upustu swoim bestialskim skłonnościom. Podczas kiedy ci pierwsi wykrwawiali się w beznadziejnej niestety walce mętownia tymczasem spełniała swój ''patriotyczny obowiązek'' swobodnie gwałcąc, mordując i rabując miejscową ludność pierzchając zarazem w panice, gdy tylko pojawiało się najmniejsze niebezpieczeństwo realnej konfrontacji z wrogiem, dzięki czemu mogła zachować niemal nienaruszony swój ''stan osobowy'' po czym syta już tym, czego się nakradła w swych ''bohaterskich'' latach przystąpić do tego, co umiała najlepiej tzn. dawania d... zaborcom i okupantom wstępując na ich służbę, do ''organów'', Partii itp. - i tak oto w ramach tej brutalnej ''walki o byt'' i będącej jej rezultatem ''selekcji negatywnej'' [ dlatego uważam darwinizm za wyjątkowo głupią i szkodliwą teorię, tak jeśli chodzi o opis procesów społecznych jak i przyrodniczych ] powstały świętokrzyskie ''elyty''... To oczywiście tylko pewien schemat z definicji upraszczający złożone zjawiska historyczne, myślę jednak, iż rzuca pewne światło na motywacje takich ludzi jak pan B., ''Stępiony saksofonista'' i in. tego typu kanalie stanowiące górną warstwę lokalnej społeczności i czerpiące z pogardy dla niej swoje, doprawdy niczym nieuzasadnione, poczucie wyższości [ kto to powiedział, że ''g... zawsze wypływa do góry'' ? ].
Wracając do tego nieszczęsnego rzekomego ''pogromu'' : nie przemawiam tu bynajmniej z pozycji jakiegoś oburzonego ''hurrapatrioty'' negującego histerycznie istnienie w czasie wojny i po niej w Polsce antysemityzmu, szmalcownictwa, bandytyzmu itp. - nie, jestem jak najbardziej za konfrontacją z ciemną stroną naszych dziejów, bolesnymi faktami o nas samych, bowiem jest to znamię jednostek i społeczności silnych [ w związku z tym nasuwa mi się tylko niestety wątpliwość, czy jesteśmy do tego zdolni... do przyjęcia niemiłej prawdy o sobie a nie histerycznego kajania się, podkreślam ] natomiast domagam się sprawiedliwego osądzania faktów, widzenia ich we właściwych proporcjach a nie cynicznego manipulowania nimi w nikczemnych celach, przedstawiania w sposób jednostronny i kłamliwy przez świętoszkowatych hipokrytów i ostatnie k...y ! Najlepszym komentarzem niech będą tu fragmenty recenzji książki historyka Andrzeja Chwalby „Okupacyjny Kraków w latach 1939 – 1945" , którą znalazłem w ostatniej ''Rzeczpospolitej'', zacytujmy :
''Zmasowana antysemicka propaganda nie pozostawała bez wpływu na Polaków, lecz być może bardziej niż ich Żydzi bali się swoich rodaków. Autor przytacza opinię Władysława Bartoszewskiego o tym, że sprzedawczycy i zdrajcy wśród Żydów byli plagą większą niż wśród Polaków. Książka Chwalby jest kolejną próbą przebicia się z prawdą, iż większość Polaków kierowała się chęcią przetrwania, więc nieskłonna była do zachowań narażających na represje okupanta. Do tych zachowań należały i konspiracja, i ratowanie Żydów. [ ... ] Andrzej Chwalba pisze o „ludziach wojennej koniunktury" – tych, którzy wzbogacili się na okupacji. „Kupowali mieszczańskie kamienice, inteligenckie wille, udziały w przedsiębiorstwach, ziemię, obcą walutę i luksusowe przedmioty, to oni przejmowali majątki po zamordowanych Żydach". Jest to temat, który czeka na swojego autora. Tak jak bandytyzm i – szerzej – demoralizacja w latach okupacji. Jak pisze autor, dla wielu mieszkańców Krakowa największe zagrożenie stanowili nie tyle okupanci czy granatowa policja, ile bandyci napadający z bronią w ręku, rozzuchwaleni coraz bardziej w miarę przybliżania się ewakuacji Niemców z Krakowa.''
[ całość ]
I na koniec jeszcze jedna, bardzo znamienna w tym kontekście rzecz : niedawno zburzono kamienicę przy rondzie na ul. Warszawskiej [ można to prześledzić w tym miejscu ] - otóż mało kto wie [ ze wstydem przyznaję, że również należałem do niedawna do tych ignorantów ] iż było to miejsce potwornej tragedii, w czasie wojny mieścił się tam żydowski szpital w którym podczas likwidacji kieleckiego getta niemieckie nazistowskie świnie w bestialski sposób wymordowały blisko 1000 jego pacjentów, często dzieci, cyt. za ''Wyborczą'' : ''Byli jeszcze pacjenci, którzy dostali zastrzyki przed godziną i jeszcze się poruszali. Doktor Breiner wziął nóż chirurgiczny i zabijał ciosami w serce, robił to osobiście'' [ ... ] ''Z relacji wynika, że dzieci były podobno wyprowadzane po pięcioro, ustawiane i zabijane jednym strzałem, który przeszywał pięć główek'' ... A miejscowy urzędas oznajmia łaskawie iż ''Na pewno zachowamy część elementów z tych kamienic. Wykorzystamy je [ podkr. moje ] albo przy okazji projektu realizowanego w synagodze przez Petera Zumthora, albo sami przygotujemy odpowiedni projekt'' - nie wiem, może się mylę, ale nie słyszałem nic o tym, by do tego ''projektu'' miały dołożyć choćby swój złamany pruski szeląg Niemiaszki, oni najwidoczniej nie muszą już za nic się kajać ani przepraszać, bo dostatecznie opłacili się komu trzeba, bezwzględnym podlecom bez skrupułów zbijającym kapitał polityczny i finansowy na tragedii rodaków, których los był im w godzinie próby obojętny i którymi do dzisiaj w rzeczywistości pogardzają jako ''owcami posłusznie idącymi na rzeź''. Tymczasem nas raczy się ordynarnym rasistowskim bełkotem o ''genetycznym antysemityźmie'', który rzekomo ''wyssaliśmy z mlekiem matki'' [ a może i spermą ojca, jakby to ujął zapewne z właściwym sobie wdziękiem nieodżałowany ''biłgorajski mędrzec'' ? ] bezczelnie żerując na naszych kompleksach i podsycając je - najgorsze zaś w tym jest chyba, że robią to ludzie, którzy teoretycznie mają nas z nich leczyć, ba, przedstawiają to jeszcze jako swoistą terapię... Pozostaje więc w tym miejscu przytoczyć tylko pytanie, które zadał Łomnicki pewnemu aktorowi coś niezadowolony z jego gry podczas prób do ''Króla Leara'' : ''kto ci ch... dał dyplom ?!'' - No ?!?
Wracając do tego nieszczęsnego rzekomego ''pogromu'' : nie przemawiam tu bynajmniej z pozycji jakiegoś oburzonego ''hurrapatrioty'' negującego histerycznie istnienie w czasie wojny i po niej w Polsce antysemityzmu, szmalcownictwa, bandytyzmu itp. - nie, jestem jak najbardziej za konfrontacją z ciemną stroną naszych dziejów, bolesnymi faktami o nas samych, bowiem jest to znamię jednostek i społeczności silnych [ w związku z tym nasuwa mi się tylko niestety wątpliwość, czy jesteśmy do tego zdolni... do przyjęcia niemiłej prawdy o sobie a nie histerycznego kajania się, podkreślam ] natomiast domagam się sprawiedliwego osądzania faktów, widzenia ich we właściwych proporcjach a nie cynicznego manipulowania nimi w nikczemnych celach, przedstawiania w sposób jednostronny i kłamliwy przez świętoszkowatych hipokrytów i ostatnie k...y ! Najlepszym komentarzem niech będą tu fragmenty recenzji książki historyka Andrzeja Chwalby „Okupacyjny Kraków w latach 1939 – 1945" , którą znalazłem w ostatniej ''Rzeczpospolitej'', zacytujmy :
''Zmasowana antysemicka propaganda nie pozostawała bez wpływu na Polaków, lecz być może bardziej niż ich Żydzi bali się swoich rodaków. Autor przytacza opinię Władysława Bartoszewskiego o tym, że sprzedawczycy i zdrajcy wśród Żydów byli plagą większą niż wśród Polaków. Książka Chwalby jest kolejną próbą przebicia się z prawdą, iż większość Polaków kierowała się chęcią przetrwania, więc nieskłonna była do zachowań narażających na represje okupanta. Do tych zachowań należały i konspiracja, i ratowanie Żydów. [ ... ] Andrzej Chwalba pisze o „ludziach wojennej koniunktury" – tych, którzy wzbogacili się na okupacji. „Kupowali mieszczańskie kamienice, inteligenckie wille, udziały w przedsiębiorstwach, ziemię, obcą walutę i luksusowe przedmioty, to oni przejmowali majątki po zamordowanych Żydach". Jest to temat, który czeka na swojego autora. Tak jak bandytyzm i – szerzej – demoralizacja w latach okupacji. Jak pisze autor, dla wielu mieszkańców Krakowa największe zagrożenie stanowili nie tyle okupanci czy granatowa policja, ile bandyci napadający z bronią w ręku, rozzuchwaleni coraz bardziej w miarę przybliżania się ewakuacji Niemców z Krakowa.''
[ całość ]
I na koniec jeszcze jedna, bardzo znamienna w tym kontekście rzecz : niedawno zburzono kamienicę przy rondzie na ul. Warszawskiej [ można to prześledzić w tym miejscu ] - otóż mało kto wie [ ze wstydem przyznaję, że również należałem do niedawna do tych ignorantów ] iż było to miejsce potwornej tragedii, w czasie wojny mieścił się tam żydowski szpital w którym podczas likwidacji kieleckiego getta niemieckie nazistowskie świnie w bestialski sposób wymordowały blisko 1000 jego pacjentów, często dzieci, cyt. za ''Wyborczą'' : ''Byli jeszcze pacjenci, którzy dostali zastrzyki przed godziną i jeszcze się poruszali. Doktor Breiner wziął nóż chirurgiczny i zabijał ciosami w serce, robił to osobiście'' [ ... ] ''Z relacji wynika, że dzieci były podobno wyprowadzane po pięcioro, ustawiane i zabijane jednym strzałem, który przeszywał pięć główek'' ... A miejscowy urzędas oznajmia łaskawie iż ''Na pewno zachowamy część elementów z tych kamienic. Wykorzystamy je [ podkr. moje ] albo przy okazji projektu realizowanego w synagodze przez Petera Zumthora, albo sami przygotujemy odpowiedni projekt'' - nie wiem, może się mylę, ale nie słyszałem nic o tym, by do tego ''projektu'' miały dołożyć choćby swój złamany pruski szeląg Niemiaszki, oni najwidoczniej nie muszą już za nic się kajać ani przepraszać, bo dostatecznie opłacili się komu trzeba, bezwzględnym podlecom bez skrupułów zbijającym kapitał polityczny i finansowy na tragedii rodaków, których los był im w godzinie próby obojętny i którymi do dzisiaj w rzeczywistości pogardzają jako ''owcami posłusznie idącymi na rzeź''. Tymczasem nas raczy się ordynarnym rasistowskim bełkotem o ''genetycznym antysemityźmie'', który rzekomo ''wyssaliśmy z mlekiem matki'' [ a może i spermą ojca, jakby to ujął zapewne z właściwym sobie wdziękiem nieodżałowany ''biłgorajski mędrzec'' ? ] bezczelnie żerując na naszych kompleksach i podsycając je - najgorsze zaś w tym jest chyba, że robią to ludzie, którzy teoretycznie mają nas z nich leczyć, ba, przedstawiają to jeszcze jako swoistą terapię... Pozostaje więc w tym miejscu przytoczyć tylko pytanie, które zadał Łomnicki pewnemu aktorowi coś niezadowolony z jego gry podczas prób do ''Króla Leara'' : ''kto ci ch... dał dyplom ?!'' - No ?!?
poniedziałek, 20 czerwca 2011
... albo Ajatollah kiczu czyli c.d.
- być może wygląda to już na jakąś obsesję, ale postanowiłem poświęcić jeszcze jeden wpis Tomaszowi Piątkowi, bo wychodzę z założenia, że albo coś robi się dobrze, czyli do końca, albo w ogóle : tym razem postaram się ograniczyć do cytatów i krótkich możliwie komentarzy.
Na początek kolejne Piątkowe kuriozum :
'' Nie jestem anarchistą, bo poza emocjami mam jeszcze rozum. Anarchista pragnie, żeby państwa nie było, żeby go zostawiło w spokoju, żeby mógł na przykład zaszyć się w lesie i że tak powiem, samoistnie produkować ekologiczne sery. Ja jestem za tym, aby państwo było silne, bo takie dofinansuje anarchiście tę jego bez wątpienia pożyteczną produkcję. I takie państwo go obroni, gdy przyjdzie deweloper, aby anarchistę z jego lasu i domu wyrzucić - żeby go anarchistycznym prawem silniejszego zabić, jak to się czasem dzieje w naszym anarchokapitalizmie.''
[ całość ]
- taa, już widzę jak to Piątkowe państwo ''dofinansuje'' i ''obroni'' : raczej w wersji ''hard'' [ bolszewickiej ] wywlecze go za kudły z tego lasu i wpakuje do obozu ''reedukacyjnego'' lub rozstrzela, albo ''soft'' przypierdoli mu taki podatek od tych serów i obłoży tak absurdalnymi ''normami'' że się do usr... śmierci z nich nie wyplącze ! [ pomijam już, że za tą wizję anarchola jako hipisowskiej wyalienowanej cioty hodującej i walącej w dupala po lasach kozy pewnie od niejednego z nich dostałby solidny wpierdziel ] Polecam też w kontekście anarchizmu jego ''rozważania'', choć lepiej byłoby rzec zlewy, a jeszcze lepiej ścieki mentalne na temat ''polskiego patriarchalizmu czyli anarchofeudalizmu albo anarchofaszyzmu'' [ sic ! ] - i jak to się ma do jego deklaracji, że ''Nie żywię żadnej niechęci do anarchistów - mam dla nich dużą sympatię, rozumiem ich emocje'' ? No, chyba że chodzi o tych anarchistów tzn. ''słusznych'' bo lewicowych a nie przebrzydłych, skazanych pewnie na ''reedukację przez rozstrzelanie'' kapitalistycznych czy faszystowskich...
