niedziela, 21 lipca 2024

Szabesgoje MAGA.

Żydy na Kremlu zapewne otwierały szampana świętując obiór przez Trumpa na swego wiceprezydenta ''DJ'' Vance'a. Bowiem reprezentuje on tych stronników byłego, a być może też i przyszłego przywódcy USA, których hasło winno brzmieć nie ''America'' co raczej ''Israel first!''. Niestety głównie kosztem Ukrainy, gdyż jego ''realizm'' polityczny, podobnie jak u Warzechy błyskawicznie ulatnia się, o ile rzecz poczyna tyczyć żydowskiego państwa okupującego Palestynę. Budzi to mesjanistyczne demony zalegające ''syjonofilom'' we łbach, a przy okazji obnaża też ich hipokryzję i podwójne standardy. DJ Vance zarzuca bowiem Ukrainie, że jest skorumpowanym krajem - owszem, nikt temu nie przeczy, ale wielbiony przezeń Izrael to niby nie? Trudno zresztą, by żydowskie państwo nie było ufundowane na geszefcie, stąd włada nim znany polityczny aferzysta Bibi Netanjachuj i jego ''koszer nostra'' judeoczarnosecińców. Podobnie rzecz się ma z podnoszoną przez Vance'a jakoby ''nierozstrzygalnością'' i ''ślepym zaułkiem'' w jaki miała zabrnąć wojna na Ukrainie. Obiekcje te zanikają wszakże u niego w przypadku Izraela, który nawet jeśli dokona czystki etnicznej w strefie Gazy i tak nie rozwiąże żadnego ze swych zasadniczych problemów, gdyż sam jest ich źródłem! Braknie Hamasu to będzie Hezbollah, albo Iran czy insze judeożercze bojówki islamistów, więc niby jak zapewnić w takich warunkach trwały pokój na Bliskim Wschodzie - obracając go w perzynę? Nazywając rzecz po imieniu: żydowskie państwo to jeden wielki kolec w arabskiej dupie [ i ogólnie muzułmańskiej ], stąd zawsze będzie ją uwierał póty go się zeń nie usunie, oby humanitarnym sposobem. ''Porozumienia abrahamowe'', jakie daje za przykład Vance tylko zmotywowały przywództwo Hamasu, by aktem zbiorowego mordu dowieść Izraelowi, oraz sąsiadującym z nim krajom islamskim, że ''nic o nas bez nas''. Dla owych terrorystów zaś nie miało znaczenia, iż dostaną za to srogi odwet, gdyż podsyci on jedynie wewnątrzsemicką nienawiść między Żydami i Arabami, która jest im na rękę. Tymczasem o ile wedle Vence'a Stany Zjednoczone nie są w stanie jakoby zabezpieczyć militarnych potrzeb walczącej Ukrainy, już Izraelowi na jego ''wojnę'' z Hamasem winny dawać broni ile tylko wlezie, bez limitu. Dzięki kabale zapewne ''niewydolny'' dotąd przemysł zbrojeniowy USA okazuje się może produkować wystarczającą ilość amunicji itp., bowiem w optyce fanatycznych trumpistów wszystko ulega cudownemu rozmnożeniu, kiedy tylko rzecz przestaje tyczyć Europy Wschodniej, a poczyna ''Ziemi Obiecanej''. Pomijam już, co to za dziwna ''strategia negocjacyjna'' z Rosją polegająca na demonstrowaniu własnej słabości, rzekomym braku środków by na niej cokolwiek wymusić. Rad bym stąd wiedzieć, jakim to sposobem szabesgoje MAGA chcą przemóc Chiny, jeśli porzucą Kijów na pastwę Moskwy, a to będzie oznaczał ''pokój'' na warunkach Puterasty, kto im po tym da wiarę w Azji na czele z Tajwanem? Państwa Dalekiego Wschodu uważnie przypatrują się wojnie na Ukrainie, traktując ją jako test wsparcia udzielanego przez Zachód pod przewodnictwem USA, póty co zaś wygląda ono tak sobie i to oględnie zowiąc. Dlatego premier Japonii podczas wizyty dyplomatycznej zaklinał w Kongresie takich szabesgojów co Vance, aby opamiętali się i zaprzestali blokowania wsparcia dla Kijowa - acz nie mają oni nic przeciwko marnowaniu miliardów z amerykańskiego budżetu łożąc na geszefciarskie państewko w Palestynie!

Ślepa syjonofilia twardogłowych stronników Trumpa uniemożliwia im przezwyciężenie Chin również dlatego, że będzie ono wymagało blokady strategicznie ważnej, kluczowej właściwie cieśniny Malakka. Prawdziwej ''bramy na świat'' dla chińskiego handlu, nad którą kontrolę obok Singapuru sprawują, tak się akurat składa, głównie dwa muzułmańskie państwa regionu, Malezja wraz z Indonezją. Ostatnia posiada najliczniejszą na świecie populację wyznawców islamu, gorąco wspierającą wraz ze swym politycznym przywództwem sprawę palestyńską. Dla zamanifestowania tego w stolicy kraju Dżakarcie odbywały się gigantyczne wiece, z udziałem jeśli nie milionowych, to na pewno idących w setki tysięcy rzesz tamtejszych muzułmanów, do których przyłączali się nawet miejscowi katolicy i buddyści. Podobne miały miejsce w innych rejonach Indonezji, tak samo było w sąsiedniej Malezji, ciekawym stąd jak w takich warunkach DJ Vance i jemu pokrewni trumpowi szabesgoje wyobrażają sobie triumf nad Pekinem ze swym proizraelskim pierdolcem? Tym bardziej, iż w całym regionie działa potężna chińska diaspora odgrywająca rolę ''Żydów Dalekiego Wschodu'', dominująca nadal w sektorze finansów i handlu. Acz nie można jej utożsamiać do końca z poparciem dla postkomunistycznego reżimu w Pekinie, niemniej będzie miał on dzięki temu narzędzie wpływu, choć jak widać z powyższego bez większego wysiłku osiągnie zamierzony efekt antyamerykańskiej dywersji. O ile same władze USA w tym nie pomogą swym proizraelskim zaślepieniem, jeśli rządy nad krajem obejmą ''syjonofile'' podobni Vance'owi. Skądinąd owe wiece poparcia dla Palestyny na Dalekim Wschodzie doskonale okazują nędzę ''biedarealizmu'', bo niby jakim to ''geopolitycznym interesem'' Indonezji można je objaśnić? Bliźniaczy fanatyzm religijny, tylko wobec Izraela, żywią amerykańscy szabesgoje, nie mają stąd prawa zarzucać swym przeciwnikom ''zaślepienia ideologicznego'', gdyż sami nim grzeszą o jedynie innym wektorze. Trudno bowiem o jakikolwiek racjonalny powód, by USA angażowały się militarnie jak dotychczas po stronie żydowskiego państwa, a już na pewno nie kosztem Ukrainy! Nie dziwota stąd, że obserwując burdel panujący za oceanem, władze w Kijowie poczęły czynić pojednawcze gesty pod adresem Pekinu, by ten objął rolę mediatora z Rosją, skoro wsparcie Zachodu jest tak chwiejne. Nie oznacza to oczywiście zaraz przyjęcia przez Zełeńskiego ''jarłyku'' od głównego rywala Ameryki, a jedynie próbę jak sądzę prowadzenia bardziej zrównoważonej niż dotąd polityki zagranicznej. Zresztą Kijów tradycyjnie ciąży ku mocarstwom Południa - przecie pierwszym wyborem strategicznym Chmielnickiego nie była wcale carska Rosja, lecz krymska orda i osmańska Turcja! Ostatniej bowiem podlegał grecki Fanar, prawosławny patriarchat w opanowanym przez muzułmanów Konstantynopolu, z jakim cywilizacyjnie związane było na dobre i złe ówczesne Zadnieprze. Ukraińscy nacjonaliści, z których wielu niestety przybrało pozę jakoby obrońców ''przedmurza Okcydentu'', nie chcą pamiętać najwidoczniej, iż czczona przez nich Ruś Halicka stanowiła integralną część ''Pax Mongolica'', nawet jeśli pozostającą w znacznie luźniejszej relacji lennej z chanami co Moskale. Dziś więc do rangi symbolu urasta, że jeden z pierwszych kontenerowców, jakie wpłynęły do portu w Odessie po zdjęciu rosyjskiej blokady pogromem Floty Czarnomorskiej, przybył tam bezpośrednio z Chin...

Nie może być inaczej w obliczu coraz bardziej chaotycznej postpolityki uprawianej przez USA. Zwłaszcza  razi nieudolność Bidena i jego ekipy w radzeniu sobie ze zbrojną agresją Rosji, tudzież dwuznaczna co najmniej postawa obozu Trumpa wobec reżimu Puterasty. Z jakim łączą ich ''syjonolubne'' zapatrywania, bowiem Kreml mimo oficjalnego wsparcia dla ''powstańców'' ze strefy Gazy, oraz kumania się z Iranem aresztował niedawno promuzułmańską działaczkę Nadieżdę Keworkową, zatrzymaną onegdaj przez Izrael za udział w pomocy humanitarnej dla Palestyńczyków. ''Judeorosy'' poczęły także prace nad zakazem noszenia hidżabu przez muzułmanki w miejscach publicznych, wysługując w tym celu rosyjskimi komunistami, jacy wystąpili z inicjatywą jeszcze w kwietniu. Następnie przejęła ją od nich partia ''Nowi ludzie'' - coś pomiędzy odpowiednikiem naszej Kucfederacji a Trzecią Nogą, generalnie libki podporządkowane Kremlowi. Podeszli do tego sprytniej niż komuchy, spychając odpowiedzialność za egzekwowanie zakazu z rządu na władze regionów kraju i miast, oraz rady uczelniane i szkolne. Póty co projekt jest procedowany dopiero, ale sam fakt postawienia sprawy znamienny, jako reakcja na gwałtownie postępującą ''[afro]eurazjatyzację'' Rosji zalewanej rzeszami migrantów już nie tylko jak dotąd z muzułmańskiej Azji Centralnej, ale nawet Afganistanu i czarnej Afryki. Czemu stoi na drodze pokraczny sojusz rosyjskiego żydostwa i neoczarnosecińców, jednako obawiających się islamu i chińskiej dominacji. Acz ów proces wiele Polsce nie przyniesie dopóki Moskowię dusić będzie mafijna ośmiornica z Petersburga, politycznie i finansowo powiązana z europejskim Okcydentem, a nade wszystko Niemcami. Na korzyść nam trzeba by przeniesienia tamtejszych ośrodków władzy za Ural i na Powołże, gdyż ''póty Rosja w Europie nie masz Rzeczpospolitej''. Tymczasem zachodnioeuropejskie elity nie skrywają już zbytnio swej gorącej chęci zrzucenia ''jankeskiego jarzma''. Dlatego zapewne wskrzesiły z martwych posowiecki przemysł zbrojeniowy, co prowadzi do szokującego dla okcydentalistów wniosku, iż Rosja w zmowie z krajami ''starej UE'' pragnie wyrugować Amerykanów z Europy, gdyż panicznie obawiają się one pogrążenia przez konfrontację z Chinami w jaką usiłuje zaprząc je Waszyngton. Kacapia może produkować masowo rakiety, jak ta co uderzyła w kijowską onkologię dziecięcą, wyłącznie dzięki zachodnioeuropejskim koncernom, a nie z Azji czy Ameryki. Trudno wierzyć, by rząd Scholza nie miał pojęcia o zaangażowaniu Siemensa w ów zbrodniczy proceder, rzecz tyczy militarnych technologii posiadających strategiczne znaczenie [ równie dobrze można dawać wiarę niemieckim bredniom, jakoby Nord Stream był ''prywatną inicjatywą'' ]. Mimo to ukraińskie władze uporczywie ignorują powyższe fakty, skupiając się na zawartych w rosyjskich rakietach procesorach głównie amerykańskiej produkcji, zapewne by wywierać presję na Waszyngton. 