Kolejny cytat, tym razem z recenzji Kingi Dunin [ z której wnioskami zresztą się nie zgadzam, ale to moje prawo, poza tym z kimś takim można polemizować w przeciwieństwie do pana na P. czy tego histeryka Michalskiego, to inny poziom ] niedawno wydanej w Polsce a głośnej w swoim czasie w Szwecji książki mieszkającego tam od wielu lat dziennikarza Macieja Zaremby traktującej o eugenice - coś a propos niezdrowej mieszanki socjalizmu z protestantyzmem i jego rzekomo ''wolnościowego'' w przeciwieństwie do katolicyzmu przesłania :
''Eugenika okazała się dla klasy średniej ideologią idealną. Pod pozorem troski o społeczne dobro pozwalała pogardzać niższymi warstwami. A także wyższymi, oskarżanymi o degenerację wynikającą z wsobnych małżeństw i zbyt łatwego życia. Odpowiadała akademikom i ludziom związanym z aparatem władzy. Uprzedzenia przywdziewały kostium naukowości – biologii, socjologii, antropologii. U socjalistów z kolei znajdowała ona poparcie ze względu na technokratyczne podejście do problemów społecznych, obiecujące zastąpienie liberalnego chaosu racjonalną dyscypliną. Ostatecznie Zaremba stwierdza, że „eugeniczne barbarzyństwo [możliwe było – przyp. KD] w czasie kiedy misjonarze gospodarki planowej utrzymywali monopol zarówno na moralność, jak i na rozsadek”.
Kolejnym oskarżonym w tym procesie staje się protestantyzm, a bardziej konkretnie purytanizm, kształtujący dominującą mentalność. Dziedzictwo purytańskie łączy ze sobą kraje nordyckie i Stany Zjednoczone. W krajach nordyckich jego siłę wzmacnia dodatkowo istnienie religii państwowej i brak rozdziału Kościoła od państwa. Cóż składa się na mentalność protestancką? Przekonanie, że sukces życiowy jest oznaką łaski bożej, a jego brak – boskiego potępienia. Biedni nie są więc tylko biedni, ale także winni, a zatem niegodni współczucia. Idzie za tym surowa moralność, restrykcyjny stosunek do seksu, pochwała abstynencji i samoograniczenia. Jak zawsze rewersem takie postawy jest gotowość do potępiania innych i tropienia grzechów. Służy to umacnianiu wspólnoty, przypominaniu wspólnych wartości.''
[ całość a także polemika z tym tekstem Joanny Tokarskiej - Bakir przedsiębrana z pozycji lewicowych jak najbardziej oraz artykuł znakomitej konserwatywnej badaczki zjawiska eugeniki Magdaleny Gawin ]
I to może tyle w temacie soc-protestanckiego kołtuństwa, którego patologicznym wręcz przykładem jest Piątek - zapewne gdyby żył w latach 30-ych minionego stulecia byłby jednym z tych ocipiałych pastorów i inszych kwakrów, których przyjmował na audiencjach Stalin i piejących peany na cześć ''umoralniających'' właściwości pracy w Gułagu... [ albo jak ten opisywany przez Bergmana w autobiografii luterański duchowny, który urzeczony narodowosocjalistyczną ideologią opierał swe kazania nie na Ewangeliach lecz Mein Kampf ] Znamienne są też jego wyżej przytoczone anty-anarchistyczne tyrady ukazujące typową dla Reformacji statolatrię przemieniającą chrześcijaństwo w nudny, urzędowy kult [ albo w kontrze, co stanowi tylko rewers pierwszego, pełen wrzasku i histerii neo-szamański rytuał ] niby to wyzwalając je spod tyranii papieża, ale tylko po to, by wtrącić je w stokroć gorszą niewolę [nie]świeckich władców ! [ dobrze te pokutujące po dziś dzień komunały o ''wolności religijnej'' i ''tolerancji'' zdemaskował jako narzędzia utwierdzania państwowego absolutyzmu Tomasz Gabiś ]. Antypapieski Piątkowy paszkwil obnaża też przy okazji nędzę intelektualną środowiska ''Krytyki [ chyba raczej ''kretynyki'' ] Politycznej'', które go firmowało - wypada zgodzić się z Ziemkiewiczem, który trafnie podsumował rzecz całą pisząc : ''intelektualiści młodej lewicy, chcąc rozpaczliwie jakoś być wobec papieża "anty", potrafią jedynie odkurzać liczące sobie kilka wieków zarzuty Lutra i Kalwina, z lekka tylko lukrując je retoryką z czasów wojującej bolszewii'' [ nota bene z którymi rozprawie poświęciłem niemal cały poprzedni wpis ]. Najlepszym przykładem tejże nędzy jest artykuł spłodzony niedawno przez samego ich fuhrera i oberintelektualistę Sierakowskiego [ nie pozwalałbym sobie na tego typu uwagi wobec niego, gdyby nie jego impertynenckie wypowiedzi o ''volksliście'' przy okazji listu protestacyjnego jaki wystosowały różne znamienite kobiety wobec ''Kongresu'' jaki w ich imieniu a bez ich zgody współorganizowało i lansowało szumnie na swym portalu w swoim czasie środowisko ''KP'' ], zacytujmy zeń taki kuriozalny passus :
''Rewolucje nie udają się nie dlatego, że są za bardzo radykalne, ale właśnie dlatego, że są za mało radykalne. Ich podstawą, główną motywacją i uzasadnieniem jest reakcja na stary porządek, która tym samym prowadzi do uzależnienia się od niego. Udaje się tyle, ile wynika z aktu czystego tworzenia, zaś wszystko, co jest jedynie reakcją na zastany porządek, okazuje się przeciwskuteczne.''
- ''rewolucja reakcją'' : wot, dialektyka ! [ czyli bełkot ] A więc za wszystkie rewolucyjne zbrodnie odpowiadają wyłącznie burżuje, arystokraci, chłopi, w końcu sami komuniści rozstrzeliwani podczas Wielkiej Czystki i to samym swoim istnieniem ! Gdyby nie oni rewolucja byłaby cacy i żylibyśmy od dawna w raju rodem z jehowickich gazetek - a może oni sami się wymordowali a niepokalana zawsze dziewica-Rewocyja nie miała z tym kompletnie nic wspólnego, czyż nie tak tow. Sierakowski ? Przeczą tym bredniom wypowiedzi tych, którzy wywoływali te przewroty - doskonale zdawali sobie sprawę, że rozlew krwi i rozliczne nieszczęścia towarzyszące rewolucjom to nie żadne ''błędy i wypaczenia'' czy ''reakcja na'' [ dopiero by było ! ] niezależne od ich utopijnych celów ale nieuniknione konsekwencje wcielania tychże w życie : wystarczy wspomnieć oburzenie Lenina na wieść o zniesieniu kary śmierci [ ''jak przeprowadzić rewolucję bez plutonów egzekucyjnych ?!'' ], powstałą w samym środku przetaczającej się wówczas przez Rosję zawieruchy i przez to dobrze oddającą jej ducha pracę Trockiego ''Terror i komunizm'' [ nomen omen ] czy Bucharina zachwalającego w tym samym czasie w ''ABC komunizmu'' rozstrzeliwanie jako świetną metodę ''bolszewickiej pedagogiki i higieny społecznej''... Zresztą trzymając się nawet tej swoistej, wywrotowej zaiste Sierakowskiej logiki to rozpatrywane same w sobie w oderwaniu od swych realnych skutków przyświecające rewolucjonistom ich utopijne programy kolektywnego, przyszłego życia są koszmarne i porażają kiczem - doprawdy tylko miałkie mózgi [ takie jak Lenina... ] mogą fascynować się czymś takim ! Co z wolnością ma wspólnego np. zarysowany przez Iljicza w jego ''Państwie i rewolucji'' projekt przyszłościowej komuny, gdzie niepotrzebna jest już policja bo wszyscy jesteśmy w niej swoimi własnymi policjantami ? [ choć zapewne bystrzacha Sławek już by mi to ''dialektycznie'' wyjaśnił tzn. zamotał do skołowacenia, a jak nie to na pewno któryś z jego bardziej krzepkich cerberów ''przetłumaczył'' skutecznie za pomocą kastetu lub kolby jak to zalecał w swoim czasie mentor Czesława Miłosza tow. Kroński ] Jedyne co można dobrego powiedzieć o panującym w ZSRR reżimie, jeśli w ogóle, to o latach Chruszczowa a zwłaszcza wczesnej ''breżniewszczyzny'' gdy zwolna ale nieubłaganie odchodził on od przyświecających jego początkom utopijnych programów [ lecz zachowując do końca totalistyczną strukturę, choć już bez ożywiającego ją wcześniej, na kształt zombie wprawdzie, ale jednak, rewolucyjnego ''ducha'' ] i towarzyszącego im jako nieunikniony ''koszt'' ich realizacji masowego terroru na rzecz budowania ''socjalnego państwa dobrobytu'' poprzez np. tworzenie wszędzie blokowisk [ koszmarnych wprawdzie, ale zawsze to lepsze niż nędzna ''komunałka'' ], zlikwidowanie neo-pańszczyźnianego przywiązania kołchoźników do ziemi, zgodę na poszerzanie obszaru wolności w różnych dziedzinach życia społecznego, sztuce etc. co zresztą przyczyniło się wydatnie do jego upadku bo tenże ''socjal'' z powodu chronicznej niewydolności planowej gospodarki odpowiadającej potrzebom najwyżej niewolników musiał być finansowany zagranicznymi kredytami, których spłacanie uniemożliwiała wspomniana niewydolność [ a więc błędne koło ]. Poza tym za to odchodzenie od ''rewolucyjnych ideałów'', ich ''zdradę'' do dzisiaj obrywa bęcki od niedobitków komuszych ortodoksów, bowiem nigdy istotą socjalizmu nie była, jak to do dzisiaj o zgrozo zdarza się wierzyć różnym ''pożytecznym idiotom'' żadna sprawiedliwość, nawet ta ''społeczna'', ale prometeizm czyli, powtórzę to jeszcze raz, tytaniczna wizja Człowieka-Boga, który mocą swego rozumu i woli sam tworzy rzeczywistość, i o tą kreację i realizację tejże wizji w lewicowości tak naprawdę chodzi, gdzie nie liczą się żadne, krwawe ''ludzkie koszta'' tego procesu bowiem nie człowiek konkretny lecz ''Człowiek przez C duże - idea, która buja w chmurze'' jak to słusznie zauważył kiedyś Szpotański jest jego przedmiotem, gdyż ci materialiści byli [ są ? ] przykładem bandy najbardziej bodaj wściekłych idealistów w historii. Nie mam już siły polemizować z bzdurnymi, wiszącymi w powietrzu tezami Sierakowskiego bo stężenie absurdów w jego tekście jest przytłaczające - chciałoby się wrzasnąć : ''i to jest wasz lider ?!'' Jeśli to ma być ta ''nadzieja młodej lewicy w Polsce'' to jako reakcjonista i ''prawicowe bydlę'' mogę spać spokojnie... [ no, chyba że wybuchnie prawdziwa rewolucja, gdzie przesądzają inne kryteria niż inteligencja - vide ''filozof'' Lenin ] Owszem, środowisko ''KP'' ma na swoim koncie też pożyteczne i ożywcze dla stęchłej atmosfery intelektualnej III RP inicjatywy np. przypominanie dorobku takich zapoznanych polskich lewicowych, choć dalekich od soc-marksistowskiej ortodoksji myślicieli politycznych jak Stanisław Brzozowski czy Kazimierz Kelles - Krauz, sęk tylko w tym iż to samo robi od dawna środowisko lewicy ''Solidarnościowej'' skupione wokół ''Obywatela'' [ choćby na tym portalu ] mniej spektakularnie za to daleko rzetelniej śmiem twierdzić - jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia hucpy, zasadniczej ściemy jaka kryje się za działaniami ''Kretynyki'' : być może przyczyną jest tu genetyczna [ najdosłowniej, tak w sensie koligacji rodzinnych jak i ideowych ] niezdolność do buntu wobec ''salonowych'' elit tworzących ją ''chorych dzieci kapitalizmu, mówiących coś o rewolucji, samemu będąc spod znaku Mao Tse-tunga, Che Guevary czy Edwarda Gierka, i niemających pojęcia o buncie w obliczu realnych problemów'' jak to trafnie ujął kiedyś Konjo i dlatego żadne Piątkowe kaznodziejskie pomstowanie na Baal-cerowicza niczego tu nie zmieni. Poza tym źródłem owej nieautentyczności jest fundamentalna sprzeczność jaka zachodzi między ich niewątpliwym zaangażowaniem w walkę o prawa [ ? ] homoseksualistów, których poważna nadreprezentacja występuje w ''kapitalistycznym'' establishmencie wobec którego niby tak się buntują a jednoczesnym, deklaratywnym przynajmniej poparciem dla sprawy ekonomicznie wykluczonych, a których tak się składa w naszym kraju reprezentują z reguły tak nienawidzący tychże pederastów... faszyści [ co zresztą przyznał ostatnio nawet sam Tomcio ] - nie znaczy to oczywiście, że nie ma ''niewykształconych gejów z małych ośrodków'' zarabiających po 900 zł w jakichś ''Bidronkach'' itp. ale trudno mi sobie wyobrazić pogodzenie wygody tyłka takiego wyzyskiwacza jak dajmy [ ale nie mu ] na to Krystian ''malowany ułan'' Legierski, ponoć traktującego swoich pracowników jak szmaty z postulatami polepszenia kondycji tychże... No i najlepszym dowodem wspomnianej wyżej nędzy intelektualnej ''KP'' jest, że ich faktycznym patronem nie jest wcale Brzozowski, ale ten pajac Żiżek,''Palikmiot filozofii'' z lansowaniem którego u swych początków są głównie kojarzeni [ o innym błaźnie Badiou uprawiającym jakieś dialektyczne czary-mary i inne ''demoniczne nad-użycia'' z chrześcijaństwem już nie wspominając ].
Na koniec gwoli uczciwości trzeba jednak przyznać Piątkowi, że czasem ma przebłyski i zdarza mu się pisać sensownie - szkoda...
Na początek kolejne Piątkowe kuriozum :
'' Nie jestem anarchistą, bo poza emocjami mam jeszcze rozum. Anarchista pragnie, żeby państwa nie było, żeby go zostawiło w spokoju, żeby mógł na przykład zaszyć się w lesie i że tak powiem, samoistnie produkować ekologiczne sery. Ja jestem za tym, aby państwo było silne, bo takie dofinansuje anarchiście tę jego bez wątpienia pożyteczną produkcję. I takie państwo go obroni, gdy przyjdzie deweloper, aby anarchistę z jego lasu i domu wyrzucić - żeby go anarchistycznym prawem silniejszego zabić, jak to się czasem dzieje w naszym anarchokapitalizmie.''
[ całość ]
- taa, już widzę jak to Piątkowe państwo ''dofinansuje'' i ''obroni'' : raczej w wersji ''hard'' [ bolszewickiej ] wywlecze go za kudły z tego lasu i wpakuje do obozu ''reedukacyjnego'' lub rozstrzela, albo ''soft'' przypierdoli mu taki podatek od tych serów i obłoży tak absurdalnymi ''normami'' że się do usr... śmierci z nich nie wyplącze ! [ pomijam już, że za tą wizję anarchola jako hipisowskiej wyalienowanej cioty hodującej i walącej w dupala po lasach kozy pewnie od niejednego z nich dostałby solidny wpierdziel ] Polecam też w kontekście anarchizmu jego ''rozważania'', choć lepiej byłoby rzec zlewy, a jeszcze lepiej ścieki mentalne na temat ''polskiego patriarchalizmu czyli anarchofeudalizmu albo anarchofaszyzmu'' [ sic ! ] - i jak to się ma do jego deklaracji, że ''Nie żywię żadnej niechęci do anarchistów - mam dla nich dużą sympatię, rozumiem ich emocje'' ? No, chyba że chodzi o tych anarchistów tzn. ''słusznych'' bo lewicowych a nie przebrzydłych, skazanych pewnie na ''reedukację przez rozstrzelanie'' kapitalistycznych czy faszystowskich...
Kolejny cytat, tym razem z recenzji Kingi Dunin [ z której wnioskami zresztą się nie zgadzam, ale to moje prawo, poza tym z kimś takim można polemizować w przeciwieństwie do pana na P. czy tego histeryka Michalskiego, to inny poziom ] niedawno wydanej w Polsce a głośnej w swoim czasie w Szwecji książki mieszkającego tam od wielu lat dziennikarza Macieja Zaremby traktującej o eugenice - coś a propos niezdrowej mieszanki socjalizmu z protestantyzmem i jego rzekomo ''wolnościowego'' w przeciwieństwie do katolicyzmu przesłania :
''Eugenika okazała się dla klasy średniej ideologią idealną. Pod pozorem troski o społeczne dobro pozwalała pogardzać niższymi warstwami. A także wyższymi, oskarżanymi o degenerację wynikającą z wsobnych małżeństw i zbyt łatwego życia. Odpowiadała akademikom i ludziom związanym z aparatem władzy. Uprzedzenia przywdziewały kostium naukowości – biologii, socjologii, antropologii. U socjalistów z kolei znajdowała ona poparcie ze względu na technokratyczne podejście do problemów społecznych, obiecujące zastąpienie liberalnego chaosu racjonalną dyscypliną. Ostatecznie Zaremba stwierdza, że „eugeniczne barbarzyństwo [możliwe było – przyp. KD] w czasie kiedy misjonarze gospodarki planowej utrzymywali monopol zarówno na moralność, jak i na rozsadek”.
Kolejnym oskarżonym w tym procesie staje się protestantyzm, a bardziej konkretnie purytanizm, kształtujący dominującą mentalność. Dziedzictwo purytańskie łączy ze sobą kraje nordyckie i Stany Zjednoczone. W krajach nordyckich jego siłę wzmacnia dodatkowo istnienie religii państwowej i brak rozdziału Kościoła od państwa. Cóż składa się na mentalność protestancką? Przekonanie, że sukces życiowy jest oznaką łaski bożej, a jego brak – boskiego potępienia. Biedni nie są więc tylko biedni, ale także winni, a zatem niegodni współczucia. Idzie za tym surowa moralność, restrykcyjny stosunek do seksu, pochwała abstynencji i samoograniczenia. Jak zawsze rewersem takie postawy jest gotowość do potępiania innych i tropienia grzechów. Służy to umacnianiu wspólnoty, przypominaniu wspólnych wartości.''
[ całość a także polemika z tym tekstem Joanny Tokarskiej - Bakir przedsiębrana z pozycji lewicowych jak najbardziej oraz artykuł znakomitej konserwatywnej badaczki zjawiska eugeniki Magdaleny Gawin ]
I to może tyle w temacie soc-protestanckiego kołtuństwa, którego patologicznym wręcz przykładem jest Piątek - zapewne gdyby żył w latach 30-ych minionego stulecia byłby jednym z tych ocipiałych pastorów i inszych kwakrów, których przyjmował na audiencjach Stalin i piejących peany na cześć ''umoralniających'' właściwości pracy w Gułagu... [ albo jak ten opisywany przez Bergmana w autobiografii luterański duchowny, który urzeczony narodowosocjalistyczną ideologią opierał swe kazania nie na Ewangeliach lecz Mein Kampf ] Znamienne są też jego wyżej przytoczone anty-anarchistyczne tyrady ukazujące typową dla Reformacji statolatrię przemieniającą chrześcijaństwo w nudny, urzędowy kult [ albo w kontrze, co stanowi tylko rewers pierwszego, pełen wrzasku i histerii neo-szamański rytuał ] niby to wyzwalając je spod tyranii papieża, ale tylko po to, by wtrącić je w stokroć gorszą niewolę [nie]świeckich władców ! [ dobrze te pokutujące po dziś dzień komunały o ''wolności religijnej'' i ''tolerancji'' zdemaskował jako narzędzia utwierdzania państwowego absolutyzmu Tomasz Gabiś ]. Antypapieski Piątkowy paszkwil obnaża też przy okazji nędzę intelektualną środowiska ''Krytyki [ chyba raczej ''kretynyki'' ] Politycznej'', które go firmowało - wypada zgodzić się z Ziemkiewiczem, który trafnie podsumował rzecz całą pisząc : ''intelektualiści młodej lewicy, chcąc rozpaczliwie jakoś być wobec papieża "anty", potrafią jedynie odkurzać liczące sobie kilka wieków zarzuty Lutra i Kalwina, z lekka tylko lukrując je retoryką z czasów wojującej bolszewii'' [ nota bene z którymi rozprawie poświęciłem niemal cały poprzedni wpis ]. Najlepszym przykładem tejże nędzy jest artykuł spłodzony niedawno przez samego ich fuhrera i oberintelektualistę Sierakowskiego [ nie pozwalałbym sobie na tego typu uwagi wobec niego, gdyby nie jego impertynenckie wypowiedzi o ''volksliście'' przy okazji listu protestacyjnego jaki wystosowały różne znamienite kobiety wobec ''Kongresu'' jaki w ich imieniu a bez ich zgody współorganizowało i lansowało szumnie na swym portalu w swoim czasie środowisko ''KP'' ], zacytujmy zeń taki kuriozalny passus :
''Rewolucje nie udają się nie dlatego, że są za bardzo radykalne, ale właśnie dlatego, że są za mało radykalne. Ich podstawą, główną motywacją i uzasadnieniem jest reakcja na stary porządek, która tym samym prowadzi do uzależnienia się od niego. Udaje się tyle, ile wynika z aktu czystego tworzenia, zaś wszystko, co jest jedynie reakcją na zastany porządek, okazuje się przeciwskuteczne.''
- ''rewolucja reakcją'' : wot, dialektyka ! [ czyli bełkot ] A więc za wszystkie rewolucyjne zbrodnie odpowiadają wyłącznie burżuje, arystokraci, chłopi, w końcu sami komuniści rozstrzeliwani podczas Wielkiej Czystki i to samym swoim istnieniem ! Gdyby nie oni rewolucja byłaby cacy i żylibyśmy od dawna w raju rodem z jehowickich gazetek - a może oni sami się wymordowali a niepokalana zawsze dziewica-Rewocyja nie miała z tym kompletnie nic wspólnego, czyż nie tak tow. Sierakowski ? Przeczą tym bredniom wypowiedzi tych, którzy wywoływali te przewroty - doskonale zdawali sobie sprawę, że rozlew krwi i rozliczne nieszczęścia towarzyszące rewolucjom to nie żadne ''błędy i wypaczenia'' czy ''reakcja na'' [ dopiero by było ! ] niezależne od ich utopijnych celów ale nieuniknione konsekwencje wcielania tychże w życie : wystarczy wspomnieć oburzenie Lenina na wieść o zniesieniu kary śmierci [ ''jak przeprowadzić rewolucję bez plutonów egzekucyjnych ?!'' ], powstałą w samym środku przetaczającej się wówczas przez Rosję zawieruchy i przez to dobrze oddającą jej ducha pracę Trockiego ''Terror i komunizm'' [ nomen omen ] czy Bucharina zachwalającego w tym samym czasie w ''ABC komunizmu'' rozstrzeliwanie jako świetną metodę ''bolszewickiej pedagogiki i higieny społecznej''... Zresztą trzymając się nawet tej swoistej, wywrotowej zaiste Sierakowskiej logiki to rozpatrywane same w sobie w oderwaniu od swych realnych skutków przyświecające rewolucjonistom ich utopijne programy kolektywnego, przyszłego życia są koszmarne i porażają kiczem - doprawdy tylko miałkie mózgi [ takie jak Lenina... ] mogą fascynować się czymś takim ! Co z wolnością ma wspólnego np. zarysowany przez Iljicza w jego ''Państwie i rewolucji'' projekt przyszłościowej komuny, gdzie niepotrzebna jest już policja bo wszyscy jesteśmy w niej swoimi własnymi policjantami ? [ choć zapewne bystrzacha Sławek już by mi to ''dialektycznie'' wyjaśnił tzn. zamotał do skołowacenia, a jak nie to na pewno któryś z jego bardziej krzepkich cerberów ''przetłumaczył'' skutecznie za pomocą kastetu lub kolby jak to zalecał w swoim czasie mentor Czesława Miłosza tow. Kroński ] Jedyne co można dobrego powiedzieć o panującym w ZSRR reżimie, jeśli w ogóle, to o latach Chruszczowa a zwłaszcza wczesnej ''breżniewszczyzny'' gdy zwolna ale nieubłaganie odchodził on od przyświecających jego początkom utopijnych programów [ lecz zachowując do końca totalistyczną strukturę, choć już bez ożywiającego ją wcześniej, na kształt zombie wprawdzie, ale jednak, rewolucyjnego ''ducha'' ] i towarzyszącego im jako nieunikniony ''koszt'' ich realizacji masowego terroru na rzecz budowania ''socjalnego państwa dobrobytu'' poprzez np. tworzenie wszędzie blokowisk [ koszmarnych wprawdzie, ale zawsze to lepsze niż nędzna ''komunałka'' ], zlikwidowanie neo-pańszczyźnianego przywiązania kołchoźników do ziemi, zgodę na poszerzanie obszaru wolności w różnych dziedzinach życia społecznego, sztuce etc. co zresztą przyczyniło się wydatnie do jego upadku bo tenże ''socjal'' z powodu chronicznej niewydolności planowej gospodarki odpowiadającej potrzebom najwyżej niewolników musiał być finansowany zagranicznymi kredytami, których spłacanie uniemożliwiała wspomniana niewydolność [ a więc błędne koło ]. Poza tym za to odchodzenie od ''rewolucyjnych ideałów'', ich ''zdradę'' do dzisiaj obrywa bęcki od niedobitków komuszych ortodoksów, bowiem nigdy istotą socjalizmu nie była, jak to do dzisiaj o zgrozo zdarza się wierzyć różnym ''pożytecznym idiotom'' żadna sprawiedliwość, nawet ta ''społeczna'', ale prometeizm czyli, powtórzę to jeszcze raz, tytaniczna wizja Człowieka-Boga, który mocą swego rozumu i woli sam tworzy rzeczywistość, i o tą kreację i realizację tejże wizji w lewicowości tak naprawdę chodzi, gdzie nie liczą się żadne, krwawe ''ludzkie koszta'' tego procesu bowiem nie człowiek konkretny lecz ''Człowiek przez C duże - idea, która buja w chmurze'' jak to słusznie zauważył kiedyś Szpotański jest jego przedmiotem, gdyż ci materialiści byli [ są ? ] przykładem bandy najbardziej bodaj wściekłych idealistów w historii. Nie mam już siły polemizować z bzdurnymi, wiszącymi w powietrzu tezami Sierakowskiego bo stężenie absurdów w jego tekście jest przytłaczające - chciałoby się wrzasnąć : ''i to jest wasz lider ?!'' Jeśli to ma być ta ''nadzieja młodej lewicy w Polsce'' to jako reakcjonista i ''prawicowe bydlę'' mogę spać spokojnie... [ no, chyba że wybuchnie prawdziwa rewolucja, gdzie przesądzają inne kryteria niż inteligencja - vide ''filozof'' Lenin ] Owszem, środowisko ''KP'' ma na swoim koncie też pożyteczne i ożywcze dla stęchłej atmosfery intelektualnej III RP inicjatywy np. przypominanie dorobku takich zapoznanych polskich lewicowych, choć dalekich od soc-marksistowskiej ortodoksji myślicieli politycznych jak Stanisław Brzozowski czy Kazimierz Kelles - Krauz, sęk tylko w tym iż to samo robi od dawna środowisko lewicy ''Solidarnościowej'' skupione wokół ''Obywatela'' [ choćby na tym portalu ] mniej spektakularnie za to daleko rzetelniej śmiem twierdzić - jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia hucpy, zasadniczej ściemy jaka kryje się za działaniami ''Kretynyki'' : być może przyczyną jest tu genetyczna [ najdosłowniej, tak w sensie koligacji rodzinnych jak i ideowych ] niezdolność do buntu wobec ''salonowych'' elit tworzących ją ''chorych dzieci kapitalizmu, mówiących coś o rewolucji, samemu będąc spod znaku Mao Tse-tunga, Che Guevary czy Edwarda Gierka, i niemających pojęcia o buncie w obliczu realnych problemów'' jak to trafnie ujął kiedyś Konjo i dlatego żadne Piątkowe kaznodziejskie pomstowanie na Baal-cerowicza niczego tu nie zmieni. Poza tym źródłem owej nieautentyczności jest fundamentalna sprzeczność jaka zachodzi między ich niewątpliwym zaangażowaniem w walkę o prawa [ ? ] homoseksualistów, których poważna nadreprezentacja występuje w ''kapitalistycznym'' establishmencie wobec którego niby tak się buntują a jednoczesnym, deklaratywnym przynajmniej poparciem dla sprawy ekonomicznie wykluczonych, a których tak się składa w naszym kraju reprezentują z reguły tak nienawidzący tychże pederastów... faszyści [ co zresztą przyznał ostatnio nawet sam Tomcio ] - nie znaczy to oczywiście, że nie ma ''niewykształconych gejów z małych ośrodków'' zarabiających po 900 zł w jakichś ''Bidronkach'' itp. ale trudno mi sobie wyobrazić pogodzenie wygody tyłka takiego wyzyskiwacza jak dajmy [ ale nie mu ] na to Krystian ''malowany ułan'' Legierski, ponoć traktującego swoich pracowników jak szmaty z postulatami polepszenia kondycji tychże... No i najlepszym dowodem wspomnianej wyżej nędzy intelektualnej ''KP'' jest, że ich faktycznym patronem nie jest wcale Brzozowski, ale ten pajac Żiżek,''Palikmiot filozofii'' z lansowaniem którego u swych początków są głównie kojarzeni [ o innym błaźnie Badiou uprawiającym jakieś dialektyczne czary-mary i inne ''demoniczne nad-użycia'' z chrześcijaństwem już nie wspominając ].