Nie mam pojęcia czemu władcze elity USA dają sobą pogrywać ''unijczykom'', miotając pomiędzy żałosnym postobamowo-bidenowskim ''reseciarstwem'', a jawnym filokremlowskim pierdolcem trumpowej MAGA. Bartosiakowe gadki o ich ''odchodzeniu na Pacyfik'' można se darować, gdyż właśnie ze względu na Chiny Stany Zjednoczone nie mogą odpuścić Europy, szczególnie północnej. Bowiem idzie o to, by ''czerwona orda'' z Pekinu nie rozpychała się w strategicznie ważnej dla USA arktycznej Hiperborei, za pośrednictwem ubezwłasnowolnionej przez nią Rosji. Co by tłumaczyło, acz nie usprawiedliwia, zjednoczony front prokacapskich zjebów wśród amerykańskiego establiszmętu, od ''syjonolubnego'' prawaka Jordana Petersona po ''izraelofobicznego'' lewaka Finkelsteina, obaj są przecież jego ''antysystemowymi'' członkami - jak w swoim czasie ''guru kontrkultury'' Timothy Leary. Nawet jeśli tak jest, niestety odbywa się kosztem Polski, oraz innych krajów regionu, choć ciekawie w owym kontekście wygląda wojna na Ukrainie. Z jakiej nie da się patrząc trzeźwo zrobić ''bastionu Zachodu'', czy inszej ''wysuniętej na wschód kasztelanii'' o jakiej roi ''niedoktorant'' Bartosiak, z podanych wyżej powodów. W ogóle USA nieustannie cisnąc na militaryzację ''starej UE'' nie dostrzegają jakby, że zwiększyłoby to jej ''autonomię strategiczną'' względem Waszyngtonu, kładąc podwaliny pod ''Eurosję'' [ pomijam czy Berlin i Paryż w ogóle są do tego zdolne, gdyż wygląda na szczęście, że bynajmniej i stąd pewnie uzbroiły Moskali, by odgrywali za nich ''czarnego luda'' ]. Zarazem staje się przez to zrozumiała awersja Trumpa do NATO, bo po jaką cholerę Amerykanom tacy ''sojusznicy'', co wzbraniają się pójść wraz z nimi na konfrontację z Chinami? Acz chyba jedynie owa niechęć Niemiec czy Francji do ''decouplingu'' ratuje przed powstaniem syjonofilskiej ''osi zła'': [anty]amerykańska MAGA-Netanjachuj-Puterasta. Przypominam bowiem, że Izrael i Rosję łączy wspólnota interesów, oba kraje przecież korzystają z renty dziejowej po Hitlerze, jednako zbijając na niej swój kapitał polityczny. Pierwszy na tzw. ''Holocaust Industry'', drugi zaś wprost opętańczym kulcie ''pabiedy''. Dlatego Netanjachuj tak właził w tyłek Puteraście min. uczestnicząc wraz z nim w specjalnym przedpremierowym pokazie na Kremlu kłamliwego filmidła, obwiniającego polskich chłopów o jakoby mordy na żydowskich uciekinierach z obozu koncentracyjnego w Sobiborze [ o, nie zapomnę wam tego skurwysyny! ]. Co w owej sytuacji pociesza, iż jak celnie zauważył Fox wiceprezydent nie ma zwykle większego wpływu na politykę w USA, za wyjątkiem nadzwyczajnych sytuacji typu śmierci F. D. Roosevelta podczas wojny, czy zamachu na Kennedy'ego. Oby więc obranie kandydatury DJ Vance'a na to stanowisko było ze strony Trumpa pacyfikacją użytecznych mu skądinąd oszołomów, bez żadnych istotnych koncesji na ich rzecz. Inaczej w przypadku wyborczego zwycięstwa szabesgoje MAGA będą musieli zdecydować się co jest dla nich ważniejsze: mocna chęć dokopania Chinom, wszak bez udziału ''Eu-Rosji'', czy też ich ślepe uwielbienie dla Izraela, bowiem pogodzić tego ze sobą - nie sposób!

ps.

Z doopy, ale trudno przejść wobec owego faktu obojętnie: otóż na Ukrainie zginęła w zamachu komsomolska banderystka Iryna Farion. Na jej przykładzie jasno widać, że nie opłaca się być ''ruską kurwą'', gdyż babsko zajmowało się prowokacjami służącymi Moskwie, która najwidoczniej uznała, iż bardziej jej się przyda martwy agent niż żywy. Śmierć owej starej ''chwojdy'' może bowiem podsycić konflikty w środowisku ukraińskich nacjonałów, zwłaszcza jeśli idzie o żołnierzy ''Azowa'' do jakich Farion dopieprzała się za mówienie po rosyjsku. Sama jednak namawiała do nauki tego języka zagranicznych studentów, kiedy za późnego ZSRR robiła za komuszą aktywistkę. Nie ma więc po kim płakać, acz bynajmniej oznacza to pochwałę politycznego mordu, gdyż Farion powinna była siedzieć w więzieniu dla własnego dobra, a nade wszystko samej Ukrainy. Bezpiecznie tam chroniona przed ''seryjnymi samobójcami'', bez możliwości zatruwania swym jadem przestrzeni publicznej kraju podżeganiem rodaków do wzajemnej nienawiści w interesie Kremla, jaki najpewniej kazał ją zlikwidować... Nie chciałbym jednakże, aby z lektury mego tekstu powstało fałszywe wrażenie o jakoby rychłym ''upadku USA''. Bynajmniej, mają się one całkiem dobrze wbrew pozorom, co można obaczyć w całej krasie na wideoblogu pewnej hożej dziewuchy z amerykańskiego Midwestu. Zwraca tam uwagę bardzo ciekawy zabieg operatorski, pozwalający skupić się na tym co najważniejsze - mam rzecz jasna na myśli sam GOŁY przekaz refleksji owej pani. Posiadającej również profil na OnlyFans, jak przystało na przedstawicielkę ''tradycyjnej'' farmerskiej Ameryki, czego z oczywistych względów nie zalinkuję w tym miejscu, ale dla chętnego znalezienie go nie będzie przedstawiało najmniejszego problemu.

sobota, 8 czerwca 2024

Liberalna zmowa przeciw rzeczywistości.

W całym oburzeniu, słusznym skądinąd, towarzyszącym aferze z zatrzymaniem obrońców polskiej granicy, oraz śmierci żołnierza zabitego przez nachodźcę, dziwi mnie samo zaskoczenie stawiających owe zarzuty. Czegoż się bowiem spodziewali po wrogach i sabotażystach polskiej państwowości, którzy objęli władzę nad krajem? Z entuzjastycznym poparciem całej rzeszy nadwiślańskich głupków, którzy sądzą najwidoczniej, że da się pokonać Putina długopisem? Dlatego nie sposób zwalczyć owej zarazy demokratycznym sposobem, gdy tak znaczna część biomasy zamieszkującej OdroBug [ bo za Polaków sami w większości się nie uznają ] straciła nie tyle rozsądek, tym nigdy nie grzeszyła, co nawet elementarny wydawałoby się instynkt samozachowawczy. Nie widać zaś obecnie w Polsce siły, jaka mogłaby realnie ogarnąć ów burdel, żadnej nowej sanacji i Piłsudskiego. PiS na czele z Kaczyńskim przeszkadza w tym beznadziejny narodowy demokratyzm [ mowa o formule politycznej! ], czyniący z nich prędzej parodię endecji niż sanacji, a o Kucfederacji i jej pieniaczach pokroju Brauna czy Berkovitza nie warto nawet strzępić ozór. Reprezentują bowiem liberalną nierzeczywistość, która odpowiada właśnie za opłakany stan rzeczy w jakim się znaleźliśmy, próbując tym samym zwalczać dżumę cholerą. Kreatury uważające państwo za złe z zasady, niechby i ''konieczne'' póty co jeszcze, nie mogą być oczywiście jego skutecznymi obrońcami, do tego trzeba by im porzucić sam ''wolnorynkowy'' paradygmat, bo albo-albo. W ogóle odnoszę wrażenie, iż mamy do czynienia z czymś w rodzaju globalnej zmowy liberałów przeciw realności jako takiej, gdyż ich doktryna jest oparta na kompletnej fikcji ''umowy społecznej'' i tego typu bredni. Nie uznają stąd rzeczywistych uwarunkowań ludzi i świata w jakim przyszło im żyć, pierdoląc jakoby mieli prawo do swobodnego wyboru nawet własnej płci, o ile już nie samego człowieczeństwa. Objawem tego są nie tylko zjeby wojujące z Putinem długopisami czy kredkami, ale i chory pomysł urządzenia parady LGBT w zagrożonym rosyjskimi bombardowaniami Kijowie. Acz na miejscu Rosjan, skoro niby z nich tacy ''konserwatyści obyczajowi'', pieprznąłbym specjalnie szachedami po zboczeńcach, w czym ukraińska obrona powietrzna tym razem nie powinna przeszkodzić, wręcz nakierować jeszcze dobrze pociski o ile to możliwe. Nie idzie tu o żadną ''homofobię'', bo pewno po obu stronach frontu wojują tam pederaści i lesbijki, natomiast rzecz w samej formie owych ''parad bezradności'' negujących surowe realia wojny swym ''make love [ raczej fuck ] not war''. Kurwa mać: kraj w ogniu, Ukraina wykrwawia się w starciu z Moskowią, giną wojskowi jak i cywile zabijani przez kacapię, w tym dzieci, wokół mnóstwo sierot i okaleczonych potwornie ludzi, a tu grupka dewiantów jak gdyby nic celebruje beztrosko swe perwersje - DO PIEKŁA!