Na koniec gwoli uczciwości trzeba jednak przyznać Piątkowi, że czasem ma przebłyski i zdarza mu się pisać sensownie - szkoda...
sobota, 21 maja 2011
Napruty miś z czerwonym sierpem.
- dzisiaj zaoranie kolejnego gnoja, tym razem z drugiej strony [ ? ] barykady : paranoidalnego sekciarza i postheroinisty Tomasza Piątka [ przy okazji nie obędzie się bez przejechania pługiem po paru stowarzyszonych zeń idiotach ]. Zanim jednak przystąpię do tej niewdzięcznej, acz koniecznej i pożytecznej czynności jeszcze dwie uwagi tyczące poprzedniego wpisu : 1 - przy całym moim krytycyźmie wobec Ayn Rand muszę jednak przyznać, że jej niewątpliwą zasługą jest zaszczepienie pop-kulturze atrakcyjnego wzorca przedsiębiorcy i pozytywnego wizerunku kapitalizmu, co przynajmniej choć trochę zrównoważyło wpływy wszelkiej maści lewactwa, którymi jest przesiąknięta [ nawet jeśli ten ideał kapitalisty niepokojąco przypomina spiżowego bolszewickiego komisarza z socrealistycznej literatury... ] 2 - po moim zjechaniu Cockmana spotkałem się z uwagą, że chyba miałem wtedy zły dzień - bynajmniej, nie było to jakieś zwykłe odreagowanie czy wyżycie się, ale moja reakcja była, podobnie jak i teraz, podyktowana bezprzykładnym chamstwem i doktrynerską tępotą jaką reprezentują tego typu mentalni ZMP-owcy ! Nie poświęcałbym im tutaj tyle miejsca, bo szkoda czasu na idiotów, gdybym na ich przykładzie nie mógł obnażyć i zniszczyć intelektualnie pewnych patologii, które uosabiają wręcz w klinicznej postaci i o to tu chodzi a nie złe samopoczucie autora lub fakt, że śmią mieć jakieś inne zdanie - moją furię wzbudza wyłącznie ich agresja i apodyktyczność, nieumiejętność podjęcia merytorycznej dyskusji co zwalnia mnie z przestrzegania zasad takowej wobec nich : trudno kulturalnie rozmawiać z kimś, kto ''filozofuje młotem'' a raczej sam nim jest...
A teraz do rzeczy : od dłuższego już czasu wkurwia mnie pan Piątek nawet nie tyle ze względu na swe lewackie [ przypomnę, że od jakiś 2-óch lat produkuje się na stronie ''Kretynyki'' ] co protestanckie odjeby, ale dotąd przechodziłem nad tym do porządku, bowiem gość jest obdarzony pewnym, trza przyznać, talentem, sprawnie włada słowem i obok potoku przesyconego jadem nienawiści wobec katolicyzmu i polskości bełkotu, który zwykle z siebie wydziela zdarza mu się czasem wyskoczyć z jakimś sensownym spostrzeżeniem a nawet błyskotliwym dość konceptem, ostatnio jednak straciłem cierpliwość do tego skurwiela, kiedy ''z okazji'' beatyfikacji JP II postanowił, pewnie po to by dorównać uwielbianemu tak przezeń Lutrowi [ jakiś kompleks ? ], opublikować antypapieski paszkwil pod megalomańskim tytułem ''Anty-papież''. Tu ważna uwaga : nie jestem katolikiem, ani nawet nie uważam się za chrześcijanina [ o ile rzecz jasna można nim nie być rodząc się i wychowując w takiej kulturze jak nasza - daleki jestem od determinizmu, ale byłbym skończonym idiotą gdybym lekceważył swoje uwarunkowania ], na pewno też byłoby za co przyczepić się do Wojtyły np. afery pedofilskie i wałki finansowe, otwartą też kwestią jest dla mnie jego stosunek do lustracji - jakoś nie chce mi się wierzyć, że papież nic nie wiedział o uwikłaniu wielu znaczących postaci i hierarchów Kościoła jak choćby niedawno zmarły tw ''Filozof'' we współpracę z komunistyczną bezpieką - piszę o tym, by było jasne, że nie przemawiam tu z pozycji kogoś oburzonego urażeniem jego uczuć religijnych czy czymś takim. Szczerze mówiąc polski papież nigdy nie był dla mnie autorytetem, z niektórymi jego wypowiedziami się zgadzałem a z innymi nie, nie studiowałem też jego encyklik i nie mam jakoś poczucia bym coś przez to specjalnie tracił [ ale może się mylę ? ]. W każdym razie nie religijne przekonania są powodem mojego wkurwienia, ale niebotyczna wręcz hipokryzja i bezczelność tego neofickiego, zlewaczałego protestanckiego zjeba ! Ja wychodzę z założenia, że zanim zacznie się wypominać sąsiadowi zafajdane podwórko, to warto przedtem posprzątać na swoim, albo przyznać samemu, że ma się na nim kupę gnoju i wtedy siedzieć cicho - otóż prosta uczciwość, a nawet typowo protestancka sumienność można by rzec kazałaby Tomaszkowi skoro tak zachwala ten Protestantyzm kosztem Katolicyzmu najpierw wspomnieć co ten jego Luter Superstar wypisywał na temat Żydów czy ''czarownic'' albo jak podjudzał do masakrowania chłopów podczas ich ówczesnego buntu w Niemczech pod wodzą Munzera, mógłby też chociaż napomknąć o tzw. ''chrześcijańskich syjonistach'' czyli protestanckich sekciarzach w USA, którzy gorliwie popierają Izrael, bo wierzą, że jak Żydzi z Arabami obrzucą się atomówkami to nastąpi Apokalipsa i obiecane w Piśmie przyjście Mesjasza... Można by machnąć na to ręką, gdyby chodziło o garstkę nieszczęsnych histeryków zaszytych gdzieś w Apallachach czy Górach Skalistych, ale tutaj mówimy o ruchu, który w samych Stanach liczy sobie z kilkadziesiąt milionów zwolenników i przede wszystkim bardzo wpływowym, jego wyznawcami było i jest nadal wielu znaczących polityków tak w administracji Busha jak i Obamy... [ dodam tylko, że z podobnych powodów mam kłopot z Palikmiotem czy p-osłem Kopycińskim : też bym chciał, żeby ktoś w końcu dobrał się do tyłka Pieronkowi czy Glempowi, ot choćby za utopienie niebotycznych wręcz sum w takie g... jak ta Świątynia Opatrzności Bożej, która wygląda jak siedziba scjentologów albo inszych pojebów wierzących w UFO i modlących się do małych zielonych ludzików z antenkami, ale najpierw niech biłgorajski filozof przestanie ściemniać, że renciści i studenci sfinansowali mu kampanię wyborczą i chować lewą kasę w rajach tropikalno-podatkowych zaś skurwiałe czerwone pijawki z LSD oddadzą to, czego się nakradły stokroć więcej od najbardziej zepsutych klechów a często wraz z nimi ! ] Tak czy siak jeśli mam wybierać między kimś takim jak ''katolicki Jacyków'' Petz czy nawet Narcybiskup Życiński [ który żałośnie bronił się łżąc bezczelnie, że przez kilkanaście lat ''ewangelizował'' jakiegoś ubeka w postronnym mieszkaniu, co nawet biorąc za dobrą monetę i tak byłoby kompromitacją dla zwykłego księdza a cóż dopiero dla Jego Eminencji - tyle czasu i nic, żadnego nawrócenia ?! ] a jakimś zaplutym od nienawiści pastorem z obłędem w oczach wymachującym Biblią i palącym Koran, inaczej mówiąc skoro mam już do wyboru hipokrytę i fanatyka - wybieram hipokrytę ! Podobnie z kolejnym typowo protestanckim oskarżeniem katolicyzmu o ''bałwochwalstwo'' - faktycznie ta odmiana chrześcijaństwa przesycona jest pogańskimi wpływami i dalej w tym względzie poszło chyba tylko prawosławie [ pamiętam jak kiedyś zobaczyłem w krakowskim muzeum oryginalną egipską rzeźbę z epoki przedstawiającą Izydę z małym Ozyrysem na ręku, myślałem wtedy, że pierdolnę - dokładnie ten sam motyw co Matka Boska z Dzieciątkiem ! ] tylko ja się pytam : no i co k... z tego ?!? To właśnie bardzo dobrze, bo dzięki temu chrześcijaństwo łatwiej zakorzenia się w miejscowych kulturach i jest przez to bardziej przystępne, zarazem wewnętrzne zróżnicowanie i pewna doza właściwego dla każdej ''ludowości'' barbarzyństwa zapewnia mu witalność a z kolei odgórny wpływ cywilizacji łacińskiej, też przecież pogańskiej, pozwala zachować mu jego uniwersalny wymiar i łagodzi prymityw plemiennych atawizmów, jaki mniej rozwinięci cywilizacyjnie poganie wraz ze swym nawróceniem do chrześcijaństwa zwykle wnoszą. Oba zaś te poganizmy, tak ''wysoki'', rzymski jak i ''niski'' związany z lokalnym plemiennym kontekstem mają dobroczynny wpływ neutralizując w dużym stopniu w chrześcijaństwie pierwiastek jahwizmu, surowej religii żydowskich proroków, tych wspaniałych wizjonerów ale wściekłych fanatyków zarazem - nie będę ukrywał, że wolę Chrystusa, który wprawdzie też nie był bynajmniej ''pedałem w różowej koszuli nocnej'' jak to pisał o jego wizerunku na świętych obrazkach Philip Roth, potrafił przegonić kupców ze Świątyni czy przekląć figowca tak by usechł, nie mówiąc już o jego cudzie zamiany wody w wino, co nie musi oczywiście znaczyć zaraz że ostro balangował ale na pewno nie chodził cały czas zbolały tak jak to się przedstawia na wspomnianych kiczowatych obrazach, ostatecznie jednak był zdolny ponieść ofiarę z własnego życia męczeńską, straszną śmiercią na krzyżu wierząc, że w ten sposób odkupuje zło innych ludzi [ nawet jeśli było to li tylko iluzją i tak godne jest najwyższego szacunku a nie pogardliwego śmiechu do którego zdolni są tylko sataniści z rozmiękłym od syfilisu mózgiem ] od tego psychopaty Jahwe, który sam o sobie mówi, że jest bóstwem mściwym i zazdrosnym karzącym każdą zdradę aż do trzeciego pokolenia [ czyli ''zbiorowa odpowiedzialność'' jak ch... ! ] i biorącym krwawą pomstę na swych wrogach, zsyłającym na nich najstraszliwsze plagi, potop i ogień oraz każącym obracać w perzynę całe miasta tych, którzy śmieli mu się sprzeciwić nie oszczędzając przy tym nie tylko kobiet i dzieci ale nawet zwierząt ! Właściwie to Jehowa powinien nosić przydomek Wielki Eksterminator - nieprzypadkowo Stary Testament [ czy jak wolą Żydzi Tora ] z Nowego zaś tylko Apokalipsa św. Jana to ulubiona lektura wszystkich masowych morderców i czubów i nieprzypadkiem też są to księgi na które kładzie się szczególny nacisk w protestanckiej odmianie chrześcijaństwa... [ nawet Piątek jakiś czas temu to przyznał zdumiewając się tym jak dużo w Biblii pisze się o eksterminacji - w związku z tym przyszła mi do głowy przy okazji informacji jaka kiedyś przemknęła przez serwisy o znalezieniu rzekomych dowodów na żydowskie pochodzenie Hitlera bardzo niepoprawna politycznie myśl : wprawdzie nie za bardzo w to wierzę, ale gdyby okazało się to prawdą, a już z nie takimi absurdami tak bywało, to wyjaśniło by się wtedy skąd czerpał inspirację.... Matko Bosko, co jo godom, co jo godom.... ]
Idźmy dalej : zarzut obarczający sprzeciw Kościoła Katolickiego wobec radosnego rozdawnictwa prezerwatyw jakie rzekomo miałoby zapobiec HiV odpowiedzialnością za szerzenie się tej choroby zwłaszcza w krajach czarnej Afryki jest jednym z najgłupszych i najbardziej odrażających lewackich stereotypów - po pierwsze jest to zarzut jawnie rasistowski [ a wbrew pozorom to lewica właśnie jest bardziej szowinistyczna i imperialna od prawicy ] bo utożsamia plagę AIDS z całą czarną Afryką tymczasem jest to problem tylko kilku krajów tej części kontynentu [ za to bardzo poważny trza przyznać ] w pozostałych zaś przyczyny ich kłopotów są bardziej ''tradycyjne'' : nędza, tropikalne, wciąż niezwalczone choroby jak np. malaria, wysoka śmiertelność niemowląt spowodowana brakiem odpowiedniej opieki medycznej, konflikty etniczne, religijne czy ideologiczne itp. Po drugie : HIV jak wspomniałem faktycznie przybrał formę masowej epidemii w niektórych z nich, ale tak się składa, że akurat tych, gdzie katolicyzm ma nikły wpływ lub zgoła żadny - w RPA, gdzie z powodu AIDS wyludniają się już całe rejony, chrześcijaństwo występuje głównie w jego odmianie protestanckiej właśnie [ co na to Tomciu i banda baranów z ''KP'' ?! ], albo kalwińskiej przyniesionej przez holenderskich Burów lub anglikańskiej pochodzącej od brytyjskich kolonizatorów : biskup Desmond Tutu, jeden z najbliższych współpracowników Mandeli jest biskupem kościoła anglikańskiego a nie katolickiego co wielu bałwanom zdaje się wciąż mylić. W każdym razie nie ma tam najmniejszych problemów z dostępem do prezerwatyw, którymi różne ''międzynarodowe organizacje'' ten kraj wręcz zarzucają i g... kompletnie to daje - przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, ale główną z nich na pewno zwykłe kołtuństwo jego mieszkańców [ z prezydentem na czele ! ], ciemnota o najzupełniej pogańskiej proweniencji, która każe uznawać AIDS za wymysł białasów lub leczyć się zeń korzystając z ''naturalnych'' metod różnych znachorów : kiedyś oglądałem wstrząsający dokument o tym, poruszyła mnie w nim zwłaszcza historia starszej kobiety, dotąd zdrowej, którą zgwałcił jakiś skurwiel bo mu szaman - nie ksiądz ani pastor podkreślam, ale czarownik - ''poradził'' że jak prześpi się z kobietą, która już nie miesiączkuje to mu HIV przejdzie... oczywiście nic mu to nie pomogło a jeszcze spierdolił życie niewinnej staruszce zbok jeden, ch... zresztą z nim, ale mam nadzieję, że ta pogańska dziwka odpowiedzialna za to skończyła w potwornych mękach zadanych mu przez demona, którego niewątpliwie był sługą ! Co zaś tyczy się pedofilii to w niczym nie umniejszając tej rzeczywiście kompromitującej dla Kościoła odrażającej chujni, nawet nie tyle przez swoją skalę co bezduszne tolerowanie jej przez hierarchów, przypomnę tylko w tym kontekście, że w nie mniejszym stopniu problem tego zboczenia występuje w protestantyźmie czy innych wyznaniach np. Hare Kriszna lub najzupełniej świeckich, państwowych ośrodkach wychowawczych [ niedawno w Portugalii głośna była sprawa wykorzystywania seksualnego wychowanków takich zakładów w które zamieszanych było wielu przedstawicieli ichniej ''elity'' : polityków, dziennikarzy etc. nikt jednak w związku z tym jakoś nie podniósł postulatu rozwiązania, tak jak to w przypadku KK, państwa a szkoda... ] nie wspominając już o gejach czy rabinach... - cholera jasna, jak się nie przymknę to nie wiem do jakich jeszcze wniosków mnie to rozumowanie zaprowadzi : może dojść do tego, że lokalna mutacja ''GW'' ogłosi, że wraz ze ''Staruchem'' chcę wprowadzić w Polsce ''faszyzm'' i dopiero będzie !
No i na koniec argument może najpoważniejszy - że Kościół Katolicki z Papieżem na czele w zamian za przywileje i konkordaty pobłogosławił tzw. ''transformację ustrojową'' wraz z towarzyszącą jej barbarzyńską, ''trzecioświatową'' raczej niż europejską, wersją [ pseudo]kapitalizmu pozostawiając na pastwę losu miliony swoich wyznawców : owszem, pisał o tym zresztą kiedyś, tylko z większą kulturą i bardziej dogłębnie [ bo to i postać znacznie większego formatu ] katolicki jak najbardziej filozof i publicysta Dariusz Karłowicz, sęk tylko w tym, że to zarzut nie tyle do zmarłego papieża ile rodzimego kościoła i to akurat tej jego bardziej ''oświeconej'', ''postępowej'' części, której główną tubą przez wiele lat był ''katolicki dodatek do ''Wyborczej'' czyli ''Tygodnik Powszechny'' a patronem i ideologiem ks. Tischner - taak, bardzo chciałbym, żeby ktoś w końcu odważył się przypierdolić temu salonowemu odpowiednikowi Ojca Dyktatora, nie mówiąc już o naszym ''świeckim błogosławionym'' Jacku Kuroniu... Nie wchodząc w kwestię odpowiedzialności samego papieża za ten stan rzeczy, bo jak wspominałem wyżej ani jego encyklik czy ''katolickiej nauki społecznej'' w wydaniu JP II kompletnie nie znam, więc nie czuję się władny tego tutaj rozstrzygać, choć warto wspomnieć, że publicysta ''Czwórek'' Michał Łuczewski nazwał inspirowany niewątpliwie przez społeczne nauczanie Kościoła ruch ''Solidarności'' wprost ''socjalizmem z boską twarzą'' , gwoli sprawiedliwości trzeba jednak zapoznać się też z wątpliwościami, jakie względem tegoż formułuje z lewicowej perspektywy Jakub Majmurek z ''KP'', mogę się natomiast zająć w tym miejscu Piątkową ignorancją w materii kapitalizmu na którego temat tak się mądruje, tym bardziej przerażającej, że przecież ten facet ma niewątpliwe zasługi i wieloletnie doświadczenie na polu rodzimego biznesu [ a może właśnie dlatego ? ale w takim razie dlaczego, jak to wynika dobitnie z jego pisaniny g... o tym wie ?! ]. Gość w kuriozalnym ''liście otwartym'' do innego, jeszcze większego głupka z ''KP'' Cezarego Michalskiego pisze z emfazą : ''jednym z największych globalnych morderców jest pozbawiony regulacji biznes'' - nie !!! Jest dokładnie na odwrót : to państwa wraz z pseudokapitalistycznymi korporacjami za pomocą rosnącej liczby regulacji rozpieprzają świat ! Czy temu durniowi nie daje do myślenia, że to co się buduje teraz [ poza stadionami, które zresztą wkrótce potem się zamyka ] to głównie banki, hipermarkety i urzędy ? Czy nie dostrzega nie tak trudnej do wyjaśnienia symetrii pomiędzy nimi, nie czuje dławiącego ucisku wzrastającej w lawinowym tempie ilości coraz bardziej absurdalnych przepisów, zarządzeń ? Że korporacje mogą stosować dumpingowe ceny wykańczające nieuczciwie konkurencję i bezwzględny wyzysk pracowników właśnie dzięki dotacjom i ulgom, których udzielają im takie lub inne WŁADZE [ za co oczywiście odwdzięczają się im hojnie sypiąc groszem na ich kampanie czy prywatne konta polityków ] ?! Frazes o ''braku państwowej regulacji'' jako rzekomej przyczynie obecnego kryzysu jest jednym z najbardziej kołtuńskich lewackich komunałów i dobitnym przykładem niewolniczej mentalności tych miłośników ''tolerancji'' i ''wolności'' - jak w takim razie wyjaśnić, że krach zaczął się właśnie na najbardziej spętanym rozmaitymi regulacjami rynku nieruchomości ? Któryż to bank działający na własny rozrachunek udzielałby kredytów ''podprogowych'' tzn. tym właśnie, o których doskonale wiedział, że ich nie spłacą - ?! ''Pożyczylibyście'' 1000 czy nawet 100 zł menelowi ? - ... Ale gdyby tak za tą stówę państwo oddawałoby wam z 500 abo i więcej nie zrobilibyście tego ? Bo ja tak ! A jeszcze jakby mi płaciło od łebka to sam bym latał i rozdawał tą kasę na prawo i lewo komukolwiek - a tak to w nie tak wielkim uproszczeniu właśnie tam wyglądało. Pomijam już, że działający w warunkach rzeczywiście wolnorynkowej gospodarki bankier poniósłby bolesne konsekwencje swojej nieodpowiedzialności, tymczasem te skurwysyny zarobiły na własnym bankructwie jeszcze ciężkie miliardy ! A kto im sypnął groszem z państwowej kiesy, no pajace ?! - Wasz postępowy i bombardujący Talibów ''dyskursem emancypacyjnym i okołooświeceniowym'' Obama [ choć trza przyznać, że za rozkwit tej patologii odpowiedzialny jest głównie ten neokoński kutas Bush ]. I jeszcze ten towarzyszący komunałowi o ''anarchicznym rynku'' [ koszmar wszystkich socjalistów z Marksem na czele ! ] tekst Piątka o nieuchronnie z tym bezhołowiem skorelowanej ''hegemonii prawicy'' : hegemonia czyli totalne panowanie, które oznacza brak jakichkolwiek ograniczeń czy regulacji - hmm... Widzę, że heroina pozostawiła w Piątkowym mózgu wielkie puste miejsca po których hulają wiatry z obrzmiałej hemoroidami dupy Marksa - oj, zjebały się te synapsy, zwłaszcza w płatach czołowych : na- a raczej wz-dęty Tomaszek to chodzący dowód, że narkotyki faktycznie szkodzą, osobliwie te ciężkie. Być może zresztą jego obecna rewolucyjna bieżączka ma związek z jakimiś problemami gastrycznymi i otyłością - ? Gdzieś spotkałem się z tezą, że marzenie o Rewolucji, radykalnym przewrocie zmieniającym kompletnie rzeczywistość, to podświadome, głęboko ukryte pragnienie wielkiego WYSRANIA SIĘ, totalnego ulżenia obolałym bebechom : fakt faktem, że wśród wielkich rewolucjonistów występuje zadziwiająca nadreprezentacja cierpiących na epickie wręcz zaparcia herosów z otwierającym ten imponujący poczet Karolem-hemoroidem na czele - i stąd pewnie lewa-tywa...
... I mógłbym tak jeszcze długo, ale prawdę mówiąc nie starcza mi już cierpliwości i czasu zajmować się tą luterańską purchawą zaangażowaną i pełną poświęcenia dla SPRAWY jak Magda Goebbels w tym i tak ponad miarę rozrośniętym poście - znowu spłodziłem monstrum ! Ale bo też i jego tematem był potwór... czyli wg swojego własnego określenia ''mały misio z krwawym [ czerwonym ] sierpem'', choć ja bym raczej powiedział podstarzały i mocno napruty niedźwiedź, który w latach swej świetności był rokokowym puto na heroinowym odlocie.
p.s. Z tego wszystkiego nie zająłem się też obiecanym na wstępie zaoraniem jeszcze większego głąba Czarka Michalskiego i ogólnie środowiska ''KP'' z jego oberfuhrerem Sierakowskim na czele, a obecność ich obu na ich portalu jest niezwykle symptomatyczna [ to nie ludzie - to przypadki ] dla stanu tego środowiska - inną razą !