Tym bardziej, iż LGBTariański szyld pozwolił na Ukrainie wielu aspołecznym mętom i sierotom po Janukowyczu przefarbować się w miłe dla obecnego Zachodu barwy. Mimo, iż jawnie życzą oni śmierci na wojnie ''homofobicznym'' obrońcom kraju, jak choćby Jewhen Karaś pod którego adresem jeszcze w pierwszych miesiącach bojów wokół Kijowa mordercze złorzeczenia słała ukraińska lesba Sofia Łapina. Sama zaś spierdoliła wtedy do Niemiec, wyśpiewując na ich cześć peany jako rzekomo ''jednego z głównych sojuszników Ukrainy'', choć wiadomo przecież jak Berlin odnosił się wówczas do szans władz w Kijowie przetrwania rosyjskiej inwazji. Natomiast inna führerzyca ukraińskiego LGBT Ołena Szewczenko, jeszcze kiedy trwał Majdan i nastąpiła okupacja Krymu oraz Donbasu, oświadczyła bezczelnie, iż jej ruch ''nie inwestuje w wojnę i zabijanie, gdyż wojna nie ma nic wspólnego z prawami człowieka''! Odżegnując się później kłamliwie od własnych słów, dowodnie okazujących zdradzieckie i nihilistyczne oblicze ''prawoczłowieczyzmu'', najlepiej wyrażone w haśle pod jakim maszerowały dotąd [anty]ukraińskie parady LGBT: ''śmierć nacji, queer wrogom!''. Towarzyszyły mu inne równie wymowne, jak ''Do diabła z waszym patriotyzmem, naszym wyborem jest feminizm'' i zwłaszcza ''Make love, not civil war'' obleśnie głoszące, jakoby zbrojny najazd rosyjskich wojsk na Donbas był ''wojną domową''. Głównym bowiem zajęciem tamtejszych ''homofilów'', jak wszędzie zresztą, jest sianie wokół zamętu i donosy na kogo popadnie suto opłacane z ''grantozy'', wszakże ustępując tchórzliwie przed jawną przemocą ze strony bestialskiego wroga. Czym się to kończy dowiodła masakra izraelskich śmieszków, dokonana na techno imprezie przez islamistów z Hamasu, których pono wielu z owych ćpunów chciało objąć przed śmiercią - całkiem możliwe, bo po ecstasy łapie się fazy typu ''harmonia kosmosu''. Dosłownie mordercza zabawa, do upadłego jak najbardziej, to jedyne co mogą przeciwstawić spierdoliny umysłowe ze zrytymi łbami brutalnej realności, która nie bierze jeńców. Mimo to nawet kiedy będą im podrzynać gardła nie zapomną przy tym zrobić ''dziubek'' do selfika, żeby tylko ładnie wyszło na ich ''smartłoczu''! Obserwujemy stąd ponury spektakl konwulsji liberalizmu, jaki z braku politycznej doń alternatywy, której przecie nie stanowi jeszcze bardziej nihilistyczna Rosja czy inne Chiny, począł żreć sam siebie niczym gnostycki Uroboros, stawiając histeryczny wręcz opór rzeczywistości. W każdym razie bez żadnej przesady orzec już można, że mamy w Polsce pierwszego poległego na wojnie hybrydowej toczonej z naszym krajem przez Białoruś Łukaszenki, a więc i stojącego za nim Putina skurwysyna. Dlatego świętą rację zaiste wypowiada Krzysztof Kloc pisząc:

"Mordować ich tak, żeby czuli że umierają!" - oto recepta, gdy wróg szturmuje granice. Oddajcie w końcu sprawiedliwość językowi i przywróćcie znaczenie słowom - mamy wroga u bram, mamy do czynienia z regularną i zorganizowaną agresją. Żołnierze Wojska Polskiego giną i są ranni.''

https://www.sotwe.com/tweet/1798738241816076637 

...podobnie co i Ziemkiewicz, w rzadkim dość u niego ostatnio przebłysku trzeźwej refleksji:

''Co zrobić ze wschodnią granicą? Pierwszym warunkiem opanowania kryzysu jest oczywiście odsunięcie od władzy marionetkowego rządu Tuska, oczyszczenie prokuratury z uzurpatorów Bodnara i w miarę możliwości surowe ukaranie winnych demontażu państwa. Obejmuje to również zneutralizowanie i dezintegrację grup dywersyjnych i mafii przemytników ludzi, działających pod pretekstem obrony praw człowieka. Ale co poza tymi oczywistymi działaniami? Konieczne będzie ogłoszenie stanu wojennego w obszarze przygranicznym. Żołnierze i funkcjonariusze muszą zostać wyposażeni w kompetencje użycia tzw. środków przymusu bezpośredniego, w tym broni. Wszelkie osoby przebywające nielegalnie na terenie kraju muszą być traktowane jak przestępcy. Niezbędne jest stworzenie ośrodków dla zatrzymanych - w tym ośrodka o zaostrzonym rygorze dla tych, którzy dopuszczali się przemocy wobec polskich przedstawicieli prawa. Takie osoby muszą być surowo ukarane - kim są, wyjaśni się później. Tam również należy lokować migrantów, których puszbakują nam Niemce - oczywiście tylko jeśli udowodnią, że trafili oni do nich przez Polskę. We wszystkich ośrodkach należy zapewnić zatrzymanym odpowiednie warunki życia i pracy na swoje utrzymanie. Takie, żeby jak już po ustaleniu tożsamości i odbyciu (odpracowaniu) ewentualnych kar wrócą do siebie i opowiedzą, następni chętni do Niemiec woleli raczej iść tam pieszo przez Morze Śródziemne i zjeżdżać gołą dupą po alpejskim piargu, niż korzystać z uprzejmej oferty podwózki ruskim samolotem i białoruskiej wizy turystycznej. Jakąś podstawę prawną zawsze się znajdzie, a choćby i nie - wuj z nią.''


- nazwane po imieniu. Bo jak nie, to nadal będziemy cierpieć podobne skurwysyństwo obłędnego już ''prawoczłowieczyzmu'', którym popisało się bodnarowe przydupiszcze bredząc:

''- Strzały padły w taki sposób, że naraziły migrantów'' - coooo?!?

 
 
- jak z tego widać dla owej tępej bździągwy państwo ma obowiązek dbać o komfort agresora naruszającego jego terytorium. Powinna więc zrezygnować z rządowej posady, a już na pewno pensji rzecznika prokurwatury, skoro najwidoczniej kwestionuje sens instytucji, jakiej formalnie jedynie służy. Inaczej wychodzi na to, iż Rzeczpospolita Polska opłaca z własnego budżetu swego wroga ulokowanego w samym centrum jego administracyjnej machiny - niebywałe! Libertariańska obyczajowo ''lewyca'' ucieka zaś od niewygodnego tematu niczym szczury, bo dobrze wie, że spierdoliła w owej kwestii. Nie mogło być inaczej, skoro jedyne co ma teraz na głowie, to spuszczanie się nad ''postpornografią'', jako ''przestrzenią działania i myślenia, rozwijającą się w nawiązaniu do teorii kultury, które przedefiniowują nasze rozumienie ciała, płci, seksualności i władzy''. Przepraszam, jeszcze ''PIESEŁ, zakaz egzorcyzmów i głosowanie dla dzieci - to są propozycje @__Lewica przed wyborami''. No to rzeczywiście:
 
''Idźcie na emeryturę. Macie sklerozę. Zróbcie miejsce jakiejś innej lewicy, która zajmie się - bo ja wiem? - jakimiś sprawami ludzi czy coś.''
 

Podsumowując temat:

''Przez 3 lata, w celach wyłącznie politycznych, nakręcali atmosferę nienawiści do Wojska Polskiego, Straży Granicznej i służb. „Kurwa, co tam się dzieje”, „żołnierze śmieci”, „biedni ludzie, którzy szukają swojego miejsca na ziemi”, to symbole. NIECH PIEKŁO WAS POCHŁONIE.''


Nie zapominajmy w tym wszystkim, że nachodźczy problem tyczy bodaj w jeszcze większym stopniu polskiej granicy z Niemcami, które z racji własnej chujni za którą same ponoszą winę, poczęły traktować nas niczym swój zsyp na zbędnych im migrantów:
 
https://dorzeczy.pl/kraj/594978/kogo-niemcy-wysylaja-do-polski-fedorska-imigranci-sa-zdesperowani.html



Wojciech Mucha nie pozostawia złudzeń co do konsekwencji owego procederu:
 
''A więc zaczęło się. Pamiętacie, jak opisywałem Wam protesty w maleńkich irlandzkich wioskach, które Dublin zasiedla migrantami wbrew lokalnym społecznościom? Szkoły, domy opieki, hotele? Że ludzie wychodzą na ulice, a konwojująca przybyszów policja ich rozgania? No to i u nas się zaczęło. Ten @OzdobaJacek na antenie @RepublikaTV ujawnił dokument, z którego wynika, że rząd Tuska szuka takich miejsc dla tysięcy ludzi "przy masowym napływie cudzoziemców, innych niż objętych pomocą, na podstawie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym". Zaczęli na Podlasiu. Co jest tu ważne! Z dokumentu wynika, że chodzi także o miejsca prywatne! W Irlandii w ten sposób wąska grupa ludzi dorobiła się potężnych majątków wbrew społecznościom, w których mieli biznesy. Ta ostatnia sprawa stała się zarzewiem potężnych konfliktów.''


- to by mogło tłumaczyć boom mieszkaniowy w takich wymierających miastach, jak Kielce...

Ludzie wprawdzie się budzą, sęk w tym, iż przeważnie już z ryjem w nocniku:

 
- nie sposób przy tym odmówić racji właśnie Markowi Wróblowi, kiedy postuluje:
 
''A, jeszcze jedno: następny rząd powinien na serio rozważyć budowę płotu także i na innych granicach, nie tylko białoruskiej i królewieckiej. A konkretnie na tych, na których przepływają (czasem w obie strony) nielegalni migranci. Oczywiście strefa Schengen powinna działać - ale na przejściach. Piszę "następny rząd", bo od tego trudno wymagać, by zechciał odgradzać się od Niemiec, a poza tym nie wiadomo, ile mu pozostało czasu. Mógłby nie zdążyć.''

 
Obawiam się tylko, że nawet jeśli dojdzie wreszcie do owej szczęsnej wymiany obecnego nierządu, może być już za późno... Tymczasem:
 
''Niesamowite. Minister finansów otwartym tekstem mówi, że trwają przygotowania do objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu i nikt nie zwraca na to uwagi. To ja może wytłumaczę co to oznacza - pieniędzy nie ma i nie będzie i trzeba będzie jeszcze drastycznie ciąć wydatki.''

 
''Na problemy Unii najlepszy jest wspólny rynek kapitałowy.'' To także wniosek z raportu Enrico Letty. Dwa największe kraje UE uznały, że potrzebują dla ożywienia swych gospodarek - Francja z innych powodów, a Niemcy na odmiennych warunkach - prywatnego kapitału, najlepiej z Europy Śr. drogą tzw. unii rynków kapitałowych. Będziemy teraz bombardowani przekazem, że "więcej unii" jest korzystne dla Polski.''
 