A teraz do rzeczy : od dłuższego już czasu wkurwia mnie pan Piątek nawet nie tyle ze względu na swe lewackie [ przypomnę, że od jakiś 2-óch lat produkuje się na stronie ''Kretynyki'' ] co protestanckie odjeby, ale dotąd przechodziłem nad tym do porządku, bowiem gość jest obdarzony pewnym, trza przyznać, talentem, sprawnie włada słowem i obok potoku przesyconego jadem nienawiści wobec katolicyzmu i polskości bełkotu, który zwykle z siebie wydziela zdarza mu się czasem wyskoczyć z jakimś sensownym spostrzeżeniem a nawet błyskotliwym dość konceptem, ostatnio jednak straciłem cierpliwość do tego skurwiela, kiedy ''z okazji'' beatyfikacji JP II postanowił, pewnie po to by dorównać uwielbianemu tak przezeń Lutrowi [ jakiś kompleks ? ], opublikować antypapieski paszkwil pod megalomańskim tytułem ''Anty-papież''. Tu ważna uwaga : nie jestem katolikiem, ani nawet nie uważam się za chrześcijanina [ o ile rzecz jasna można nim nie być rodząc się i wychowując w takiej kulturze jak nasza - daleki jestem od determinizmu, ale byłbym skończonym idiotą gdybym lekceważył swoje uwarunkowania ], na pewno też byłoby za co przyczepić się do Wojtyły np. afery pedofilskie i wałki finansowe, otwartą też kwestią jest dla mnie jego stosunek do lustracji - jakoś nie chce mi się wierzyć, że papież nic nie wiedział o uwikłaniu wielu znaczących postaci i hierarchów Kościoła jak choćby niedawno zmarły tw ''Filozof'' we współpracę z komunistyczną bezpieką - piszę o tym, by było jasne, że nie przemawiam tu z pozycji kogoś oburzonego urażeniem jego uczuć religijnych czy czymś takim. Szczerze mówiąc polski papież nigdy nie był dla mnie autorytetem, z niektórymi jego wypowiedziami się zgadzałem a z innymi nie, nie studiowałem też jego encyklik i nie mam jakoś poczucia bym coś przez to specjalnie tracił [ ale może się mylę ? ]. W każdym razie nie religijne przekonania są powodem mojego wkurwienia, ale niebotyczna wręcz hipokryzja i bezczelność tego neofickiego, zlewaczałego protestanckiego zjeba ! Ja wychodzę z założenia, że zanim zacznie się wypominać sąsiadowi zafajdane podwórko, to warto przedtem posprzątać na swoim, albo przyznać samemu, że ma się na nim kupę gnoju i wtedy siedzieć cicho - otóż prosta uczciwość, a nawet typowo protestancka sumienność można by rzec kazałaby Tomaszkowi skoro tak zachwala ten Protestantyzm kosztem Katolicyzmu najpierw wspomnieć co ten jego Luter Superstar wypisywał na temat Żydów czy ''czarownic'' albo jak podjudzał do masakrowania chłopów podczas ich ówczesnego buntu w Niemczech pod wodzą Munzera, mógłby też chociaż napomknąć o tzw. ''chrześcijańskich syjonistach'' czyli protestanckich sekciarzach w USA, którzy gorliwie popierają Izrael, bo wierzą, że jak Żydzi z Arabami obrzucą się atomówkami to nastąpi Apokalipsa i obiecane w Piśmie przyjście Mesjasza... Można by machnąć na to ręką, gdyby chodziło o garstkę nieszczęsnych histeryków zaszytych gdzieś w Apallachach czy Górach Skalistych, ale tutaj mówimy o ruchu, który w samych Stanach liczy sobie z kilkadziesiąt milionów zwolenników i przede wszystkim bardzo wpływowym, jego wyznawcami było i jest nadal wielu znaczących polityków tak w administracji Busha jak i Obamy... [ dodam tylko, że z podobnych powodów mam kłopot z Palikmiotem czy p-osłem Kopycińskim : też bym chciał, żeby ktoś w końcu dobrał się do tyłka Pieronkowi czy Glempowi, ot choćby za utopienie niebotycznych wręcz sum w takie g... jak ta Świątynia Opatrzności Bożej, która wygląda jak siedziba scjentologów albo inszych pojebów wierzących w UFO i modlących się do małych zielonych ludzików z antenkami, ale najpierw niech biłgorajski filozof przestanie ściemniać, że renciści i studenci sfinansowali mu kampanię wyborczą i chować lewą kasę w rajach tropikalno-podatkowych zaś skurwiałe czerwone pijawki z LSD oddadzą to, czego się nakradły stokroć więcej od najbardziej zepsutych klechów a często wraz z nimi ! ] Tak czy siak jeśli mam wybierać między kimś takim jak ''katolicki Jacyków'' Petz czy nawet Narcybiskup Życiński [ który żałośnie bronił się łżąc bezczelnie, że przez kilkanaście lat ''ewangelizował'' jakiegoś ubeka w postronnym mieszkaniu, co nawet biorąc za dobrą monetę i tak byłoby kompromitacją dla zwykłego księdza a cóż dopiero dla Jego Eminencji - tyle czasu i nic, żadnego nawrócenia ?! ] a jakimś zaplutym od nienawiści pastorem z obłędem w oczach wymachującym Biblią i palącym Koran, inaczej mówiąc skoro mam już do wyboru hipokrytę i fanatyka - wybieram hipokrytę ! Podobnie z kolejnym typowo protestanckim oskarżeniem katolicyzmu o ''bałwochwalstwo'' - faktycznie ta odmiana chrześcijaństwa przesycona jest pogańskimi wpływami i dalej w tym względzie poszło chyba tylko prawosławie [ pamiętam jak kiedyś zobaczyłem w krakowskim muzeum oryginalną egipską rzeźbę z epoki przedstawiającą Izydę z małym Ozyrysem na ręku, myślałem wtedy, że pierdolnę - dokładnie ten sam motyw co Matka Boska z Dzieciątkiem ! ] tylko ja się pytam : no i co k... z tego ?!? To właśnie bardzo dobrze, bo dzięki temu chrześcijaństwo łatwiej zakorzenia się w miejscowych kulturach i jest przez to bardziej przystępne, zarazem wewnętrzne zróżnicowanie i pewna doza właściwego dla każdej ''ludowości'' barbarzyństwa zapewnia mu witalność a z kolei odgórny wpływ cywilizacji łacińskiej, też przecież pogańskiej, pozwala zachować mu jego uniwersalny wymiar i łagodzi prymityw plemiennych atawizmów, jaki mniej rozwinięci cywilizacyjnie poganie wraz ze swym nawróceniem do chrześcijaństwa zwykle wnoszą. Oba zaś te poganizmy, tak ''wysoki'', rzymski jak i ''niski'' związany z lokalnym plemiennym kontekstem mają dobroczynny wpływ neutralizując w dużym stopniu w chrześcijaństwie pierwiastek jahwizmu, surowej religii żydowskich proroków, tych wspaniałych wizjonerów ale wściekłych fanatyków zarazem - nie będę ukrywał, że wolę Chrystusa, który wprawdzie też nie był bynajmniej ''pedałem w różowej koszuli nocnej'' jak to pisał o jego wizerunku na świętych obrazkach Philip Roth, potrafił przegonić kupców ze Świątyni czy przekląć figowca tak by usechł, nie mówiąc już o jego cudzie zamiany wody w wino, co nie musi oczywiście znaczyć zaraz że ostro balangował ale na pewno nie chodził cały czas zbolały tak jak to się przedstawia na wspomnianych kiczowatych obrazach, ostatecznie jednak był zdolny ponieść ofiarę z własnego życia męczeńską, straszną śmiercią na krzyżu wierząc, że w ten sposób odkupuje zło innych ludzi [ nawet jeśli było to li tylko iluzją i tak godne jest najwyższego szacunku a nie pogardliwego śmiechu do którego zdolni są tylko sataniści z rozmiękłym od syfilisu mózgiem ] od tego psychopaty Jahwe, który sam o sobie mówi, że jest bóstwem mściwym i zazdrosnym karzącym każdą zdradę aż do trzeciego pokolenia [ czyli ''zbiorowa odpowiedzialność'' jak ch... ! ] i biorącym krwawą pomstę na swych wrogach, zsyłającym na nich najstraszliwsze plagi, potop i ogień oraz każącym obracać w perzynę całe miasta tych, którzy śmieli mu się sprzeciwić nie oszczędzając przy tym nie tylko kobiet i dzieci ale nawet zwierząt ! Właściwie to Jehowa powinien nosić przydomek Wielki Eksterminator - nieprzypadkowo Stary Testament [ czy jak wolą Żydzi Tora ] z Nowego zaś tylko Apokalipsa św. Jana to ulubiona lektura wszystkich masowych morderców i czubów i nieprzypadkiem też są to księgi na które kładzie się szczególny nacisk w protestanckiej odmianie chrześcijaństwa... [ nawet Piątek jakiś czas temu to przyznał zdumiewając się tym jak dużo w Biblii pisze się o eksterminacji - w związku z tym przyszła mi do głowy przy okazji informacji jaka kiedyś przemknęła przez serwisy o znalezieniu rzekomych dowodów na żydowskie pochodzenie Hitlera bardzo niepoprawna politycznie myśl : wprawdzie nie za bardzo w to wierzę, ale gdyby okazało się to prawdą, a już z nie takimi absurdami tak bywało, to wyjaśniło by się wtedy skąd czerpał inspirację.... Matko Bosko, co jo godom, co jo godom.... ]
Idźmy dalej : zarzut obarczający sprzeciw Kościoła Katolickiego wobec radosnego rozdawnictwa prezerwatyw jakie rzekomo miałoby zapobiec HiV odpowiedzialnością za szerzenie się tej choroby zwłaszcza w krajach czarnej Afryki jest jednym z najgłupszych i najbardziej odrażających lewackich stereotypów - po pierwsze jest to zarzut jawnie rasistowski [ a wbrew pozorom to lewica właśnie jest bardziej szowinistyczna i imperialna od prawicy ] bo utożsamia plagę AIDS z całą czarną Afryką tymczasem jest to problem tylko kilku krajów tej części kontynentu [ za to bardzo poważny trza przyznać ] w pozostałych zaś przyczyny ich kłopotów są bardziej ''tradycyjne'' : nędza, tropikalne, wciąż niezwalczone choroby jak np. malaria, wysoka śmiertelność niemowląt spowodowana brakiem odpowiedniej opieki medycznej, konflikty etniczne, religijne czy ideologiczne itp. Po drugie : HIV jak wspomniałem faktycznie przybrał formę masowej epidemii w niektórych z nich, ale tak się składa, że akurat tych, gdzie katolicyzm ma nikły wpływ lub zgoła żadny - w RPA, gdzie z powodu AIDS wyludniają się już całe rejony, chrześcijaństwo występuje głównie w jego odmianie protestanckiej właśnie [ co na to Tomciu i banda baranów z ''KP'' ?! ], albo kalwińskiej przyniesionej przez holenderskich Burów lub anglikańskiej pochodzącej od brytyjskich kolonizatorów : biskup Desmond Tutu, jeden z najbliższych współpracowników Mandeli jest biskupem kościoła anglikańskiego a nie katolickiego co wielu bałwanom zdaje się wciąż mylić. W każdym razie nie ma tam najmniejszych problemów z dostępem do prezerwatyw, którymi różne ''międzynarodowe organizacje'' ten kraj wręcz zarzucają i g... kompletnie to daje - przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele, ale główną z nich na pewno zwykłe kołtuństwo jego mieszkańców [ z prezydentem na czele ! ], ciemnota o najzupełniej pogańskiej proweniencji, która każe uznawać AIDS za wymysł białasów lub leczyć się zeń korzystając z ''naturalnych'' metod różnych znachorów : kiedyś oglądałem wstrząsający dokument o tym, poruszyła mnie w nim zwłaszcza historia starszej kobiety, dotąd zdrowej, którą zgwałcił jakiś skurwiel bo mu szaman - nie ksiądz ani pastor podkreślam, ale czarownik - ''poradził'' że jak prześpi się z kobietą, która już nie miesiączkuje to mu HIV przejdzie... oczywiście nic mu to nie pomogło a jeszcze spierdolił życie niewinnej staruszce zbok jeden, ch... zresztą z nim, ale mam nadzieję, że ta pogańska dziwka odpowiedzialna za to skończyła w potwornych mękach zadanych mu przez demona, którego niewątpliwie był sługą ! Co zaś tyczy się pedofilii to w niczym nie umniejszając tej rzeczywiście kompromitującej dla Kościoła odrażającej chujni, nawet nie tyle przez swoją skalę co bezduszne tolerowanie jej przez hierarchów, przypomnę tylko w tym kontekście, że w nie mniejszym stopniu problem tego zboczenia występuje w protestantyźmie czy innych wyznaniach np. Hare Kriszna lub najzupełniej świeckich, państwowych ośrodkach wychowawczych [ niedawno w Portugalii głośna była sprawa wykorzystywania seksualnego wychowanków takich zakładów w które zamieszanych było wielu przedstawicieli ichniej ''elity'' : polityków, dziennikarzy etc. nikt jednak w związku z tym jakoś nie podniósł postulatu rozwiązania, tak jak to w przypadku KK, państwa a szkoda... ] nie wspominając już o gejach czy rabinach... - cholera jasna, jak się nie przymknę to nie wiem do jakich jeszcze wniosków mnie to rozumowanie zaprowadzi : może dojść do tego, że lokalna mutacja ''GW'' ogłosi, że wraz ze ''Staruchem'' chcę wprowadzić w Polsce ''faszyzm'' i dopiero będzie !
No i na koniec argument może najpoważniejszy - że Kościół Katolicki z Papieżem na czele w zamian za przywileje i konkordaty pobłogosławił tzw. ''transformację ustrojową'' wraz z towarzyszącą jej barbarzyńską, ''trzecioświatową'' raczej niż europejską, wersją [ pseudo]kapitalizmu pozostawiając na pastwę losu miliony swoich wyznawców : owszem, pisał o tym zresztą kiedyś, tylko z większą kulturą i bardziej dogłębnie [ bo to i postać znacznie większego formatu ] katolicki jak najbardziej filozof i publicysta Dariusz Karłowicz, sęk tylko w tym, że to zarzut nie tyle do zmarłego papieża ile rodzimego kościoła i to akurat tej jego bardziej ''oświeconej'', ''postępowej'' części, której główną tubą przez wiele lat był ''katolicki dodatek do ''Wyborczej'' czyli ''Tygodnik Powszechny'' a patronem i ideologiem ks. Tischner - taak, bardzo chciałbym, żeby ktoś w końcu odważył się przypierdolić temu salonowemu odpowiednikowi Ojca Dyktatora, nie mówiąc już o naszym ''świeckim błogosławionym'' Jacku Kuroniu... Nie wchodząc w kwestię odpowiedzialności samego papieża za ten stan rzeczy, bo jak wspominałem wyżej ani jego encyklik czy ''katolickiej nauki społecznej'' w wydaniu JP II kompletnie nie znam, więc nie czuję się władny tego tutaj rozstrzygać, choć warto wspomnieć, że publicysta ''Czwórek'' Michał Łuczewski nazwał inspirowany niewątpliwie przez społeczne nauczanie Kościoła ruch ''Solidarności'' wprost ''socjalizmem z boską twarzą'' , gwoli sprawiedliwości trzeba jednak zapoznać się też z wątpliwościami, jakie względem tegoż formułuje z lewicowej perspektywy Jakub Majmurek z ''KP'', mogę się natomiast zająć w tym miejscu Piątkową ignorancją w materii kapitalizmu na którego temat tak się mądruje, tym bardziej przerażającej, że przecież ten facet ma niewątpliwe zasługi i wieloletnie doświadczenie na polu rodzimego biznesu [ a może właśnie dlatego ? ale w takim razie dlaczego, jak to wynika dobitnie z jego pisaniny g... o tym wie ?! ]. Gość w kuriozalnym ''liście otwartym'' do innego, jeszcze większego głupka z ''KP'' Cezarego Michalskiego pisze z emfazą : ''jednym z największych globalnych morderców jest pozbawiony regulacji biznes'' - nie !!! Jest dokładnie na odwrót : to państwa wraz z pseudokapitalistycznymi korporacjami za pomocą rosnącej liczby regulacji rozpieprzają świat ! Czy temu durniowi nie daje do myślenia, że to co się buduje teraz [ poza stadionami, które zresztą wkrótce potem się zamyka ] to głównie banki, hipermarkety i urzędy ? Czy nie dostrzega nie tak trudnej do wyjaśnienia symetrii pomiędzy nimi, nie czuje dławiącego ucisku wzrastającej w lawinowym tempie ilości coraz bardziej absurdalnych przepisów, zarządzeń ? Że korporacje mogą stosować dumpingowe ceny wykańczające nieuczciwie konkurencję i bezwzględny wyzysk pracowników właśnie dzięki dotacjom i ulgom, których udzielają im takie lub inne WŁADZE [ za co oczywiście odwdzięczają się im hojnie sypiąc groszem na ich kampanie czy prywatne konta polityków ] ?! Frazes o ''braku państwowej regulacji'' jako rzekomej przyczynie obecnego kryzysu jest jednym z najbardziej kołtuńskich lewackich komunałów i dobitnym przykładem niewolniczej mentalności tych miłośników ''tolerancji'' i ''wolności'' - jak w takim razie wyjaśnić, że krach zaczął się właśnie na najbardziej spętanym rozmaitymi regulacjami rynku nieruchomości ? Któryż to bank działający na własny rozrachunek udzielałby kredytów ''podprogowych'' tzn. tym właśnie, o których doskonale wiedział, że ich nie spłacą - ?! ''Pożyczylibyście'' 1000 czy nawet 100 zł menelowi ? - ... Ale gdyby tak za tą stówę państwo oddawałoby wam z 500 abo i więcej nie zrobilibyście tego ? Bo ja tak ! A jeszcze jakby mi płaciło od łebka to sam bym latał i rozdawał tą kasę na prawo i lewo komukolwiek - a tak to w nie tak wielkim uproszczeniu właśnie tam wyglądało. Pomijam już, że działający w warunkach rzeczywiście wolnorynkowej gospodarki bankier poniósłby bolesne konsekwencje swojej nieodpowiedzialności, tymczasem te skurwysyny zarobiły na własnym bankructwie jeszcze ciężkie miliardy ! A kto im sypnął groszem z państwowej kiesy, no pajace ?! - Wasz postępowy i bombardujący Talibów ''dyskursem emancypacyjnym i okołooświeceniowym'' Obama [ choć trza przyznać, że za rozkwit tej patologii odpowiedzialny jest głównie ten neokoński kutas Bush ]. I jeszcze ten towarzyszący komunałowi o ''anarchicznym rynku'' [ koszmar wszystkich socjalistów z Marksem na czele ! ] tekst Piątka o nieuchronnie z tym bezhołowiem skorelowanej ''hegemonii prawicy'' : hegemonia czyli totalne panowanie, które oznacza brak jakichkolwiek ograniczeń czy regulacji - hmm... Widzę, że heroina pozostawiła w Piątkowym mózgu wielkie puste miejsca po których hulają wiatry z obrzmiałej hemoroidami dupy Marksa - oj, zjebały się te synapsy, zwłaszcza w płatach czołowych : na- a raczej wz-dęty Tomaszek to chodzący dowód, że narkotyki faktycznie szkodzą, osobliwie te ciężkie. Być może zresztą jego obecna rewolucyjna bieżączka ma związek z jakimiś problemami gastrycznymi i otyłością - ? Gdzieś spotkałem się z tezą, że marzenie o Rewolucji, radykalnym przewrocie zmieniającym kompletnie rzeczywistość, to podświadome, głęboko ukryte pragnienie wielkiego WYSRANIA SIĘ, totalnego ulżenia obolałym bebechom : fakt faktem, że wśród wielkich rewolucjonistów występuje zadziwiająca nadreprezentacja cierpiących na epickie wręcz zaparcia herosów z otwierającym ten imponujący poczet Karolem-hemoroidem na czele - i stąd pewnie lewa-tywa...
... I mógłbym tak jeszcze długo, ale prawdę mówiąc nie starcza mi już cierpliwości i czasu zajmować się tą luterańską purchawą zaangażowaną i pełną poświęcenia dla SPRAWY jak Magda Goebbels w tym i tak ponad miarę rozrośniętym poście - znowu spłodziłem monstrum ! Ale bo też i jego tematem był potwór... czyli wg swojego własnego określenia ''mały misio z krwawym [ czerwonym ] sierpem'', choć ja bym raczej powiedział podstarzały i mocno napruty niedźwiedź, który w latach swej świetności był rokokowym puto na heroinowym odlocie.
p.s. Z tego wszystkiego nie zająłem się też obiecanym na wstępie zaoraniem jeszcze większego głąba Czarka Michalskiego i ogólnie środowiska ''KP'' z jego oberfuhrerem Sierakowskim na czele, a obecność ich obu na ich portalu jest niezwykle symptomatyczna [ to nie ludzie - to przypadki ] dla stanu tego środowiska - inną razą !
czwartek, 14 kwietnia 2011
Cokeman czyli Człowiek-Ch...
Od jakiegoś czasu wkurwia mnie niejaki ''Cokeman'' [ moim zdaniem odpowiedniejszą dlań ksywą byłoby ''Cockman'' ], któremu niestety Kelthuz użycza miejsca w swoim radykalnym libertariańskim ''Radiu Żelaza'', a to z powodu niesłychanej wręcz arogancji i tępoty tego chama - moja tolerancja skończyła się ostatecznie, gdy w ostatniej audycji wyszło zeń szydło czy raczej randystowskie ścierwo z cuchnącego wora : gość przedstawił w niej Marksa jako libertarianina ! Pal licho sam pomysł, to mogłoby być nawet ciekawe, gdyby się okazało, że Marks wcale takim ortodoksyjnym marksistą-socjalistą nie był [ a znalazłoby się wg mojej wiedzy trochę przykładów na to ] ale ten pajac kompletnie to spalił - oczywiście zbliżył go do Karola prometeizm i prostacki materializm, łopatologiczna ''argumentacja'' na poziomie Lenina, wściekła fetyszyzacja rozumu - mimo tolerancyjnych deklaracji - a raczej rozumku : złota myśl pani Rand ''jedyna prawdziwa wiedza to praktyczna'' - a więc jakieś 90% matematyki to czarna magia, witajcie w zaczarowanym świecie ! I jeszcze ten gamoń śmie zarzucać innym ''mistycyzm'' w obronie racjonalności... [ pomijam już, że stosując takie ostre rozgraniczenia mało który naukowiec mógłby się w ich ramach pomieścić z uznawanym przez większość za wręcz jego archetyp Izaakiem Newtonem na czele - do dziś niewielu ma świadomość, że ten genialny uczony był tak naprawdę alchemikiem a większość jego fundamentalnych odkryć w fizyce powstała jako efekt uboczny jego magicznych eksperymentów ! ] Ciasnota horyzontów tego palanta jest zatrważająca - przyznam, że wymiękłem w jakiejś 10 minucie, kiedy zaczął napierdalać za Marksem intelektualistów jako ''sługusów burżuazji'' : każdy, kto choć trochę zapoznał się z moimi wylewami mentalnymi na tym blogu lub ''stańczyku'' wie, jak obca i wstrętna jest mi ta granicząca z demencją cześć dla ''autorytetów'' [ dętych przeważnie ] właściwa ''salonowi'', ale taka buracka pogarda dla ''profesorków'' na których wyrzekał też niedawno na Liberalisie [ - patrz komentarze ] cuchnie mi pogromowymi klimatami - myślę, że ta kanalia czułaby się świetnie w utopii Czerwonych Khmerów, gdzie mordowało się za same okulary czy ''białą rączkę'' !
- jeśli ktoś sądzi, że przesadzam i jestem niesprawiedliwy może przekonać się o tym sam słuchając wspomnianej audycji : ostrzegam tylko, że potrzebna jest tu spora doza cierpliwości, której ja nie posiadam !
Ponieważ ten błazen swą bezceremonialną głupotą i chamstwem sam postawił się poza możliwością jakiejkolwiek cywilizowanej debaty co zwalnia mnie tym samym z respektowania jej reguł wobec niego, więc ulżę sobie teraz wylewając nań kubeł pomyj :
Cokeman to mokry sen dr. Mengele, Namiestnik Kurestwa Polskiego, Dupczy-Jebacki [ jak był kiedyś ''łowczy'' to winien być i ''dupczy'', nie ? ], Prokurwator Miniścierstwa Nierządu, Margrabia Wielkodupski, Królewna Pizdolona, smakosz świńskich racic, kozich bobów i krowiego łajna, połykacz ognia, spermy i końskiego moczu, hemoroid Marksa, nieusunięty naplet rabina, koszerna smegma, stulejka ONR-owca, wieprzowa fantazja Chomeiniego, kochanek Petza, mikrochujek Urbana, zużyta prezerwatywa w świńskiej dupie Ernsta Rohma, żydowskie pochodzenie Hitlera, chińskie Pol Pota, polskie Nietzsche'go, gnijący mózg umierającego na syfilis Lenina, pornauta [ rekord nabitych wejść na stronach dla koprofili ], dziecko na którym zszedł Jackson, dziesięciolatek, którego Putin poznał na dworcu [ a później pożyczył go Zanudziemu ], odleżyny starej Elizabeth Taylor, entuzjasta ''złotego deszczu'', kolekcjoner słoików z kałem, urinator, koniobij, waligór, stolnik [ czyli ten, który stawia stolec na stole z okrzykiem ''naści waść !'' ], skurwiała szmata oblepiona spermą, oszalały pracownik prosektorium, pogrążona w śmierci klinicznej ofiara nekrofila, mroczny sekret Waszki Gie, przebój z festiwalu w Kołobrzegu, trwała Krystyny Loski, niemieckie poczucie humoru, pomiot związku Honeckera z Breżniewem, fristajl Rocha Pawlaka, styl Kadafiego, olbrzymi wrzód nabrzmiały czarną ropą, obrzezana łechtaczka, przepocone onuce czerwonoarmisty, cuchnący oddech zdychającego Freuda, rampa w Auschwitz, koszarowa kloaka, Szmata-Hari, jednym słowem typowy członek randystowskiej sekty czyli uważający swoje parszywe ego za centrum wszechświata arogant, żałosny i pomylony mały lucyferek ! Radzę posłuchać kawałka Janerki ”Nalot” z jego płyty ”Dobranoc” – to o takich jak on. Taak ''cockman'', musisz się jeszcze wiele nauczyć synku… czego ci zresztą serdecznie mimo wszystko życzę : każdy ma szansę, nawet największy…
Właściwie to powinienem być w pewnym sensie mu wdzięczny - swoją otwartą manifestacją napuszonego debilizmu obnażył on coś co od dawna podejrzewałem : fundamentalne pokrewieństwo Ayn Rand i ulegających zatrutym urokom tej Salome z Nalewek jej zwolenników z marksistowskim, czerwonym ścierwem mimo wszystkich anatem i gromów rzucanych na ''lewactwo''. Niestety jest to też trochę przypadek Kelthuza, widać było to szczególnie w jego ''krytyce'' Stachniuka - różnica tylko co do metod, ale założenia i cel ten sam, tytaniczna wizja człowieka-Boga, który mocą swego rozumu i woli kreuje świat : dla niego środkiem wiodącym do tego jest swoista kapitalistyczna anarchia, dla nietzsche'anistów nadczłowiek-artysta a dla socjałów ''społeczna własność środków produkcji'' cokolwiek by to k... miało znaczyć [ utwierdził mnie w tym przeświadczeniu tenże jego tekst ]. W projektowanym przez Rand świecie biznesmenów-nadludzi, a tak naprawdę ograniczonych maniakalnych pracusiów, nie ma miejsca na zbytek czy melancholię - takie jednostki jak wspaniały dekadent i głęboko katolicki poeta zarazem Charles Baudelaire nie miałyby w nim racji istnienia [ ''obiektywistyczna moralność'' to sprzeczność sama w sobie - znamienne jak ''cokeman'' żałośnie się pogubił w którymś momencie blisko godzinnego wywiadu z Kelthuzem, gdy ten wykazał mu absurdalność kryterium ''odmiennej informacji genetycznej'' przy sprzeciwie wobec usunięcia płodu z ciała matki, bowiem i nowotwór takową dysponuje ! prawda wygląda tak, że nie da się odrzucić aborcji czy eutanazji wychodząc od przesłanek materialistycznych, można to uczynić jedynie z metafizycznych ale te randyści potępiają jako ''mistykę'', ba - traktują tak nawet mechanikę kwantową... ], to rzeczywistość odpowiednia dla jakichś hiperracjonalnych cyborgów pozbawionych emocji i namiętności, cierpiących na psychozę maniakalno-depresyjną satanistycznych wampirów a nie żywych ludzi z krwi i kości. Ta upiorna wizja mimo wszystkich różnic co do metod niepokojąco przypomina w swej totalności nakreśloną przez Lenina w jego ''libertariańskiej'' [ tak, z takimi jej określeniami się spotkałem ! ] pracy ''Państwo a rewolucja'', gdzie znika wprawdzie nawet policja, nie dlatego jednak bynajmniej, że jak w anarchistycznej czy libertariańskiej utopii jest ona niemoralnym aparatem przymusu, lecz dlatego, iż utrzymywanie zewnętrznej kontroli nad społeczeństwem przestanie być w niej potrzebne bo tenże aparat zostanie przez nie wchłonięty, inaczej mówiąc wszyscy będziemy swoimi własnymi policjantami... [ ''ewidencja i kontrola'' - pochodząca z tegoż ''dzieła'' niezwykle klarowna jak to u Lenina trza przyznać definicja socjalizmu i ''wolności'' najzupełniej marksistowskiej z ducha : godne zapamiętania ! ] I tak oto rzecznicy boskich wręcz mocy kreacyjnych człowieka spotykają się w tym z ideologiem najgorszego bodaj zamordyzmu w historii, a co za istotna różnica czy podmiotem są tu ''masy'' lub ''jednostka'' ? Nie dziwi więc, że jak to pisze Jacek Bartyzel w opracowanym przez siebie haśle ''libertarianizm'' :
''Pomimo znacznej zbieżności poglądów oraz wpływu jaki Rand wywarła na Rothbarda, Machana czy późniejszego prezesa Systemu Rezerwy Federalnej, Alana Greenspana, relacje pomiędzy obiektywistami a libertarianami układały się zawsze bardzo źle. Główną przyczyną tego była doktrynerstwo Rand, czyniącej z obiektywizmu ideologiczną sektę, w której najmniejsze odchylenie od głoszonych przez nią poglądów pociągało za sobą formalne i bezapelacyjne wyklęcie. „Ekskomunikowany” został nawet (po części z pobudek osobistych, jako niewierny kochanek) obiektywistyczny Number Two — psycholog i psychoterapeuta Nathaniel Branden''
- logiczną konsekwencją tej ideologicznej wścieklizny jest więc, że ''w przeciwieństwie do podzielonych w tej kwestii libertarian obiektywiści są także szczególnie buńczucznymi zwolennikami „partii wojny”, domagającymi się bezwarunkowego poparcia dla Izraela i prowadzenia „wojny z terroryzmem” [ na ten problem zwrócił też uwagę w ciekawy sposób Stefan Sękowski ]. Przyznaję zresztą, że wizja kreślona przez Ayn Rand może być do pewnego stopnia pożyteczna [ a na pewno atrakcyjna zwłaszcza dla młodych, nieukształtowanych jeszcze umysłów ] sprzyjając, do czasu powtarzam, osobistej kreatywności, uaktywniając inwencję ludzi, ale co gdy wypierdolisz się na pierwszym życiowym zakręcie [ a wyjebiesz się na pewno, taki ''urok'' tego życia ], gdy pojawi się cierpienie, choroba, starość, w końcu widmo śmierci ? Wtedy pozostanie ci jedno : ZABIJ SIĘ ! [ jak mawia Kelthuz ] Sęk w tym, że w tej sytuacji nie jest to ''niepodległy czyn dumnej, autonomicznej jednostki'' a raczej potwierdzenie przez nią żałosnego stanu rzeczy w którym się znalazła obnażając tym samym całą miałkość i niewystarczalność tej pożal się jesienny mały boże ''filozofii obiektywizmu'', pomijam już, że parafrazując Ziemkiewicza nawet kula dum-dum odbiłaby się od tak zakutego łba jak ''cokemana'' ! Dlatego na koniec tegoż orania pozostaje mi tylko rzucić pod jego i pozostałych ''obiektywistycznych'' talibów adresem najgorsze chyba przekleństwo i anatemę jaką znam : UMYJ STOPY SWOJEJ ANTYLOPIE, biyatch !