 
- Grażynka ''botoks na piździe'' Kulczykowa, jak i ''stara komuszka'' Danuśka Hübner lubi to
 
Za dobrze nam było, trzeba więc dopierdolić Polsce nachodźcami i duszeniem ekonomii - oczywiście ''swoi'' tego nie odczują, a dla ''ciemnego ludu'' KODerastów urządzi się igrzyska ''rozliczeń z PiS'', będą żreć gówno jeszcze tym radując. Niczym wyborcy Czaskosky'ego: 
 
 
Chyba, że przywróci się wreszcie nad Wisłą pierwotny sens dyktatury, jako instytucji w istocie wolnościowej, zaprowadzonej dla obrony republikańskiego ładu, bez jakiego nie sposób myśleć o realnych swobodach politycznych. Pytanie jednak kto niby ma to uczynić, bo PiS na pewno nie z wyłożonych na wstępie przyczyn, Kucfederaci tym bardziej [ patrz j. w. ], inaczej zaś grozi nam liberalny autorytaryzm TuSSka i jego prokurwatora Bodnara - więc? Dla jasności: nie idzie o żadnych nowych Pinochetów, Jaruzelskich, lub co nie daj Putinów, bo wojskowa czy tajniacka junta to chuj a nie alternatywa. Mowa powtarzam o REPUBLIKAŃSKIEJ dyktaturze, z definicji ograniczonej czasowo i prawnie, bez tego jesteśmy skazani na tyranię rodzimych ''prawoczłowieczystów'', albo wprost nowy zabór przez ościenne upadłe mocarstwa, które pociągną nas wraz z sobą na samo dno. Żarty bowiem się skończyły, nastąpił koniec liberalnego ''końca historii'', realność wraca na pełnej czego wojna na Ukrainie widomym objawem. Bez względu czym się ona zakończy, nie stanowi żadnego ''ekscesu'' zwiastując nową epokę, gdzie nie sposób już bezkarnie uprawiać życiowej fikcji ''bezpaństwowości''. Oznaczającej w praktyce cywilizacyjną degradację i samowolę zdziczałych band, co można obserwować w klinicznej postaci na okupowanym przez Rosję Donbasie. Nie wolno bowiem pozwalać, aby zgraja idiotów wrogich polskiej państwowości mogła nadal decydować o jej losie, skoro nienawidzą wprost samej Rzeczpospolitej! Nie jesteś jej częścią, więc i nie powinny obowiązywać cię panujące w niej prawa, tak że spierdalaj ''obywatelu świata'', przecie czeka on na ciebie otworem niczym kapsko starej kurwy [ lub odbyt pedała, jak wolisz ]. Czegoż się bowiem spodziewać po liberalnych globalistach - że będą bronić granic państwa stanowiącego dla nich co najwyżej ''zło konieczne'', póty co jeszcze? W którym upatrują przeszkody dla chorych rojeń o paneuropejskiej, docelowo zaś ''wszechświatowej'' gładzi bez granic ni państw, jakiej UE od swego zarania ma być ledwie wstępem. Strzeżcie się więc nie tylko obcych agentur, ale i bodaj gorszych jeszcze od nich ''wannabe'' globalistów z liberalnej jaczejki, w typie Bodnara lub ''alkopiromana'' Sienkiewki. 
 
...niemniej choć w demokratyczne rozstrzygnięcia żywotnych kwestii nie wierzę, mimo to na ''uniowybory'' pójdę [ póty jeszcze można ].  Bo wprawdzie za śmierć polskiego żołnierza ponosi odpowiedzialność również poprzednia ekipa rządowa przez swe rozliczne zaniedbania, to jednak główny ciężar winy za nią ciąży na obecnej, wszelki zaś ''symetryzm'' w owej sprawie jest tutaj jej rozmywaniem

ps.

Kurak prawi, że gros ''nachodźców'' zwracanych nam przez Niemcy to nie ''inżynierowie'' i ''lekarze'' z Bliskiego Wschodu lub Afryki, lecz migranci z krajów b. ZSRR, głównie Rosjanie, Czeczeńcy i Białorusini. Nawet jeśli i tak mamy problem, bo niepotrzebna nam ruska albo czeczeńska mafia, o agenturze i terrorystach nie wspominając. Wszakże faktem jest, że rozpętywanie ignoranckiej histerii na owym tle może być paradoksalnie w interesie TuSSka, nie czyńmy więc tego wzmacniając za to realnie obronę granic naszego kraju. Nade wszystko zaś tępiąc wreszcie skutecznie przestępcze organizacje w rodzaju osławionej grupy ''Granica'', zajmującej się przemytem ludźmi i zarabiającej na handlu ''żywym towarem''. Samym biciem piany niczego nie wskóramy, a niestety głównie na tym poprzestaje PiS, Kucfederacja takoż. Szczególnie Wipler żadną miarą nie zasługuje na zaufanie, wszakże jeśli prawdą jest co ujawnił, iż zatrzymani żołnierze mieli narazić oddanymi strzałami innych obrońców kraju, nie zaś agresorów naruszających jego terytorium, istotnie zmieniałoby to postać rzeczy. Nie możemy bowiem pozwolić sobie na jakąkolwiek samowolkę, inaczej skończymy niczym w Rosji, gdzie funkcjonariusze stojący w teorii na straży praw łamią je ostentacyjnie zabijając obezwładnionych już islamskich terrorystów, jak ostatnio w rostowskim więzieniu. Oto i państwo teoretyczne...
 

niedziela, 26 maja 2024

''Gaśnicowy'' Braun.

W związku z ''gaśnicowym'' tournee Grzegorza Brauna po kraju, poraził mnie cynizm i bezczelność z jaką jego ojciec Kazimierz przeczy domniemanym żydowskim korzeniom rodziny, powołując się na genealogiczne opracowanie autorstwa córki Moniki wydane... przez żydowskie wydawnictwo ''Austeria'':))). Wprawdzie rzeczonej książki nie sposób już uświadczyć na stronie owej ''żydowskiej księgarni'', gdzie można najść takowe ''cymesy'', jak ''Europejczycy z kantonu Polska''. Natomiast jest tamże biogram autorki opatrzony laudacją... Hartmana, ''judeofilopedofila'' tak przypominam. Skądinąd brakło również całej serii książek ''podróżniczych'' Palikota, jakie ukazały się nakładem ''Austerii'', wszak nadal są one dostępne w sieci. Trudno bodaj o lepszy dowód iście żydowskiej chucpy, jak i niestety przysłowiowej już durnoty wielu polskich ''gojów'' dających się na to nabierać. Pal licho zresztą mniemane żydostwo Gerszona Klauna, ale z badań jego siostry wynika, iż po prababce Braun jest pomiotem niemieckich krzyżowców z inflanckiego zakonu ''Kawalerów Mieczowych'', którym wedle słów pani Moniki cała rodzinka zawdzięczać ma skłonność do awanturnictwa:). Nie kryje przy tym swej ekscytacji wyobrażeniem, jak ów ''rycerski praszczur'' rodu podbijał ''dzikie słowiańskie ziemie''... Przyznaje ona również, iż ojca jej i Grzegorza, podobnie co resztę krewnych nie interesuje prawda, lecz rodzinne mity, stąd nie chciał uwierzyć, że 3xpradziadek okazał się bękartem ubogiej wyrobnicy z Wielkopolski, a opowieści o jego szlacheckim pochodzeniu i rzekomym udziale w wojnach napoleońskich, oraz Powstaniu Listopadowym zmyśleniem kryjącym wstydliwą przeszłość. Ordynarnie łże utrzymując w powyżej zalinkowanym wywiadzie, iż pewnym jest austriacki rodowód przodków, nic takiego nie wynika z badań genealogicznych córki, generalnie Braunowie to potomkowie ubogich galicyjskich urzędników i stolarzy, a także drobnej niemieckiej szlachty z d. Inflant, ponadto jednemu z pradziadów Grzegorza wyznawany katolicyzm nie przeszkodził zostać bigamistą... Na owym tle nie jawi się więc już takim ekscesem porzucenie przezeń długoletniej partnerki, z którą żył dotąd bez ślubu, po czym pospieszny ożenek z dużo młodszą kobietą w tradycyjnym rzymskim rycie, akurat dziwnym trafem zbieżny z początkiem jego przeszłej ''kampanii prezydenckiej''. Takowych i jeszcze bardziej cuchnących ''trupów w szafie'' żywot Brauna zawiera więcej, alem się o tym już rozpisywał wystarczająco onegdaj, tamże więc odsyłam kto ich ciekaw. Siostra zaś z rozbrajającą szczerością wyznaje, iż poczęła podejrzewać czy aby nie jest okłamywana przez rodziców i krewnych, jeśli idzie o pochodzenie i religię dalekich przodków, co pozostaje kwestią otwartą wobec niemożności ustalenia skąd w istocie przywędrowali Braunowie do Lwowa w XVIII stuleciu. Nawet ich chrzest w obrządku katolickim nie rozwiewa wątpliwości, bowiem mało to bywało w dziejach przechrztów? Doprawdy, ''judeokrzyżackie'' geny wiele by tłumaczyły w zachowaniu i postawie Grzegorza Brauna:))). Podobnie co i jego ciotki Teresy Reklewskiej, ''katoliczki otwartej'' niczym odbyt starego pederasty, której monografię poświęciła również siostra - można tam min. przeczytać o niej:

''Nieco wcześniej Reklewska nawiązała także znajomość z Renatą i Andrzejem Grzegorczykami, co miało między innymi wpływ na jej dalszą formację religijną. [...] W późniejszych latach Grzegorczykowie, już jako małżeństwo, w ramach dialogu z prawosławiem organizowali u siebie spotkania z rosyjską inteligencją. Reklewską połączyła z nimi przyjaźń na całe życie. To dzięki nim w 1955 roku podczas V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów , odbywającego się w atmosferze zbliżającej się „odwilży”, Reklewska, pracująca przy festiwalu jako tłumaczka (znakomitą znajomość francuskiego wyniosła z domu i ze szkoły), poznała Hildegard  i Jeana Gossów . Przyjeżdżali oni wielokrotnie do Warszawy z Francji, by szerzyć informacje o prowadzonym przez siebie ruchu non‑violence, który oboje Grzegorczykowie aktywnie wspierali i propagowali. Gossowie byli przedstawicielami francuskiego nowoczesnego katolicyzmu, czerpiącego coś z klimatu epoki, jej liberalizmu i tendencji do sięgania po niezużyte rozwiązania...''

- po takowej lekturze aż jąłem sprawdzać na stronie ''lustrator polski'', czy aby prowadzący ją nie doszukał się czego w archiwach IPN o szacownej ciotuni witrażystce. O dziwo, nic póty co przynajmniej na ów temat uświadczyć tam nie sposób, może to jednak tylko wina fatalnego stanu w jakim znajdują się zbiory dokumentów pozostałych po komunistycznej bezpiece. Jedno natomiast pewne, że mitomania jest u Braunów najwidoczniej rodzinna, także siostra Grzegorza na nią cierpi twierdząc, jakoby ''sposoby jakich na scenie używa aktor nie różnią się zasadniczo od tych którymi posługujemy się na co dzień, a życie społeczne daje się najlepiej pojąć jako ciąg performansów'', co też i jej brat wciela z zapałem swą parapolityczną aktywnością. Cóż mu bowiem szkodzi wcisnąć paru głupkom gaśnice ze swym autografem, nabijając sobie przy tym popularność, a może i kabzę? Zdziwiłbym się, gdyby nie miał podpisanego kontraktu z producentami wyposażenia przeciwpożarowego, w każdym razie powinni go nająć za tak spektakularną akcję promującą ich wytwory:). Byłbyż więc Braun jeno cwanym akwizytorem?

ps.