p.s. co się tyczy wspomnianych wyżej Czerwonych Khmerów - poczytuję sobie trochę ostatnio podarowaną mi przez znajomego poświęconą im książkę kupioną przezeń na bazarze autorstwa PRL-owskiego dziennikarza, niejakiego Z. Domarańczyka [ tak na okładce - może to pseudonim słynnego redaktora Maja ? sądząc po ubeckiej ''stylistyce donosu'' w jakiej jest utrzymana, to możliwe ] pt. ''Kampucza. Godzina zero'' : jest tam trochę napierdzielania w Amerykanów [ częściowo słusznie zresztą, choć o początkowym uznaniu reżimu Pol Pota przez ''prawdziwych komunistów'' z ZSRR oczywiście pan autor nie raczył wspomnieć ] ale głównie odchodzi w niej podsrywanie Chińczyków i to ordynarne mocno, w starym dobrym stalinowskim [ marksistowskim ? ] stylu, szczególnie rozjebał mnie ten ustęp :
''Przy okazji można tu wspomnieć, że zarówno Pol Pot jak i Ieng Sary mają w sobie krew chińską. Tak matka pierwszego, jak i drugiego były z pochodzenia Chinkami''...
- gdyby podstawić sobie pod Chińczyków Żydów... piękny styl jak z najlepszych lat III Rzeszy !
- jeśli ktoś sądzi, że przesadzam i jestem niesprawiedliwy może przekonać się o tym sam słuchając wspomnianej audycji : ostrzegam tylko, że potrzebna jest tu spora doza cierpliwości, której ja nie posiadam !
Ponieważ ten błazen swą bezceremonialną głupotą i chamstwem sam postawił się poza możliwością jakiejkolwiek cywilizowanej debaty co zwalnia mnie tym samym z respektowania jej reguł wobec niego, więc ulżę sobie teraz wylewając nań kubeł pomyj :
Cokeman to mokry sen dr. Mengele, Namiestnik Kurestwa Polskiego, Dupczy-Jebacki [ jak był kiedyś ''łowczy'' to winien być i ''dupczy'', nie ? ], Prokurwator Miniścierstwa Nierządu, Margrabia Wielkodupski, Królewna Pizdolona, smakosz świńskich racic, kozich bobów i krowiego łajna, połykacz ognia, spermy i końskiego moczu, hemoroid Marksa, nieusunięty naplet rabina, koszerna smegma, stulejka ONR-owca, wieprzowa fantazja Chomeiniego, kochanek Petza, mikrochujek Urbana, zużyta prezerwatywa w świńskiej dupie Ernsta Rohma, żydowskie pochodzenie Hitlera, chińskie Pol Pota, polskie Nietzsche'go, gnijący mózg umierającego na syfilis Lenina, pornauta [ rekord nabitych wejść na stronach dla koprofili ], dziecko na którym zszedł Jackson, dziesięciolatek, którego Putin poznał na dworcu [ a później pożyczył go Zanudziemu ], odleżyny starej Elizabeth Taylor, entuzjasta ''złotego deszczu'', kolekcjoner słoików z kałem, urinator, koniobij, waligór, stolnik [ czyli ten, który stawia stolec na stole z okrzykiem ''naści waść !'' ], skurwiała szmata oblepiona spermą, oszalały pracownik prosektorium, pogrążona w śmierci klinicznej ofiara nekrofila, mroczny sekret Waszki Gie, przebój z festiwalu w Kołobrzegu, trwała Krystyny Loski, niemieckie poczucie humoru, pomiot związku Honeckera z Breżniewem, fristajl Rocha Pawlaka, styl Kadafiego, olbrzymi wrzód nabrzmiały czarną ropą, obrzezana łechtaczka, przepocone onuce czerwonoarmisty, cuchnący oddech zdychającego Freuda, rampa w Auschwitz, koszarowa kloaka, Szmata-Hari, jednym słowem typowy członek randystowskiej sekty czyli uważający swoje parszywe ego za centrum wszechświata arogant, żałosny i pomylony mały lucyferek ! Radzę posłuchać kawałka Janerki ”Nalot” z jego płyty ”Dobranoc” – to o takich jak on. Taak ''cockman'', musisz się jeszcze wiele nauczyć synku… czego ci zresztą serdecznie mimo wszystko życzę : każdy ma szansę, nawet największy…
Właściwie to powinienem być w pewnym sensie mu wdzięczny - swoją otwartą manifestacją napuszonego debilizmu obnażył on coś co od dawna podejrzewałem : fundamentalne pokrewieństwo Ayn Rand i ulegających zatrutym urokom tej Salome z Nalewek jej zwolenników z marksistowskim, czerwonym ścierwem mimo wszystkich anatem i gromów rzucanych na ''lewactwo''. Niestety jest to też trochę przypadek Kelthuza, widać było to szczególnie w jego ''krytyce'' Stachniuka - różnica tylko co do metod, ale założenia i cel ten sam, tytaniczna wizja człowieka-Boga, który mocą swego rozumu i woli kreuje świat : dla niego środkiem wiodącym do tego jest swoista kapitalistyczna anarchia, dla nietzsche'anistów nadczłowiek-artysta a dla socjałów ''społeczna własność środków produkcji'' cokolwiek by to k... miało znaczyć [ utwierdził mnie w tym przeświadczeniu tenże jego tekst ]. W projektowanym przez Rand świecie biznesmenów-nadludzi, a tak naprawdę ograniczonych maniakalnych pracusiów, nie ma miejsca na zbytek czy melancholię - takie jednostki jak wspaniały dekadent i głęboko katolicki poeta zarazem Charles Baudelaire nie miałyby w nim racji istnienia [ ''obiektywistyczna moralność'' to sprzeczność sama w sobie - znamienne jak ''cokeman'' żałośnie się pogubił w którymś momencie blisko godzinnego wywiadu z Kelthuzem, gdy ten wykazał mu absurdalność kryterium ''odmiennej informacji genetycznej'' przy sprzeciwie wobec usunięcia płodu z ciała matki, bowiem i nowotwór takową dysponuje ! prawda wygląda tak, że nie da się odrzucić aborcji czy eutanazji wychodząc od przesłanek materialistycznych, można to uczynić jedynie z metafizycznych ale te randyści potępiają jako ''mistykę'', ba - traktują tak nawet mechanikę kwantową... ], to rzeczywistość odpowiednia dla jakichś hiperracjonalnych cyborgów pozbawionych emocji i namiętności, cierpiących na psychozę maniakalno-depresyjną satanistycznych wampirów a nie żywych ludzi z krwi i kości. Ta upiorna wizja mimo wszystkich różnic co do metod niepokojąco przypomina w swej totalności nakreśloną przez Lenina w jego ''libertariańskiej'' [ tak, z takimi jej określeniami się spotkałem ! ] pracy ''Państwo a rewolucja'', gdzie znika wprawdzie nawet policja, nie dlatego jednak bynajmniej, że jak w anarchistycznej czy libertariańskiej utopii jest ona niemoralnym aparatem przymusu, lecz dlatego, iż utrzymywanie zewnętrznej kontroli nad społeczeństwem przestanie być w niej potrzebne bo tenże aparat zostanie przez nie wchłonięty, inaczej mówiąc wszyscy będziemy swoimi własnymi policjantami... [ ''ewidencja i kontrola'' - pochodząca z tegoż ''dzieła'' niezwykle klarowna jak to u Lenina trza przyznać definicja socjalizmu i ''wolności'' najzupełniej marksistowskiej z ducha : godne zapamiętania ! ] I tak oto rzecznicy boskich wręcz mocy kreacyjnych człowieka spotykają się w tym z ideologiem najgorszego bodaj zamordyzmu w historii, a co za istotna różnica czy podmiotem są tu ''masy'' lub ''jednostka'' ? Nie dziwi więc, że jak to pisze Jacek Bartyzel w opracowanym przez siebie haśle ''libertarianizm'' :
''Pomimo znacznej zbieżności poglądów oraz wpływu jaki Rand wywarła na Rothbarda, Machana czy późniejszego prezesa Systemu Rezerwy Federalnej, Alana Greenspana, relacje pomiędzy obiektywistami a libertarianami układały się zawsze bardzo źle. Główną przyczyną tego była doktrynerstwo Rand, czyniącej z obiektywizmu ideologiczną sektę, w której najmniejsze odchylenie od głoszonych przez nią poglądów pociągało za sobą formalne i bezapelacyjne wyklęcie. „Ekskomunikowany” został nawet (po części z pobudek osobistych, jako niewierny kochanek) obiektywistyczny Number Two — psycholog i psychoterapeuta Nathaniel Branden''
- logiczną konsekwencją tej ideologicznej wścieklizny jest więc, że ''w przeciwieństwie do podzielonych w tej kwestii libertarian obiektywiści są także szczególnie buńczucznymi zwolennikami „partii wojny”, domagającymi się bezwarunkowego poparcia dla Izraela i prowadzenia „wojny z terroryzmem” [ na ten problem zwrócił też uwagę w ciekawy sposób Stefan Sękowski ]. Przyznaję zresztą, że wizja kreślona przez Ayn Rand może być do pewnego stopnia pożyteczna [ a na pewno atrakcyjna zwłaszcza dla młodych, nieukształtowanych jeszcze umysłów ] sprzyjając, do czasu powtarzam, osobistej kreatywności, uaktywniając inwencję ludzi, ale co gdy wypierdolisz się na pierwszym życiowym zakręcie [ a wyjebiesz się na pewno, taki ''urok'' tego życia ], gdy pojawi się cierpienie, choroba, starość, w końcu widmo śmierci ? Wtedy pozostanie ci jedno : ZABIJ SIĘ ! [ jak mawia Kelthuz ] Sęk w tym, że w tej sytuacji nie jest to ''niepodległy czyn dumnej, autonomicznej jednostki'' a raczej potwierdzenie przez nią żałosnego stanu rzeczy w którym się znalazła obnażając tym samym całą miałkość i niewystarczalność tej pożal się jesienny mały boże ''filozofii obiektywizmu'', pomijam już, że parafrazując Ziemkiewicza nawet kula dum-dum odbiłaby się od tak zakutego łba jak ''cokemana'' ! Dlatego na koniec tegoż orania pozostaje mi tylko rzucić pod jego i pozostałych ''obiektywistycznych'' talibów adresem najgorsze chyba przekleństwo i anatemę jaką znam : UMYJ STOPY SWOJEJ ANTYLOPIE, biyatch !
p.s. co się tyczy wspomnianych wyżej Czerwonych Khmerów - poczytuję sobie trochę ostatnio podarowaną mi przez znajomego poświęconą im książkę kupioną przezeń na bazarze autorstwa PRL-owskiego dziennikarza, niejakiego Z. Domarańczyka [ tak na okładce - może to pseudonim słynnego redaktora Maja ? sądząc po ubeckiej ''stylistyce donosu'' w jakiej jest utrzymana, to możliwe ] pt. ''Kampucza. Godzina zero'' : jest tam trochę napierdzielania w Amerykanów [ częściowo słusznie zresztą, choć o początkowym uznaniu reżimu Pol Pota przez ''prawdziwych komunistów'' z ZSRR oczywiście pan autor nie raczył wspomnieć ] ale głównie odchodzi w niej podsrywanie Chińczyków i to ordynarne mocno, w starym dobrym stalinowskim [ marksistowskim ? ] stylu, szczególnie rozjebał mnie ten ustęp :
''Przy okazji można tu wspomnieć, że zarówno Pol Pot jak i Ieng Sary mają w sobie krew chińską. Tak matka pierwszego, jak i drugiego były z pochodzenia Chinkami''...
- gdyby podstawić sobie pod Chińczyków Żydów... piękny styl jak z najlepszych lat III Rzeszy !
Subskrybuj:
Posty (Atom)