W tle natomiast postępuje znacznie poważniejszy proces, otóż Izrael i Rosja jednako tracą rentę dziejową po Hitlerze, z jakiej oba kraje dotąd czerpały polityczny kapitał. Europa bowiem zamienia się gwałtownie w ''Afrykazję'', trwa w niej podmiana ludności z rodzimej na pochodzącą z innych kontynentów, dla której wódz III Rzeszy nie znaczy nic, lub jeśli już kojarzą go raczej pozytywnie. Przecie tępił żydostwo, pokonał francuskich kolonialistów, a i wojował z brytyjskimi oraz USA, jednym słowem dla nich ''swój chłop''... Dlatego Izrael przynajmniej w obecnym kształcie nie może dalej trwać, co tłumaczyłoby czemuż Amerykanie zdają się dusić go w przyjaznym uścisku, Putin zaś sam zarżnął pamięć o stalinowskiej wojnie swym opętańczym kultem ''pabiedy'', oraz towarzyszącym mu koszmarnym wprost kiczem gównianych zazwyczaj filmów o ''bohaterskich krasnoarmiejcach''. Na razie jednak póty co obserwujemy konwulsje ''Holocaust Industry'', a takoż resentymentów po ZSRR dogorywających w dymie walk na Ukrainie, stąd pewnie Braun tak ciśnie, aby zdążyć co jeszcze na tym ubić dla siebie, jak przystało na pazernego dusigrosza z d. Galicji [ mniejsza już, czy ''judeokrzyżaka'' z rodu ]. Acz ze swym gaśnicowym interesikiem to jeno nędzny detalista przy pewnym ''marxist with a massive software company'' pracującym na rzecz Chin, jego rudowłosej eko-wiedźmie, która przesiąkła nie tyle nasieniem co pieniędzmi męża, czy owym żydowskim lodziarzu przeciwstawiającym się zdecydowanie wsparciu zbrojnemu dla Ukraińców stawiających zbrojny opór Rosji.

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Chu iz Gerard Pedrycz?

A jednak nie musiałem zatkać nos, by oddać głos! Bowiem dzięki niespodzianemu, tym razem prawdziwemu pogromowi kieleckiemu w I -ej turze wyborów ''bezpartyjnego'' Suchańskiego, nie potrzebowałem zmuszać się by poprzeć w kontrze do Wojdyszcza synalka komucha, ciągnącego za sobą ogon nieudacznych Kucfederatów pokroju Dawida Lewackiego. Typa co gładko przeszedł od postulatów ''uczczenia'' srajku bab nazwaniem jego mianem jednego z miejskich rond, do takich samych tym razem na cześć ''Hubala''. Wycierającego se gębę polskim papieżem i nawet święcenie jajek wielkanocnych w miejskiej katedrze wykorzystując na użytek wyborczej kampanii, nie odcinając się wszakże publicznie od deklaracji małżonki nadal popierającej skrobanki. Zresztą nie tylko ja jeden byłem zaskoczony [ pozytywnie ] wyborczym wpierdolem, jaki zebrał ''bezpartyjny'' - również jego obecny rywal Bursztein junior, z którym jeszcze niedawno wspólnie zwalczali koszmarną wręcz dla miasta prezydenturę Wenty. Dobrze też, że to nie z nim Agatyszcze musiało konkurować, gdyż jak sam szczerze przyznał bliżej mu do PO niż PiS, a także wprowadził do miejskiej rady ''cudownego człowieka'' rzekomo wedle swego określenia, w istocie zaś tłustą larwę Gacka. Kierującego lokalną szczujnią portalu ''scyzoryk się otwiera'', gdzie ten nie krył nawet poparcia dla Mochonia, szefa Targów Kielce startującego z list KO, na szczęście bez rezultatu. Przejście więc do drugiej tury wyborów na prezydenta Kielc kandydata PiS Marcina Stępniewskiego sprawiło przynajmniej, że nie musiałem ryzykować raka sprzeciwiając się jego ''niebinarnopłciowej'' rywalce z PO, a co najwyżej zgagę. Bowiem uczciwie należy przyznać, iż PiS ponosi współodpowiedzialność za katastrofalny niemalże stan finansów miasta, przez kilka kadencji wspierając zadłużającego je prezydenta Lubawskiego. Owszem, był zeń przydupas Gówina, stąd trzeba było tak robić póty jego pryncypał siedział w rządzie, niemniej przez to PiS właściwie zrezygnował z prowadzenia samodzielnej polityki na miejscu. Na hańbę zakrawa, że dopiero teraz doczekał się własnego kandydata w miejskich wyborach na prezydenta Kielc, dochodziło przez to nawet do tak kuriozalnych sytuacji, iż wszelkie próby wystawienia takowego czynione sumptem lokalnych działaczy były dotąd bezwzględnie tłumione przez partyjną centralę! Wyróżniał się pod tym względem zwłaszcza poseł Lipiec [ Krzysztof ] i nie będzie mu to zapomniane przez miejscowych, podobnie co i samemu Kaczyńskiemu, jaki musiał na pewno dawać owym brutalnym działaniom swe ''błogosławieństwo'' kierując się doraźną koniunkturą polityczną. Poza tym Stępniewski zawdzięczał poparcie nawet co poniektórych ''ośmiogwiazdowców'' między innymi temu, że stawał okoniem nie raz wobec samobójczego dla lokalnego PiS wsparcia martwej praktycznie dla miasta prezydentury Wenty. Biorąc więc skalę zaniedbań i fatalnych błędów popełnionych w kieleckiej polityce, jakie na koncie ma formacja do niedawna rządząca, uzyskany przezeń wynik podczas wyborów można uznać za wręcz rewelacyjny. W każdym razie jestem nim pozytywnie zaskoczony, bo i nie spodziewałem się wiele uznając zwycięstwo Agate za raczej z góry przesądzone, licząc jedynie na jak najmniejszą jej przewagę co też miało miejsce, gdyż 6 i pół procenta więcej dupy nie urywa, zwłaszcza przy dość niskiej frekwencji. Niech se Wojdyszcze nie myśli, że teraz będzie posiadało komfort władzy, o nie!

Co nie zmienia faktu, że jako kielczanie będziemy mieć przejebane, ale też skoro większość z nich pragnie najwidoczniej, by srano im do gęby ''tęczawym'' kałem nie należy im tego wzbraniać. Sam dałem jasno przy nomen omen urnie znać, że nie mam ochoty na udział w miejskiej orgii postpolitycznych koprofagów, a kto tego nie uczynił będzie teraz poniekąd na własne życzenie musiał pływać w LGBTariańskich fekaliach, jakie z pewnością zaleją Kielce. Przy czym rzecz nie tyle w obecnie jedynie słusznej orientacji ideolo-seksualnej nowej ''prezydentynii'', tudzież jej/jego wybitnie niebinarnopłciowej ''osobopostaci'', gdyż to są didaskalia acz istotne. Wszakże jedynie w kontekście unijnej postpolityki, jaką sobą reprezentuje w lokalnych realiach, do czego nie można mieć już żadnych wątpliwości po publicznej deklaracji nadprokurwatora Bodnara, który specjalnie przybył do Kielc, by osobiście wesprzeć Wojdynię podczas wyborów. Tak więc w mym wypadku nie idzie o estetyczną ''pedofobię'', wstręt żywiony do ''paskudnej lesby'' dajmy na to, lecz jej/jego doskonałe wpasowanie się w ultraliberalny format UE, którego szczerze nie cierpię. Czyni on zeń ''polityczkę'' właśnie a nie polityka serio, to nie kwestia płci - mocno zresztą tu nieokreślonej - lecz oderwania od realiów, gdzie kolejne ''tęczawe'' ławki miejskie i uliczne ''parady bezradności'' pokrywać mają rozpadającą się w oczach lokalną infrastrukturę, kiepskie zarobki większości mieszkańców, ogólny brak perspektyw rozwoju Kielc. Nie zaradzi mu sama polityka miejska, trzeba by ją wpiąć w pewien szerszy projekt, na wzór formuły industrializmu późnego PRL, jakiej stolica regionu zawdzięcza swój obecny kształt, podobnie co i reszta Świętokrzyskiego. W owym kontekście dość intrygująco wyglądają deklaracje niejakiego Gerarda Pedrycza, który objawił się niedawno w otoczeniu małej Agatki uwięzionej w ciele dużego chłopca. Wespół z bezpieczniackim ekspertem, doktorem masonem Sokałą jął prawić o ''wyżynie zbrojeniowej'', czyli rodzaju konsorcjum regionalnego przemysłu z kielecką Politechniką, jako jej intelektualnym i kadrowym zapleczem. Faktem jest bowiem, że gdyby nie etatystyczny interwencjonizm gospodarczy w Świętokrzyskiem nadal byłyby chyba ''ino piochy'' - jeszcze w XVII stuleciu na północ od Kielc działały odlewnie armat pracujące na rzecz państwa, gdyż to monarsze w dawnej Rzeczpospolitej podlegały arsenały. Na dobre kilkanaście lat przed COP, już u zarania odrodzonej z zaborów Polski, kluczowe inwestycje zbrojne rządu koncentrowały się w świętokrzyskiej części ''trójkąta bezpieczeństwa''. Kielce były wprawdzie na uboczu tegoż programu, poza bodaj głównie Hutą Ludwików czyli ówczesną SHL-ką, ale Starachowice czy Skarżysko zawdzięczają rozwój przemysłu jeszcze przedsanacyjnym władzom, choć to z kręgów bliskich Piłsudskiemu wyszła owa inicjatywa [ motywowana względami bezpieczeństwa państwa i narodu, nie zaś ekonomicznymi przypominając tak dla porządku ]. Gomułkowsko-gierkowska komuna rozwijała więc jedynie przedwojenne projekty, dokonując ofensywnej industrializacji regionu z Kielcami na czele w przełomie lat 60/70-ych. Rzecz jasna nie liczę na tegoż obecną powtórkę, skoro imć Pedrycz reprezentuje formację uwalającą strategiczne dla kraju inicjatywy typu CPK. Do sceptycyzmu skłania też jego widok na dostępnych w publicznej domenie zdjęciach, gdzie siedzi tuż obok Bartka ''alkopiromana'' Sienkiewki i Romana Gejtycha, czyli dwóch ''jąder ciemności'' przy chujowym Tusku. Niemniej znaczy to, iż jest w kręgu ścisłych władz PO i najwidoczniej przejął od Artura Gierady, obrońcy rolkarzy i penisosceptyczek, funkcję ''oficera prowadzącego'' Wojdychy. Ono bowiem zdolne jest głównie do lansowania pierdół, w typie ''młodzieżowej rady miasta'' czy inszych psów/kotów obszczywających miejskie biblioteki z jego/jej nakazu, no i oczywiście fuhrerowania ''tęczawym'' paradom zamiast karlicy Zapały, bez tego się już chyba teraz nie obędzie. Na owym tle pan Gerard daje choć cień szansy na namiastkę niechby rzeczywistej polityki przemysłowej państwa w regionie, gdyż nastały takie czasy, że dla zachowania przysłowiowej ''ciepłej wody w kranie'' koniecznym jest zadbanie o należytą obronność kraju. Oby więc rację miał Marek Wróbel z Fundacji Republikańskiej, ogłaszając koniec postpolityki rozumianej jako czysty PR, gdyż wymuszają to obecne dziejowe realia. Dlatego jak utrzymuje przynajmniej część inicjatyw strategicznych podjętych za rządów PiS będzie kontynuowana, nawet jeśli w mocno okrojonej postaci, bowiem zaciekłe debaty wokół CPK i polskiego atomu jasno okazały, iż nie sposób uczciwie sprowadzić ich do ''fanaberii'' poprzedniej władzy. Czy zaś faktycznie tak będzie wkrótce się przekonamy - również tu na miejscu w Kielcach.

ps.

Zachęcam jeszcze na koniec do wysłuchania smutno-zabawnej rozmowy z Rafałem Zamojskim, formalnie pełniącym czysto wirtualną funkcję ''śródmiejskiego menadżera'' Kielc. Oglądając ją miałem wrażenie, jak przy lekturze ''Zamku'' Kafki, albo którejś ze sztuk Mrożka dobrze opisując nierząd Wenty nad Kielcami. Imposybilizm, czyli ogólna niemożność, wszechobecna ''spychologia'' miejskiej biurokracji i trawiąca ją ''sektorowość'', czyli patologia urzędowej ''wsobności'', braku koordynacji działań i organizacji między poszczególnymi wydziałami tego samego magistratu. Przez co pan ''menadżer śródmieścia'' okazał się ze swą nikomu niepotrzebną we władzach Kielc funkcją w stanie zawieszenia, zmuszony do uprawiania swoistej ''partyzantki'', by przeforsować choć co poniektóre ze swych inicjatyw w przestrzeni miasta, wobec braku ich wsparcia ze strony zwierzchników. Nie stało im jednak zarazem nawet tej odrobiny woli, by go zwyczajnie wypierdolić z roboty, olewali to jak zresztą całe administrowanie Kielcami właściwie nie wiadomo po co zajmując miejsca w urzędzie, chyba tylko dla wypłaty, ale przecie marne raczej tam pensje? Dodam od siebie, że już teraz choćby system zarządzania miejskim transportem publicznym całkiem leży, zaś obiór Agatyszcza na ''prezydentkę'' Kielc stanowi gwarancję jego ''prywatyzacji'', czyli rozpierdolu miejskiej komunikacji, acz bardzo chciałbym się w tym mylić, obaczymy. Na zupełny już finał korzystając z okazji zwrócę uwagę na pewną intrygującą wieść, jaką napotkałem w opracowaniu dokumentów pozostałych po wywiadzie naukowo-technicznym PRL, których wyboru dokonał historyk IPN Mirosław Sikora. Otóż na stronach 186 i 221 zawiera ono wzmianki o Kielcach z których wynika, iż lokalne zakłady ''Chemar'' były profilowane już wtedy na produkcję systemów chłodzenia dla projektowanego reaktora jądrowego w Żarnowcu. Wytwarzanie na miejscu, jak i obsługa równie złożonych technologii wymagałoby zapewne wysokiej klasy fachowców tak spośród robotników, co kadry inżynierskiej. Czyż więc nie byłoby zbyt przesadnym stwierdzenie, iż upadek programu atomowego w Polsce u progu III RP przekreślił w znaczącym stopniu szanse rozwojowe Kielc? Pozostawiam kwestię otwartą...


niedziela, 24 marca 2024

Kacap znaczy rezun.

Ledwie z miesiąc temu przypominałem w tymże miejscu, ''iż ''kacap'' znaczy z turkijskiego rzeźnik, bowiem dla ludów turańskich Rosjanie to jeno dzikie rezuny''. Brzmi jakże aktualnie w kontekście bestialstw, jakich dopuszczają się Rosjanie wobec złapanych terrorystów rodem z Azji Centralnej, którzy dokonać mieli zamachu w podmoskiewskim centrum rozrywki. Oto rosyjski naziol z ''Rusicza'' RaSSakazow ps. ''Topaz'' [ ten co to mu stawało od zabijania Ukraińców ] chełpi się, że jeden z konsumentów jego trollingu oderżnął ucho zatrzymanemu przezeń tadżyckiemu zamachowcowi. Z kolei drugi znany Z-vloger, niejaki ''Trzynasty'' sra w portki ze szczęścia, publikując materiał na którym inny z terrorystów zmuszany jest przez kacapstwo do zjedzenia własnego ucha. Reporter wojenny, pracownik rosyjskiej telewizji państwowej, nie kryje wcale swego orgazmu tymże bestialstwem, zaś jeden z głównych patronów ruskiego naziolstwa Rogozin już nawołuje do odwetu na Ukraińcach. Mimo, iż zamachowcy nie byli nawet Czeczeńcami co jeszcze od biedy można by jakoś powiązać ze zbrojną opozycją przeciw tyranii Kadyrowa, jakiej przedstawiciele właśnie teraz wojują na terenie Rosji wraz z bojownikami RDK. Skądinąd ciekawym, jakim to kurwa cudem owi tadżyccy przeważnie terroryści zamierzali przedostać się do Kijowa byle cywilną ''renówką'', skoro całe niemalże pogranicze Rosji z Ukrainą ogarnięte jest obecnie walkami już na masową skalę? Rosjanie nie dbają wcale o uwiarygodnienie swej wersji wypadków, bo też i po co skoro przysłowiowy ''durak Wania'' i tak wszystko łyknie, podobnie co i niestety całkiem spora rzesza ''pożytecznych idiotów'' na Zachodzie. Dlatego Putinowi w oficjalnym wystąpieniu po owej tragedii nie chciało się nawet powtórzyć słynnej niegdyś frazy o ''dopadaniu terrorystów choćby i w kiblu'', poza tym jest stary i pewnie nie ma ochoty wysilać się niepotrzebnie. Acz nie tylko on jeden spośród Rosjan ma na to wyjebane, wspomniany na wstępie kacap co urżnął ucho zamachowcowi z Tadżykistanu, z dumą wskazuje okrwawionym nożem na ewidentnie nazistowski symbol ''czarnego słońca'', który nosi na przedramieniu. Nie przeszkadza to jednak rosyjskiej propagandzie obwiniać za ów akt terroru ''ukraińskich nazistów'', najlepiej tych rosyjskojęzycznych z ''Azowa'', bowiem nie istnieje dla niej granica bezczelności, do jakiej mogłaby się jeszcze posunąć. Dlatego na ten przykład RaSSkazow zajmuje się obecnie działalnością ''humanitarną'', oraz zwalczaniem ''rusofobii'' panującej na Zachodzie a jakże, odżegnując przy tym żarliwie od niegdysiejszego naziolstwa, bo to wiecie był jedynie taki yntelygentny ''trolling wroga''. Rasowy kacap wszakże zeń wyłazi jak widać przy nadarzającej się okazji, gdyż swych korzeni i rodowodu nie sposób się zaprzeć, jest więc moskalskim rezunem choćby nie wiem co. Rzecz nie w litowaniu się nad sfanatyzowanymi mordercami, acz rażenie prądem ich genitaliów i obnoszenie się z tym przez Moskali dowodzi zbydlęcenia owej populacji postępującego w zatrważającym tempie. Degradacja Rosji, czy raczej obnażenie jej prawdziwej natury jest obecnie faktem tak dojmującym, iż unieważnia cały bełkot o ''wielkiej kulturze'' i Tołstojewskim. Ukraińcy zaś owszem zabijają także murzyńskich ''czornożopców'', ale jedynie tych co przyleźli z bronią na ich ziemię i w mundurze rosyjskiego sołdata. Wątpię stąd, by wspólną sprawę z nimi mieli islamiści wrzeszczący ''Allahu akbar'' podczas mordowania przerażonych moskwian, a też i pewne wątpliwości budzą niektóre relacje świadków zamachu, gdzie nie sposób dostrzec zbytniej paniki mimo huku wystrzałów, no i co na litość robią widoczni tam, przyglądający się biernie rzezi ludzie?

Nie będę wszakże brnął w jałowe spekulacje o ''inscenizacji'' jakoby i ''aktorach kryzysowych'', na które onegdaj trawiłem czas, wystarczy mi bowiem wspomnienie afery z ''riazańskim cukrem'', tak naprawdę zaś workami z heksogenem i zapalnikiem, podrzuconymi do piwnic jednego z bloków mieszkalnych przez funkcjonariuszy FSB. Natomiast inny aspekt owych wydarzeń przykuł mą uwagę: otóż dziwnym trafem przez ostatni tydzień YouTube w polecanych materiałach podsyłał mi klip rosyjskiej grupy ''Piknik'', na której koncercie doszło do zamachu. Mimo, iż dotąd ani razu o niej nie słyszałem, ani tym bardziej teraz nie zamierzam, gdyż nie wiadomo co gorsze - islamiści czy rosyjski rock. Co ciekawe i może nader istotne, lider zespołu jest z pochodzenia Polakiem, acz wspierającym zbrojną napaść Rosji na Ukrainę. Do tego jak głosi biogram grupy, odbył on na pocz. lat 90-ych pieszą pielgrzymkę do Częstochowy na spotkanie z Janem Pawłem II, po czym wróciwszy do Rosji wziął udział wraz z kolegami z zespołu w koncercie pod hasłem ''Rock przeciw czołgom''... Zorganizowanym w proteście przeciw puczowi Janajewa, a ze wsparciem ówczesnego mera Petersburga Sobczaka i jego zastępcy, niejakiego Putina - stąd opowiedzenie się ''piknikowców'' po stronie ''specoperacji wojskowej'' jest w sumie jednak logiczne. W każdym razie podstarzali rosyjscy rock'and'rollowcy celebrują ''tradycyjne rosyjskie wartości'' na koncertach w oprawie ewidentnie okultystycznej i neoszamańskiej symboliki, ot ''konserwatywna'' Rosja w pigułce. Lider grupy Edmund Szklarski aktywnie praktykuje jogę, co nie przeszkadza mu uważać się za ''katolika'', maluje obrazy przepełnione mroczną ezoterią a również dba o takąż scenerię swych występów jako się rzekło i jest fanem Niemena. Dodać wypada, iż jego dziad polski inżynier zasłużony dla carskiej Rosji a szczególnie ZSRR, nie powrócił przeto do odrodzonej Polski, za to przeżył pomyślnie antypolskie czystki w trakcie stalinowskiego ''wielkiego terroru''. Powstaje więc pytanie jakim kosztem, czy aby nie donosicielstwa na swych rodaków, jak wówczas zazwyczaj bywało, co bodaj tłumaczyłoby wiele z obecnej postawy wnuka, gdyż niedaleko pada zgniłe jabłko od zżeranej zarazą jabłoni. Bynajmniej nie twierdzę, iż powyższe fakty świadczą na korzyść tezy o rzekomej ''inscenizacji'' zamachu w podmoskiewskiej hali koncertowej, prędzej już sprokurowaniu go przez rosyjskie tajne służby, po co jednak by to im było przekonamy się zapewne wkrótce. Istotne na teraz, że w osobie zrusyfikowanego rockmena o polskich korzeniach możemy obaczyć ''prawosławną, konserwatywną'' Rosję zwalczającą ''satanistyczny'' reżim ''ukronazistów'' na jednym obrazku:


- powstrzymująca zło ręka katechona, czy raczej jego demonicznej odwrotności siejącej na Ziemi spustoszenie? Niewątpliwie prędzej to drugie!

ps.

Nie zdzierżę jednak, okazuje się bowiem, iż w przeddzień zamachu na miejscu zjawiła się spora grupa rosyjskich kiboli. Przybyli tam na umówioną bójkę ze swymi kaukaskimi odpowiednikami, lecz zastali jedynie gliniarzy, którzy ich aresztowali. Rosję od dawna zresztą rozdziera narastający konflikt na tle etnicznym i religijnym, do czego wydatnie przyczynia się reżim Putina masowo sprowadzając migrantów i wykorzystując nachodźców jako narzędzie prowokacji granicznych przeciw Polsce, krajom bałtyckim czy ostatnio Finlandii. Poniekąd więc można rzec, iż własne łajno wylądowało mu na twarzy, tak się bowiem kończą umizgi władz w Moskwie do islamistów z Hamasu czy Hezbollahu. Wojna pustosząc nie tylko mniejszości etniczne Rosji, ale i samą ruską większość ludności kraju sprzyja zastępowaniu jej przez muzułmańskich migrantów, jak to ma już miejsce w ''Mariupolbadzie''. Nic w tym z przypadku, lecz jest systemową polityką rosyjskiego nierządu usankcjonowaną prezydenckim dekretem Putina jeszcze z 2007 roku, który nakazuje sprowadzanie co najmniej 300 tysięcy migrantów rocznie. Ostatnie zaś rekomendacje kremlowskich demografów zalecają dla podtrzymania jedynie populacji kraju dopełnianie jej nawet milionem obcej ludności każdego roku! Reżim jest przez to w pułapce: musi polegać na migrantach, by zastępować nimi ginących na froncie wojny z Ukrainą rodzimych pracowników, wszakże nie sposób ich zintegrować, gdyż przeważnie to biedni i niewykształceni mężczyźni wyznający zazwyczaj islam. Wcielić ich do wojska w większej liczbie również nie sposób, mogą bowiem wtedy obrócić broń przeciw rosyjskim przełożonym, nawet specsłużby nie dadzą im rady. Dlatego poczynam wątpić jednak, czy aby faktycznie stały one za owym zamachem, gdyż oznacza on ich totalną kompromitację. Rosgwardyjcy i Specnaz przeszło godzinę przypatrywali się biernie, jak giną ludzie w podpalonym przez terrorystów budynku, zamiast go szturmować woleli rozganiać kopniakami i razami zgromadzoną wokół ciżbę dziennikarzy, do tego bowiem są zdatni: gnojenia bezbronnych. Sam Putin jawnie zlekceważył ostrzeżenia Amerykanów przed zamachem, niemalże w przeddzień ataku nazywając je podczas spotkania z funkcjonariuszami FSB ''prowokacją'' i próbą ''wywołania smuty'' w Rosji. Jeśli zaś faktycznie stały za nim tajne wywiady Zachodu, tym bardziej należało wzmóc czujność, nie zaś okazywać tak bezczelnie pogardę i zatrważającą wprost niefrasobliwość! Próby obwinienia Ukraińców wyglądają bardziej na desperackie zakłamanie problemu, niż powzięty z góry plan, gdyż skoro faktycznie uszykowali oni jakoby ''okienko'' dla uciekających zamachowców, to przebić się doń można było tylko dzięki niedołęstwu rosyjskich pograniczników i takichże wojskowych, których jest tam teraz co niemiara. Nic się tu kupy nie trzyma jednym słowem i nawet wspomniana na wstępie głupota kacapskiego Wańki, oraz pożytecznych idiotów z Zachodu tego nie tłumaczy. Natomiast jeśli rzeczywiście islamiści zorganizowali ów akt terroru, znaczy chcą skorzystać na obecnym konflikcie między imperiami ''niewiernych'', zapewne wzorem samego Mahometa i jego następców, którzy przecież zyskali dzięki osłabieniu Bizancjum i Persji wskutek wyniszczającej obie potęgi długotrwałej wojny. W wersji zaś bardziej ''spiskowej'' można w tym upatrywać próby pojednania zwaśnionych mocarstw powrotem do zwalczania muzułmańskiego terroryzmu, jaki stanowi zagrożenie tak dla Izraela i USA co Rosji oraz Chin. Wątpię jednakże by to wystarczyło, sprawy bowiem zaszły już pod tym względem za daleko, aby znowu udawać ''koniec historii''.

ps. 2

No i ''się stanęło''! Dugin objaśnił kto stoi za ''krokusowym'' zamachem - któż by inny, jak nie Żydy z Mosadu:) [ skądinąd podobną wersję na rodzimym gruncie lansuje Kurak, nie zdziwiłbym się jeśliby Michalkiewicz również ]. Mówiąc zaś serio powtórzmy: rzecz nie w litowaniu się nad sfanatyzowanymi zbrodniarzami, lecz postępowaniu z nimi samych kacapów. Otóż stosowanie tortur jest w samej Rosji NIELEGALNE, nie kto inny co Putin zatwierdził ustawę zaostrzającą sankcje karne dla dopuszczających się ich funkcjonariuszy, o ironio czyniąc to ledwie parę miesięcy po rozpoczęciu agresji zbrojnej na Ukrainę. Cóż to więc za ''państwo'' nie szanujące własnych praw, którego urzędnicy mający stać na ich straży ostentacyjnie je łamią? Owszem, ''dojrzałe demokracje'' także odwołują się czasem do ''ekstraordynaryjnych'' metod zwalczania terroryzmu np. nie wierzę w ''samobójstwa'' przywódców lewackiego RAF, USA jak wiadomo obcesowo obchodziły się z zatrzymanymi przez nie islamistami. Wszakże ci z Amerykanów co przekroczyli swe uprawnienia zabawiając się z przesłuchiwanymi w sado-maso lądowali później często w więzieniach, tymczasem u Rosjan rzadko kiedy przestępcy w mundurach ponoszą równie srogie konsekwencje swych czynów, choć problem trwa od lat i ma tam charakter systemowy. Otóż sednem ''ruskiego miru'' jest anarchia i bezprawie władzy stojącej ponad państwem i jego przepisami, bez większej różnicy czy uosabianej przez prawosławnego cara, komunistyczne politbiuro, lub liberalnego tyrana, jakim w istocie jest Putin. Czymże więc owa jaczejka kremlowskich terrorystów odróżnia się od islamistycznej konkurencji, bo póty co rzecz wygląda li tylko na porachunki gangsterów, jedna banda bierze srogi odwet na drugiej i to z ostentacyjnym okrucieństwem na jakie nie pozwalał sobie nawet Stalin [ jego siepacze zwykle maskowali ślady tortur ofiar ''procesów moskiewskich'' ]. Lansowana zaś przez reżim Putina wersja wydarzeń jest dlań zwyczajnie kompromitująca, jeśli bowiem Ukraina wespół z ''przeklętymi Anglosasami'', lub izraelscy szpiedzy jak chciałby Dugin, mieli jakoby stać za ''krokusowym'' zamachem, znaczy rosyjskie tajne służby kompletnie spierdoliły sprawę pozwalając obcej agenturze panoszyć się na przedpolach stolicy! Pogardzane tak ''chachły'', a niechby wspierane przez wywiady państw NATO, wymierzyłyby solidnego kopniaka w dupę aroganckim Moskalom urządzając takowy numer całkiem niedaleko od Kremla. Czegóż się jednak spodziewać po rosyjskim nierządzie, który za przestępstwa wojenne nagradza wolnością morderców kobiet i dzieci, karząc jednocześnie wieloletnimi zsyłkami do kolonii karnych o zaostrzonym rygorze udział w nieprawomyślnych demonstracjach i skandowanie podczas nich politycznych haseł? Źródła zaś owego despotyzmu nie tkwią bynajmniej w dziedzictwie ''mongolskiego jarzma'', co prędzej tyranii starotestamentowego jahwizmu z którego inspirację czerpała sekta ''żydowinów'', jaka opanowała elity moskiewskie u progu nowożytności kładąc wówczas zręby rosyjskiego ''samodzierżawia''. Dugin stąd zamiast tropić mocodawców ''krokusowego'' aktu terroru aż w dawnej Judei, powinien raczej poszukać ich na Kremlu obojętnie czy faktycznie za nim stoją, lub też przyzwolili nań swym rażącym niedołęstwem. Zamiast bowiem zajmować się zwalczaniem realnych zagrożeń dla kraju, znęcali się głównie nad bezsilną opozycją, tudzież posyłali masowo rosyjskich ''zbywateli'' na frontową rzeź. Przeto Rosja to żadne państwo, a jedynie zbiurokratyzowana anarchia - jak UE...

niedziela, 10 marca 2024

Agatyszcze.

...Wojda jest uosobieniem ''niebinarnopłciowej'' postpolityki UE w wydaniu lokalnym. Wprawdzie nie ma co w Kielcach i okolicy liczyć raczej na godziwą pracę i dobre zarobki, bo zwykle tu jest ona marna i takoż opłacana. Zatrudnienie na ciepłej posadce w instytucjach publicznych głównie dzięki kumoterstwu, perspektyw rozwoju miasta praktycznie żadnych, ale za to jakie mamy ''europejskie'' ławki w kolorach ruchu LGBT i jego ''parady bezradności'' w miejskim parku! Można też wykonać publicznie rytualne hołubce w proteście przeciw ''dyktaturze kobiet'' czy jakoś tak, albo przyjść do lokalnej biblioteki z ulubionym zwierzakiem. Najlepiej owczarkiem niemieckim, po egzemplarz krytycznego wydania poradnika motywacyjnego pt. ''Moja walka'', autorstwa pewnego słynnego ''przedsiębiorcy idei''. Owym inicjatywom ''aktywiszcza'' Wojdy basuje nieudolnie kandydat Lewycy na prezydęta Kielc Marcin Chłodnicki, patronując ''spacerom HERstorycznym'' feministek po opustoszałym z handlu śródmieściu. Niestety dla niego nie posiada mile widzianej obecnie ''orientacji seksualnej'', co skazuje go na wieczne bycie ''tym drugim'' po Wojdzie, bo żona i dzieci to dziś raczej obciążenie wizerunkowe dla polityka lewicy, czy raczej tego co z niepojętych zupełnie powodów wciąż określane jest owym mianem. Dlatego kielecka stara/nowa komuna prędzej powinna wystawić w tychże wyborach kandydaturę towarzysza Jaskierni... Na obecne czasy byłby w sam raz, o ile tylko wyjdzie wreszcie na jaw z ubeckiej szafy. Natomiast z Chłodnickim mimo różnic partyjnych Agate poczuwa się do ''mentalnego pokrewieństwa'', czemu doprawdy nie sposób dziwić biorąc powyższe. 

Akurat miałem okazję obserwować na sesjach miejskiej rady jeszcze za prezydentury Lubawskiego, jak w praktyce wyglądała działalność Wojdy. Tworzyły wtedy wraz z Katarzyną Zapałą ''frakcję nieheteronormatywną'' w kieleckim PO, potrafiąc godzinami z pianą na ustach gardłować za ''młodzieżową radą miasta'' i tego typu pierdołami, po czym godzić się potulnie na kolejne pożyczki brane przez magistrat rok w rok, każda po 100 milionów złotych. Z czego jedna część szła na spłatę poprzednio zaciągniętych zobowiązań, czyli klasyczne ''rolowanie długu'', resztę zaś przeznaczano na niezbędny dla uzyskania unijnych dopłat tzw. ''wkład własny'' miasta - na kredyt:). Szczytem zaś było przyklepanie min. przez Wojdyszcze rekordowej w historii Kielc pożyczki o wysokości 250 milionów zł [ właściwie zaś blisko 300 ], udzielonej przez unijny ''bank inwestycyjny'' z siedzibą w Luksemburgu, znanej na świecie pralni lewych pieniędzy. Nie przeszkadzało to zarazem owej ''osobopostaci'' gromko bóldupić o np. setki tysięcy przeznaczane z budżetu miasta ''na promocję'' dla klubu piłkarskiego Korony Kielce. Bezczelność bowiem i absolutny brak samokrytycyzmu cechuje jej/jego charakter, czyniąc idealnym kandydatem na ''prezydentynię'' z ramienia tak kaprawej formacji co PO, gdzie wprost roi się od podobnych ''niebinarnych'' politycznie kreatur. Przy czym sam poziom zadłużenia miejskich finansów, do którego ochoczo przyłożyło rękę ''państwo'' Agata, nie byłby aż takim problemem, gdyby choć było czym to spłacać. Sęk w tym wszakże, iż baza podatkowa na miejscu sukcesywnie kurczy się od lat, zaś Kielce do dziś nie otrząsnęły z upadku formuły PRL-owskiego industrializmu, na jakiej ufundowano je w obecnym kształcie. Przykro mi, ale nie zaradzą temu ślepe uliczne ''woonerfy'', kolejne ścieżki rowerowe, czy nawet potrzebne skądinąd nasadzenia drzew akurat tam, gdzie ledwo co dopiero je wycięto. Cóż, długo można by wymieniać mętne sprawki Wojdy w urzędzie miasta czy jeszcze wojewódzkim, gdzie onegdaj rzecznikowała, ale są w Kielcach osoby bardziej ode mnie kompetentne, by np. opowiedzieć z detalami o jej udziale w dewastowaniu lokalnego transportu publicznego, sygnalizuję stąd jedynie sprawę. 

Osobiście nie daruję jej wszakże pogardy z jaką potraktowała kielczan i resztę mieszkańców Świętokrzyskiego podczas pierwszego ''kryzysu nachodźczego'', będzie już prawie z dekadę temu. Przyjmując wobec nich wtedy postawę ohydnego protekcjonizmu, typową zresztą dla cierpiącej na kompleks prowincjusza i stąd aspirującej do statusu ''eurokratki'' zwykłej chamki. Dla niej problem więc leżał głównie w ''zmianie mentalności związanej z postrzeganiem uchodźców szczególnie, gdy reprezentują całkowicie odmienną kulturę czy religię''. Hołubiony bowiem przez takich jak ona mityczny ''Inny'' nie może być sam z siebie rasistą, traktującym podle kobiety mizoginem, czy wyznaniowym lub ideologicznym fanatykiem. Najwidoczniej w obranej przez nią optyce wina leży wyłącznie po stronie tych, którzy nie chcą przyjąć nachodźcy w swe progi, nawet gdy ów nie ma zamiaru uszanować praw obowiązujących w gościnnym domu. Wedle małej Agatki uwięzionej w ciele dużego chłopca, o ile tylko ''okażemy solidarność'' byle swołoczy z drugiego końca świata, ta na pewno odpłaci nam się tym samym. Postpolityczny infantylizm Wojdy wyłazi też z jej postawy wobec wojny na Ukrainie - zebrane pod jej patronatem odpady do produkcji świec okopowych na pewno zmogą rezunów Putina. Typu neonazisty Milczakowa z ''Rusicza'', chełpiącego się preparowaniem makabrycznych ''trofeów wojennych'' z odciętych przezeń kończyn pomordowanych wrogów: jak by nie patrzeć, to też recykling... Bliźniaczo podobne jej ukraińskie feminazistki i działaczki LGBT zajmują się de facto ideologiczną dywersją w ogarniętym wojną kraju, zwalczając wydumany ''patriarchat'', a nie realną rosyjską agresję, wszystko zaś za pieniądze niemieckiej fundacji im. Róży Luksemburg. Pasuje to jednak doskonale do UE, która nie może wywiązać się z zadeklarowanych ilości amunicji dla walczących Ukraińców, gdyż wyzbyła się niemal całkiem swej produkcji zbrojnej w tym względzie, bowiem przeczy ona obranej przez jej władze strategii ''zrównoważonego niedorozwoju''. W praktyce samobójczej dla Europy, nie dziwota stąd, że Agate stanowi powiadam uosobienie takowej postpolityczności w jej miejscowym wydaniu, równie pustym aktywizmem pokrywając brak realnych efektów.

Dzieje się zaś tak, gdyż UE nie jest ani nigdy będzie państwem, bo od swego zarania stanowi zanegowanie samej jego istoty. Cóż to za ''państwo'', które nie chroni własnych granic przed ''nachodźcami'', czy swego bezpieczeństwa żywnościowego pozwalając na zalew rynku wewnętrznego produkcją nie tylko z Ukrainy, ale i Rosji czy Latynoameryki? Projektowana zaś ''Unia Obronna'' prędzej służyć będzie zgodnie z zamysłem Spinellego do pacyfikacji samych Europejczyków, niż obronieniu ich przed zagrożeniem ze strony Azji, Afryki lub którejś z Ameryk. Nie pojmują tego Kucfederaci i niestety większość krajowych przeciwników ''unionizmu'', myląc rozbuchaną brukselską administrację z jakowymś ''etatyzmem''. Tymczasem anarchia może przybrać i biurokratyczną postać, tym przecież trudni się obecny nadwiślański nierząd, siejąc chaos w polskim państwie mnożeniem jego urzędów i wzajem znoszących się funkcjonariuszy, wszystko to zaś z pełnym błogosławieństwem ''uniokratów''. Prędzej więc mamy do czynienia w przypadku UE z rakowatą naroślą na europejskich państwach narodowych, rodzajem trawiącej je instytucjonalnej huby, wręcz monstrum ustrojowym bez precedensu w dziejach ludzkości, stąd i pozbawionym odpowiedniej dlań jeszcze nazwy. Dlatego przypomina wielką piaskownicę dla dużych dzieci, lub azyl neurotyków pełen ''ostatnich ludzi'' Nietzschego, jak celnie ujął to ukraiński filozof Andrij Baumeister. Formuła UE oznacza w praktyce dogasanie i marazm, gdyż oparto ją na zanegowaniu historii utożsamionej z tragizmem wojen i konfliktów politycznych. Wyłoniła się bowiem z gruzów dawnego Okcydentu, który sczezł w obu wojnach światowych i na opustoszałym po nim miejscu, stąd w istocie jest Unią Antyeuropejską dążąc do ostatecznego zniweczenia nawet tych resztek przeszłego świata, jakie tutaj jeszcze ocalały z dziejowej pożogi. Docelowo idealnym ''zbywatelem'' UE może więc być chyba już tylko jakaś ''niebinarnopłciowa'' postludzka ameba, wyzbyta własnej woli, rozumu i osobowości, której bohaterka niniejszego tekstu stanowi ledwie mocno niedoskonały wciąż prototyp. Bowiem póty co rozsadza ją wręcz ''wola mocy'' i stanowczy przerost ambicji nad realnie posiadanymi możliwościami, niemniej cel uosabianych przez nią wzorcowo, jak na obecne uwarunkowania, zmian jest jasny - i straszny.

Dlatego choć nie wierzę szczerze powiedziawszy, aby w ramach lokalnych wyborów można istotnie zmienić smutny los regionalnych ośrodków jak Kielce, wezmę w nich udział jedynie by zagłosować przeciw Wojdzie, gdyż niemal każdy inny kandydat będzie od niej lepszy - niemal, bo z wymienionych przyczyn nie dotyczy to Chłodnickiego. Poza tym jednak powtarzam KAŻDY: nawet, o zgrozo, ''bezpartyjny'' syn partyjnego, w pokracznej koalicji z porażonymi ekonomicznym ''januszyzmem'' kucerzami, jakich serdecznie nie cierpię jako zadeklarowany państwowiec, czyli nienawistny im ''etatysta''. Skądinąd cieszy mnie wściekle ewolucja ''bezideowej prawicy'', gdyż im prędzej dotrze do wszystkich, że tworzący ją karierowicze są liberałami także obyczajowymi tym lepiej. Odgrywający performens ''Polaka-katolika'' Braun już teraz omal nie narobił w portki z radości, witając w samorządowej koalicji małżonkę ''bezpartyjnego'', jaka ledwie parę lat temu wespół z miejscową komuną postulowała nazwanie jednego z miejskich rond ulicznych na cześć ''srajku bab''. Uczciwie należy też przy tym rzec, iż to Suchański wespół z Burszteinem ponoszą współodpowiedzialność za martwy praktycznie dla Kielc okres nierządu Wenty w magistracie. Oni przecież pomogli go tam umieścić, po czym pożarli się między sobą wskutek czego uczyniono z kadencji trenera pośmiewisko, pozbawiając go na starcie jego politycznej podpory, którą była Danuta Papaj. Faktyczna naonczas ''nadprezydent'' miasta, zaszczuta wściekłą nagonką w lokalnych mediach, wprawdzie nie mam dowodów, że stali za nią wspomniani miejscowi wielmoże, ale na pewno prym w niej wiódł Dariusz Gacek z lokalnego portalu ''scyzoryk'', startujący teraz do miejskiej rady z rekomendacji Burszteina. Życzę stąd owej paradziennikarskiej świni, aby własne łajno jakim tak lubi obsrywać innych, w końcu wylądowało jej samej na ryju. Wszakże nawet takowe kreatury jakoś wyglądają na tle ohydy unijnej postpolityki ucieleśnionej w ''osobopostaci'' Wojdyszcza. Cóż, przyjdzie więc zatkać nos i oddać przeciw niemu głos - dla spokojności sumienia, tudzież z pragmatycznych powodów niniejszym spisanych. Do czego i zachęcam, acz bez złudzeń: ktokolwiek zwycięży w owych wyborach i tak mamy jako kieleccoki przejebane, od nas zależy tylko jak bardzo...

ps.

Poniewczasie spotkałem się z zarzutami jakoby ''nadmiernego krytycyzmu'' i braku przy tym ''pozytywnego programu'' dla Kielc. Bynajmniej, wręcz gryzłem się w język, skoro jednak zostałem wywołany dopowiem rzecz do końca. Otóż Kielce umierają wraz z Polską i całą Europą, nie mamy przyszłości, bowiem demografia jest pod tym względem bezlitosna. Brutalna prawda wygląda tak, iż dogorywamy w zbiorowej umieralni majacząc przy tym na głos o ''prawach reprodukcyjnych'', LGBT i ''woonerfach'', a owe przedagonalne halucynacje podsyca morfina unijnych dopłat. UE stąd nie zbawi nas, gdyż stanowi poroniony od swego zarania postpolityczny projekt oparty na utopii ''bezdziejowości'', liberalnego ''końca historii'' tworzącego alternatywną nierzeczywistość, gdzie jakoby można obrać sobie płeć itp. bzdury. Pełniąc w praktyce rolę przysłowiowej orkiestry na Titanicu, która tym mocniej hałasuje, im bardziej zdążamy na dno jako Europejczycy, byle zagłuszyć krzyki tonących. Tak więc rzecz nie w jałowych mrzonkach o jakowychś ''pozytywnych programach'', lecz trzeźwym widzeniu realnego wyboru, jaki nam kieleccokom jeszcze pozostał: między lokalną sitwą uosabianą przez ''bezpartyjnego'', a tą całkiem już ''uniopejską'' wcieloną w ''osobopostać'' Agatyszcza. Za co serdecznie ''podziękuję'' jej/jemu przy urnie, nie mógłbym bowiem darować sobie takowej okazji:).